Puszkowa, schronisko i Pysia :D

IMG_1648

No i stało się…. Stado nam się powiększyło! Puszkowa twierdzi że rodzina ale jaka to rodzina? Rodzina to JA, Puszkowa i Puszkowy ewentualnie, chociaż nie wiem czy on w ogóle ma jakiekolwiek pojęcie co jadam lub co lubię.

Ale od początku…

Wiecie że Puszkowa ostatnie dwa miesiące przeryczała za Miśką. Niestety, biały futrzak był i już go nie ma. Puszkowa popadła w głęboką rozpacz i nie mogła się z tego wygrzebać chociaż robiłem co mogłem . Ona chce Miśkę i już! Natychmiast! I ryczy!
Na szczęście Puszkowy wpadł na genialny pomysł: musi być nowy piesek, podobny do Miśki, tak samo sympatyczny i chrapiący nocami. Ja nie chrapię więc przestałem się liczyć :( . I zaczął szukać ….

Jakiej rasy była Miśka- nie wie nikt. Jakiś mini pudel, może przerośnięty maltańczyk, miniatura Reksia z kreskówek… Nie ma takiego pieska. Nie ma i już! Coś tam się znalazło w jakiejś wypasionej hodowli psów na drugim końcu Polski i Puszkowy nawet zdeklarował się pojechać byleby Puszkowa zalewać łzami się przestała ale jakoś decyzje nie zapadły. Padły natomiast pytania :
1. Czy Miśka chciałaby żeby Puszkowa ryczała za nią całymi tygodniami? NIE!
2. Czy Miśka chciałaby jakiegoś futrzaka dla Puszkowej? TAK!
3. Czy Miśka chciałaby jakiegoś wypasionego psiaka z hodowli? NIE!
Miśka chciałaby żeby Puszkowa zaopiekowała się jakąś sierotką schroniskową i kochała ją jak Miśkę. Co najmniej!

I tak Puszkowy zapakował zaryczaną wciąż Puszkową do auta i pojechali do najbliższego schroniska dla zwierzaków.

Schronisko akurat Puszkowej jest dobrze znane, gdyż nie raz, wraz z przyjaciółkami robiły akcje: karma, kocyki, kołderki. Psy mają tam całkiem duże i czyściutkie boksy, duży wybieg, mnóstwo wolontariuszy do wyprowadzania ich na spacer niemniej jednak to tylko schronisko. Psiak musi mieć swojego człowieka do patrzenia mu w oczy i tyle!

Funię Puszkowa wypatrzyła prawie od razu. Najmniejsza psinka w całym schronisku, kochająca wszystko i wszystkich, merdająca ogonkiem z szybkością ponaddźwiękową i interesująca się całym światem. Pani schroniskowa powiedziała zresztą że to pies z ADHD , zwariowany i szalony- akurat dla zaryczanej Puszkowej :D . Puszkowy, co prawda, marzył o pani wilczur- najchętniej szczeniaku- ale kieszonkowa Funia też przypadła mu do gustu. Bo Funi nie sposób nie lubić :D

Puszkowa była gotowa wywlec Funię z boksu już i natychmiast, ale okazało się że nie! Przepisy są takie że psinka musi być gruntownie przebadana, wyleczona i wysterylizowana i dopiero może zostać adoptowana. Czyli trzeba czekać…
No i doczekaliśmy się :D Zwłaszcza ja!

Funia po odebraniu ze schroniska natychmiast zaczęła rządy mniejszości. Bardzo małej mniejszości :D Obiegła wszystko, wszystkim wszystko zjadła, wypiła pół wody ze stawu, pogoniła wszystkie koty, ptaki też pogoniła chociaż każda sroka większa od niej, uwaliła sie na kanapie, westchnęła ze szczęścia i zasnęła chrapiąc niemiłosiernie. Puszkowa oczywiście mało nie zemdlała ze szczęścia, rozanielonym wzrokiem patrząc na szalonego kundla. A ja?
Mnie została tylko deska do prasowania. Tam ta zaraza nie dosięgnie :D

I tak mamy w domu małego Napoleona w jasnobrązowym futerku. Puszkowa zmieniła jej imię na Pysia bo ma śmieszną mordkę, czasami mówi na nią Elżunia ( skąd jej się to wzięło- nie mam pojęcia, ona zresztą też nie wie) ale znów u nas jest wesoło- czasami za bardzo :D

A o drugim psie napiszę następny raz. Bo na Pysi nie skończyło się, niestety :D

Pozdrawiam Was z wysoka czyli z deski do prasowania :D

Wasz Futrzaty!