Puszkowa, schronisko i Pysia :D

IMG_1648

No i stało się…. Stado nam się powiększyło! Puszkowa twierdzi że rodzina ale jaka to rodzina? Rodzina to JA, Puszkowa i Puszkowy ewentualnie, chociaż nie wiem czy on w ogóle ma jakiekolwiek pojęcie co jadam lub co lubię.

Ale od początku…

Wiecie że Puszkowa ostatnie dwa miesiące przeryczała za Miśką. Niestety, biały futrzak był i już go nie ma. Puszkowa popadła w głęboką rozpacz i nie mogła się z tego wygrzebać chociaż robiłem co mogłem . Ona chce Miśkę i już! Natychmiast! I ryczy!
Na szczęście Puszkowy wpadł na genialny pomysł: musi być nowy piesek, podobny do Miśki, tak samo sympatyczny i chrapiący nocami. Ja nie chrapię więc przestałem się liczyć :( . I zaczął szukać ….

Jakiej rasy była Miśka- nie wie nikt. Jakiś mini pudel, może przerośnięty maltańczyk, miniatura Reksia z kreskówek… Nie ma takiego pieska. Nie ma i już! Coś tam się znalazło w jakiejś wypasionej hodowli psów na drugim końcu Polski i Puszkowy nawet zdeklarował się pojechać byleby Puszkowa zalewać łzami się przestała ale jakoś decyzje nie zapadły. Padły natomiast pytania :
1. Czy Miśka chciałaby żeby Puszkowa ryczała za nią całymi tygodniami? NIE!
2. Czy Miśka chciałaby jakiegoś futrzaka dla Puszkowej? TAK!
3. Czy Miśka chciałaby jakiegoś wypasionego psiaka z hodowli? NIE!
Miśka chciałaby żeby Puszkowa zaopiekowała się jakąś sierotką schroniskową i kochała ją jak Miśkę. Co najmniej!

I tak Puszkowy zapakował zaryczaną wciąż Puszkową do auta i pojechali do najbliższego schroniska dla zwierzaków.

Schronisko akurat Puszkowej jest dobrze znane, gdyż nie raz, wraz z przyjaciółkami robiły akcje: karma, kocyki, kołderki. Psy mają tam całkiem duże i czyściutkie boksy, duży wybieg, mnóstwo wolontariuszy do wyprowadzania ich na spacer niemniej jednak to tylko schronisko. Psiak musi mieć swojego człowieka do patrzenia mu w oczy i tyle!

Funię Puszkowa wypatrzyła prawie od razu. Najmniejsza psinka w całym schronisku, kochająca wszystko i wszystkich, merdająca ogonkiem z szybkością ponaddźwiękową i interesująca się całym światem. Pani schroniskowa powiedziała zresztą że to pies z ADHD , zwariowany i szalony- akurat dla zaryczanej Puszkowej :D . Puszkowy, co prawda, marzył o pani wilczur- najchętniej szczeniaku- ale kieszonkowa Funia też przypadła mu do gustu. Bo Funi nie sposób nie lubić :D

Puszkowa była gotowa wywlec Funię z boksu już i natychmiast, ale okazało się że nie! Przepisy są takie że psinka musi być gruntownie przebadana, wyleczona i wysterylizowana i dopiero może zostać adoptowana. Czyli trzeba czekać…
No i doczekaliśmy się :D Zwłaszcza ja!

Funia po odebraniu ze schroniska natychmiast zaczęła rządy mniejszości. Bardzo małej mniejszości :D Obiegła wszystko, wszystkim wszystko zjadła, wypiła pół wody ze stawu, pogoniła wszystkie koty, ptaki też pogoniła chociaż każda sroka większa od niej, uwaliła sie na kanapie, westchnęła ze szczęścia i zasnęła chrapiąc niemiłosiernie. Puszkowa oczywiście mało nie zemdlała ze szczęścia, rozanielonym wzrokiem patrząc na szalonego kundla. A ja?
Mnie została tylko deska do prasowania. Tam ta zaraza nie dosięgnie :D

I tak mamy w domu małego Napoleona w jasnobrązowym futerku. Puszkowa zmieniła jej imię na Pysia bo ma śmieszną mordkę, czasami mówi na nią Elżunia ( skąd jej się to wzięło- nie mam pojęcia, ona zresztą też nie wie) ale znów u nas jest wesoło- czasami za bardzo :D

A o drugim psie napiszę następny raz. Bo na Pysi nie skończyło się, niestety :D

Pozdrawiam Was z wysoka czyli z deski do prasowania :D

Wasz Futrzaty!

Puszkowa, huragany i plaga egipska…

To ja. Wasz ulubiony Futrzaty wita Was w ten smętny, jesienny dzień.

Puszkowa już przy kawce, ja znów na desce do prasowania i tak mnie na rozmyślanie wzięło… Czy Puszkowa czasem nie jest jakimś nieszczęściem na ludzkość zesłanym? Jaką plagą egipską albo co? No bo fakty mówią za siebie….

Jak wiecie, Puszkowa kocha włóczyć się. Po całym świecie. Plan wyjazdów ma z reguły ustawiony co najmniej dwa lata do przodu, wie co skąd lata i za ile, gdzie kiedy jest wiosna i lato a gdzie nawet oka nie warto otwierać bo zimno i ponuro. Jej ukochanym zajęciem przy porannej kawce jest podglądanie świata przez kamery internetowe. Takie z głosem i i pokazujące aktualny obraz. Jest tego mnóstwo i Puszkowa ma je wszystkie w małym palcu. Dzisiaj na przykład jest kawka z widokiem na Queenstown w Nowej Zelandii bo tam wiosna, jasny wieczór i ptaki śpiewają. Przy następnej kawce będzie ukochana Teneryfa i ukochane nabrzeże w Los Cristianos, potem Times Square w Nowym Yorku z widokiem na ulubione miejsce czyli Hard Rock Cafe i Bubba Gump ( takie mają krewetki że ho ho!), potem Cusco w Peru ( tam jeszcze Puszkowej nie było), smętna i samotna Wyspa Wielkanocna a wieczorem znów Nowa Zelandia bo tam poranek się zacznie dnia następnego i miło podejrzeć co będzie jutro :D

I tak co pije kawkę to Puszkowa jest gdzie indziej…
Skutki kawkowego podglądania są zawsze takie same : TU! Tu chce jechać i nie ma zmiłuj!

Potem są przygotowania , czasem bardzo długie bo Puszkowa wydawać pieniędzy nie lubi i szuka zawsze oszczędności no i …. w drogę! Jedzie! Szczęśliwa bo włóczenie się po świecie jest jej najbardziej ukochanym zajęciem, zaraz po kopaniu i grabieniu :D

A skąd tu , w takim razie, plagi egipskie? Bo nawet Puszkowa zauważyła już pewną prawidłowość: co gdzie pojedzie, to prawie zawsze na dane miejsce spada po jej wyjeździe jakaś katastrofa pogodowa. Była w Nowej Zelandii : trzęsienie ziemi, poleciała na Karaiby: huragany zmiotły połowę wysp, wpadła na kilka dni na Wschodnie Wybrzeże to na drugi dzień stacje telewizyjne prześcigały się w wysyłaniu wozów transmisyjnych do Atlantic City bo odprysk huraganu Marie zagroził nawet Nowemu Jorkowi.
A teraz trzeci dzień siedzimy bez prądu bo Puszkowa raczyła wrócić do domu!!!!
I o to mam do niej największe pretensje! Nie mogła gdzieś tam zostać? Musiała do nas przywlec jakiegoś Ksawerego który połamał drzewa wokół, narobił straszliwych szkód i pozbawił nas wszystkich ciepełka i elektryczności? Nie, nie mogła!

Ja rozumiem że mogło jej się nie podobać, że niedaleko sławnej plaży Maho, tej przy której lądują samoloty , spadła jej na głowę wielka gałąź bo bezrozumny kierowca otwartego autokaru wycieczkowego jechał jak szalony pod drzewami! Cud że nic się nie stało. Ale żeby mścić się tak paskudnie? Plaży Maho nie ma, lotniska nie ma, ludzi na plaży nie ma, samoloty nie lądują….

Nic tylko plaga egipska!!!! Muszę uważać żeby na Puszkową nawet nie spojrzeć bo mnie wzrokiem w myszę zamieni…. :D

A prąd mamy dopiero od kilku godzin i tylko troszeczkę. Jakieś fazy zniknęły. Ale starcza akurat na kawkę i kamerkę internetową. Czyli chociaż tyle dobrego!

Mam nadzieję że u Was trochę lepiej! Miłego wszystkiego!

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i Prezydent USA…

Cwana ta nasza Puszkowa, oj cwana!

Ale od początku…

Jak wiecie Puszkowa kocha się włóczyć. Po świecie znaczy się. I pewnego pięknego dnia świt zastał Puszkową pod palmami. Palmy były zielone, pierzaste i bardzo, bardzo zagraniczne. Panował cudny, poranny upał oceaniczny, woda mieniła się błękitem i turkusem, wilgowrony tłukły sie już od godziny, wrzeszcząc przy tym na całą wyspę egzotyczną a rozanielona Puszkowa starannie odczytywała tabliczkę na drzwiach jej ukochanego domu towarowego. Ponieważ na kontynencie zamieszkania Puszkowej tychże przybytków handlowych nie ma, każde możliwe spotkanie z ukochanym miejscem zakupów Puszkową raduje niezmiernie.

Gwoli informacji są tam całe ściany regałów z butami z ubiegłorocznych kolekcji najbardziej znanych projektantów a kosztują tyle co chińskie trampki w sklepie polsko- chińskim :) . No i ciuchy…. Aleje, place, trakty handlowe całe :D

Ale wróćmy do Puszkowej w porannym, egzotycznym słońcu wśród palm i pod drzwiami.

Drzwi informowały że już za sekundkę , za minutkę nawet Puszkowa będzie mogła wejść do swego raju. Wejść i hulaj dusza.

Puszkowa jako osoba zapobiegliwa i wielkopolsko skąpa do tego hulania przywlokła Puszkowego, bo własnych zaskórniaków zawsze szkoda, ktoś drzwi przy wyjściu otworzyć musi a rękami pełnymi toreb się nie da. Nogą zresztą też głupio… Puszkowy takie eskapady swej lepszej połowy zna od lat i jest do nich przyzwyczajony- najważniejsze żeby była wygodna kanapa i wifi :D

Ale tym razem Puszkowa nie dała mu spokoju.
- Zobacz jakie śliczne buty….
- No i ?…- Puszkowy niespecjalnie był zainteresowany czółenkami na obcasie, ale skoro Puszkowej się podobają…
- Są takie śliczne i za połowę ceny …- nie odpuszczała Puszkowa.
- No i?…
- Nie wiem czy je kupić! – prawie krzyknęła z żalem w głosie Puszkowa.
- Ale skoro są śliczne i podobają się to bierz… – stwierdził Puszkowy nie odrywając wzroku od tabeli wyników ostatniej rundy rozgrywek koszykówki. Wifi działało.
- Ale one są projektu IVANKI TRUMP!!!

I tu Puszkowy wreszcie zareagował. Podniósł głowę, popatrzył na Puszkową z politowaniem, kilka razy westchnął nad kobiecą logiką mieszającą buty z polityką i wrócił do wifi.

Puszkowa została sama na placu boju z cudnymi i pioruńsko wygodnymi butami w rękach ale nie, nie dała się! Sprawdziła różnice czasu pomiędzy krajami i nie bacząc na upiornie poranną godzinę w kraju ojczystym obdzwoniła przyjaciółki, racząc je mms-em ze zdjęciem wspomnianych butów. Oto opinie:

- Warszawianka : Są passe!!! Czy Puszkowa wie że pokazanie się w takim obuwiu na salonach warszawskich spowoduje wykluczenie Puszkowej z życia towarzyskiego, społecznego i gospodarczego po wsze czasy a inteligentne warszawskie dzieci rzucać będa za Puszkową kamieniami?

- Przyjaciółka 1- Kup, kup. Uwielbiam Ivankę Trump a buty są cudne. Uszyję Tobie fajną sukienkę do nich!

- Przyjaciółka 2- Kupuj! A mojego rozmiaru nie ma?

- Przyjaciółka 3- Pogięło Cię? Czy Ty wiesz która godzina u nas?

Po tak zgodnych opiniach Puszkowa oczywiście buty kupiła. Okazały się zresztą jeszcze wygodniejsze niż myślała i Puszkowa do teraz pluje sobie w brodę że nie wzięła innych modeli!

No i teraz gwóźdź programu :D

Kto odwiedził kilka dni temu kraj nasz ojczysty? No kto? Donald Trump zwany Prezydentem. A kto siedział przy Bardzo Ważnym Stole w roli głównej? No kto? IVANKA TRUMP!!!
No to kto ma najważniejsze buty na świecie? PUSZKOWA!!!

A mojego rozmiaru nie było…
Wasz niezadowolony Futrzaty.

Jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Nasza Puszkowa coś ostatnio mało aktywna jest.

Nie żeby całkiem w jakiś letarg wpadła. Co to to nie, niestety. Biega jak nakręcona, robota pali jej się w rękach, zarobiona jest tak ze wieczorem zasypia na siedząco. Najważniejsze zresztą jest żeby zasnąć w czasie jej ukochanych brytyjskich programów o ogrodnictwie, bo potem jej się same miłe rzeczy śnią. Tak mówi przynajmniej :)
Puszkowa w ogóle nam się przestawiła kompletnie. Po pierwsze : zakochała się w spokojnym, ogrodniczym, wiejskim stylu życia. Wiadomo: musiała się zakochać bo jak kto ma 1000 m2 parku do zrobienia to albo to kocha albo zakopuje się pod ziemią i udaje że go nie ma :). Namiętnie wieczorami ogląda wszelkie ogrodnicze programy BBC ( te przy których zasypia), wszelkie programy o domach i wnętrzach oraz zdrowym stylu życia. Zrobiła sobie dietę, biega na siłownie no i wreszcie schudła i to tyle że cała szafa do wymiany :). Za wyjątkiem półek :) Czyli jest aktywna ekstremalnie.

Ale nie wszędzie.

Puszkowa całkowicie zniknęła z wszelkich portali społecznościowych. Całkowicie i nieodwracalnie, tracąc przy tym kilkunastu znajomych, którzy się obrazili bo oni do niej publicznie a ona do nich nie…Reszta nawet nie zauważyła że Puszkowej już nie ma bo jak się ma setki znajomych trudno pamiętać o jednej, mocno „schudniętej ” Puszkowej. Kilku amantów internetowych tez na Puszkową śmiertelnie się obraziło, chociaż nie wiadomo dlaczego. Puszkowa Puszkowego już ma, propozycje matrymonialne z Indii, Polski czy Turcji w ogóle jej nie interesują i interesować nie będą. Wszelkie fora na których Puszkowa się udzielała czy to ogrodnicze, czy ” szyciowe” i tak prędzej czy później kończyły się awanturami w stylu: wiem lepiej a wy nie! Powoli zaczęło to przypominać przelewanie z pustego w próżne, zajmowało coraz więcej czasu i stawało się coraz bardziej bez sensu. A prawdziwe życie obok robiło sobie tup…tup… i mijało.

No i pewnego, pięknego dnia Puszkowa pożegnała się w myślach ze wszystkimi wirtualnymi znajomymi i bez żadnej ostentacji cichutko zniknęła. I co? I nic! Kilka osób zapytało czy się obraziła, kilkanaście obraziło od razu awansem i na zawsze, a reszta nawet nie zauważyła. Kontakt z Puszkową jest bo kto chce to odnajdzie i tylko JA na tym cierpię! Tak! JA!
Bo kto teraz zachwyca się mną? Kto czyta co u mnie, jakie mam przemyślenia i czy w ogóle je mam? Nie ma już nikogo kto zainteresowałby się moją urodą, inteligencją i urokiem osobistym. Tylko Boja cichutko zapytał co u mnie słychać a reszta wielbicieli gdzie? Pewnie podziwiają inne futrzaki albo jakie świnki morskie….

Ech, życie…..
Wasz posmutniały Futrzaty.

Małżom na ratunek…

Coś dziwnego dzieje się z Puszkową…

Niby wszystko normalnie, marudzi, narzeka, czepia się, kicha i kaszle po rybomaniakach ale dzisiaj to już nawet siebie przeszła. I nawet ona się zdziwiła gdy naszła ją chwila jasności umysłu i dotarł do niej moment refleksji nad samą sobą :)

Jak to w każdy czwartek, Puszkowa staropolskim zwyczajem, rzuciła się na tzw. okazje w sklepie swoim ulubionym. Kupowanie w nim sprawia Puszkowej przyjemność bo to i owocki są świeże, i warzywa różniaste ze wszystkich stron świata, a to jakieś wyroby mocno egzotyczne. Czasami i maszyna do szycia się znajdzie, o ciuchach sportowych nie wspominając… W każdym razie swój ulubiony sklep Puszkowa lubi bardzo i starannie sprawdza wszystkie możliwe promocje. Promocje odbywają się na ogół w czwartki i poniedziałki, o czym zresztą trąbią we wszystkich mediach dwaj znani kucharze. I tak odtrąbili tydzień azjatycki.

Tydzień azjatycki dla Puszkowej to to czym dla mnie kawał szyneczki :) Miodzio po prostu :) Pełnia szczęścia! Egzotyczna rozpusta gastronomiczna i kilka radosnych kilogramów więcej, pachnących olejem sezamowym i smażonymi warzywkami… Och, gdyby tam jeszcze troszkę więcej czegoś konkretnego było… Nawet ja byłbym zachwycony :)
Ale wiecie: najedzona Puszkowa to szczęśliwa Puszkowa i święty spokój na kilka godzin. Narzekania zaczynają się później…

Ale teraz, wciąż radosna Puszkowa, z gazetką promocyjną w rękach, wpadła do swego sklepu ulubionego prosto w promowane stoisko- wyjątkowo bogate zresztą tym razem. Nabywszy ” drogą zakupu” kilka brakujących składników do swych tajnych przepisów azjatyckich, postanowiła przejść się też po innych fragmentach sklepu. Funduszy przeznaczonych na zakupy już się, co prawda, starannie wyzbyła ale co tam… popatrzeć można.

I Puszkowa trafiła na MAŁŻE.

W gablocie chłodniczej leżały sterty ofoliowanych pudełek. W środku, upchnięte na wzór śledzi, leżały sobie pozamykane skorupy, dokładnie takie same jak te na które Puszkowa tzw. stopą bosą nadeptuje na brzegach jezior. Prawdziwe małże. Po kilogramie w pudełku. Zalane wodą.

Zaciekawiona Puszkowa nie byłaby sobą gdyby nie wsadziła łapy do gabloty i nie wywlekła pudełka. A na pudełku był sobie napis : ” Małże w skorupach. Żywe, świeże, schłodzone”.

Puszkowa popatrzyła, popatrzyła… i mało ją grom z jasnego nieba nie trafił. Rozumiecie : te małże były żywe!!!

Leżały sobie w gablocie, z dala od rodziny, mamy, taty, skały ulubionej i pewnie pogrążały się w smutku, samotności i rozpaczy, trzęsąc się z zimna, bo schłodzone na dodatek. Żywe, biedne, samotne, przez nikogo nie zauważane, jak te psiaki i kociaki ze schronisk, na punkcie których Puszkowa ma totalnego fioła i cały dom zamieniłaby najchętniej na przytułek dla futrzanych sierot. Całe szczęście, że ja tu jestem bo już dawno Puszkowa zamieszkałaby w garażu, moją kanapę oddając innym a tylko ja daję sobie radę z tym rozjuszonym, pchającym się do domu tałatajstwem. To tak na marginesie …

Puszkowej łzy stanęły w oczach. Tak prawie… I postanowiła je uratować.

Policzywszy resztę gotówki, stwierdziła ze smutkiem że uda jej się uratować tylko kilogram tych biednych, samotnych i schłodzonych zwierzątek, ale wiecie : zawsze to coś. Plan był bardzo perfidny :) . Ten sam zresztą który Puszkowa zastosowała grudniową porą :” kupić karpia- wypuścić karpia”. Przecież mamy staw!!!

Pani w kasie popatrzyła na Puszkową z lekkim obrzydzeniem, gdy Puszkowa wyciągała ostatnie groszaki na te obrzydlistwa, bo przecież ona by czegoś takiego w życiu do ust nie wzięła, ale jak kobita chce… Ludzie różne rzeczy ” ją”. Podobno nawet ślimaki…

I tak Puszkowa uratowała cały kilogram małży…Prawie uratowała :) .

Bo dopiero w domu doczytała, że małże pochodzą z naturalnych i ekologicznych łowisk Morza Północnego. MORZA !!!

I posmutniała Puszkowa. Przecież my na etapie morza w ogrodzie jeszcze nie jesteśmy i w stawie woda jest jak najbardziej słodka, z lekko chlorowym posmakiem. I co teraz ?

Na razie małże wylądowały w lodówce i nadal marzną a Puszkowa ma dylemat . Czy :

a/ czekać na tsunami aby woda w stawie zamieniła się w słoną?
b/ wybudować w ogrodzie morze?
c/ założyć akwarium morskie z konikami morskimi, błazenkami i rafą koralową i tam upchnąć małże ?
d/ zeżreć z białym winem i masełkiem czosnkowym?

Ja tam bym zeżarł, jakby mi kto te skorupy pootwierał, nawet bez czosnku, ale wiem że Puszkowa o morskim akwarium marzy…Chyba że znów jakaś zmiana w ogrodzie nastąpi, bo z Puszkową nic nie wiadomo…

Myślę, że Puszkowej jednak najbardziej przydałby się jakiś urlop. Bo z myśleniem u niej nie bardzo…Przecież te małże leżą teraz w naszej lodowce. W naszej czyli mojej. A czy ja prosiłem o jakieś głupie, samotne małże? A jak przyjdzie jej do głowy ratować te biedne, samotne ryby mrożone? Przecież cały staw nam zaświni…

Wasz, prawie zatroskany o stan Puszkowej, Futrzaty :)

Jak Puszkowa schuść postanowiła…

- Trzeba schuść żeby nie pęc! – powiedziała a właściwie wydyszała Puszkowa, próbując wbić się w ulubione spodnie.

Spodnie stawiały naprawdę duży opór. Czy to wredna i kiepskiej jakości tkanina, czy to zamek nie taki… Spodnie, w każdym razie, opierały się jak mogły. Usiłowania Puszkowej, aby wciągnąć w „się” żołądek, wątrobę czy nawet żebra spełzały na niczym. Co udało się wcisnąć górą, wyłaziło ze stron różnych, talia, będąca na ogół w miejscu mniej więcej stałym, robiła się w kilku i to też nie stałych, podchodząc lub opadając energicznie i z wdziękiem. Podobnie jak Puszkowa. Z tym, że bez wdzięku a z coraz większą furią.

- Żeby to trafił szlag! – wysyczała Puszkowa, rezygnując z zapięcia zamka. -Trzeba schudnąć! I to już!!!

Leżałem sobie spokojnie w miejscu ulubionym i bezpiecznym czyli desce do prasowania. Ulubionym i bezpiecznym, gdyż cykliczne napady Puszkowej w celu obcałowywania mnie nie obejmowały terenu w promieniu dwóch metrów wokół. Nienawiść Puszkowej do prasowania była silniejsza od chęci poniżania mnie i było to jedyne miejsce które Puszkowa starannie omijała a ja miałem tam spokój. I wszystko świetnie widziałem!

Bo ciąg dalszy,oczywiście, nastąpił :)

Najpierw w powietrze poleciały spodnie. Potem kilka słów tzw. ogólnobudowlanych i nie było to bynajmniej „wapienko”i „piaseczek”. Po ulżeniu sobie emocjonalnie, nie zwracając uwagi na moje lekko zwiędnięte, po wysłuchaniu litanii, uszka, Puszkowa postanowiła działać! Wyszarpnąwszy spod tyłka śpiącej Liliany kocyk, ułożyła go starannie na podłodze.

Tak na boku, metoda Liliany, aby wyć pod drzwiami wejściowymi tak długo aż nie zostanie wpuszczona do domu, sprawdzała się doskonale. Z chwilą zaśnięcia na fotelu i kocyku, Liliana cichnie i jest święty spokój przez cały dzień.

Ale teraz kocyk był potrzebny do celów wyższych. I grubszych :). I zadziało się :)

Dawno, dawno temu, kiedy Puszkowa była jakieś kilkanaście kilogramów młodsza, furorę robiły różne zestawy ćwiczeń oferowane przez różnych guru odchudzania. Teraz też tak jest, z mniejszym, niestety, naciskiem na ćwiczenia a większym na różne łykania i popijania. Wtedy widocznie chemia spożywcza była mniej rozwinięta i aby odzyskać formę należało porządnie się zmęczyć i ćwiczyć. Puszkowa, jako osoba ciut mniejsza rozmiarowo nie miała w sobie parcia na ćwiczenia, zmęczyć mogła się w każdy inny sposób, ale od czasu do czasu stosowała serię ćwiczeń w celu niezardzewienia. Ćwiczenia polegały na delikatnym rozciąganiu, trwały długo- jakieś 40 minut codziennie, ale efekty były. Puszkowa wyglądała świetnie, położenie dłoni na podłodze w pozycji stojącej nie sprawiało jej kłopotów, ale ćwiczenia miały jedną wadę. Jak mówiłem, trwały długo i były strasznie nudne. Kilkanaście ćwiczeń po 100 powtórzeń, dawało niezłą sumkę, a propozycja Puszkowego, aby nie liczyć za każdym razem a rozliczać się z ćwiczeniami minutowo, została przez Puszkową odrzucona ze wstrętem. A jak zamiast stu powtórzeń, zrobi 125 ? Albo i 130, jak się pospieszy? Nie opłaca się! I nuda zwyciężyła. Ćwiczenia poszły w kąt a Puszkowa wszerz…

I dzisiaj nadszedł dzień powrotu do przeszłości… Podłoga była, kocyk był, Puszkowa była, postanowienie zapadło!

Złośliwy ciąg dalszy nastąpi…

Wasz, zdegustowany, Futrzaty.

Skrzynia Pełna Kotów…

- Musimy coś wymyślić…- powiedziała Puszkowa, patrząc w zadumie za okno.

Za oknem było początkowo-grudniowo czyli ponuro, szaro i beznadziejnie. Co miało spaść z drzew to spadło i walało się w powiewach zimnego wiatru, trawa przestała rosnąć i udawała że jej nie ma, nawet staw wyglądał ponuro i beznadziejnie… Najgorzej miały ryby. Puszkowa w chwili optymizmu rzuciła im żarło do wody, zapominając o tym że już pozamarzało. Rzuciła i zostało, podglądane od spodu przez głodne karasie i całkowicie dla nich nieosiągalne. Na nieszczęście dla ryb, pierwszy lód na stawie był całkowicie przezroczysty i kolorowe kulki karmy wydawały im się prawie na wyciągnięcie pyszczka. Plus jeden centymetr lodu…

Rozmyślałbym dłużej nad rybim nieszczęściem, ale Puszkowa znów rzuciła hasło:
- Musimy coś zrobić z kotami!

Skóra mi ścierpła! Przez moment nawiedziła mnie wizja pęczka naszych kotów, wywożonych w dal i miauczących przeraźliwie, ale na szczęście wizja ta szybko zniknęła. Znam Puszkową, sama nie zje a kotom da, nawet jak sobie same wezmą co ją wkurza, pomarudzi, pomarudzi i jej przejdzie. Tak, między nami, czasami wykorzystujemy ją niemiłosiernie, ona udaje, że nie wie i jest fajnie :).

- Nie mogą tak biedaki w tym zimnie tak siedzieć… – Puszkowa powoli rozwijała swą myśl.

Spojrzałem też za okno. Owszem, być były ale żeby tak siedziały, to nie powiem…
Antek wlazł na lód i próbował zeżreć rybom karmę, powodując jeszcze większą rybią palpitację niż wcześniej, Leon Lizus próbował wleźć do domu przez szybę czyli robił to co zawsze, Stitch gonił liście i szło mu to całkiem sprawnie, mimo wielkiego tyłka, nasze dwie gwiazdy czyli Lila i Kasia gdzieś się zapodziały ale było pewne, że w chwili otwarcia drzwi tarasowych błyskawicznie wyłonią się z niebytu, bezczelnie wepchną do domu i potem Puszkowa gonić je będzie, aby sobie łaskawie wyszły. A ja… No cóż… Leżałem na kanapie :)

I tak sobie myślała Puszkowa, myślała, myślała. Kartkę i ołówek wywlekła, coś tam porysowała, ubrała się i znikła na godzinę. Wyprysła gdzieś naszym Transportem Wojennym, wróciła wyładowana po dach i zaczęło się.

Przepis na Skrzynię Pełną Kotów :

Stara duża skrzynia drewniana- im dłuższa tym lepsza. Uszczelniamy dno, wykładamy styropianem. Z obu stron dłuższego boku wycinamy niskie wejścia. Puszkowa wejścia dopasowywała do tyłka Stitcha bo największy, tak że na inne koty też pasowało. Kot może sobie wejść z jednej strony i wyleźć z drugiej. Do środka, wzdłuż dłuższego boku skrzyni wstawiamy ściankę ze starej szafy, robiąc w ten sposób korytarz. W ściance z mebla robimy trzy wejścia ( wymierzone wiadomo czym…) tak aby żadne nie znalazło się naprzeciwko wejścia i wyjścia głównego, robimy dwie poprzeczne ścianki i w ten sposób stara drewniana skrzynia staje się apartamentowcem z trzema apartamentami, każde z własnym wyjściem na główny korytarz, stający się tym samym wiatrołapem. Wszystko elegancko wykładamy styropianem, na podłogę kładziemy kocyk i przykrywamy następną, w taki sam sposób przekształconą skrzynią. Wszystko znów przykrywamy styropianem, opatulamy kołderką lub kocykiem. Górę Puszkowa przykryła jeszcze tkaniną a la futro, które kiedyś nieopatrznie kupiła sobie na coś wystrzałowego póki, po konfrontacji z lustrem, nie stwierdziła że przypomina nutrię tylko zęby ma za krótkie. Żeby chociaż norkę albo szynszyla ale nie… Kolor był ewidentnie nutriowy i na szczęście teraz okazał się strzałem w dziesiątkę. Skrzynia stała się jeszcze bardziej wytworna i lekko puchata.
I w ten sposób właśnie powstała Skrzynia Pełna Kotów.

Stoi sobie na tarasie, górna puchata pokrywa służy kotom za wytworny stół, bo Puszkowa im tam jedzenie podrzuca a dolny, sześcioapartamentowy apartamentowiec przez koty jest namiętnie okupowany. Stitch zresztą zamieszkał tam na stałe, wyłazi tylko na jedzenie a najczęściej oglądaną częścią Stitcha jest jego rudy… wiadomo co :) Ale, w końcu, apartamenty zostały wybudowane przez Puszkową na jego rozmiary :)

Myślę, że teraz Puszkowa przestanie zamartwiać się o te kocie łajzy podwórkowe. Zaczynam się jednak martwić ja… Dlaczego właśnie aż sześć tych mieszkań zostało zrobionych? W końcu kotów jest tylko pięć… No i ja! Ale ja przecież mieszkam na kanapie!!! Chyba Puszkowa nie jest aż tak wredna …

Pozdrawia Was, Wasz lekko zaniepokojony, Futrzaty…

A Wy jakie domki wybudowaliście swoim kotom ?

„Krzyżacy” czyli jak Młodzież lekturę męczyła…

- Co robisz w sobotę? – zapytała Puszkowa, próbując zepchnąć mnie z kolan. Kolana same w sobie za ciekawe nie były, każdy takie ma, ale miałem z nich bliżej do wolnej ręki Puszkowej. Ręka ta miała obowiązek drapać mnie za uchem ale Puszkowa zaaferowana rozmową przez telefon z Młodzieżą, jakoś o pustym przebiegu zapominała.

- Mam lekturę do czytania… Strasznie grubą. – zgorszenie i czarna rozpacz Młodzieży słyszana wyraźnie była na poziomie moich drapanych uszu.- Nie mogę nigdzie jechać.

- A tak na ryby może?… – głos Puszkowej uwodzicielsko kusił załamaną Młodzież, ale ta nie dała się sprowokować.

- No przecież mówię, ze lekturę mam. „Krzyżaków” muszę czytać. O jakimś Zbyszku i coś tam…

- O, fajnie!- ucieszyła się Puszkowa- Lubię ” Krzyżaków”. Film też jest świetny.

No, tu Puszkowa poleciała po bandzie. Film JEST świetny ale próba obejrzenia go przez Puszkową po raz pierwszy od czasów szkolnych, zakończyła się po kilkunastu minutach. Jakiś czas temu, Puszkowa, chcąc Młodzieży przybliżyć wielki świat kultury filmowej i podsycić nutkę kiełkującego dopiero co dziecięcego patriotyzmu, nabyła cudem jakimś rzeczone dzieło wydane na DVD i puściła Młodzieży. Ilość krwi, mordu w oczach i zarzynanych koni skutecznie zdopingowała Puszkową do przerwania oglądania filmu już w kilka chwil po rozpoczęciu. Fakt, Puszkowa wrażliwa jest na przemoc wszelaką, wstrząśnięta więc, nawet nie zwróciła uwagi, ze Młodzież już po kilku minutach straciła kompletnie zaaferowanie akcją i wróciła spokojnie do składania statku kosmicznego z Lego.
Ale temat po latach powrócił…

- No to gdzie jesteś już?- Puszkowa udała zainteresowanie męczarnią Młodzieży, wiedząc o jego chronicznej wręcz awersji do słowa drukowanego. Słowo nie-drukowane też zresztą zainteresowania Młodzieży specjalnie nie wzbudzało. Najlepiej, żeby ktoś opowiedział fabułę, podkreślił co ważniejsze momenty i uczulił na ewentualne zaczepki Grona.

- Jak mu język odcięli…- Młodzież wypowiedziała to z najwyższym obrzydzeniem.

- O, to ” Mój ci on jest…” masz za sobą – uradowała się Puszkowa, która szczerze lubi Młodzież, mimo jego ewidentnych braków czytelniczych i życzy jej jak najlepiej, nie łącząc się jednak w bólu z powodu czytania.

- Nie było nic takiego! – odpowiedź Młodzieży była zdecydowanie zdecydowana.

- Jak to nie było? – Puszkową przez chwilę ogarnęło zdziwienie. Pomyślała nawet przez chwilę, że jakaś nowsza, mocno okrojona i tym samym bardziej do potrzeb społeczeństwa przystosowana wersja właśnie powstała, ale nie… Przecież Młodzież niedawno wyraźnie skarżyła się, że ma jakieś dwa tomy do czytania.

- Było, było! – tym razem Puszkowa była zdecydowana.- Przecież była taka scena, jak Danuśka białe płótno narzuciła na głowę Zbyszka wołając : mój ci on jest, mój ci on jest! Żeby kat go nie ściął.

- I co? Bo ja tego nie czytałem… Po co wołała „mójcionjest” ? I po co ta szmata była?- Młodzież tak jakby lekko się ożywiła.

- No bo mieli Zbyszka ściąć i ona w ten sposób życie mu uratowała… – tu Puszkowa przerwała na chwilę, aby nabrać powietrza, czując że za chwilę ze złości się udusi.

- I co? Uratowała? – Młodzież nadal wykazywała zainteresowanie, nieświadoma, że Puszkowa właśnie liczy w myślach do stu i to w odwrotnej kolejności, aby szlag jej nie trafił.

- Tak, uratowała. Jak mu szmatę na łeb założyła, kat nie trafił a tylko pierwsze podejście się liczyło… I powtarzać nie było można. No wiesz, jak w jakimś teleturnieju… I musieli go puścić.- mściwość w glosie Puszkowej musiała być słabo słyszalna, gdyż Młodzież przez dłuższą chwilę przetrawiała usłyszane właśnie informacje.

- Wiesz? To chyba jednak wrócę do tomu pierwszego! Jak mogłem opuścić taką akcję! Faktycznie przeżył bo w drugim tomie za jakąś Jagienką lata. Super książka! To na razie!

I wyłączył się. A Puszkowa do teraz zastanawia się, czy na pewno ” Krzyżaków” dokładnie czytała. Taka akcja!!!

Na razie! Wasz drapany Futrzaty :)

Chcieć to móc czyli jak Puszkowa Młodzieży się pozbyła…

Mijał kolejny dzień po powrocie na ojczyzny łono.

Sterta prasowania nie malała, Młodzież marudziła a Puszkowa dostawała kota. No, takiego psychicznego. Prawdziwego, pięknego i mądrego już ma. Mnie.

Pogoda za oknem trwała w zaparte. Sucho, gorąco, słonecznie i nic nie zapowiadało zmiany na najbliższe siedemnaście i pół roku. Wszystko schło za wyjątkiem ostów i pokrzyw. Nawet ukochane zajęcie Puszkowej czyli koszenie trawy nie miało sensu bo było za gorąco. A Młodzież się nudziła, nudziła, nudziła…. To wlazła w internet, to wlazła w grę, to coś zjadła, to pomarudziła, ze życie ma ciężkie i do kitu, bo te Bay-rany jednak prawdziwe nie są i jakby tak z pięćdziesiąt złotych swoich dołożył a Puszkowa resztę, to on by nawet się na prawdziwe zgodził. Puszkowa powoli szału dostawała.

- A co chciałbyś robić w te wakacje zamiast mi tu truć ? – pytanie było rzeczowe i nie pozbawione złośliwości.

- Żeglować. Na przykład jachtem.- odpowiedź Młodzieży była co najmniej niespodziewana.

Puszkową z lekka przytkało na chwilę. Co jak co, ale jachtu z Młodzieżą do tej pory nie kojarzyła. Siedzenie na łódce z widokiem na zachód słońca w ramach zwiewania przed nurkowaniem było wszystkim co Młodzież z jachtami dotychczas miała wspólnego. No, chyba żeby liczyć rejs statkiem pirackim na Morzu Ukochanym kilka wakacji temu. Było świetnie, nie huśtało, piękny, tubylczy zachód słońca wcale nie był gorszy od zagranicznego, tylko ryczący dowcipami pan wodzirej raczej do tej scenerii mórz i oceanów nie pasował. Puszkowa myślała nawet, żeby wyrzucić go za burtę, ale sądząc po minie wspomnianego, też nie podobało mu się to co mówi. Puszkowej żal się go zrobiło, bo ona ze statku zejdzie a on zostanie i odpuściła. A tu teraz taka niespodzianka i to we własnym domu…

- A co Cię z tym żeglowaniem napadło? – pytanie Puszkowej miało na celu wywleczenie na światło słoneczne jakiejś straszliwej tajemnicy, tkwiącej w Młodzieży, o której Puszkowa nie miała pojęcia. Odpowiedź ścięła ja z nóg.

I tu powinienem przerwać do następnego odcinka…. No, nie będę taki :)

- Bo mi się nudzi…

O żesz ty!!! Puszkowej, obstrzyżone zbyt krótko przed wyjazdem, włosy dęba stanęły. To ona tu na łbie staje, aby mu wakacje urozmaicić, jakieś morza i góry wymyśla a ten sam nie wie czego chce? Po chlebek rano zapycha świtem bladym, pączki z bitą śmietaną kupuje, obiady gotuje i to z kompotem, żeby kruszynce w gardle nie zaschło a ten się nudzi? No to czekaj, ty małpo zielona!

Po cowieczornej akcji wywalania Młodzieży do spania o jakiejś w miarę normalnej godzinie, czyli koło północy, plan zemsty zaczął się powolutku krystalizować. Od czego jest internet? To nic, że Puszkowa ze zmęczenia i niewyspania rzęsami się podpierała, ryjąc nosem w laptopie. Mówisz- masz !!!

Ciężka, nocna praca Puszkowej dała efekty. Kilka telefonów rano te efekty wzmocniło. I proszę bardzo : chciałeś po tych morzach i oceanach to już masz załatwione!!!

- Wstawaj, jedziesz na obóz!!!- Puszkowa mściwie potrząsała Młodzieżą już o siódmej rano.- Żeglarski!!! Wyjazd za godzinę!

Młodzież myślała, ze śni jeszcze. Nie przekonała jej starannie spakowana torba, kalosze i sztormiak na torbie leżące. No, sztormiak mocno powiedziane. Gumowa, nieprzemakalna kurtka, kupiona kiedyś przez Puszkową i nigdy nie używana. W każdym razie wszystko stało gotowe do wyjazdu. Za wyjątkiem Młodzieży. Też stała ale taka spłoszona lekko…

No i Młodzież pojechała. Puszkowa osobiście ją odwiozła i przypilnowała, żeby z powrotem do samochodu cichcem przez bagażnik się nie wczołgał. Ostatnim widokiem jaki ją żegnał był widok mocno oszołomionej Młodzieży, stojącej w swoich zielono- błękitnych Bay-Ranach na tle wielkiego, sfatygowanego namiotu z łóżkami polowymi. A w tle białe żagle…

Młodzież zadzwoniła wieczorem. Zachwycona!!! Nieważne, że następne ładowanie telefonu przypadało według grafiku czyli za trzy dni. Nieważne, że Młodzież  na łóżku polowym spała w śpiworze. Morza i oceany okazały się być tak płytkim jeziorem, że nawet na brzegu stały tablice ostrzegawcze, żeby nie skakać bo płytko. Ale żaglówki były i Młodzież nawet o patencie żeglarskim myśleć zaczęła.

Najważniejsze, że się nie nudzi.

A wiecie co najbardziej urzekło Puszkową w programie obozu? POBUDKA: 6.45 !!!!

Och, dobrze, że ja tak szybko wstawać nie muszę. Tylko Puszkowej muszę zwrócić uwagę, że jak ona wstaje, ma się tak nie tłuc, bo mi przeszkadza.

Wasz wyspany i zawsze piękny Futrzaty !

 

 

Koniec świata czyli jak Puszkowa o zmianę grawitacji się otarła…

Była sobie Puszkowa. I była sobie łazienka. A w łazience waga… I kusiła.

Złośliwie stała na środku łazienki tak jakby specjalnie Puszkowej pod nogi właziła.Nie przeszkadzało jej, że wokół piętrzyły się sterty ciuchów do prania, kosmetyki wywalone z woreczków i wszechobecny bałagan. Nie przeszkadzała jej nawet Puszkowa, próbująca po przyjeździe wszystko jakoś ogarnąć z różnym skutkiem zresztą. Nic już nie szumiało, nie falowało lazurowo ani nie świeciło blaskiem cykającego popołudnia. Z cykad Puszkowa widziała tylko wielkiego pająka w kącie łazienki.

” Musiał urosnąć przez te kilka dni, jak mnie nie było, skubany” – pomyślała życzliwie ale znów jej wzrok uciekł w stronę wagi.

” Na pewno schudłam!!!” – pomyślała. Do tej pory jakoś udawało jej się zwalczyć pokusę ale chęć poznania optymistycznej prawdy wygrała i Puszkowa wreszcie na wagę wlazła.

Nie był to dobry pomysł. Wskazówka niebezpiecznie wychyliła się w prawo osiągając wynik wcześniej niespotykany a uzmysławiający Puszkowej ilość pożartych w kraju wakacyjnym kalorii.

” To na pewno ta oliwa…” pomyślała przerażona przeszukując pamięć i omijając szerokim łukiem wspomnienie o stercie miodowych ciasteczek, ociekających masłem i codziennie wciąganych gastronomicznie w ramach degustacji lokalnych przysmaków. Szerokim łukiem ominęła również pamięć przepysznej grillowanej fety z ziołami, pomidorami, papryką, ociekającej oliwą… Mmmm, pychotka. Albo te kalmary na głębokim tłuszczu smażone…..

” Pewnie ośmiornice były za grube. Tak,to jest to!”

I stałaby Puszkowa pewnie dłużej, pogrążona w rozpaczy, gdyby do łazienki nie wlazła Młodzież, dokładając swoją stertę do prania.

-O, waga! – zdziwiła się Młodzież, tak jakby wspomnianego przedmiotu nigdy w życiu nie widziała. – To mamy wagę? – uradowała się niezbyt mądrze.

- Proszę ciebie ja bardzo! – powiedziała złośliwie Puszkowa ustępując miejsca.- Chyba jest zepsuta…

Młodzież skwapliwie skorzystała z propozycji. Po chwili na jej opalonej i złośliwie uśmiechniętej twarzy ( pewnie widziała wynik Puszkowej) pojawił się jeszcze szerszy uśmiech:

- Przytyłem pięć kilo!!! – zadowolenie w głosie Młodzieży przerwało zrozpaczone myśli Puszkowej.

Bo Młodzież jak to młodzież kompleksy ma. Tu pryszcz, to włosy nie takie a tu waga za niska. Młodzież wielka jest, chuda straszliwie i w komplecie z Puszkową przypominają figury z gabinetu śmiesznych luster. Średnia arytmetyczna z wagi obojga byłaby idealna dla każdego na razie jednak kilogramy rozkładały się niesprawiedliwie dla obu stron, o wzroście nawet nie wspominając. Ale wynik Młodzieży lekko zaciekawił Puszkową.

- No popatrz, ja też przytyłam pięć kilogramów. Czyli coś jest z tą wagą nie tak!.

I nastąpiło ogólne powtórne ważenie. Zgadzało się: każdy przybrał równe pięć kilogramów. Nie mógł to być przypadek!

Puszkowa myślała, myślała aż ja oświeciło: przebiegunowanie !!! Koniec świata, znaczy się, który to miał być w 2012 roku i jakoś nie doszedł do skutku. I teraz dochodzi. Nie na darmo „jasnowidze różne” od kilku lat już krakały, że koniec znanej nam cywilizacji nadchodzi. Potem, co prawda, już tylko będzie lepiej, ludność zamiast tłuc się czym popadnie i kogo popadnie, będzie w białych szatach się błąkać, na lutniach miłość bliźniego wygrywać i sonety starogreckie recytować, odżywiając się tylko energią słoneczną i kibelków nie używając, na razie jednak było jak było. Ale nadzieja pojawiła się!!!

Przebiegunowanie nadchodzi i wzrasta grawitacja. Proste? Proste! Czyli to nie obżeranie się specjałami kraju wakacyjnego tak natłuściło Puszkową i dodało kilka bardzo malutkich kilogramów Młodzieży. To waga pokazuje inaczej. To nadchodzi KONIEC  ŚWIATA!!!

- No to co? Po lodzie? Mamy czekoladowe z bitą śmietaną w lodówce…- zaproponowała Puszkowa w ogóle już nie przejmując się ilością kilograma w kilogramie. Bo Puszkowa nie wie za bardzo jak jej w białych szatach będzie ale wiadomo, że na pewno będzie szczuplejsza. Widział kto kiedy grubego anioła?

Ja też zresztą na te lody się załapałem. Mówiłem już, że lubię lody?

Na razie. Wasz Futrzaty.

PS. Ja nie przytyłem ani kilograma. To co, ja w tej białej szacie łazić nie będę? Życie jest jednak niesprawiedliwe :)