Chłopaki! Wszystkiego najlepszego !!!

I tak już mamy październik :) Ale number – jak mówi Puszkowa… Chociaż nie, nie mówi.

Bo Puszkowa raczej pojękuje ostatnio. A kto kazał jej leźć na jogę i robić wygibasy tylko dla kotów a teraz leży i po rehabilitantach dzwoni? Kto kazał jej w różne egzotyczne miejsca jeździć, słońcem, oceanem się napawać a potem wrócić i marudzić? Nie trzeba było się szlajać.

Ale dzisiaj zostawmy jęczącą Puszkową i złóżmy sobie życzenia :D Bo dzisiaj jest a właściwie kończy się juz Dzień Panów. Czyli również mnie :D Zatem :

WSZYSTKIEGO NAJFAJNIEJSZEGO DLA NAS!!! A Puszkowa niech jęczeć przestanie :D

Do usłyszenia. Wasz, w jesiennym nastroju, Futrzaty

Hej! Blogerzy! Wszystkiego najlepszego! :D

Nie będzie na smutno, nie będzie na smutno,nie będzie na smutno… A jednak!

To ja. Puszkowa.

Kochani! Jesień puka nam w okna. A tam! Puka! Wali obłoconym buciorem, wieczorną ciemnością -z tym że ta ciemność zaczyna się już o jakiejś paskudnie wczesnej godzinie. Wiem ze będzie gorzej i cieszmy się chwilą ale mam to gdzieś! Chcę słońca, prawdziwego lata, jasnej zieleni i darcia się ptaków o poranku. Żadnych jaskółek wiszących na drutach i szykujących się do odlotu, żadnego świergotu szpaków obwieszających jedyną moją śliwkę węgierkę. Nie dość że wrzeszczą to plują pestkami :( A ja tak bardzo chcę maja i czerwca.

Z natury jestem optymistką. Tak do 20 czerwca. Potem mi mija… I minęło całkiem. O!

No dobrze. Ponarzekaliśmy a teraz życzenia :D

Kochani blogerzy, w tym równiez Futrzaty : wszystkiego najlepszego, najciekawszego, miliarda tematów i żeby Wam się zawsze chciało.
Bo sama wiem jak to jest. Człowiek pisze, pisze, czyta, cieszy się jak dziecko że tyle madrości zgromadził w kilku zdaniach i to bez jednego błędu ortograficznego, zerka raz po raz ileż to wejść i komentarzy otrzymał, czuje że wreszcie żyje a tu pewnego dnia chęć do pisania go opuszcza, stwierdza ze te wszystkie mądrości to może sobie włożyć w … szufladę ( na przykład), i tak go nikt nie czyta a pisarzem nie zostanie bo mu serce pęknie jak nikt do niego po autograf się nie zgłosi. W Empiku na przykład.

A więc : samych mądrości, mnóstwa wielbicieli, mnóstwa czytelników, tematów na kopy i chęci!!!

Buziaki wielkie ode mnie czyli Puszkowej i genialnego kota o wdzięcznym nazwisku Puszek Futrzaty, ksywa Futrzaty!!! I piszcie bo tak wiele fajnych blogów zniknęło. A szkoda!!!

Następne wpisy już tylko Futrzatego będą , bo mnie chandra jesienna ogarnęła i coś z nią muszę zrobić. Może przestanę czytać wiadomości?

Wasza Puszkowa!

Puszkowa nam znika :)

Kochani, moi cudowni wielbiciele i wielbicielki, jedyni prawdziwi znawcy wybitnego intelektu, niesłychanego poczucia humoru i głębokiej inteligencji, którymi to cechami jestem bogato obdarzony… :

Puszkowa wybywa na wakacje!

Mówi że jest tak zmęczona że pada na pysk na stojąco ( sam widziałem jak na siedząco zasnęła na kanapie i obudziła się nad ranem wściekła i obolała). Mówi tez że ma dosyć polityki, telewizji, przecen w HM, korków, ŚDM, wściekłych ludzi i komarów. Też wściekłych. I jedzie sobie!!! Daleko!

W związku z tym :

1. Zabiera laptop. Mnie nie zabiera. Nie ma pisania i już,
2. Sama będzie pisać – tak powiedziała!
3. Fotki wrzucać będzie na moją stronę na Fb : https://www.facebook.com/profile.php?id=100006732527452&fref=ts
4. Na swoją też.
5. Moja strona to : Puszkowewidzimisie Pamiętnik Kota Futrzatego
6. Te wszystkie swoje głupie spostrzeżenia na moją ( MOJĄ !!!!!!!!!) stronę będzie wrzucała… I swoją…
7. A ja? Wypad do stodoły! Tak powiedziała ta wredota :(

W związku z tym czuję się : szykanowany, obrażany, niedoceniany i w ogóle….

Do zobaczenia w przyszłym miesiącu.

Wasz, mocno obrażony, Futrzaty.

Gooooooool!

O rany! Puszkowa mnie męczy, bo czerwiec już się kończy a ja nic nie napisałem.

No to piszę: 1:0 dla nas. Lewandowski strzelił! I niech tak zostanie :)

Do jutra!!!! Pa pa!

I dajcie mi mecz oglądać!

Wasz Futrzaty!

Jak popaść w wędkarską depresję czyli Puszkowa jedzie na ryby :D

Puszkowa się odnalazła.

Po długim pobycie między perzem, dżdżownicami i ślimakami w skorupach i bez Puszkowa wylazła wreszcie z ziemi…

Wiecie, wiosna była długa, zimowa i paskudna. Albo lało albo marzło , Puszkowa popadła w głęboką depresję, sterta prasowania rosła a uczucie przygnębienia obejmowało już wszystkich. Nawet ja zauważyłem że w świetle pochmurnego i paskudnego dnia wyglądam gorzej niż zwykle a moja cudna, puszysta sierść nie błyszczy tak jak powinna… Ale to minęło. Słoneczko zaświeciło, przygnębienie uciekło gdzieś przegnane jazgotem naszej Psiaczki i nastało słoneczko.

I Puszkowa zniknęła. Wlazła w ogród i tyle jej widzieli. Tylko zdjęcia od czasu do czasu w internet wpuszczała z efektami ogrodniczymi, wieczorem wpadała do domu, padała na pysk i od rana to samo. Ale wczoraj było inaczej.

- Chcesz jechać na ryby?- pytanie Puszkowej wzbudziło tylko lekkie zainteresowanie Młodzieży. Starym ludowym zwyczajem tkwił nosem w ekranie smartfonu i realne życie raczej mało go obchodziło.
- RYBY!!! Takie zwierzątka. Wędka. Kije i haczyki. I ten… no… kołowrotek. I mormyszka…- Puszkowa rzucała fachowymi słowy co by Młodzież lekko ożywić. I Młodzież ożywiła się.
- Noooo… A śniadanie już było?- tu Puszkową mało szlag nie trafił bo śniadanie stało od dwóch godzin na stole wodząc koty na pokuszenie. A nie, już nie wodziło bo to co wodziło zostało już z chleba ściągnięte na podłogę i zżarte.
- Było i się skończyło!- Puszkowa postanowiła być stanowcza. Resztę śniadania uformowała w zgrabny stosik, ukrywając mankamenty. – Jak jesteś głodny to tu stoi.
Ale Młodzież głodna nie była i wreszcie łaskawie zgodziła się na wyjazd wędkarski.

Zastanawianie się nad modelem wędki i kołowrotka pół godziny, pakowanie drugie pół i tak minęła piękna słoneczna pogoda. Zaczęło mżyć. A potem lać. Ale cóż to za przeszkody dla prawdziwych wędkarzy! Wesoły, naładowany po dach Transport Wojenny ruszył w strugach ulewy z nadzieją na lepszą pogodę :D

Udało się. Po przyjeździe okazało się że ulewa wygoniła wszystkich pół godziny wcześniej. łowisko lśniło w słońcu lekkimi falami i pustymi stanowiskami wędkarskimi i tylko łowić!

Puszkowej wiele do szczęścia nie trzeba. Bacik nawet dwumetrowy tylko, kawałek żyłki, ten tam… to takie czerwone co na wodzie stoi… a, spławik i kawałek robaka na haczyku. I w wodę!
Młodzież to co innego. Profesjonalizm na maksa, drogie wędki, jeszcze droższe kołowrotki, sprzęt wysoce specjalistyczny z podziałem na rodzaje ryb, płeć i kolor oraz pochodzenie gatunkowe. Nie taka prościzna jak Puszkowa. W związku z czym po pół godzinie Puszkowa miała na koncie kilka płotek, dwa małe okonki, uklejki i jedną żabę a Młodzież wciąż kompletowała sprzęt na karpia życia.

Minęło następne pół godziny…

Młodzież zarzuciła wreszcie wędkę z jakąś skomplikowaną maszynerią na końcu i ponuro patrzyła na końcówkę niesłychanie lekkiej i drogiej wędki, natomiast Puszkowa z właściwym sobie brakiem taktu co chwila zakładała na haczyk robaka by za chwileczkę ściągnąć z niego rybkę. Rybki, oczywiście, natychmiast wędrowały z powrotem do wody obdarzone całusem i życzeniami powrotu do zdrowia , czego nie doświadczały niestety robaki idące na rzeź. Ale Puszkowa kiedyś o robakach zapomniała i wylęgły się z nich wielkie i tłuste muchy, więc litości dla robali żadnej Puszkowa nie ma, bo much nienawidzi.

Minęło następne pół godziny…
I następne…

Brak taktu Puszkowej zaczął już chyba Młodzież denerwować … Końcówka niesłychanie drogiej i wysoce wyspecjalizowanej wędki ani drgnęła przez ten cały czas, żaden karp życia nie reagował na specjalistyczne zanęty, przynęty i inne takie a Puszkowa bezczelnie spokojnie i z radością sobie łowiła, mówiąc czule do rybek i robiąc im na pożegnanie papa. Jako profesjonalista Młodzież miała tego dosyć!!!

- Jedziemy do domu! Dzisiaj nie jest dzień na ryby!!! I burza idzie!
- Naprawdę? – zdziwiła się szczerze Puszkowa szybko w myślach licząc złapaną i wypuszczoną drobnicę. Trochę tego było. Ale tak… tego karpia ani śladu. A nie! Właśnie plusnęło i z wody wyskoczyło coś wielkiego i to bardzo blisko sprzętu specjalistycznego. Widocznie karp równie mocno nienawidzi much jak Puszkowa a może właśnie przeciwnie…
Puszkowa jednak postanowiła nie dobijać Młodzieży i na wmawianie że z wody wyskoczyła kaczka nie odważyła się. W końcu kopanie leżącego nie jest w jej naturze… :D

Cała drogę do domu Młodzież nie odzywała się obrażona na Puszkową, ryby i wędkę. Ale Puszkowa nie rozumie prawdziwej wędkarskiej depresji . W końcu był taki piękny, słoneczny dzień a ryby brały jak szalone. Pewnie one też wolą prostotę jak Puszkowa… Życie jest piękne!!!

Burzy oczywiście nie było … :D

A Młodzież nadal jest obrażona i postanowiła już nigdy, ale to nigdy nie wziąć wędki do ręki. No chyba, że będzie dzień na ryby :D

Wszystkiego fajnego :)

Wasz, również zadowolony z życia, Futrzaty !

Puszkowa, palmy i ja :)

Nie, Puszkowa nie powinna jednak nigdzie wyjeżdżać…
Wraca jakaś dzika, ani pogadać, ani bałaganu narobić bo goni, nic jej się nie podoba i wszystko wokół chce zmieniać. Bo Puszkowa uważa że ona to taka jakaś nietutejsza jest.

Poszło oczywiście o klimat. Nasz tubylczy, do którego Puszkowa dawno powinna była się przyzwyczaić i cieszyć się że np. w lipcu jest w miarę ciepło. A nawet i w maju. Nie, nie pasuje jej nic i jak mantrę powtarza że ona to powinna się urodzić w zupełnie innym miejscu, gdzie słońce świeci jasno i jest cieplutko. Nie musi być gorąco, ma być ciepło, z lekkim wiaterkiem, bardzo jasnym słońcem w normalnych godzinach a nie jesienno- zimowe ponuractwo wywołujące depresję. Ocean ma być. No i palmy …

Co Puszkowa z tymi palmami szaleje- nie wiem. Twierdzi że jak otworzy rano oczy i spojrzy na staw ma :
1/ nie być kaczek
2/ mają być palmy.

Mają być i już. Bez palm w ogrodzie Puszkowa przestała sobie życie wyobrażać, wie że są takie miejsca gdzie zima wcale nie musi być paskudna, zimna, rozchlapana i mokra, może być cieplutka i miła. I wszędzie tam rosną palmy. I wiosna jest wiosną…

I już mamy palmy.
Słowo honoru! Piękne, zielone, pierzaste i nawet całkiem wysokie. Jeszcze nie takie jak w tych ukochanych miejscach słoneczno- palmowych Puszkowej ale prawdziwe i cudne!
W pierwszych porywach serca i łopaty, po łzach szczęścia i zachwytu, Puszkowa od razu wkopała je do ziemi, nawet nie patrząc gdzie, byleby tylko widziała je z okna gdy rano oczka otworzy. Pełnia szczęścia!!!

A potem wróciła zimo- wiosna. Była już grudniu, była w styczniu i chyba jej się u nas spodobało bo postanowiła sobie być i być..
Rozżalona Puszkowa palmy wykopała i zamiast pomidorów pod folię wpakowała – pomidory zresztą jej zmarzły- zagląda do nich czasem i z nimi gada, pocieszając że już niedługo wypuści je na świeże powietrze i razem będą oglądać ciepłe wschody i zachody słońca, jak tam skąd ich ród. I Puszkowej.

Na szczęście od jutra ma już być cieplej i żaden mróz i śnieg raczej nam nie grożą. Czyli można :)

A tak w ogóle: te nasze palmy są mrozoodporne, o czym Puszkowa kompletnie nie pamięta :). Do minus 25 stopni. I tylko Puszkowej wydaje się że one takie delikatne. Myślę że sobie poradzą. Byle Puszkowa wytrzymała :) A my z nią!

A ja się cieszę!!! Po palmie jeszcze nie łaziłem :D

Wasz Futrzaty!!!

Hej hej!!!!

Puszkowa już jest, laptop już jest i tylko na ulewę czekamy aby z ziemi wyleźć i coś napisać. Nie żeby jako wampiry czy wilkołaki… Wiosna przecież więc grabie i łopaty w ruch, o sekatorach nie wspomnę…

Do nastepnego wpisu :D

Wasz Futrzaty!

Puszkowość dwubiegunowa czyli: nie nadążam!

Nie! Nie zgadzam się!!!

Pamiętacie jak Puszkowa marudziła, narzekała, w depresję zimową wpadała? Jak zasypiała na stojąco i siedząco? Jak mogłem wtedy narzekać ? Co mi wtedy przeszkadzało?
Spokój miałem, nikt nic ode mnie nie chciał ,jak dobrze schowałem się w szafie to całymi dniami mogłem sobie spać zwalając winę za okłaczone czarne bluzki Puszkowej na Lilianę na przykład… Ona tez szara i też kocha spać w szafie… Nikt mi nie przeszkadzał, robiłem co chciałem i było fajnie. BYŁO!!! Jakby piorun strzelił…

Bo słońce się pokazało. Zimne ale jasne, takie wczesnowiosenne. Puszkowa otworzyła te swoje zmęczone użalaniem się nad sobą oczka, spojrzała w słońce i jakby kto silniczek nuklearny odpalił! Sam to widziałem! Jakby naraz baterie się naładowały i w Puszkową jak w Irobota życie wróciło! Wydawało mi się, że to opowiadanie Puszkowej że ona na baterie słoneczne działa jest jaką przenośnią a tu!

Najpierw z szafy mnie wywaliła. Darcie paszczy było straszliwe bo wydało się że wszystkie letnie bluzki Puszkowej ułożyliśmy sobie w mięciutkie i pachnące legowiska, okłaczyliśmy dokładnie żeby bardziej wygodnie i swojsko było i …no dobra. Lila sobie trochę kurczaka podprowadzonego z psiej miski do szafy schowała. Ojej, kobita jest to i zapasy zrobiła. I po co było się od razu drzeć?

Puszkowa dostała lekkiego szału, wszystko z szaf wywaliła i wzorem jakiejś książki o minimalizmie remanent zrobiła. Swoich ukochanych bluzek z Hard Rock Cafe oczywiście nie tknęła, bo jak!!! Zbiera je, każda musi być osobiście kupiona w firmowym sklepie HRC. Osobiście to znaczy że Puszkowa musi do tego sklepu dojechać lub dolecieć. Przed każdym wyjazdem sprawdza gdzie jest najbliższe HRC i Puszkowy ma przerąbane! Nie ma zmiłuj! Cóż to 200 kilometrów… Skoczy się na sekundkę, obiadek jakiś zje i koszulkę kupi. A „Hardroków” na całym świecie jest już 158 sztuk… Puszkowa ma koszulek dopiero 29…To jest wyzwanie! Tym bardziej że maniacy są wszędzie i Puszkowa nabijała się kiedyś z fana, który z zawiścią patrzył na jej koszulkę z napisem HRC Berlin :D A że sama zamordowałaby go za jego koszulkę z napisem HRC Honolulu wspomniała tylko mimochodem. Spotkali sie gdzieś tam w połowie świata czyli i on i ona mają daleko :D.

Dobra. Wracamy do nakręconej Puszkowej… Szafy wysprzątane, 90% ciuchów w kartonach, my wywaleni na tzw. świeże powietrze, bo zdrowo podobno a Puszkowa nadal na napędzie nuklearnym. Najchętniej ogrodem już by się zajęła bo roboty na pułk wojska ale wiosna tegoroczna parszywie i złośliwie wlecze się skądś tam i nie ma zamiaru łaskawie już dotrzeć. Puszkowa mówi że trochę ją rozumie … Podobno to polityczne było ale tylko Puszkowa wie co na myśli miała :D

Puszkowa postanowiła też wrócić do swojego, osobistego bloga podróżniczego. Myślała, myślała i wymyśliła że nie będzie on edukował i pouczał, statystyki i zarysy dziejów wszelakich ma gdzieś, będzie o tym co Puszkowa widziała i że może być fajnie! Że gdzieś tam zawsze jest wiosna co zresztą jest mottem Puszkowej. Byle jej się chciało pisać bo jak w trans kopania wpadnie …!

Puszkowa podpowiada że nowy wpis w następnym tygodniu będzie bo ona musi za następne szafy się zabrać a jak za dużo będę opowiadał to laptop mi zabierze. I że nie wierzy że kurczak w szafie był tylko Lili!!! No wiecie!!!

Wasz, obrażony na Puszkową, Futrzaty!

Niechętnie bo niechętnie podaję link do bloga Puszkowej : puszkowawpodrozy.blogspot.com
Niech sobie pisze!!!I tak czytać nikt nie będzie!

Puszkowa zapada w sen zimowy…

- To jest oszustwo! I to wstrętne! – powiedziała Puszkowa ponuro, patrząc przez okno na nie wiadomo co.

Nie wiadomo co było białe, mokre, zimne i szalało w porywach wiatru zasłaniając wszystko. Co prawda to co było zasłonięte też zbyt piękne nie było i absolutnie nie spełniało wymagań Puszkowej czyli nie było palmą. Puszkowa uważa bowiem że jej naturalnym środowiskiem jest wulkaniczno- pustynny krajobraz u podnóża wysokich gór z oceanem po horyzont. Wokół rosną palmy, bugenwille, paprocie drzewiaste i aloesy. A, i ptaki mogą ćwierkać. Najlepiej żeby to były kosy w kolorach papug…

Widok za oknem był wybitnie zimowy. A miała być wiosna!!!! Bo przecież jest marzec. Prawie…

Ktoś, nie wiadomo kto a Puszkowej nawet nie chciało się sprawdzić, uznał kiedyś że dodatkowy dzień lutego co cztery lata jest fajny, miły , potrzebny i przez ludzkość wyczekiwany. No bo każdy wprost marzy aby zima trwała w nieskończoność, na wiosnę jest za dużo roboty i odchudzić się trzeba a w taki miły lutowy, wyjący i śnieżący wieczór miło usiąść razem przy kominku, wpatrując się w trzaskający ogień i wspominając minione sanny i kuligi… Może cały świat marzy ale nie Puszkowa.

Marzenie Puszkowej ogranicza się zazwyczaj do słońca i zrzucenia kilogramów . Puszkowa przekonana jest nawet że tak naprawdę działa na baterie słoneczne co objawia się tym że od rana szaleje, żeby bliżej ciemności być coraz bardziej wyczerpana i koło ósmej wieczorem paść na pysk tam gdzie stoi. Około ciemnej, zimnej ósmej wieczorem bo tam gdzie ciepło i palmy ósma jej w ogóle nie przeszkadza. Może być nawet ciemno byle było ciepło, palmy i ten, no… ocean po horyzont.

Nie mamy oceanu. Staw opanowały nam kaczki i nie chcą się wynieść. Palm nie mamy bo za ciemno i za zimno. Myślałem że Puszkową podratują pierwsze listki wykiełkowanych pomidorów, których Puszkowa wysiała 18 gatunków, ale nie! Bo przecież wiosny jej się chce! Już, natychmiast i w tej chwili!!!!!!

Podobno jutro już będzie marzec i wiosna na pewno przyjdzie. Ale Puszkowa już w to nie wierzy i powoli przymierza się do snu zimowego. Prognozy są takie że wyśpi się na pewno bo najbliższe dwa tygodnie mają być zimowe, ponure i w ogóle… A wiadomo, ” w ogóle” jest najgorsze… A palm i oceanu nie ma!

Na razie Puszkowa nadal patrzy ponuro w okno. I tak musi do marca poczekać z tym zapadaniem w sen bo piecze chleb i nie chce go spalić. Myślicie, że równo o północy nadciągnie ciepłe powietrze? Bo kiepsko to widzę a kto da mi jeść przez najbliższe dwa tygodnie jak Puszkowa w sen zapadnie? No kto?!!!!

Wasz, niesłychanie zdegustowany, Futrzaty.