Bo nikt nam nie wmówi… czyli jak Puszkowa z myślą się obudziła…

IMG_1890

I mamy nowy listopad…

Puszkowa nie cierpi listopadów. Nie tylko dlatego że to akurat jej miesiąc urodzinowy ( jakby nie można było w ładniejszym miesiącu się urodzić!) ale coraz bliżej do grudnia, a tego miesiąca akurat Puszkowa nie cierpi wyjątkowo! Atmosfera świąteczna kojarzy jej się z bombkami od 2 listopada, zezowatymi reniferami w niewoli grubego Mikołaja i radosnymi, świątecznymi pieśniami które przebojami były już w czasie świetlanej młodości Puszkowej… Jedyne pocieszenie że od 22 grudnia dzień zacznie się wydłużać ale do tego czasu daleko i można zdążyć się lekko załamać.

Znając swoje podejście do jesieni i ciągu dalszego Puszkowa z reguły pociesza się jakimiś ekstrawagancjami. To bratki w styczniu na parapetach posadzi, to w grudniu pomidory wysieje i wmawia im że to już pora, to za malowanie domu się weźmie, sama na wysokościach czyli drabinie. I dzisiaj też Puszkowa z myślą twórczą się obudziła…

Myśl dosyć nieznośna była. Obijała się w głowie na wpół obudzonej Puszkowej, nie dawała Puszkowej spokoju i w końcu zmusiła do wyczłapania się spod kołdry. Psy oczywiście ani drgnęły, gdyż myśl zaatakowała tylko Puszkową, przesunęły się tylko bardziej na środek łóżka nie dając szansy Puszkowej na powrót. I tak o 5.30 rano Puszkowa ( chcąc nie chcąc) zaczęła dzień. Z myślą…

A myśl właśnie rozwiązała problem który męczył Puszkowa od dni kilku: jak przechować palmy? Nie te, które rosną sobie na trawniku drugi rok i najwyraźniej mają się dobrze. Jedyne nie są! Puszkowa jako szalona palmiara w ramach naginania rzeczywistości do własnych potrzeb zaszalała w tym roku i obsadziła palmami każdy kawałek wolnego miejsca przed domem. Palmami ciepłolubnymi, tropikalnymi i dającej Puszkowej złudzenie że jeszcze chwilka, jeszcze jedno maleńkie ocieplenie klimatu i już raj na ziemi do Puszkowej dotrze. Nie dotarł! No… może huragany tylko dotarły…

Jak jest za oknem wiemy wszyscy. I palmom zimno się zrobiło… A tu zimniej tylko będzie! I CO TERAZ?!!!!!!!

A teraz jest MYŚL ! Myśl genialnie podpowiedziała że Puszkowa może spokojnie przechować palmy w psim pokoju czyli zabudowanej werandzie. Miejsca co prawda niewiele bo dwa wielkie psy trochę miejsca jednak zajmują ale można iść w pion! Ale jak? Trzeba znaleźć szafki, albo regały albo… coś… to coś poustawiać, palmy elegancko do donic, buziaka i niech czekają wraz z Puszkową na to ocieplenie klimatu. I najlepiej jakiegoś kosa za łapę uwiązać żeby ćwierkał już od teraz, hamaczek i mamy własne Karaiby :D

I jak myśl podpowiedziała tak Puszkowa za poszukiwania się zabrała.
Najpierw odkryła że nie ma wolnych szafek. Potem że regałów też nie ma. Potem odkryła regały na których stały pudełka z butami i stwierdziła że będę w sam raz. Te regały. Czyli buty WON! Potem głęboko zadumała się nad setną parą butów nie mogąc za diabły przypomnieć sobie powodu dla których te buty kupiła, potem zrobiła sobie kawkę, przeszukała internet pod kątem ” Minimalizm w życiu i przyrodzie”, stwierdziła że 8 par butów to jednak nie dla niej a potem do niej dotarło że regały trzeba pomalować żeby pasowały do angielskiej kolorystyki psiego pokoju. No i zaczął się problem…

Plan był: regały muszą być czarne tak jak ramki na obrazach w psim pokoju ( żeby nie było: to są obrazy roślin a nie hamburgerów i kiełbasek dla uprzyjemnienia psiego życia!). Czarna farba stała sobie w puszce od dłuższego czasu gdyż Puszkowa była wciąż na etapie: podbitka na czarno czy brązowo? No i farba okazała się jak znalazł. Na puszce dumny napis: ABSOLUTNA CZERŃ czyli idealnie! Do otwarcia puszki…

Do teraz nie wiemy co poeta miał na myśli nazywając szary kolor czernią. Puszkowa nawet chińską pałeczką merdała w puszce żeby tę absolutną czerń odnaleźć ale chyba zbyt głęboko była… Regały są więc szare a Puszkowa pierwszy raz w życiu poparła klasyka:
BO NIKT NAM NIE WMÓWI ŻE CZARNE TO CZARNE!

Puszkowa już teraz klasyka doskonale rozumie! Też na pewno coś malował :D

Miłego listopadowego ( jeśli to możliwe)! Wasz Futrzaty!

Puszkowa też się dołącza ale na razie zmywa z włosów farbę. I rąk. I nóg. I z podłogi. Szarą :D
A jutro za wykopywanie palm się bierzemy :D I zapolujemy na kosa!

Ciasteczkowy Potwór czyli Tośka Odzyskana…

IMG_1680

Dzień dobry wszystkim w ten wietrzny, paskudny poranek. I to po zmianie czasu nawet :D

Powinniśmy wyspać się, wyleżeć, wypocząć… W końcu niby godzina więcej a tu co? Wiało całą noc, teraz wieje jeszcze bardziej, prąd raz jest raz go nie ma… Puszkowa awansem kilka kaw sobie zrobiła więc brak ukochanego napoju jej nie grozi, sushi starczy na pułk wojska więc z głodu nie umrzemy ale jest niefajnie… Puszkowa marudzi od rana że czas zimowy jej nie interesuje. Dla niej tylko czas wiosenny i letni! No i tyle w temacie pogody :D

Dzisiaj znów będzie o psie. Mówiłem juz kiedyś że nie mam pojęcia co Puszkową z tymi psami naszło? Że woli zwierzaki od wielu ludzi- rozumiem. Ja również. Ale żeby otoczyć się stadem psów? Bez pytania MNIE o zgodę? Puszkowego już nawet nie pyta a on też woli nie ryzykować… :D

Tosia trafiła do nas z tzw. odzysku. Odzysk polegał na ogłoszeniu : ODDAM DARMO PSA Z POWODU WYJAZDU. Zdjęcie było, i owszem, ale tak zniechęcające że aż Puszkową zainteresowało. Puszkowa była zresztą na etapie takiego żalu po Miśce że każdy pies niechciany wywoływał w niej chęć pomocy i natychmiastowej interwencji. Nawet ponury, brzydki i pozujący tyłem do zdjęcia. Pomimo tego , że w schronisku już zaczęło się odliczanie do dnia odbioru Funi ( potem Pysi a teraz Zarazy :D ) Puszkowa postanowiła że na psa rzuci okiem. Tak niby po drodze, niechcący, przypadkiem….

Pies okazał się suczką, wielką, kudłatą i raczej nie zachęcającą do bliższej znajomości. Ponure spojrzenie, zaniedbane futro, ostrzegawcze szczekanie… Baba z humorami! Ale miała OKO!

OKO to spojrzenie Miśki. Lekko wyłupiaste, lekko z boku i lekko drwiące. Puszkowa zawsze się śmiała że w całej Miśce najśmieszniejsze było to OKO, zwłaszcza jak coś kombinowała. A tu ta ponura sunia też miała OKO! Skierowane było, co prawda, na swojego pana, bardzo zresztą pokiereszowanego życiowo chłopaka, dla którego sunia była wszystkim i który rzeczywiście sunię musiał oddać po kilku latach bycia razem… Tragedia! Puszkowa oczywiście zalała się łzami i z tęsknoty za Miśką, i z żalu nad losem chłopaka, i z żalu nad kudłatą i raczej wrogo do niej nastawioną sunią i oczywiście natychmiast zdeklarowała się sunią zająć. Dla formalności poinformowała tylko Puszkowego że będą mieli nowego psa, Puszkowemu i tak te wszystkie kundle zupełnie się pomieszały i … sunia znalazła nowy dom.

Na początku było przerażenie. Pies który kilka lat mieszkał w bloku znalazł się nagle w wielkim ogrodzie z dwoma psami dla towarzystwa. Bo Cwaniak i OMC oczywiście mało nie oszalały za szczęścia na widok nowego pieska. Miśki już im brakowało a tu taka frajda!!! Frajda jak na razie była przerażona, warczała na wszystko i wszystkich, chowała sie w krzakach i rozpaczliwie szukała wyjścia… Puszkowa bardzo, bardzo jej współczuła , nawet bała się trochę takiej wielkiej, zębiastej , przerażonej kupy futra ale jakoś zaczęło się układać.

Najpierw przyszła zmiana imienia. Potem przyszła zmiana fryzurki :D

Po ścięciu tych wszystkich brudnych kudłów spod spodu wyłoniła się całkiem sympatyczna panna Tosia, skrzyżowanie wyżła, setera i owcy :D Z kłapciatą mordką, wielkimi klapiącymi uszami i spojrzeniem spod grubych brwi a la Breżniew ( kto młody i tak nie wie o kogo chodzi :D ). Puszkowej pyszczek Tosi od razu skojarzył się z Ciasteczkowym Potworem, który tak samo kłapał na widok jedzenia ( ciastek oczywiście). Tośka dla odmiany kłapie na każde jedzenie i jest w tym genialna! I okazało się, że mamy bardzo ale to bardzo sympatycznego psiaka, skorego do zabawy i odpracowujący na nowo okres bycia szczeniakiem . Z tego co Puszkowa zresztą dowiedziała się Tośka jako szczeniak została przywiązana sznurkiem do drzewa i tak znaleziona… Nie komentuję…

A potem doszła Pysia, zwana czasem Zarazą. To co dzieje się u nas w domu opiszę innym razem… W każdym razie mała psinka z ADHD i wielka odpracowująca szczenięce lata potrafią dom zdemolować ! :D

A teraz idę spać. Nadal wieje, wszyscy śpią to co będę się wychylać :D No, nie wszyscy! Puszkowa siedzi i żłopie kawę ale widzę że też zastanawia się czy sobie Pyjama Day nie zrobić. A niech robi! Wiem gdzie stoi otwarta puszka, jakby co!

Na razie. Wasz Futrzaty!

Ten straszliwy gluten czyli nie ma to jak przyjaciółki…

I znów jesień. Taka paskudna, zimna i mokra. Puszkowa w głębokiej depresji i takie tam… Ponuractwo…
A jednak nie! Żadnej depresji, Puszkowa śmieje się już drugi dzień prawie bez przerwy. A to wszystko przez gluten i zwariowane przyjaciółki Puszkowej…

Zgodnie ze starym swoim zwyczajem od czasu do czasu Puszkowa z przyjaciółkami wyskakują sobie na tzw. lanczyk. Lanczyki odbywają się z reguły w jednym miejscu, z fajną atmosferą i jeszcze lepszym jedzonkiem. Dwie godziny babskich gadek o ciuchach, życiu i odchudzaniu. Puszkowa mówi że jest jej to bardzo, bardzo potrzebne bo przy naszej bandzie czasami zapomina jak sie mówi po ludzku i nie wie czy już ma szczekać czy tylko jeszcze warczeć… O miauczeniu ani słowa oczywiście… :(

I tak było też wczoraj. Puszkowa, Ruda i Szalona Księgowa postanowiły wzmocnić nieco swe wymęczone odchudzaniem ( z różnymi efektami) organizmy i ruszyły w swoje ulubione miejsce. A tam pełno!!! Wszystkie stoliki zajęte ! Żadnego miejsca wolnego. Jako jednostki w miarę jeszcze atrakcyjne zostały oczywiście przez stoliki zlustrowane od stóp do głów, zwłaszcza że większość stolików zajęta była przez bardzo byłych miastowych podrywaczy czyli złotą młodzież połowy ubiegłego stulecia którzy z wielką chęcią popodrywałaby trochę tylko skleroza i podagra nie pozwalała. Za to sprośne, w mniemaniu byłych podrywaczy, dowcipy słychać było wyraźnie bo większość jednak przygłuchawa trochę i normalnego głosu nikt nie usłyszy…

Tak jak dziewczyny weszły tak wyszły, prawie biegiem. Jest na szczęście jeszcze jedno całkiem sympatyczne miejsce z jedzonkiem i na babski lanczyk idealne, tylko trzeba kawałek dojść. W deszczu i po śliskim bruku. No i wywiązała się dyskusja czy warto się wlec…

- Wiesz, tam jest super ale bierzmy tylko sałatkę. Naleśniki mają fajne ale w nich jest tyle glutenu, a ja jestem uczulona… – powiedziała Ruda , będąca świeżo po badaniach, które wykazały, że właściwie nie powinna jeść niczego.

- Ja tam mogę wszystko i nic mi nie jest!- dumnie oświadczyła Szalona Księgowa .- A w ogóle jestem głodna!!! Jak zawsze!

- Ja tam nie wiem czy mam na gluten uczulenie czy nie. Od tygodnia jem tylko sushi ! – głos Puszkowej zabrzmiał raczej smętnie niż z dumą, że wreszcie spełniła swoje marzenie i wreszcie nauczyła się robić swoje ukochane jedzonko.

- Wiesz! – powiedziała z troską Ruda. – Jest prosta metoda na sprawdzenie czy masz na gluten uczulenie. Musisz zostawić chleb na 21 dni i po tym czasie spróbować zjeść kawałek. Jak nic Tobie nie będzie uczulenia nie masz!

Zapadła cisza. Puszkowa próbowała w panice wyobrazić sobie chleb po 21 dniach. Przed oczami wyobraźni miała tylko białą stertę czegoś spleśniałego lub ususzonego, ewentualnie chodzącego już samemu …
Szalona Księgowa widocznie miała tę samą wizję gdyż tylko cichutko wyszeptała :
- Może na pleśń ma uczulenie….
- Tak, tak! – przytaknęła Puszkowa- Jak nie na gluten to na pleśń mam na pewno!

Teraz Rudej mowę odjęło. Popatrzyła na obie jak na kretynki.

- Jaka pleśń? Pogięło Was? Czy ja o pleśni coś mówiłam?

-No bo taki chleb po trzech tygodniach na pewno będzie spleśniały…- Puszkowej pomysł sprawdzania jej osobistego uczulenia podobał się coraz mniej.

Zapadła jeszcze cichsza cisza… A po chwili do wszystkich trzech dotarło że co jak co o ten sam chleb nie chodziło. I dobrze że były kałuże bo inaczej wszystkie trzy siedziałyby na chodniku ze śmiechu :D

Lanczyk okazał się świetny, pełen glutenu i wędzonego łososia ze szpinakiem. Ale sprawdzać swego uczulenia Puszkowa jednak nie zamierza. Bo może pleśń jej jednak szkodzi … :D

Pozdrawiam z deski do prasowania. Miłej szarugi jesiennej :D

Wasz Futrzaty

PS. Po zjedzeniu piątego naleśnika Puszkowa stwierdziła, że gluten chyba jednak jej szkodzi bo nie może się ruszać… Tak… To na pewno wina glutenu… :D

Puszkowa, schronisko i Pysia :D

IMG_1648

No i stało się…. Stado nam się powiększyło! Puszkowa twierdzi że rodzina ale jaka to rodzina? Rodzina to JA, Puszkowa i Puszkowy ewentualnie, chociaż nie wiem czy on w ogóle ma jakiekolwiek pojęcie co jadam lub co lubię.

Ale od początku…

Wiecie że Puszkowa ostatnie dwa miesiące przeryczała za Miśką. Niestety, biały futrzak był i już go nie ma. Puszkowa popadła w głęboką rozpacz i nie mogła się z tego wygrzebać chociaż robiłem co mogłem . Ona chce Miśkę i już! Natychmiast! I ryczy!
Na szczęście Puszkowy wpadł na genialny pomysł: musi być nowy piesek, podobny do Miśki, tak samo sympatyczny i chrapiący nocami. Ja nie chrapię więc przestałem się liczyć :( . I zaczął szukać ….

Jakiej rasy była Miśka- nie wie nikt. Jakiś mini pudel, może przerośnięty maltańczyk, miniatura Reksia z kreskówek… Nie ma takiego pieska. Nie ma i już! Coś tam się znalazło w jakiejś wypasionej hodowli psów na drugim końcu Polski i Puszkowy nawet zdeklarował się pojechać byleby Puszkowa zalewać łzami się przestała ale jakoś decyzje nie zapadły. Padły natomiast pytania :
1. Czy Miśka chciałaby żeby Puszkowa ryczała za nią całymi tygodniami? NIE!
2. Czy Miśka chciałaby jakiegoś futrzaka dla Puszkowej? TAK!
3. Czy Miśka chciałaby jakiegoś wypasionego psiaka z hodowli? NIE!
Miśka chciałaby żeby Puszkowa zaopiekowała się jakąś sierotką schroniskową i kochała ją jak Miśkę. Co najmniej!

I tak Puszkowy zapakował zaryczaną wciąż Puszkową do auta i pojechali do najbliższego schroniska dla zwierzaków.

Schronisko akurat Puszkowej jest dobrze znane, gdyż nie raz, wraz z przyjaciółkami robiły akcje: karma, kocyki, kołderki. Psy mają tam całkiem duże i czyściutkie boksy, duży wybieg, mnóstwo wolontariuszy do wyprowadzania ich na spacer niemniej jednak to tylko schronisko. Psiak musi mieć swojego człowieka do patrzenia mu w oczy i tyle!

Funię Puszkowa wypatrzyła prawie od razu. Najmniejsza psinka w całym schronisku, kochająca wszystko i wszystkich, merdająca ogonkiem z szybkością ponaddźwiękową i interesująca się całym światem. Pani schroniskowa powiedziała zresztą że to pies z ADHD , zwariowany i szalony- akurat dla zaryczanej Puszkowej :D . Puszkowy, co prawda, marzył o pani wilczur- najchętniej szczeniaku- ale kieszonkowa Funia też przypadła mu do gustu. Bo Funi nie sposób nie lubić :D

Puszkowa była gotowa wywlec Funię z boksu już i natychmiast, ale okazało się że nie! Przepisy są takie że psinka musi być gruntownie przebadana, wyleczona i wysterylizowana i dopiero może zostać adoptowana. Czyli trzeba czekać…
No i doczekaliśmy się :D Zwłaszcza ja!

Funia po odebraniu ze schroniska natychmiast zaczęła rządy mniejszości. Bardzo małej mniejszości :D Obiegła wszystko, wszystkim wszystko zjadła, wypiła pół wody ze stawu, pogoniła wszystkie koty, ptaki też pogoniła chociaż każda sroka większa od niej, uwaliła sie na kanapie, westchnęła ze szczęścia i zasnęła chrapiąc niemiłosiernie. Puszkowa oczywiście mało nie zemdlała ze szczęścia, rozanielonym wzrokiem patrząc na szalonego kundla. A ja?
Mnie została tylko deska do prasowania. Tam ta zaraza nie dosięgnie :D

I tak mamy w domu małego Napoleona w jasnobrązowym futerku. Puszkowa zmieniła jej imię na Pysia bo ma śmieszną mordkę, czasami mówi na nią Elżunia ( skąd jej się to wzięło- nie mam pojęcia, ona zresztą też nie wie) ale znów u nas jest wesoło- czasami za bardzo :D

A o drugim psie napiszę następny raz. Bo na Pysi nie skończyło się, niestety :D

Pozdrawiam Was z wysoka czyli z deski do prasowania :D

Wasz Futrzaty!

Puszkowa, huragany i plaga egipska…

To ja. Wasz ulubiony Futrzaty wita Was w ten smętny, jesienny dzień.

Puszkowa już przy kawce, ja znów na desce do prasowania i tak mnie na rozmyślanie wzięło… Czy Puszkowa czasem nie jest jakimś nieszczęściem na ludzkość zesłanym? Jaką plagą egipską albo co? No bo fakty mówią za siebie….

Jak wiecie, Puszkowa kocha włóczyć się. Po całym świecie. Plan wyjazdów ma z reguły ustawiony co najmniej dwa lata do przodu, wie co skąd lata i za ile, gdzie kiedy jest wiosna i lato a gdzie nawet oka nie warto otwierać bo zimno i ponuro. Jej ukochanym zajęciem przy porannej kawce jest podglądanie świata przez kamery internetowe. Takie z głosem i i pokazujące aktualny obraz. Jest tego mnóstwo i Puszkowa ma je wszystkie w małym palcu. Dzisiaj na przykład jest kawka z widokiem na Queenstown w Nowej Zelandii bo tam wiosna, jasny wieczór i ptaki śpiewają. Przy następnej kawce będzie ukochana Teneryfa i ukochane nabrzeże w Los Cristianos, potem Times Square w Nowym Yorku z widokiem na ulubione miejsce czyli Hard Rock Cafe i Bubba Gump ( takie mają krewetki że ho ho!), potem Cusco w Peru ( tam jeszcze Puszkowej nie było), smętna i samotna Wyspa Wielkanocna a wieczorem znów Nowa Zelandia bo tam poranek się zacznie dnia następnego i miło podejrzeć co będzie jutro :D

I tak co pije kawkę to Puszkowa jest gdzie indziej…
Skutki kawkowego podglądania są zawsze takie same : TU! Tu chce jechać i nie ma zmiłuj!

Potem są przygotowania , czasem bardzo długie bo Puszkowa wydawać pieniędzy nie lubi i szuka zawsze oszczędności no i …. w drogę! Jedzie! Szczęśliwa bo włóczenie się po świecie jest jej najbardziej ukochanym zajęciem, zaraz po kopaniu i grabieniu :D

A skąd tu , w takim razie, plagi egipskie? Bo nawet Puszkowa zauważyła już pewną prawidłowość: co gdzie pojedzie, to prawie zawsze na dane miejsce spada po jej wyjeździe jakaś katastrofa pogodowa. Była w Nowej Zelandii : trzęsienie ziemi, poleciała na Karaiby: huragany zmiotły połowę wysp, wpadła na kilka dni na Wschodnie Wybrzeże to na drugi dzień stacje telewizyjne prześcigały się w wysyłaniu wozów transmisyjnych do Atlantic City bo odprysk huraganu Marie zagroził nawet Nowemu Jorkowi.
A teraz trzeci dzień siedzimy bez prądu bo Puszkowa raczyła wrócić do domu!!!!
I o to mam do niej największe pretensje! Nie mogła gdzieś tam zostać? Musiała do nas przywlec jakiegoś Ksawerego który połamał drzewa wokół, narobił straszliwych szkód i pozbawił nas wszystkich ciepełka i elektryczności? Nie, nie mogła!

Ja rozumiem że mogło jej się nie podobać, że niedaleko sławnej plaży Maho, tej przy której lądują samoloty , spadła jej na głowę wielka gałąź bo bezrozumny kierowca otwartego autokaru wycieczkowego jechał jak szalony pod drzewami! Cud że nic się nie stało. Ale żeby mścić się tak paskudnie? Plaży Maho nie ma, lotniska nie ma, ludzi na plaży nie ma, samoloty nie lądują….

Nic tylko plaga egipska!!!! Muszę uważać żeby na Puszkową nawet nie spojrzeć bo mnie wzrokiem w myszę zamieni…. :D

A prąd mamy dopiero od kilku godzin i tylko troszeczkę. Jakieś fazy zniknęły. Ale starcza akurat na kawkę i kamerkę internetową. Czyli chociaż tyle dobrego!

Mam nadzieję że u Was trochę lepiej! Miłego wszystkiego!

Wasz Futrzaty!

Chwila nieuwagi… a tu październik!

Eeeeee….

Pisałem, pisałem, podziwiałem co napisałem, minęła północ a tu październik mamy. Wrzesień stał się miesiącem minionym, w przyszłym miesiącu może spaść śnieg… I z czego tu się cieszyć?

A niech to!!!

Wasz wściekły Futrzaty!

Jakby kto nie widział, wczoraj był nowy wpis. Czyli 19 minut temu :D

Jesienna wyliczanka

Czołem wszystkim!

To ja! Futrzaty!

Co u nas? Już mówię :

1. Puszkowa trochę mniej ryczy.

2. Mamy nowego psa. Pies jest z odzysku, jest cały kudłaty, wygląda jak Chewbacca , za Puszkową łazi jeszcze nachalniej niż ja i ma na imię Tosia.

3. I będziemy mieć jeszcze jednego psa. Ma na imię Funia i jest miniaturką … kundla. Podobno ma ADHD czyli coś dla mnie. Czeka w schronisku, my czekamy w domu i może za kilka dni pojawi się u nas.

4. A w ogóle to nie wiem po co Puszkowej tyle psów? Nie wystarczy jej 5 kotów?

5. Puszkowa jest nienormalna! Jak można chcieć mieszkać z 4 psami!!! Ja bym nie chciał. Twierdzi, ona czyli Puszkowa, że nasza Miśka bardzo chciałaby aby zaopiekować się psiakami schroniskowymi ale nic nie mówiła o jakiejś kosmicznej ilości!

6. Puszkowa wraca do formy ogrodniczej. Ryje, kopie, wyrywa, przesadza i takie tam…Nareszcie bo cały czas ryczała za Miśką i do żadnej roboty się nie nadawała.

7. Od kilku dni mamy cudna pogodę. Dlatego Puszkowa w dżdżownicę sie zamieniła.

8. A w ogóle od zeszłej soboty mamy jesień. Puszkowa mówi że w tym roku zima będzie bardzo szybko bo liście się złocą i opadają, wcześnie kwitły wrzosy, drugi raz magnolie i azalie a Indianie podobno chrust zbierają.

9. Mam przekazać koledze Boja że Puszkowa o nim pamięta ale dopiero teraz zaczyna dochodzić do siebie. Cały czas ryczała za Miśką a w przerwach nadrabiała robotę. Potem znów ryczała. Skutki są kiepskawe bo zdrowie Puszkowej szwankować zaczęło i wszystkie byłe awarie organizmowe się przypomniały.

10. Lato jest fajne chociaż wiosna fajniejsza. To cytat z Puszkowej.

11. Puszkowa mówi że przy nadziei trzyma ją Earthcam. Można podejrzeć różne superowe miejsca na świecie np. Queenstown w Nowej Zelandii. Na żywo i z głosem. Dlaczego akurat tam? Bo tam się właśnie wiosna zaczęła!!! Kosy drą się jak oszalałe a klimat mocno do naszego podobny. Czyli wiosna gdzieś zawsze jest!!!

I tak kończę jesienną futrzatą wyliczankę. A nie! Jeszcze coś.

12. Jest pełno grzybów!!!!!!!

Na razie! Wasz Futrzaty!

Jesiennie jesienią…

Dzień dobry wszystkim!Tu Futrzaty, Wasz ulubiony kot!

Dzisiaj nie mam tyle czasu żeby coś napisać więcej poza tym że u nas w miarę OK chociaż Puszkowa ryczy czwarty tydzień. Odeszła nasza psinka Miśka… Była bardzo, bardzo chora a paskudztwo które w niej się rozwijało musiało być już od dawna… Tyle dobrego że odeszła prawie od razu, szczęśliwa przez dwa lata kiedy była z nami. Puszkowa ją wręcz uwielbiała, na rękach nosiła i spełniała wszystkie jej zachcianki. A teraz Miśka biega już za Tęczowym Mostem, bez bólu i choroby…

A Puszkowa zalewa się łzami całymi dniami…

Poza tym deska do prasowania nadal moja, na świat patrzę z góry a pogodę mamy cudną.
Tylko ta Puszkowa……

Miłego dnia dla wszystkich.

Futrzaty

Puszkowa i Prezydent USA…

Cwana ta nasza Puszkowa, oj cwana!

Ale od początku…

Jak wiecie Puszkowa kocha się włóczyć. Po świecie znaczy się. I pewnego pięknego dnia świt zastał Puszkową pod palmami. Palmy były zielone, pierzaste i bardzo, bardzo zagraniczne. Panował cudny, poranny upał oceaniczny, woda mieniła się błękitem i turkusem, wilgowrony tłukły sie już od godziny, wrzeszcząc przy tym na całą wyspę egzotyczną a rozanielona Puszkowa starannie odczytywała tabliczkę na drzwiach jej ukochanego domu towarowego. Ponieważ na kontynencie zamieszkania Puszkowej tychże przybytków handlowych nie ma, każde możliwe spotkanie z ukochanym miejscem zakupów Puszkową raduje niezmiernie.

Gwoli informacji są tam całe ściany regałów z butami z ubiegłorocznych kolekcji najbardziej znanych projektantów a kosztują tyle co chińskie trampki w sklepie polsko- chińskim :) . No i ciuchy…. Aleje, place, trakty handlowe całe :D

Ale wróćmy do Puszkowej w porannym, egzotycznym słońcu wśród palm i pod drzwiami.

Drzwi informowały że już za sekundkę , za minutkę nawet Puszkowa będzie mogła wejść do swego raju. Wejść i hulaj dusza.

Puszkowa jako osoba zapobiegliwa i wielkopolsko skąpa do tego hulania przywlokła Puszkowego, bo własnych zaskórniaków zawsze szkoda, ktoś drzwi przy wyjściu otworzyć musi a rękami pełnymi toreb się nie da. Nogą zresztą też głupio… Puszkowy takie eskapady swej lepszej połowy zna od lat i jest do nich przyzwyczajony- najważniejsze żeby była wygodna kanapa i wifi :D

Ale tym razem Puszkowa nie dała mu spokoju.
- Zobacz jakie śliczne buty….
- No i ?…- Puszkowy niespecjalnie był zainteresowany czółenkami na obcasie, ale skoro Puszkowej się podobają…
- Są takie śliczne i za połowę ceny …- nie odpuszczała Puszkowa.
- No i?…
- Nie wiem czy je kupić! – prawie krzyknęła z żalem w głosie Puszkowa.
- Ale skoro są śliczne i podobają się to bierz… – stwierdził Puszkowy nie odrywając wzroku od tabeli wyników ostatniej rundy rozgrywek koszykówki. Wifi działało.
- Ale one są projektu IVANKI TRUMP!!!

I tu Puszkowy wreszcie zareagował. Podniósł głowę, popatrzył na Puszkową z politowaniem, kilka razy westchnął nad kobiecą logiką mieszającą buty z polityką i wrócił do wifi.

Puszkowa została sama na placu boju z cudnymi i pioruńsko wygodnymi butami w rękach ale nie, nie dała się! Sprawdziła różnice czasu pomiędzy krajami i nie bacząc na upiornie poranną godzinę w kraju ojczystym obdzwoniła przyjaciółki, racząc je mms-em ze zdjęciem wspomnianych butów. Oto opinie:

- Warszawianka : Są passe!!! Czy Puszkowa wie że pokazanie się w takim obuwiu na salonach warszawskich spowoduje wykluczenie Puszkowej z życia towarzyskiego, społecznego i gospodarczego po wsze czasy a inteligentne warszawskie dzieci rzucać będa za Puszkową kamieniami?

- Przyjaciółka 1- Kup, kup. Uwielbiam Ivankę Trump a buty są cudne. Uszyję Tobie fajną sukienkę do nich!

- Przyjaciółka 2- Kupuj! A mojego rozmiaru nie ma?

- Przyjaciółka 3- Pogięło Cię? Czy Ty wiesz która godzina u nas?

Po tak zgodnych opiniach Puszkowa oczywiście buty kupiła. Okazały się zresztą jeszcze wygodniejsze niż myślała i Puszkowa do teraz pluje sobie w brodę że nie wzięła innych modeli!

No i teraz gwóźdź programu :D

Kto odwiedził kilka dni temu kraj nasz ojczysty? No kto? Donald Trump zwany Prezydentem. A kto siedział przy Bardzo Ważnym Stole w roli głównej? No kto? IVANKA TRUMP!!!
No to kto ma najważniejsze buty na świecie? PUSZKOWA!!!

A mojego rozmiaru nie było…
Wasz niezadowolony Futrzaty.

Jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Nasza Puszkowa coś ostatnio mało aktywna jest.

Nie żeby całkiem w jakiś letarg wpadła. Co to to nie, niestety. Biega jak nakręcona, robota pali jej się w rękach, zarobiona jest tak ze wieczorem zasypia na siedząco. Najważniejsze zresztą jest żeby zasnąć w czasie jej ukochanych brytyjskich programów o ogrodnictwie, bo potem jej się same miłe rzeczy śnią. Tak mówi przynajmniej :)
Puszkowa w ogóle nam się przestawiła kompletnie. Po pierwsze : zakochała się w spokojnym, ogrodniczym, wiejskim stylu życia. Wiadomo: musiała się zakochać bo jak kto ma 1000 m2 parku do zrobienia to albo to kocha albo zakopuje się pod ziemią i udaje że go nie ma :). Namiętnie wieczorami ogląda wszelkie ogrodnicze programy BBC ( te przy których zasypia), wszelkie programy o domach i wnętrzach oraz zdrowym stylu życia. Zrobiła sobie dietę, biega na siłownie no i wreszcie schudła i to tyle że cała szafa do wymiany :). Za wyjątkiem półek :) Czyli jest aktywna ekstremalnie.

Ale nie wszędzie.

Puszkowa całkowicie zniknęła z wszelkich portali społecznościowych. Całkowicie i nieodwracalnie, tracąc przy tym kilkunastu znajomych, którzy się obrazili bo oni do niej publicznie a ona do nich nie…Reszta nawet nie zauważyła że Puszkowej już nie ma bo jak się ma setki znajomych trudno pamiętać o jednej, mocno „schudniętej ” Puszkowej. Kilku amantów internetowych tez na Puszkową śmiertelnie się obraziło, chociaż nie wiadomo dlaczego. Puszkowa Puszkowego już ma, propozycje matrymonialne z Indii, Polski czy Turcji w ogóle jej nie interesują i interesować nie będą. Wszelkie fora na których Puszkowa się udzielała czy to ogrodnicze, czy ” szyciowe” i tak prędzej czy później kończyły się awanturami w stylu: wiem lepiej a wy nie! Powoli zaczęło to przypominać przelewanie z pustego w próżne, zajmowało coraz więcej czasu i stawało się coraz bardziej bez sensu. A prawdziwe życie obok robiło sobie tup…tup… i mijało.

No i pewnego, pięknego dnia Puszkowa pożegnała się w myślach ze wszystkimi wirtualnymi znajomymi i bez żadnej ostentacji cichutko zniknęła. I co? I nic! Kilka osób zapytało czy się obraziła, kilkanaście obraziło od razu awansem i na zawsze, a reszta nawet nie zauważyła. Kontakt z Puszkową jest bo kto chce to odnajdzie i tylko JA na tym cierpię! Tak! JA!
Bo kto teraz zachwyca się mną? Kto czyta co u mnie, jakie mam przemyślenia i czy w ogóle je mam? Nie ma już nikogo kto zainteresowałby się moją urodą, inteligencją i urokiem osobistym. Tylko Boja cichutko zapytał co u mnie słychać a reszta wielbicieli gdzie? Pewnie podziwiają inne futrzaki albo jakie świnki morskie….

Ech, życie…..
Wasz posmutniały Futrzaty.