Puszkowa, huragany i plaga egipska…

To ja. Wasz ulubiony Futrzaty wita Was w ten smętny, jesienny dzień.

Puszkowa już przy kawce, ja znów na desce do prasowania i tak mnie na rozmyślanie wzięło… Czy Puszkowa czasem nie jest jakimś nieszczęściem na ludzkość zesłanym? Jaką plagą egipską albo co? No bo fakty mówią za siebie….

Jak wiecie, Puszkowa kocha włóczyć się. Po całym świecie. Plan wyjazdów ma z reguły ustawiony co najmniej dwa lata do przodu, wie co skąd lata i za ile, gdzie kiedy jest wiosna i lato a gdzie nawet oka nie warto otwierać bo zimno i ponuro. Jej ukochanym zajęciem przy porannej kawce jest podglądanie świata przez kamery internetowe. Takie z głosem i i pokazujące aktualny obraz. Jest tego mnóstwo i Puszkowa ma je wszystkie w małym palcu. Dzisiaj na przykład jest kawka z widokiem na Queenstown w Nowej Zelandii bo tam wiosna, jasny wieczór i ptaki śpiewają. Przy następnej kawce będzie ukochana Teneryfa i ukochane nabrzeże w Los Cristianos, potem Times Square w Nowym Yorku z widokiem na ulubione miejsce czyli Hard Rock Cafe i Bubba Gump ( takie mają krewetki że ho ho!), potem Cusco w Peru ( tam jeszcze Puszkowej nie było), smętna i samotna Wyspa Wielkanocna a wieczorem znów Nowa Zelandia bo tam poranek się zacznie dnia następnego i miło podejrzeć co będzie jutro :D

I tak co pije kawkę to Puszkowa jest gdzie indziej…
Skutki kawkowego podglądania są zawsze takie same : TU! Tu chce jechać i nie ma zmiłuj!

Potem są przygotowania , czasem bardzo długie bo Puszkowa wydawać pieniędzy nie lubi i szuka zawsze oszczędności no i …. w drogę! Jedzie! Szczęśliwa bo włóczenie się po świecie jest jej najbardziej ukochanym zajęciem, zaraz po kopaniu i grabieniu :D

A skąd tu , w takim razie, plagi egipskie? Bo nawet Puszkowa zauważyła już pewną prawidłowość: co gdzie pojedzie, to prawie zawsze na dane miejsce spada po jej wyjeździe jakaś katastrofa pogodowa. Była w Nowej Zelandii : trzęsienie ziemi, poleciała na Karaiby: huragany zmiotły połowę wysp, wpadła na kilka dni na Wschodnie Wybrzeże to na drugi dzień stacje telewizyjne prześcigały się w wysyłaniu wozów transmisyjnych do Atlantic City bo odprysk huraganu Marie zagroził nawet Nowemu Jorkowi.
A teraz trzeci dzień siedzimy bez prądu bo Puszkowa raczyła wrócić do domu!!!!
I o to mam do niej największe pretensje! Nie mogła gdzieś tam zostać? Musiała do nas przywlec jakiegoś Ksawerego który połamał drzewa wokół, narobił straszliwych szkód i pozbawił nas wszystkich ciepełka i elektryczności? Nie, nie mogła!

Ja rozumiem że mogło jej się nie podobać, że niedaleko sławnej plaży Maho, tej przy której lądują samoloty , spadła jej na głowę wielka gałąź bo bezrozumny kierowca otwartego autokaru wycieczkowego jechał jak szalony pod drzewami! Cud że nic się nie stało. Ale żeby mścić się tak paskudnie? Plaży Maho nie ma, lotniska nie ma, ludzi na plaży nie ma, samoloty nie lądują….

Nic tylko plaga egipska!!!! Muszę uważać żeby na Puszkową nawet nie spojrzeć bo mnie wzrokiem w myszę zamieni…. :D

A prąd mamy dopiero od kilku godzin i tylko troszeczkę. Jakieś fazy zniknęły. Ale starcza akurat na kawkę i kamerkę internetową. Czyli chociaż tyle dobrego!

Mam nadzieję że u Was trochę lepiej! Miłego wszystkiego!

Wasz Futrzaty!

Chwila nieuwagi… a tu październik!

Eeeeee….

Pisałem, pisałem, podziwiałem co napisałem, minęła północ a tu październik mamy. Wrzesień stał się miesiącem minionym, w przyszłym miesiącu może spaść śnieg… I z czego tu się cieszyć?

A niech to!!!

Wasz wściekły Futrzaty!

Jakby kto nie widział, wczoraj był nowy wpis. Czyli 19 minut temu :D

Jesienna wyliczanka

Czołem wszystkim!

To ja! Futrzaty!

Co u nas? Już mówię :

1. Puszkowa trochę mniej ryczy.

2. Mamy nowego psa. Pies jest z odzysku, jest cały kudłaty, wygląda jak Chewbacca , za Puszkową łazi jeszcze nachalniej niż ja i ma na imię Tosia.

3. I będziemy mieć jeszcze jednego psa. Ma na imię Funia i jest miniaturką … kundla. Podobno ma ADHD czyli coś dla mnie. Czeka w schronisku, my czekamy w domu i może za kilka dni pojawi się u nas.

4. A w ogóle to nie wiem po co Puszkowej tyle psów? Nie wystarczy jej 5 kotów?

5. Puszkowa jest nienormalna! Jak można chcieć mieszkać z 4 psami!!! Ja bym nie chciał. Twierdzi, ona czyli Puszkowa, że nasza Miśka bardzo chciałaby aby zaopiekować się psiakami schroniskowymi ale nic nie mówiła o jakiejś kosmicznej ilości!

6. Puszkowa wraca do formy ogrodniczej. Ryje, kopie, wyrywa, przesadza i takie tam…Nareszcie bo cały czas ryczała za Miśką i do żadnej roboty się nie nadawała.

7. Od kilku dni mamy cudna pogodę. Dlatego Puszkowa w dżdżownicę sie zamieniła.

8. A w ogóle od zeszłej soboty mamy jesień. Puszkowa mówi że w tym roku zima będzie bardzo szybko bo liście się złocą i opadają, wcześnie kwitły wrzosy, drugi raz magnolie i azalie a Indianie podobno chrust zbierają.

9. Mam przekazać koledze Boja że Puszkowa o nim pamięta ale dopiero teraz zaczyna dochodzić do siebie. Cały czas ryczała za Miśką a w przerwach nadrabiała robotę. Potem znów ryczała. Skutki są kiepskawe bo zdrowie Puszkowej szwankować zaczęło i wszystkie byłe awarie organizmowe się przypomniały.

10. Lato jest fajne chociaż wiosna fajniejsza. To cytat z Puszkowej.

11. Puszkowa mówi że przy nadziei trzyma ją Earthcam. Można podejrzeć różne superowe miejsca na świecie np. Queenstown w Nowej Zelandii. Na żywo i z głosem. Dlaczego akurat tam? Bo tam się właśnie wiosna zaczęła!!! Kosy drą się jak oszalałe a klimat mocno do naszego podobny. Czyli wiosna gdzieś zawsze jest!!!

I tak kończę jesienną futrzatą wyliczankę. A nie! Jeszcze coś.

12. Jest pełno grzybów!!!!!!!

Na razie! Wasz Futrzaty!

Jesiennie jesienią…

Dzień dobry wszystkim!Tu Futrzaty, Wasz ulubiony kot!

Dzisiaj nie mam tyle czasu żeby coś napisać więcej poza tym że u nas w miarę OK chociaż Puszkowa ryczy czwarty tydzień. Odeszła nasza psinka Miśka… Była bardzo, bardzo chora a paskudztwo które w niej się rozwijało musiało być już od dawna… Tyle dobrego że odeszła prawie od razu, szczęśliwa przez dwa lata kiedy była z nami. Puszkowa ją wręcz uwielbiała, na rękach nosiła i spełniała wszystkie jej zachcianki. A teraz Miśka biega już za Tęczowym Mostem, bez bólu i choroby…

A Puszkowa zalewa się łzami całymi dniami…

Poza tym deska do prasowania nadal moja, na świat patrzę z góry a pogodę mamy cudną.
Tylko ta Puszkowa……

Miłego dnia dla wszystkich.

Futrzaty

Puszkowa i Prezydent USA…

Cwana ta nasza Puszkowa, oj cwana!

Ale od początku…

Jak wiecie Puszkowa kocha się włóczyć. Po świecie znaczy się. I pewnego pięknego dnia świt zastał Puszkową pod palmami. Palmy były zielone, pierzaste i bardzo, bardzo zagraniczne. Panował cudny, poranny upał oceaniczny, woda mieniła się błękitem i turkusem, wilgowrony tłukły sie już od godziny, wrzeszcząc przy tym na całą wyspę egzotyczną a rozanielona Puszkowa starannie odczytywała tabliczkę na drzwiach jej ukochanego domu towarowego. Ponieważ na kontynencie zamieszkania Puszkowej tychże przybytków handlowych nie ma, każde możliwe spotkanie z ukochanym miejscem zakupów Puszkową raduje niezmiernie.

Gwoli informacji są tam całe ściany regałów z butami z ubiegłorocznych kolekcji najbardziej znanych projektantów a kosztują tyle co chińskie trampki w sklepie polsko- chińskim :) . No i ciuchy…. Aleje, place, trakty handlowe całe :D

Ale wróćmy do Puszkowej w porannym, egzotycznym słońcu wśród palm i pod drzwiami.

Drzwi informowały że już za sekundkę , za minutkę nawet Puszkowa będzie mogła wejść do swego raju. Wejść i hulaj dusza.

Puszkowa jako osoba zapobiegliwa i wielkopolsko skąpa do tego hulania przywlokła Puszkowego, bo własnych zaskórniaków zawsze szkoda, ktoś drzwi przy wyjściu otworzyć musi a rękami pełnymi toreb się nie da. Nogą zresztą też głupio… Puszkowy takie eskapady swej lepszej połowy zna od lat i jest do nich przyzwyczajony- najważniejsze żeby była wygodna kanapa i wifi :D

Ale tym razem Puszkowa nie dała mu spokoju.
- Zobacz jakie śliczne buty….
- No i ?…- Puszkowy niespecjalnie był zainteresowany czółenkami na obcasie, ale skoro Puszkowej się podobają…
- Są takie śliczne i za połowę ceny …- nie odpuszczała Puszkowa.
- No i?…
- Nie wiem czy je kupić! – prawie krzyknęła z żalem w głosie Puszkowa.
- Ale skoro są śliczne i podobają się to bierz… – stwierdził Puszkowy nie odrywając wzroku od tabeli wyników ostatniej rundy rozgrywek koszykówki. Wifi działało.
- Ale one są projektu IVANKI TRUMP!!!

I tu Puszkowy wreszcie zareagował. Podniósł głowę, popatrzył na Puszkową z politowaniem, kilka razy westchnął nad kobiecą logiką mieszającą buty z polityką i wrócił do wifi.

Puszkowa została sama na placu boju z cudnymi i pioruńsko wygodnymi butami w rękach ale nie, nie dała się! Sprawdziła różnice czasu pomiędzy krajami i nie bacząc na upiornie poranną godzinę w kraju ojczystym obdzwoniła przyjaciółki, racząc je mms-em ze zdjęciem wspomnianych butów. Oto opinie:

- Warszawianka : Są passe!!! Czy Puszkowa wie że pokazanie się w takim obuwiu na salonach warszawskich spowoduje wykluczenie Puszkowej z życia towarzyskiego, społecznego i gospodarczego po wsze czasy a inteligentne warszawskie dzieci rzucać będa za Puszkową kamieniami?

- Przyjaciółka 1- Kup, kup. Uwielbiam Ivankę Trump a buty są cudne. Uszyję Tobie fajną sukienkę do nich!

- Przyjaciółka 2- Kupuj! A mojego rozmiaru nie ma?

- Przyjaciółka 3- Pogięło Cię? Czy Ty wiesz która godzina u nas?

Po tak zgodnych opiniach Puszkowa oczywiście buty kupiła. Okazały się zresztą jeszcze wygodniejsze niż myślała i Puszkowa do teraz pluje sobie w brodę że nie wzięła innych modeli!

No i teraz gwóźdź programu :D

Kto odwiedził kilka dni temu kraj nasz ojczysty? No kto? Donald Trump zwany Prezydentem. A kto siedział przy Bardzo Ważnym Stole w roli głównej? No kto? IVANKA TRUMP!!!
No to kto ma najważniejsze buty na świecie? PUSZKOWA!!!

A mojego rozmiaru nie było…
Wasz niezadowolony Futrzaty.

Jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Nasza Puszkowa coś ostatnio mało aktywna jest.

Nie żeby całkiem w jakiś letarg wpadła. Co to to nie, niestety. Biega jak nakręcona, robota pali jej się w rękach, zarobiona jest tak ze wieczorem zasypia na siedząco. Najważniejsze zresztą jest żeby zasnąć w czasie jej ukochanych brytyjskich programów o ogrodnictwie, bo potem jej się same miłe rzeczy śnią. Tak mówi przynajmniej :)
Puszkowa w ogóle nam się przestawiła kompletnie. Po pierwsze : zakochała się w spokojnym, ogrodniczym, wiejskim stylu życia. Wiadomo: musiała się zakochać bo jak kto ma 1000 m2 parku do zrobienia to albo to kocha albo zakopuje się pod ziemią i udaje że go nie ma :). Namiętnie wieczorami ogląda wszelkie ogrodnicze programy BBC ( te przy których zasypia), wszelkie programy o domach i wnętrzach oraz zdrowym stylu życia. Zrobiła sobie dietę, biega na siłownie no i wreszcie schudła i to tyle że cała szafa do wymiany :). Za wyjątkiem półek :) Czyli jest aktywna ekstremalnie.

Ale nie wszędzie.

Puszkowa całkowicie zniknęła z wszelkich portali społecznościowych. Całkowicie i nieodwracalnie, tracąc przy tym kilkunastu znajomych, którzy się obrazili bo oni do niej publicznie a ona do nich nie…Reszta nawet nie zauważyła że Puszkowej już nie ma bo jak się ma setki znajomych trudno pamiętać o jednej, mocno „schudniętej ” Puszkowej. Kilku amantów internetowych tez na Puszkową śmiertelnie się obraziło, chociaż nie wiadomo dlaczego. Puszkowa Puszkowego już ma, propozycje matrymonialne z Indii, Polski czy Turcji w ogóle jej nie interesują i interesować nie będą. Wszelkie fora na których Puszkowa się udzielała czy to ogrodnicze, czy ” szyciowe” i tak prędzej czy później kończyły się awanturami w stylu: wiem lepiej a wy nie! Powoli zaczęło to przypominać przelewanie z pustego w próżne, zajmowało coraz więcej czasu i stawało się coraz bardziej bez sensu. A prawdziwe życie obok robiło sobie tup…tup… i mijało.

No i pewnego, pięknego dnia Puszkowa pożegnała się w myślach ze wszystkimi wirtualnymi znajomymi i bez żadnej ostentacji cichutko zniknęła. I co? I nic! Kilka osób zapytało czy się obraziła, kilkanaście obraziło od razu awansem i na zawsze, a reszta nawet nie zauważyła. Kontakt z Puszkową jest bo kto chce to odnajdzie i tylko JA na tym cierpię! Tak! JA!
Bo kto teraz zachwyca się mną? Kto czyta co u mnie, jakie mam przemyślenia i czy w ogóle je mam? Nie ma już nikogo kto zainteresowałby się moją urodą, inteligencją i urokiem osobistym. Tylko Boja cichutko zapytał co u mnie słychać a reszta wielbicieli gdzie? Pewnie podziwiają inne futrzaki albo jakie świnki morskie….

Ech, życie…..
Wasz posmutniały Futrzaty.

Jesteśmy, żyjemy, ryjemy … :)

Hej wszyscy!

Jesteśmy!

Wiosna i lato nam się pomieszały, Puszkowa w jakiś trans łopatowo- grabiowy wpadła i robi PARK.
Taki prawdziwy, z krzewami, drzewami i różnymi takimi… Na razie nas goni, bo podobno grzebiemy w świeżo pograbionym, kopiemy w świezo posadzonym i w ogóle nie mamy szacunku dla jej pracy.

Puszkowa to w ogóle jakaś czepialska się zrobiła. Postanowiła po sobie zostawić dzieło swego życia, w postaci wspomnianego już parku, i kompletnie nie można się z nią dogadać. Nawet przez sen marudzi o tym co gdzie trzeba i dlaczego musi być posadzone. Rośnie już u nas kilkadziesiąt róż, ponad 200 drzew, w tym kilkanaście większych od Puszkowej i setki różnych kwiatów. Żeby nie było: park jest nowy, sadzony na nowej działce, na której przedtem było tysiąc metrów kilkupokoleniowego śmietnika. Puszkowa go sobie kupiła, wysprzątała a że śmietnik był zaraz za płotem więc płotu też już nie ma :)

Będzie PARK.

Tyle nowości u nas. A! Plus tego wszystkiego jest taki że Puszkowa całymi dniami ryje w tym przyszłym parku a ja z wielką przyjemnością wysypiam się wygodnie na jej świeżo wypranych czarnych ciuchach :) W końcu i tak aż tak brudna wraca do domu że wszystko nadaje się tylko do prania. A jedna bluzka mniej czy więcej…

Wszystkiego fajnego dla Was.

Wielkie buziaki. Wasz Futrzaty.

I wiosna zaszalała :D

Good morning… the captain speaking …

H, hi ! To tak dla żartów. Kto wie ten wie. I niech się cieszy. Tak jak ja i Puszkowa :)

A tak w ogóle: wiosna juz jest. Zielona, ćwierkajaca i pełna słońca. No może nie tak pełna jak takie jedno fajne miejsce ale tez jest super. Puszkowa zbiera siły na wpadnięcie w szał kopania, grabania ( wiem że miało być grabienia ale jakoś tak mnie się przestępczo skojarzyło) i siania co tam jej w łapy wpadnie. A mnie nosi. Od drzewa do drzewa mnie nosi. Puszkowa mówi że zachowuję się jak małpa bo skaczę z gałęzi na gałąź ale niech jej będzie… Byleby słońce świeciło, zieleniło się wokół i było CIEPŁO :D

To tyle na razie. Napiszę coś więcej jak pogoda się popsuje czyli już niedługo :D

Buziaki futrzate dla wszystkich!!!

Witajcie w marcu :D

Hej kochani!!!

Mamy marzec. MARZEC!!! Puszkowa rozanielona bo ogrodniczo może zacząć się wyżywać, ja w humorze bo będzie już tylko cieplej, ptaki ćwierkają, ryby nawet sie ożywiły w stawie…. Bosko!!!!

Wszystkiego dobrego, marcowego w takim razie!!! Idę sobie połazić trochę.

Buziaki.

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i wielki świat czyli jak dolecieć do stolicy…

Dzień dobry w ten lutowy poranek :D
Wiosna już niedługo, Puszkowa jakby mniej marudzi to i zaległości można odrobić. A jest co!

Zdolność Puszkowej do przyciągania niezwykłych zdarzeń zadziwia czasem i mnie. W końcu żyję z nią na co dzień, jej gapkowatość znam, brak koordynacji ruchowej już mnie nie dziwi, ale wydarzenia które jej się przytrafiają wprowadzają mnie czasem w stan osłupienia. No bo jak można zgubić całe drugie piętro?

Zaczęło się od tego że Puszkowa postanowiła wraz z przyjaciółką skoczyć sobie do stolicy. A tak sobie! Wsiadam i jadę. Oblecę co trzeba, ponapawam się skoncentrowanymi spalinami, popiję herbatą z chlorem i w dalszą drogę. A co! Kto bogatemu zabroni!

Przyjaciółka, jako osoba podobnie zwariowana, pomysł poparła oczywiście całą sobą, tym bardziej że dalsza droga miała prowadzić w najukochańsze dla obu miejsce pod palmami, co było dodatkową zachętą do poświęceń. Aby jednak nie poświęcać się całkowicie, obie damy postanowiły POLECIEĆ :D Co tam PKP, co tam Intercity- oszczędzać trzeba więc tylko na samolot nas stać :D

Samoloty mamy blisko. Latają sobie w różne najfajniejsze miejsca do wypoczywania chociaż nie zawsze w takich terminach jakich by się chciało. Ale są i to za fajne pieniądze. Bilet do stolicy za całe 21 PLN w jedną stronę. Grzech nie skorzystać! Jak postanowiły tak zrobiły i ze śpiewem na ustach ruszyły na lotnisko.

O czterogodzinnym opóźnieniu samolotu nie ma nawet co wspominać. Leciał sobie z Liverpoolu, i leciał i leciał i leciał….. Nim doleciał, Puszkowa z przyjaciółką zdążyły wypić trzy kawy, zeżreć wszystkie kanapki, dopchać się słodyczami, obczaić każdy kąt lotniska i wszystkie wc, dwa razy zrezygnować i trzy razy podjąć decyzję na nowo. A w stolicy cały czas czekała na nich Mysza.

Mysza jest warszawską przyjaciółką obu pań. Widzieć co prawda w życiu jeszcze się nie widziały i czerwona, meksykańska torebka miała być elementem rozpoznawczym, ale przyjaźń internetowa kwitła od dłuższego czasu. I właśnie Mysza postanowiła obie gapy z prowincji odebrać na lotnisku w stolicy aby pod tramwaj nie wpadły a taksówkarz nie wywiózł je na Mazury, wmawiając po drodze że stolica bardzo ostatnio się rozrosła. Odbiór miał skończyć się fajną kawę w fajnym miejscu i w ogóle…

Ale samolot wciąż leciał i dolecieć nie mógł.

I tak sobie kwitły: Puszkowa z Przyjaciółką na jednym lotnisku, Mysza na drugim. Samolotu nie było… Innych tez zresztą nie było. Mgła w różnych miejscach wokół sparaliżowała wszystkie trasy dolotowe i wylotowe i bałagan zrobił się niesamowity. Ludzi czekających było coraz więcej, jedzenia coraz mniej, pani sprzedająca kawę doliczyła się utargu z całego miesiąca w jeden wieczór i postanowiła z taką kasą rzucić pracę już na zawsze, tablica informacyjna informowała z opóźnieniem o opóźnieniach a samolot z Liverpoolu wciąż leciał…
Ale nadeszła chwila że doleciał :D

Generalnie i tak dziewczyny miały szczęście. Gdyby wybrały patriotycznie inną, swojską linię lotniczą, nigdzie by nie poleciały gdyż samolot ze stolicy przyleciał, pokrążył i odleciał bez lądowania. Pilot podobno nie miał uprawnień do lądowania we mgle. Mgła owszem była ale nie tak straszna ale widocznie szkolenia lotnicze i nabywanie uprawnień rozróżniają różne stopnie mgły i każdą trzeba przećwiczyć. Pilot linii patriotycznej uczyć się nie chciał i tak wszyscy w samolocie nadlecieli i odlecieli…
Pilot samolotu niepatriotycznego uprawnienia do lądowania jednak miał, wylądował, zabrał nażarte i opite gwiazdy czyli Puszkową i Przyjaciółkę i wyleciał do stolicy :D

I tak Puszkowa, Przyjaciółka i cierpliwie czekająca w chłodzie na lotnisku Mysza z meksykańską torebką wreszcie się spotkały… :D

Ale jak myślicie że to był koniec atrakcji na ten wieczór to się mylicie. Ciąg dalszy nastąpił…

Wasz Futrzaty :)