Ten straszliwy gluten czyli nie ma to jak przyjaciółki…

I znów jesień. Taka paskudna, zimna i mokra. Puszkowa w głębokiej depresji i takie tam… Ponuractwo…
A jednak nie! Żadnej depresji, Puszkowa śmieje się już drugi dzień prawie bez przerwy. A to wszystko przez gluten i zwariowane przyjaciółki Puszkowej…

Zgodnie ze starym swoim zwyczajem od czasu do czasu Puszkowa z przyjaciółkami wyskakują sobie na tzw. lanczyk. Lanczyki odbywają się z reguły w jednym miejscu, z fajną atmosferą i jeszcze lepszym jedzonkiem. Dwie godziny babskich gadek o ciuchach, życiu i odchudzaniu. Puszkowa mówi że jest jej to bardzo, bardzo potrzebne bo przy naszej bandzie czasami zapomina jak sie mówi po ludzku i nie wie czy już ma szczekać czy tylko jeszcze warczeć… O miauczeniu ani słowa oczywiście… :(

I tak było też wczoraj. Puszkowa, Ruda i Szalona Księgowa postanowiły wzmocnić nieco swe wymęczone odchudzaniem ( z różnymi efektami) organizmy i ruszyły w swoje ulubione miejsce. A tam pełno!!! Wszystkie stoliki zajęte ! Żadnego miejsca wolnego. Jako jednostki w miarę jeszcze atrakcyjne zostały oczywiście przez stoliki zlustrowane od stóp do głów, zwłaszcza że większość stolików zajęta była przez bardzo byłych miastowych podrywaczy czyli złotą młodzież połowy ubiegłego stulecia którzy z wielką chęcią popodrywałaby trochę tylko skleroza i podagra nie pozwalała. Za to sprośne, w mniemaniu byłych podrywaczy, dowcipy słychać było wyraźnie bo większość jednak przygłuchawa trochę i normalnego głosu nikt nie usłyszy…

Tak jak dziewczyny weszły tak wyszły, prawie biegiem. Jest na szczęście jeszcze jedno całkiem sympatyczne miejsce z jedzonkiem i na babski lanczyk idealne, tylko trzeba kawałek dojść. W deszczu i po śliskim bruku. No i wywiązała się dyskusja czy warto się wlec…

- Wiesz, tam jest super ale bierzmy tylko sałatkę. Naleśniki mają fajne ale w nich jest tyle glutenu, a ja jestem uczulona… – powiedziała Ruda , będąca świeżo po badaniach, które wykazały, że właściwie nie powinna jeść niczego.

- Ja tam mogę wszystko i nic mi nie jest!- dumnie oświadczyła Szalona Księgowa .- A w ogóle jestem głodna!!! Jak zawsze!

- Ja tam nie wiem czy mam na gluten uczulenie czy nie. Od tygodnia jem tylko sushi ! – głos Puszkowej zabrzmiał raczej smętnie niż z dumą, że wreszcie spełniła swoje marzenie i wreszcie nauczyła się robić swoje ukochane jedzonko.

- Wiesz! – powiedziała z troską Ruda. – Jest prosta metoda na sprawdzenie czy masz na gluten uczulenie. Musisz zostawić chleb na 21 dni i po tym czasie spróbować zjeść kawałek. Jak nic Tobie nie będzie uczulenia nie masz!

Zapadła cisza. Puszkowa próbowała w panice wyobrazić sobie chleb po 21 dniach. Przed oczami wyobraźni miała tylko białą stertę czegoś spleśniałego lub ususzonego, ewentualnie chodzącego już samemu …
Szalona Księgowa widocznie miała tę samą wizję gdyż tylko cichutko wyszeptała :
- Może na pleśń ma uczulenie….
- Tak, tak! – przytaknęła Puszkowa- Jak nie na gluten to na pleśń mam na pewno!

Teraz Rudej mowę odjęło. Popatrzyła na obie jak na kretynki.

- Jaka pleśń? Pogięło Was? Czy ja o pleśni coś mówiłam?

-No bo taki chleb po trzech tygodniach na pewno będzie spleśniały…- Puszkowej pomysł sprawdzania jej osobistego uczulenia podobał się coraz mniej.

Zapadła jeszcze cichsza cisza… A po chwili do wszystkich trzech dotarło że co jak co o ten sam chleb nie chodziło. I dobrze że były kałuże bo inaczej wszystkie trzy siedziałyby na chodniku ze śmiechu :D

Lanczyk okazał się świetny, pełen glutenu i wędzonego łososia ze szpinakiem. Ale sprawdzać swego uczulenia Puszkowa jednak nie zamierza. Bo może pleśń jej jednak szkodzi … :D

Pozdrawiam z deski do prasowania. Miłej szarugi jesiennej :D

Wasz Futrzaty

PS. Po zjedzeniu piątego naleśnika Puszkowa stwierdziła, że gluten chyba jednak jej szkodzi bo nie może się ruszać… Tak… To na pewno wina glutenu… :D

20 Komentarze

  1. Ty, Futrzaty, to ja kot od paczuchy, bezimienny ale domowy, przywykły do kaprysów pani i pogody. Też nie tak dawno otrzymałem deską do prasowania. Piękny z niej widok !!!

  2. Halo Futrzaty, powiedz swojej pani, że my, psy od Greenelki, nie koty, bo koty są wybredne, lubimy wszystko, obojętnie z glutenem, czy bez. Dzisiaj pan dał nam resztki swojej kaszanki ,to była wyżerka! Pani nie jadła, bo nasza Pani Greenelkowa je zdrowo, hi, hi, nawet nie wie co straciła, naszym skromnym zdaniem.
    Pozdrawiamy i nie martwcie się szarugą, :)

    • Nam kaszanka tez podchodzi całkiem, całkiem chociaż Puszkowa tego nie tknie. A gluten to nam nacią od pietruszki wisi! O! Ma być dużo, tlusto i niezdrowo :D
      Podrawiamy równie serdecznie :)

    • Dzień dobry Consku! Dawno Ciebie nie było :) Miło że jesteś!

      Ja sobie badania odpuszczę. Jakoś intuicyjnie wiem co mi szkodzi :) Chleb 21- dniowy na przykład :D Myślę że nawet o ten gluten nie chodzi tylko te wszystkie paskudztwa dodawane do środka. Tablica Mendelejewa szkodzi każdemu :)

    • Żeby nie było… Chyba jednak na ten pieprzony gluten uczulenie mam. Muszę się zbadać. Niemożliwe żeby pięć naleśników męczyło mnie trzeci dzień! Haj to nie jest , niestety… :D

  3. Ostatnio gluten i laktoza to nawet chyba w powietrzu się unoszą i szkodzą wszystkim na wszystko…
    Spodobał mi sie dowcip na ten temat: kupiłam produkty na kolacje , bez glutenu i laktozy, czyli chyba muszę sama dodać czy jak?
    Pozdrawiam z wygodnego fotela:-)

  4. W tych naleśnikach, to musiał być straszny gluten. On unieruchamia na amen.
    Ponieważ gluten, jako zabójca numer jeden, króluje już od kilku lat, to mogę spokojnie wieszczyć, że niedługo pojawi się strach przed czymś nowym, jeszcze bardziej zabójczym

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.