Jak popaść w wędkarską depresję czyli Puszkowa jedzie na ryby :D

Puszkowa się odnalazła.

Po długim pobycie między perzem, dżdżownicami i ślimakami w skorupach i bez Puszkowa wylazła wreszcie z ziemi…

Wiecie, wiosna była długa, zimowa i paskudna. Albo lało albo marzło , Puszkowa popadła w głęboką depresję, sterta prasowania rosła a uczucie przygnębienia obejmowało już wszystkich. Nawet ja zauważyłem że w świetle pochmurnego i paskudnego dnia wyglądam gorzej niż zwykle a moja cudna, puszysta sierść nie błyszczy tak jak powinna… Ale to minęło. Słoneczko zaświeciło, przygnębienie uciekło gdzieś przegnane jazgotem naszej Psiaczki i nastało słoneczko.

I Puszkowa zniknęła. Wlazła w ogród i tyle jej widzieli. Tylko zdjęcia od czasu do czasu w internet wpuszczała z efektami ogrodniczymi, wieczorem wpadała do domu, padała na pysk i od rana to samo. Ale wczoraj było inaczej.

- Chcesz jechać na ryby?- pytanie Puszkowej wzbudziło tylko lekkie zainteresowanie Młodzieży. Starym ludowym zwyczajem tkwił nosem w ekranie smartfonu i realne życie raczej mało go obchodziło.
- RYBY!!! Takie zwierzątka. Wędka. Kije i haczyki. I ten… no… kołowrotek. I mormyszka…- Puszkowa rzucała fachowymi słowy co by Młodzież lekko ożywić. I Młodzież ożywiła się.
- Noooo… A śniadanie już było?- tu Puszkową mało szlag nie trafił bo śniadanie stało od dwóch godzin na stole wodząc koty na pokuszenie. A nie, już nie wodziło bo to co wodziło zostało już z chleba ściągnięte na podłogę i zżarte.
- Było i się skończyło!- Puszkowa postanowiła być stanowcza. Resztę śniadania uformowała w zgrabny stosik, ukrywając mankamenty. – Jak jesteś głodny to tu stoi.
Ale Młodzież głodna nie była i wreszcie łaskawie zgodziła się na wyjazd wędkarski.

Zastanawianie się nad modelem wędki i kołowrotka pół godziny, pakowanie drugie pół i tak minęła piękna słoneczna pogoda. Zaczęło mżyć. A potem lać. Ale cóż to za przeszkody dla prawdziwych wędkarzy! Wesoły, naładowany po dach Transport Wojenny ruszył w strugach ulewy z nadzieją na lepszą pogodę :D

Udało się. Po przyjeździe okazało się że ulewa wygoniła wszystkich pół godziny wcześniej. łowisko lśniło w słońcu lekkimi falami i pustymi stanowiskami wędkarskimi i tylko łowić!

Puszkowej wiele do szczęścia nie trzeba. Bacik nawet dwumetrowy tylko, kawałek żyłki, ten tam… to takie czerwone co na wodzie stoi… a, spławik i kawałek robaka na haczyku. I w wodę!
Młodzież to co innego. Profesjonalizm na maksa, drogie wędki, jeszcze droższe kołowrotki, sprzęt wysoce specjalistyczny z podziałem na rodzaje ryb, płeć i kolor oraz pochodzenie gatunkowe. Nie taka prościzna jak Puszkowa. W związku z czym po pół godzinie Puszkowa miała na koncie kilka płotek, dwa małe okonki, uklejki i jedną żabę a Młodzież wciąż kompletowała sprzęt na karpia życia.

Minęło następne pół godziny…

Młodzież zarzuciła wreszcie wędkę z jakąś skomplikowaną maszynerią na końcu i ponuro patrzyła na końcówkę niesłychanie lekkiej i drogiej wędki, natomiast Puszkowa z właściwym sobie brakiem taktu co chwila zakładała na haczyk robaka by za chwileczkę ściągnąć z niego rybkę. Rybki, oczywiście, natychmiast wędrowały z powrotem do wody obdarzone całusem i życzeniami powrotu do zdrowia , czego nie doświadczały niestety robaki idące na rzeź. Ale Puszkowa kiedyś o robakach zapomniała i wylęgły się z nich wielkie i tłuste muchy, więc litości dla robali żadnej Puszkowa nie ma, bo much nienawidzi.

Minęło następne pół godziny…
I następne…

Brak taktu Puszkowej zaczął już chyba Młodzież denerwować … Końcówka niesłychanie drogiej i wysoce wyspecjalizowanej wędki ani drgnęła przez ten cały czas, żaden karp życia nie reagował na specjalistyczne zanęty, przynęty i inne takie a Puszkowa bezczelnie spokojnie i z radością sobie łowiła, mówiąc czule do rybek i robiąc im na pożegnanie papa. Jako profesjonalista Młodzież miała tego dosyć!!!

- Jedziemy do domu! Dzisiaj nie jest dzień na ryby!!! I burza idzie!
- Naprawdę? – zdziwiła się szczerze Puszkowa szybko w myślach licząc złapaną i wypuszczoną drobnicę. Trochę tego było. Ale tak… tego karpia ani śladu. A nie! Właśnie plusnęło i z wody wyskoczyło coś wielkiego i to bardzo blisko sprzętu specjalistycznego. Widocznie karp równie mocno nienawidzi much jak Puszkowa a może właśnie przeciwnie…
Puszkowa jednak postanowiła nie dobijać Młodzieży i na wmawianie że z wody wyskoczyła kaczka nie odważyła się. W końcu kopanie leżącego nie jest w jej naturze… :D

Cała drogę do domu Młodzież nie odzywała się obrażona na Puszkową, ryby i wędkę. Ale Puszkowa nie rozumie prawdziwej wędkarskiej depresji . W końcu był taki piękny, słoneczny dzień a ryby brały jak szalone. Pewnie one też wolą prostotę jak Puszkowa… Życie jest piękne!!!

Burzy oczywiście nie było … :D

A Młodzież nadal jest obrażona i postanowiła już nigdy, ale to nigdy nie wziąć wędki do ręki. No chyba, że będzie dzień na ryby :D

Wszystkiego fajnego :)

Wasz, również zadowolony z życia, Futrzaty !