Puszkowa, palmy i ja :)

Nie, Puszkowa nie powinna jednak nigdzie wyjeżdżać…
Wraca jakaś dzika, ani pogadać, ani bałaganu narobić bo goni, nic jej się nie podoba i wszystko wokół chce zmieniać. Bo Puszkowa uważa że ona to taka jakaś nietutejsza jest.

Poszło oczywiście o klimat. Nasz tubylczy, do którego Puszkowa dawno powinna była się przyzwyczaić i cieszyć się że np. w lipcu jest w miarę ciepło. A nawet i w maju. Nie, nie pasuje jej nic i jak mantrę powtarza że ona to powinna się urodzić w zupełnie innym miejscu, gdzie słońce świeci jasno i jest cieplutko. Nie musi być gorąco, ma być ciepło, z lekkim wiaterkiem, bardzo jasnym słońcem w normalnych godzinach a nie jesienno- zimowe ponuractwo wywołujące depresję. Ocean ma być. No i palmy …

Co Puszkowa z tymi palmami szaleje- nie wiem. Twierdzi że jak otworzy rano oczy i spojrzy na staw ma :
1/ nie być kaczek
2/ mają być palmy.

Mają być i już. Bez palm w ogrodzie Puszkowa przestała sobie życie wyobrażać, wie że są takie miejsca gdzie zima wcale nie musi być paskudna, zimna, rozchlapana i mokra, może być cieplutka i miła. I wszędzie tam rosną palmy. I wiosna jest wiosną…

I już mamy palmy.
Słowo honoru! Piękne, zielone, pierzaste i nawet całkiem wysokie. Jeszcze nie takie jak w tych ukochanych miejscach słoneczno- palmowych Puszkowej ale prawdziwe i cudne!
W pierwszych porywach serca i łopaty, po łzach szczęścia i zachwytu, Puszkowa od razu wkopała je do ziemi, nawet nie patrząc gdzie, byleby tylko widziała je z okna gdy rano oczka otworzy. Pełnia szczęścia!!!

A potem wróciła zimo- wiosna. Była już grudniu, była w styczniu i chyba jej się u nas spodobało bo postanowiła sobie być i być..
Rozżalona Puszkowa palmy wykopała i zamiast pomidorów pod folię wpakowała – pomidory zresztą jej zmarzły- zagląda do nich czasem i z nimi gada, pocieszając że już niedługo wypuści je na świeże powietrze i razem będą oglądać ciepłe wschody i zachody słońca, jak tam skąd ich ród. I Puszkowej.

Na szczęście od jutra ma już być cieplej i żaden mróz i śnieg raczej nam nie grożą. Czyli można :)

A tak w ogóle: te nasze palmy są mrozoodporne, o czym Puszkowa kompletnie nie pamięta :). Do minus 25 stopni. I tylko Puszkowej wydaje się że one takie delikatne. Myślę że sobie poradzą. Byle Puszkowa wytrzymała :) A my z nią!

A ja się cieszę!!! Po palmie jeszcze nie łaziłem :D

Wasz Futrzaty!!!

Hej hej!!!!

Puszkowa już jest, laptop już jest i tylko na ulewę czekamy aby z ziemi wyleźć i coś napisać. Nie żeby jako wampiry czy wilkołaki… Wiosna przecież więc grabie i łopaty w ruch, o sekatorach nie wspomnę…

Do nastepnego wpisu :D

Wasz Futrzaty!