Puszkowa zapada w sen zimowy…

- To jest oszustwo! I to wstrętne! – powiedziała Puszkowa ponuro, patrząc przez okno na nie wiadomo co.

Nie wiadomo co było białe, mokre, zimne i szalało w porywach wiatru zasłaniając wszystko. Co prawda to co było zasłonięte też zbyt piękne nie było i absolutnie nie spełniało wymagań Puszkowej czyli nie było palmą. Puszkowa uważa bowiem że jej naturalnym środowiskiem jest wulkaniczno- pustynny krajobraz u podnóża wysokich gór z oceanem po horyzont. Wokół rosną palmy, bugenwille, paprocie drzewiaste i aloesy. A, i ptaki mogą ćwierkać. Najlepiej żeby to były kosy w kolorach papug…

Widok za oknem był wybitnie zimowy. A miała być wiosna!!!! Bo przecież jest marzec. Prawie…

Ktoś, nie wiadomo kto a Puszkowej nawet nie chciało się sprawdzić, uznał kiedyś że dodatkowy dzień lutego co cztery lata jest fajny, miły , potrzebny i przez ludzkość wyczekiwany. No bo każdy wprost marzy aby zima trwała w nieskończoność, na wiosnę jest za dużo roboty i odchudzić się trzeba a w taki miły lutowy, wyjący i śnieżący wieczór miło usiąść razem przy kominku, wpatrując się w trzaskający ogień i wspominając minione sanny i kuligi… Może cały świat marzy ale nie Puszkowa.

Marzenie Puszkowej ogranicza się zazwyczaj do słońca i zrzucenia kilogramów . Puszkowa przekonana jest nawet że tak naprawdę działa na baterie słoneczne co objawia się tym że od rana szaleje, żeby bliżej ciemności być coraz bardziej wyczerpana i koło ósmej wieczorem paść na pysk tam gdzie stoi. Około ciemnej, zimnej ósmej wieczorem bo tam gdzie ciepło i palmy ósma jej w ogóle nie przeszkadza. Może być nawet ciemno byle było ciepło, palmy i ten, no… ocean po horyzont.

Nie mamy oceanu. Staw opanowały nam kaczki i nie chcą się wynieść. Palm nie mamy bo za ciemno i za zimno. Myślałem że Puszkową podratują pierwsze listki wykiełkowanych pomidorów, których Puszkowa wysiała 18 gatunków, ale nie! Bo przecież wiosny jej się chce! Już, natychmiast i w tej chwili!!!!!!

Podobno jutro już będzie marzec i wiosna na pewno przyjdzie. Ale Puszkowa już w to nie wierzy i powoli przymierza się do snu zimowego. Prognozy są takie że wyśpi się na pewno bo najbliższe dwa tygodnie mają być zimowe, ponure i w ogóle… A wiadomo, ” w ogóle” jest najgorsze… A palm i oceanu nie ma!

Na razie Puszkowa nadal patrzy ponuro w okno. I tak musi do marca poczekać z tym zapadaniem w sen bo piecze chleb i nie chce go spalić. Myślicie, że równo o północy nadciągnie ciepłe powietrze? Bo kiepsko to widzę a kto da mi jeść przez najbliższe dwa tygodnie jak Puszkowa w sen zapadnie? No kto?!!!!

Wasz, niesłychanie zdegustowany, Futrzaty.

Jak przegonić kaczki…

Był lutowy, przedwiosenny poranek.

Spałem sobie wygodnie na desce do prasowania, Psiaczka chrapała na kołdrze Puszkowej a za oknem wstawał poranek. Niby taki już jaśniejszy niż miesiąc temu ale wiecie… Maj to nie jest.

Puszkowa obudziła się, przeciągnęła z uśmiechem na twarzy bo w oczach wciąż miała lazurowo, zielono i palmowo, otworzyła oczka i… przeszło jej. Wciąż jeszcze duchem przebywała na swojej Ukochanej Wyspie, energii słonecznej i palmowej wciąż jeszcze w sobie odrobinę miała ale już jej się wyczerpywała. I to pomimo wyłączenia telewizora. Luty to luty. Ani zima ani wiosna… A tak by się chciało już sekator w łapkę, grabie w dłoń, lilie w stawie…

Depresyjne, poranne rozmyślania Puszkowej przerwał dziwny dźwięk. Na zewnątrz coś kwakało… Jakby kaczka… Puszkowa wyskoczyła z łóżka!

Tak w ogóle to nie mamy kaczek. Ani kur. Ani owieczek. Mamy tylko koty i psy. A, i żółwika Waldusia, który przybiegłszy jesienią z nie- wiadomo -skąd, wpadł do stawu i tam na całą zimę już został. Też wiosnę chyba wyczuł bo od kilku dni unosił się na wodzie w stanie głębokiej hibernacji wyglądając głupio i nieżywo…

Właśnie Waldusia Puszkowa zobaczyła w pierwszej chwili. Ale to nie on kwakał. Na naszym stawie pływały bowiem KACZKI ! Takie żywe, prawdziwe, kaczor z kaczką. Kaczor z zielono- czarną głową i kaczka, szara i nie bardzo rzucająca się w oczy. I to kaczor właśnie kwakał ostrzegawczo na nasze psy i koty które z wybałuszonymi oczami siedziały na brzegu i w milczeniu patrzyły na nowych lokatorów. Bo to ani podejść ani podlecieć ani podpłynąć… Na samym środeczku sobie pływały…

Puszkową lekko przymurowało. tez wybałuszyła oczy, ciszej oddychała nawet, żeby tylko się nie spłoszyły. Kaczki, własne kaczki! Na stawie! Takie prawdziwe, kwaczące, pływające, może nawet małe kaczuszki będą i uroczą rodzinką przyozdobią ukochany staw Puszkowej. Wśród rybek i lilii wodnych…

W tym momencie czar prysł. Kaczor wsadził dziób do wody i radośnie wywlekł rybę. Czerwonego karaska ozdobnego, jednego z tych które Puszkowa co rano karmiła i które przypływały na wołanie. Za chwilę padł drugi karaś, za chwilę następny… Pani kaczka też się najwidoczniej nie odchudzała i wygrzebywała wśród roślin jakieś korzonki robiąc przy tym mnóstwo bałaganu i niszcząc trzcinę.

Tego Puszkowa nie wytrzymała! Jej staw, jej rośliny, jej ryby, jak kto w gości to niech się jak gość zachowuje a nie jak cham kwaczący! Tak jak stała tak wyprysła nad staw! Z wrzaskiem! Z szybkością torpedy!

Kaczki były szybsze. Z ukochanym karaskami Puszkowej w paszczach prawie pionowo ze stawu wystartowały, kaczor w locie przełknął rybę i na pożegnanie obkwaczył Puszkową jak psa na rowie. Psom zresztą przypomniało się że one to tu czujne mają być i wszystkiego pilnować i szczekały na piórko pokaczkowe na stawie przez dwie godziny a Puszkowa zaczęła przegląd zniszczeń.

I tak :
Karasków pomarańczowych już nie mamy, tatarak został spod mułu wykopany i pływa po stawie, na kamieniach kaczki zrobiły sobie kibelek i brzeg upstrzony jest na biało, część pączków lilii – też nie wiadomo skąd lilie wodne w lutym – pływa sobie wraz z tatarakiem. Totalne zniszczenie i jak to mówi Młodzież: MASAKRA!

Walka z kaczkami trwa już kilka dni… Co Puszkowa zniknie w domu, te france przylatują, zeżrą, zniszczą i wieją! Puszkowa wlazła w internet i wyczytała, że kaczki to są wredne, piekielne istoty, które wszystko niszczą, niczego nie budują, zostawiają po sobie ruinę i lecą dalej. I kaczki należy gonić czym popadnie bo z tej ruiny Puszkowa długo się nie podniesie… Tylko jak?

Dzisiaj widziałem, ze Puszkowa sobie procę z gałązki wycina. Jak myślicie, pomoże?

Wasz zdegustowany, totalnie anty kaczy, Futrzaty!

Jak tylko kaczki pogonimy, to opowiem Wam więcej o palmach, słońcu i lazurowym niebie. Obiecuję!

Wszystkiego najkociego!!!

Kochani!

Dzisiaj jest Światowy Dzień Kota :D

Życzę nam i Wam wszystkim wszystkiego najbardziej rozmruczanego, najkociego i najbardziej puchatego na świecie.

A już niedługo nowy wpis, bo Puszkowa powoli dochodzi do siebie i naprawia się. Ale chyba zbyt powoli…

Buziaki futrzate !