Puszkowa z horrorem w tle….

No nie….

Miało być o tym, że trzy dni temu minęło dwa lata jak prowadzę swój niezwykle inteligentny, dowcipny i wprost uwielbiany blog a tu co? Pstro! Ani laptopa, ani dostępu do czegokolwiek piszącego bo pióro z padłego, sąsiadowego gołębia chyba się nie liczy…

Puszkowa nam znów się zepsuła. Prawie na amen. Najpierw zepsuła ramię i całą rękę o czym już wiecie, potem próbowała naprawić to jakimiś lekami łykanymi w różnych proporcjach i różnych porach dnia i zepsuła sobie żołądek. Teraz nie może nic jeść i czeka na spektakularne chudnięcie :D Jakby w cuda wierzyła…

Ale wracam do tematu… Po stwierdzeniu że jednak chemia w proszku nie dla niej Puszkowa podjęła decyzję i pozwoliła sobie wstrzyknąć jakieś świństwo. Świństwo miało zadziałać natychmiast ale skutkując tzw. skutkami. Mocno ubocznymi. No i zaskutkowało… Puszkowa dostała gorączkę, czerwoną paszczę, nawet oczy jej się takie bardziej wampirze zrobiły. Potem zasnęła w ciuchach w środku dnia, potem znów poczerwieniała … a potem przestało ja boleć. Ta łapa przestała. Generalnie chyba nawet wyłączyła sie zupełnie bo nic nie chwytała i nie robiła… Puszkowa mówi że to tak jak ja…Ale boleć przestała.

A potem Puszkowa obcięła sobie kawałek palca drugiej, sprawnej ręki… Jak- nie wiadomo, kiedy akurat tak, bo Puszkowa tak się wydarła że chyba w promieniu kilometra było ja słychać.

Powiem Wam : to było straszne!!! Jak w horrorze tylko wszystko naprawdę się działo. Aż się z nerwów obudziłem! Bo Puszkowa coś do żarcia fajnego robiła, kaczuszka się piekła, warzywa jakieś krojone były…

A tu wrzask, krew się leje, żadnego doktora House’a w pobliżu… Tragedia jednym słowem. Dopiero przyszła podpora psychiatrii narodowej czyli Młodzież sytuację opanowała. Obandażowała, nawet nie zemdlała, podłogę starannie wytarła co by wampiry nie przyciągało, wykonanie obiadu dokończyła i nawet poprawiła humor Puszkowej informacją że szkoła jest spoko, półrocze jest spoko i w ogóle spoko… To tak na pedagogiczną podchwytliwość Puszkowej która przy swoim szczęściu raczej chirurga w przyszłości na stałe potrzebuje a nie psychiatry. Chociaż kto wie…

Teraz Puszkowa ma dwie ręce nieczynne, pisania nie będzie bo laptop jej a ona użalać się nad sobą idzie. Dam Wam znać jak będę mógł…

Buziaczyska futrzate. I trzymajcie kciuki za Puszkową bo takiej ofermy ze świecą szukać!
I juz wiem jak sobie Puszkowa palec odcięła. Na nowej, świetnej krajarce do warzyw. Jednak psychiatra bo z koordynacją ruchów Puszkowej jest naprawdę źle :D

Wasz, już od lat dwóch, Futrzaty :D

Ile waży chandra zimowa…

I się porobiło…

Po ostatniej akcji ” Wyciągnij psa” Puszkowa nam zaniemogła. Żeby chociaż głosowo zaniemogła, jak jej się to czasami, zwłaszcza zimą, zdarza. Nie. Zaniemogła fizycznie i boleśnie bardzo…

Wiecie, nasze psy są wielkie. A jak taki wielki pies, porą zimową bardzo i mroźną szalenie, do wody wpadnie, nasiąknie i lodem otoczy to i wagę swą zwiększy… A Puszkowa to żadna taka znowu herod-baba nie jest. ” Lelija” też z niej żadna, taka normalna, dobrze odżywiona, średnio zimą ruszająca się kobitka, co to na wiosnę dopiero odżywa , wagę gubi i dobrego humoru nabiera. Bo zimą to z ponurą miną chodzi i jak pies wodą tak i ona coraz bardziej tym ponuractwem nasiąka. A tu jej się na głowę jeszcze zwaliło nieszczęście z durnym psem… Póki psa ratowała nic nie czuła. Poczuła za to po dniach dwóch.

Najpierw ją ramię zabolało troszeczkę, potem trochę więcej i więcej a potem to już Puszkowa zamieniła się w jedno wielkie nieszczęście i to obolałe bardzo. Bardzo bardzo… Nie pomogły nacierania, masowania, obkładanie mrożonym groszkiem i zastępczo porzeczką czarną, też mrożoną… To tak w ramach krioterapii … Nie pomagało nic. Puszkowa nocami nie spała, z bólu chodziła po domu, nie wiedząc co ze sobą zrobić, ani leżeć, ani siedzieć tylko łazić i płakać. Bo jedynie co jej dobrze wychodziło to właśnie użalanie się nad sobą… Jak zawsze zresztą. Do szpitala na jakiś nocny dyżur głupio było jej jechać, zwłaszcza jak w jej karcie jak byk stoi że wiosną z dziurą po gwoździu w łokciu do szpitala dotarła więc jej skłonność do autodestrukcji gdzieś tam w rejestrach zapisana jest. Ale ból nie dawał żyć i to dosłownie i trzeba było podjąć jedynie słuszną decyzję. Lekarz!!!

O stosunku Puszkowej do lekarzy wspominać nie będę lepiej… Puszkowa zresztą powtarza że już teraz, awansem, Młodzieży osobiście łomot spuści bo Młodzież na medycynę się wybiera więc zawczasu szacunku do pacjenta niech się uczy. Co prawda Młodzież psychiatrą chce być- są tacy, a co!- ale tym bardziej niech poznaje mroczne sekrety ludzkiej duszy . Puszkowej na przykład. I to wściekłej. A teraz obolałej potwornie…

Lekarz jak lekarz. Wiedzą zabłysnął, łaciną rzucił, USG obszernego miejsca boleści zrobił i okazało się że Puszkowa uszkodziła się bardziej niż myślała. Pies tyłek miał ciężki, lód swoją wagę dołożył i Puszkowa sobie mięśnie ponadrywała. I to mocno. A potem wdało się zapalenie i pogorszyło się jeszcze bardziej. Bo Puszkową bolało już wszystko. I to ponadrywane i to przemęczone i to niedospane, i w ogóle cała Puszkowa ją boli. Od czubka głowy po czubki palców.

Lekarstwa nie pomogły. Albo tego za dużo było i nawzajem się znosiły, albo Puszkowa baba złośliwa jest i na złość nie reaguje na cuda współczesnej farmacji, w każdym razie Puszkową boli, ryczy i łzami oblewa. W boleść totalną popadła i chandrę beznadziejną. Bo zimno, ciemno i boli.

A na dokładkę Puszkowa na wagę wlazła. W środku nocy bo i tak spać nie może. I po co jej to było?

I teraz Puszkowa już w ogóle nie odzywa się normalnie do nikogo. Warczy i jadem pluje. Ciekawe co ona takiego na tej wadze zobaczyła. Bo ja wlazłem i jak zawsze było super!!! Myślicie że to ta chandra właśnie? Ciekawe ile taka chandra waży, że Puszkowa aż tak się przejęła… Myślicie że przejdzie jej na wiosnę?

Wasz, jak zawsze doskonały, Futrzaty.

Straszny poranek…

Wiecie, nie zawsze wszystko układa się tak jak byście chcieli. Chciałem pisać dzisiaj zupełnie o czym innym ale wyszło zupełnie inaczej.
Bo straszny poranek dzisiaj był… Dla wszystkich.

Mamy zimę. Taką prawdziwą, ze śniegiem i mrozem. Już samo to wywołuje u Puszkowej stan ogólnej depresji i próby przespania snem zimowym całego tego białego świństwa. Od dzisiaj jednak zdecydowanie jeszcze bardziej nie lubi tych tam… śnieżynek, dzwoneczków i innych bzdur. Dobrze że wszystko skończyło się dobrze ale Puszkowa jeszcze bardziej utwierdziła się że zima nie dla niej i zacznie jesienią odlatywać do ciepłych krajów. Razem z nami: kotami i psami. Bo, jak wiecie, kotów jest nas sześć a psów, razem z Psiaczką, trzy.

Nasze psy ( oprócz filigranowej Psiaczki) są wielkie i bardzo, bardzo futrzate. Rodowód mają jakiś tam taki islandzko- szkocki , zimy się nie boją, spanie na śniegu sprawia im przyjemność i bardziej cierpią gdy jest ciepło. Ale jest zimno i dobrze im z tym bardzo. Pośpią sobie, poszczekają na gołębie sąsiada, znów pośpią, znów szczekają… Luzik, po prostu.

Dzisiaj rano Puszkową obudził brak szczekania. Puszkowa na darcie mord przez te 45- kilogramowe potwory w ogóle nie reaguje, śpi się jej przy tym słodko i bezpiecznie, no chyba że szczekanie trwa już drugą godzinę i staje się nudne, wtedy głowa za drzwi, krótki OPR, cisza na chwilę i śpimy dalej. Ale dzisiaj było inaczej… Było cicho. Za cicho…

Czwarta rano w zimie to naprawdę wczesna godzina jest. Nawet dla sąsiadowych kogutów. A dzisiaj było za cicho. Słychać było tylko cichutkie skomlenie, w którym Puszkowa usłyszała niepokój, troskę, bezsilność i bezradność. Nawet nie wiadomo było który z psów płakał. Psiaczka chrapała rozwalona obok Puszkowej, pozostała dwójka odmówiła stanowczo wieczorem wejścia do domu bo tak fajnie, rześko i w ogóle, swoje domki mają i im dobrze… Czyli któryś z nich.

Puszkowa wyskoczyła z łóżka jak z procy. Wszystkie światła zewnętrzne pozapalała, niedawno zamontowane latarnie parkowe-nadstawowe też włączyła i zobaczyła widok straszny. Na środku stawu tkwił pies. Zanurzony do połowy w wodzie nie miał sił wydostać się na lód. Nawet się nie ruszał. Po prostu był. Przerażony , zrezygnowany i czekający na cud. Wokół stawu biegał zdenerwowany Cwaniak, nie mając możliwości dostania się do niego i pomocy. Skomlał tylko rozpaczliwie próbując jakoś pomóc.

Tempo w jakim Puszkowa ubrała się i wypadła na zewnątrz zadziwiło nawet ją. Jak Puszkowej udało się wyłączyć emocje i włączyć myślenie nie wie do teraz. Widok z bliska był jeszcze gorszy. Pies tkwił w wodzie, wokół tworzyła się już warstwa lodu, całe futro pokryte było kawałkami lodu i zamarzającej wody. Rozpacz i rezygnacja w oczach była tak straszna że Puszkowej na chwilę serce stanęło. Stanęło, ruszyło i Puszkowa zastartowała. Z siekierą i grabiami. Siekierą lód rozwalała a grabiami psa po trochę z wody wyciągała. Cwaniak biegał zaniepokojony i szczekaniem dopingował Puszkową, Psiaczka w domu szczekała jak oszalała, mimo zimna zbiegły się wszystkie koty i korzystając z okazji wparowały do domu, bo Puszkowa z nerwów nawet drzwi zapomniała zamknąć. I tak po trochę, po trochę psa z wody wywlekła…

Następne kilka godzin wszystkie psy spędziły w domu, przy kanapie i na dywanie. Psiaczka z racji tego że jest Psiaczką, Cwaniak w ramach towarzystwa a futrzaty i przerażony OMC wytarty kilkoma ręcznikami i przykryty kilkoma kocami tajał powoli. Puszkowa resztę nocy spędziła na kanapie, pilnując psiaków i próbując zasnąć. Co się stało, wiedziała… Pod psem załamał się lód. Pewnie próbował wzorem kotów połazić po stawie, może jaki poranny ptak przysiadł na lodzie i OMC próbował go pogonić… Lód jest już od kilku dni ale nie wszędzie tak gruby żeby utrzymać grubasa…

Teraz jest już popołudnie. OMC chodzi normalnie czym martwiła się Puszkowa bo pies był całkowicie zesztywniały, Cwaniak pilnuje go jak oka w głowie, obaj wygrzani, wyspani i zadowoleni biegają na zewnątrz goniąc wredne gołębie a Puszkowej siadły nerwy. Siedzi i ryczy…Bo to jej synki kochane są, od szczeniaka je wychowała i w ogóle….

Jak je wychowała tak ma… Bo nie słuchają się jej w ogóle. Tysiąc razy mówiła żeby na lód nie właziły bo tyłki ciężkie mają i coś się stać może. I prawie się stało… No i teraz ja mam przechlapane.
Bo Puszkowa postanowiła że jak długo w nocy będzie zimno tak długo psy mogą spać w domu. A ja???? Jak mam się w tym wszystkim odnaleźć? W końcu to MÓJ dom i ja decyduję co wolno a co nie!

No dobra… Na razie mogą. Ale Puszkowa musi im jakiś pokój dobudować albo co bo na nas wszystkich ten dom jest za mały! O!

Celem wyjaśnienia : Cwaniak to collie a OMC to O Mało Co collie. Czyli wielkie i futrzate. Ale i tak ja jestem najpiękniejszy!!!!

Wasz, kompletnie niewyspany, Futrzaty…