Puszkowa i pies….

To ja, Futrzaty…

Wiem, wiem. Czekacie na ciąg dalszy opowieści o kudłatym psie. I rzeczywiście nastąpił. Stanowczo za szybko nastąpił… Gdybym wiedział że spadnę na drugą pozycję …

Od razu zauważyłem że po powrocie z targów- nie-wiadomo-jakich Puszkowa jest mocno zaaferowana. Niby mnie obcałowywała, niby drapała za uszami ale myślami była daleko. W końcu wzięła się za działanie.

Ponieważ z wrażenia zapamiętała tylko psa- umknęło jej jakie to schronisko psiaka przedstawiło szerszej społeczności. Nic. Pustka. Psiak łaził sobie po hali szukając swojego człowieka ale skąd i od kogo ?… Pomogła lista wystawców.

Najpierw Puszkowa wyszukała kilka schronisk, które wystawiły się z psiakami. Okazało sie że w żadnym z nich nie było psiaczki o podanym imieniu. Potem Puszkowa ryła i ryła w internecie szukając jakiejkolwiek informacji o targach-nie-wiadomo-jakich. A najlepiej jakiejś relacji fotograficznej. I tak, wśród pająków i innych gryzoni ( bo gryzą) psiaczka się odnalazła. Uśmiechniętą mordkę Puszkowa poznała od razu – informacja że psiaczka została uratowana przez wolontariuszy wraz z policją z jakiejś pseudo hodowli zbiła Puszkową z nóg i jeszcze bardziej przekonała że są sobie przeznaczone. I zaczęły się telefony….

O nie, nie myślcie że tak od razu wszystko się udało. Pani z Ekostraży telefonem Puszkowej nie była specjalnie zachwycona. Nie wiadomo czy komuś coś już obiecała czy Puszkowa na odległość jej się nie spodobała – w każdym razie oświadczyła Puszkowej że do adopcji psiaczki jest kolejka chętnych, poza duże miasto psiaczka na pewno nie będzie wydana i ogólnie: Puszkowa ma spadać! Może zostawić numer telefonu jak chce ale generalnie wynocha! O żesz……!

Jeden dzień Puszkowa odczekała. Skoro psiaczce pisane szczęście z kim innym- mówi się trudno. Najważniejsze żeby była już zawsze szczęśliwa i kochana. W schroniskach tez czeka mnóstwo psiaków a Puszkowa od dawna zdecydowana była na uratowanie chociaż jednego schroniskowego psiakowego życia. Ale już w poniedziałek znów tkwiła pod telefonem. I okazało się, że psiaczki nikt nie chce. Inna pani wolontariuszka poinformowała Puszkową , że owszem, chętnych była kolejka, potem została jedna tylko chętna ale behawiorysta zwierzęcy poinformował tę chętną że jak psiaczkę weźmie to jej kot popadnie w depresję. I ona, ta bardzo chętna, z jeszcze większą chęcią z psiaczki zrezygnowała. I psiaczka jest i czeka na Puszkową. Mimo że Puszkowa z wielkiego miasta nie jest…

I tak, pewnego ciepłego jeszcze dnia, na parkingu pod McDonaldem, psiaczka została przekazana Puszkowej. Z podpisaną na kolanie umową adopcyjną, czerwoną obróżką i smyczą. Pan psiaczkę zostawił i sobie pojechał… A psiaczka stała, lekko ogłupiała, znów przekazana w następne ręce, wzrokiem błagająca o akceptację i odrobinę miłości…..

Dzisiaj mija 3 miesiące jak psiaczka jest z nami. Ma śliczne imię Miśka bo wygląda jak mały pluszowy niedźwiadek, broni Puszkową zębiskami i pazurami ;) przed wszystkimi , jest śliczna, kochana i nawet ja ją polubiłem. Śpimy razem : Puszkowa, Miśka a ja w nogach :D . Miśka zresztą strasznie chrapie i jest to czasem nie do wytrzymania. W takim małym piesku tyle chrapliwośći!!!!! Ale Puszkowa mówi że skoro ja mruczę- a mruczę pięknie- to i chrapanie to taki uroczy dodatek do Miśki :D.

Z Ekostraży nikt więcej się nigdy nie odezwał, nikt nie sprawdził czy czasem Miśki nie zjadłem ale wiecie co? Jak jest Miśka to i w domu weselej :) I teraz będę miał jeszcze więcej do opowiadania- jeśli Puszkowa pozwoli mi dorwać się do laptopa. Ale pewnie pozwoli bo u nas prawie wiosna. Puszkowej przypomniało się zresztą że jeszcze ma do posadzenia 450 tulipanów i ruszyła w ogród.
Wiadomo: grudzień miesiącem sadzenia tulipanów. :D

Do następnego razu! Wasz Futrzaty! I Miśka !