Jak Puszkowa psa przywlekła…

Chwilka, chwilka i po chwilce.

Tak. Wiem. Obiecałem że napiszę i to już za chwilkę a tu tyle czasu minęło …. Ale to wszystko przez psa.

Bo mamy psa. Trzeciego. I to takiego, który mieszka z nami w domu.

Puszkowej nie wystarczyły dwa wielki kundle, które wydzierają się na zewnątrz. Nie. Postanowiła że będziemy mieć w domu małego, sympatycznego pieska, który dzielnie będzie pilnował Puszkowej, patrzył jej z miłością w oczy i grzał zmarznięte stopy a na widok włamywacza lub innego niecnoty rzuci się z dzikim warkotem, zębiskami rozerwie szyję, rozszarpie na strzępy a dzieła dokona działkami szybkostrzelnymi z naprowadzaniem laserowym i odrobiną semtexu. Tak przynajmniej myślała Puszkowa- rzadko i pomiędzy głaskaniem mnie i obcałowywaniem, bez sensu i bez perspektywy na realizację. Ale nie! Musiało ją podkusić…

Co Puszkowej do głowy przyszło żeby wraz z Młodzieżą wybrać się na Targi Zoologiczne – nie wiem. Puszkowej takie atrakcje są obojętne, ryb akwariowych i stawowych ma wystarczająco dużo aby przekroczyć barierę podziwiania i zachwytu i znaleźć się w mrocznej strefie sprzątania po nich, psów mamy a właściwie mieliśmy ilość wystarczającą, o kotach nie wspomnę bo po co komu sześć to sam nie wiem…. Przecież ja wystarczam za wszystkich. Ale parcie na tegoroczne targi miała jak jeszcze nigdy i musiała po prostu…

Targi jak to targi. Trochę ogłupiałych ryb, trochę rasowych kotów, kilka drących się i mocno wkurzonych psów- nie dziwię się zresztą. Przebywanie w jednym wielkim, dusznym pomieszczeniu wraz ze skorpionami, pająkami i jaszczurkami też by mnie mocno wkurzyło. Bez sensu po prostu! Jak ktoś chce kupić zielsko do akwarium czy karmę dla kota nie pcha się przecież na jakieś wystawy jak może iść sobie do sklepu lub kulturalnie przez internet ściągnąć.

Puszkowa po godzinie miała dosyć. Młodzież mniej trochę bo nie ustawała w staraniach aby przekonać Puszkową że skorpion jest jej, tej Młodzieży, absolutnie niezbędny a gekon to już mus straszliwy i Młodzież sobie przyszłości bez tego gekona kompletnie nie wyobraża…. Tak jakby jakaś jaszczurka czy inny skorpion na średnią szkolną jakikolwiek wpływ miała…Czyli było jak zawsze: wkurzona Puszkowa i obrażona acz pełna nadziei Młodzież. I tak sobie szli do wyjścia, szli… I spotkali się. Puszkowa i Pies.

Pies był mały, kudłaty , z uśmiechniętą mordką, zainteresowany wszystkim i wszystkimi. Dlaczego upatrzył sobie akurat Puszkową i właśnie jej próbował wskoczyć na ręce i koniecznie dać buzi, wie tylko Pies. A właściwie Psiaczka. Bo to dziewczyna jest. Mała, pękata, kudłata i kochająca wszystkich. Wolontariuszka, która ją na smyczy prowadziła, mówiła co prawda, że Psiaczka jest uratowana z potwornej niedoli, odebrana interwencyjnie z policją i cudem odratowana, ale psiaczkowa miłość do wszystkich aż biła z tych brązowych ślepków. I w ułamku sekundy Puszkowa i Psiaczka zakochały się w sobie. Po rozmowie z wolontariuszką okazało się że Psiaczka jest przeznaczona do adopcji – czeka na kogoś kto ją naprawdę pokocha. Ale dopiero za kilka dni a na dokładkę ktoś już Psiaczką mocno się zainteresował wcześniej…

Psiaczka poszła sobie dalej a na środku hali pozostała Puszkowa. Głowę miała zaprzątniętą już tylko Psiaczką, na wszelkie błagania o pająka, gekona, skorpiona ogłuchła a i Targi przestały ją interesować. Bo okazało się że Targi były tylko po to aby Puszkowa z Psiaczką mogły się spotkać…Nawet powrót do domu nie zmienił huraganu myślowego Puszkowej, w którym to huraganie jak słońce na niebie ukazało się wreszcie sprecyzowane marzenie Puszkowej. Są sobie przeznaczone i Psiaczka czekała właśnie na Puszkową ! I będą razem! Bez względu na ” kogoś wcześniej” i tak dalej…

Ciąg dalszy nastąpi już niedługo :)

Buziaki! Wasz listopadowy Futrzaty!