Puszkowa nad morzem czyli horror letnich dni…

O rany!!!
Puszkowa mnie męczy. Mówi, że jak nie dokończę tematu ” Upiorne wakacje” to nie będę mógł napisać o naszym nowym psie z odzysku. A jest o czym :) Bo to pies sobie Puszkową wybrał a nie na odwrót… Ale o tym już następnym razem.

O tym że Puszkowa zamieniła Grecję na Międzyzdroje, już pisałem. O cysternach i komunikacji zastępczej też czyli dotarliśmy do perły Bałtyku, Promenady Gwiazd , luksusu i dekadencji….

Luksusy zaczęły się zaraz po dotarciu do hotelu, który cenami przebijał Grecję i obiecywał wiele. Blisko, wygodnie i smacznie. Szkoda tylko że widok był na Biedronkę a z pobliskiego komisariatu co chwilę na sygnale wyjeżdżały patrole gotowe bronić Puszkową przed atakami zbyt rozentuzjazmowanego tłumu wracającego z pobliskich dyskotek o czwartej rano. O wystroju pokoju nie ma co dyskutować gdyż, wiadomo, gusta są różne a tym razem nawet bardziej niż różne były. Brak czajnika w pokoju – przypominam, Puszkowa jest maniaczką porannej kawy- spowodowany był przeciwpożarową troska o pensjonat a brak klimatyzacji przy takim upale o gardła gości… I tak co chwilkę ze wszystkim. Puszkowa nawet wprawy po dwóch dniach nabrała w nalewaniu do służbowego czajnika wody z pobliskiej toalety ( z kranu nalewała!). Czajnik sprytnie ukryty był w pomieszczeniu z deską do prasowania , jedynej na cały pensjonat, wystarczyło najwyżej pół godziny i już kawka gotowa była! Jeśli ktoś miał czas na czekanie w tych tropikach.

Bo pogoda piękna była… Lato najgorętsze od lat kilkunastu, jak nie od zawsze, trafiło się właśnie w chwili przyjazdu Puszkowej. I jak tylko Puszkowa urlopowy nadmiar ciuchów rozpakowała, nad wodę pognała… Wraz z Rodziną. Dopadła nadmorza czyli chodniczkiem w kilka minut dotarła do wydmy, spojrzała w dół… I ją zatkało.

Po horyzont ciągnęły się parawany. Różne, Długie, krótkie, w kwiatki, rybki i reklamy. Ułożone w kółka, koła i kamienne kręgi… Znaczy się parawanowe. Nawet Puszkowej przez moment fragment jakiegoś westernu przed oczami mignął , co to dobrzy koloniści wewnątrz a źli Indianie na zewnątrz, ale tu były same „wewnętrza”. Pełne, wrzeszczące, sypiące piaskiem, jedzące, palące, pijące, przeklinające i wytapiające się. Gdzieś, w przerwach między parawanami , widać było coś burego i falującego i … tak, to ono było! Nasze morze!!! Czyli jednak, dotarliśmy!

Wrodzona złośliwość Puszkowej wzięła jednak górę na wzruszeniem. Najpierw pognała Rodzinę do pobliskich bud celem zakupu najbrzydszych i najdłuższych parawanów wraz z młotkiem, na zasadzie JAK WSZYSCY TO WSZYSCY i NIE MA ZMIŁUJ, po ułożeniu i wkopaniu własnego przeciwindiańskiego kręgu tez się schowała do namiotu , zamknęła oczy, zatkała uszy i kazała się wszystkim odbimbać ! Chcieli morze- to mają. Morze jest tam z przodu- jak dobrze poszukają to znajdą. Nie można dojść bo inne parawany i dziury na pół metra głębokie? Niech też sobie wykopią i odczepią się. Wiatr wieje, piasek sypie a plaża nachylona nie w tym kierunku? Bo wszyscy przyjechali to i się ugięła. I odbimbać się ! Ona, Puszkowa, jest nieszczęśliwa.

I zaczęła się Puszkowa użalać nad sobą. Po co jej to było… Nad stawem posiedziałaby sobie w ciszy i spokoju, raz po raz wodą zlała, nóżki poopalała, psy podrapała a koty pogłaskała albo na odwrót, nie musiałaby wysłuchiwać komunikatów o zaginionym Krzysiu w niebieskich majtkach czy Piotrusiu w zielonej czapeczce który płacze i czeka w wieży numer 11, nie musiałaby wysłuchiwać ryczących reklam czy informacji o najbliższym koncercie ” Jesteś szalona”, nie musiałaby bronić sie przed pokusą kupna naaaaaleśników z czekoladą, cieeeeepluteńkich drożdżówek, gooootowanej kukurydzy i gotowanego „bu”. Co to jest gotowane „bu” Puszkowa nigdy się nie dowiedziała i pewnie nie dowie bo już w trzeciej godzinie pobytu w znanym nadmorskim kurorcie Puszkowa obiecała sobie że już nigdy ALE TO NIGDY!!! nie wybierze się nad polskie morze w sezonie!

I tak mijały kolejne dni wakacji. Promenada Gwiazd okazała się kawałkiem czystszego niż inne chodnika, w samym centrum wejścia na sławne molo usadowiło się nieczynne wesołe-bardzo-smutne miasteczko, ilość bud ze wszystkim przekroczyła nawet ilość bud na targowisku w dni targowe miasta rodzinnego Puszkowej, hałas wszystkich grająco-świecących automatów zlewał się w jedno, zapachy z różnych barów i restauracji również i nie był to zapach świeżej ryby a raczej starego oleju. Jedyne pozytywne gastronomicznie odkrycie w tym gąszczu nie-wiadomo-czego było punktem sprzedaży ukochanego, po kawie, napoju Puszkowej czyli Bubble Tea i wszystkie zaskórniaki Puszkowej, przeznaczone na wakacyjne rozrywki, w tym jednym miejscu zostały przepuszczone. Przepuszczały sie zresztą bardzo szybko bo ceny zbijały z nóg nawet Puszkową, która finansowo na wakacjach tolerancyjna jest jak nigdy.

Wakacje trwały na szczęście tylko tydzień. Rodzina zadowolona była niesłychanie, wczuwając się w wakacyjny nastrój całkowicie, Puszkowa nazwana została największym ponurakiem na świecie z muchami w nosie i wreszcie wszyscy wrócili, o czasie i bez przygód, bo cysterny w międzyczasie sprzątnięto. Puszkowa mówi , że mogłaby jeszcze godzinami opowiadać o tym pobycie ale może lepiej niech da już spokój. Nawyki jakieś głupie jej zostały, pyta na przykład w restauracji, czy na pewno wszystko jest i nie skończyło się przed chwilą, piasek z włosów do dnia dzisiejszego wytrzepuje twierdząc że ten od gotowanego „bu” specjalnie po głowie jej chodził… A gdzie miał biedak chodzić, jak nawet w wejściu do przebieralni parawany były rozłożone…

Muszę wieczorem sprawdzić, jak to z tymi muchami w nosie Puszkowej jest. Bo chyba jeszcze je ma!

A następnym razem będzie wreszcie o psie! Na razie!

Wasz Futrzaty :)

Puszkowa jedzie nad Bałtyk…

Tak jak obiecałem, dzisiaj opowiem Wam o dalszej historii tegorocznych wakacji Puszkowej, po których to wróciła wściekła z groźbą obcięcia mi łap. I jak ją wreszcie skończę , będę mógł Wam opowiedzieć o naszym nowym psie :D

Po wszystkich greckich perypetiach, na szczęście niedoszłych, Puszkowa postanowiła wakacje spędzić patriotycznie. Kichać Grecje, pogodę mamy upalną, morze własne, bez jeżowców, państwo trzeba wspierać czyli JEDZIEMY NAD BAŁTYK! Pociągiem pojedziemy!

Rodzinę z lekka przytkało. Zwłaszcza tę obcojęzyczną. Morze w końcu też mają, szare i zimne, też bez palm i też z brakiem pogody. Atrakcja w postaci wybrzeża naszego narodowego humoru nikomu nie poprawiła, błękit Morza Śródziemnego oddalił się z szybkością tsunami a palmy tylko mirażem się stały… Pozostał tylko Bałtyk.

Ale: jak przygoda to przygoda! Wyjazd pociągiem powodował , że wakacje mogły zacząć się już w przedziale, Puszkowa miała święty spokój z korkami, narzekaniem i stawaniem co chwila na to… no… postój kibelkowy, nikt nie mógł narzekać że go mdli a jedzenie można było kupić w wagonie restaur… barowym. Wprawdzie niedobre i bardzo drogie ale z głodu nikt nie mógł umrzeć. Do kibelka blisko, czysto bo pociąg dopiero bieg zaczął więc radość trwała.

Zdziwienie, co prawda, wywołały juz pierwsze minuty podróży. Puszkowa, jako osoba zorganizowana, bilety dla całej ekipy kupiła juz 4 tygodnie przed wyjazdem, ostrzeżona że są miejscówki i nikt, ale to nikt niepożądany do przedziału się nie dostanie, ale to takie gadanie było… Przedział wykupiony przez Puszkową był pełen. Nie Puszkowej i Rodziny ale podróżnych wszelakich z tobołami, walizkami i torbami. Bez miejscówek. Ale za to z pretensjami bo Puszkowa wszystkich grzecznie z przedziału wyprosiła , majtając dowodem zakupu miejscówek przed nosami, Rodzinę usadziła ,drzwi od przedziału zamknęła i bezczelnie usiadła, kompletnie ignorując wszelkie emerytki, inwalidów wojennych, niepełnosprawną młodzież i matki z dziećmi. Całe to towarzystwo rozsiadło się w korytarzu , blokując wszystkich i nie przepuszczając. No dobra, młodzi , silni i wakacji spragnieni…

Pani konduktorka, której jakimś cudem udawało się przez te tłumy przedrzeć , poinformowała Puszkową , że dobrze że ma miejscówki. Są one wprawdzie nieprzydatne bo dniu ich zakupu zawiesił się system informatyczny PKP – pewnie przez Puszkową!- ale poza tym jest fajnie! Do kibelka wprawdzie dostać się nie można, wyjście do wagonu barowego może skończyć się brakiem miejsca i próbą odnalezienia swoich bagaży na korytarzu ale i tak jest fajnie! Nie, pani konduktorka nie słyszała nic o wykolejonych cysternach dokładnie na trasie pociągu Puszkowej. Do niej taka informacja nie dotarła! Tak, w internecie podali taką informację ale jest ona niesprawdzona i PKP w osobie konduktorki stanowczo nie potwierdza i nie zaprzecza… Jest fajnie! Czyli tak jak chciała Rodzina :D

A pogoda piękna była… Gorąco coraz bardziej, klimatyzacja przez jakiś czas nawet działała, pełne wyrzutu spojrzenia z korytarza czas umilały i tak sobie jechali. I już do morza 30 kilometrów było, i już kanapki zżarte a woda wypita, i już bagaże powoli zdejmowane być zaczęły… Pociąg stanął. Gdzieś. W jakiejś miejscowości. Takiej co to na mapie jest a jakoby jej nie było… I rozległo się:
Z POWODU WYWRÓCONYCH CYSTERN TRASA JEST DALEJ NIEPRZEJEZDNA. PROSIMY WYSIĄŚĆ Z POCIĄGU I CZEKAĆ NA KOMUNIKACJĘ ZASTĘPCZĄ.

Wysiedli. Miejscowość o nazwie co najmniej dziwnej posiadała nawet dworzec. Zamknięty był na głucho, co prawda, za sanitariaty zaś „robiły” świeżo przywiezione toi-toje. W promieniu kilkudziesięciu metrów nie jawiło się nic komunikacyjnie zastępczego za wyjątkiem mocno zdezelowanego Poloneza jakiegoś cwaniaka z odręcznie napisaną informacją na przedniej szybie:
” Tanio i szypko zawieze nad może”.
Informacja chyba jednak na nikim nie robiła wrażenia, gdyż kierowca smacznie spał, lekko tylko przytłamszony upałem i wczorajszym zmęczeniem. Biznesman jak nic!

Czas płynął, słońce grzało jak jasny gwint, gdzieś w oddali szumiało morze i wiała leciutka bryza, rozwiewając włosy dziewcząt i smagając łysiny panów a Puszkowa wraz z Rodziną tkwiła Gdzieś. Tłum gęstniał, chciał jeść, pić i wypoczywać, kolejka do toi- tojów gęstniała i gdy każdy już powoli szukał sobie miejsca na nocleg na przydworcowym trawniczku, pojawiła się pierwsza komunikacja zastępcza. I zaczęło się!

Na nic zdały sie próby energicznej pani konduktorki ustawienia ludzi w kolejkę z możliwością pierwszeństwa dla dzieciaków i ich mam. Nawet wycieczka harcerskich maluchów ustawiona przez drużynowego została zmieciona przez tłumy młodych, silnych i wakacji spragnionych. Oni, oni muszą i to natychmiast bo im ktoś słońce ukradnie i wodę z morza wypije! Oni chcą już i natychmiast!!!

Na szczęście normalnych ludzi jest zawsze więcej niż kretynów więc jakoś udało się tę tłuszczę opanować i co pół godziny jeden autobus odjeżdżał wywożąc w dal wakacjuszy, w ciągu następnej półgodziny przyjeżdżał następny i tak sobie miło Puszkowa i Rodzina spędziła popołudnie. Plan co prawda inny był bo już od kilku godzin wszyscy mieli byczyć się na plaży, ale cóż tam… Miało atrakcyjnie być i było. A biznesman spał słodko nadal…

Kiedy Puszkowa z Rodziną została zapakowana do autobusu i wszyscy wreszcie ruszyli się z Gdzieś, było późne popołudnie. O trasie nie ma co opowiadać, bo Puszkowa tkwiła między cudzym ramieniem i jeszcze bardziej cudzym uchem i nic nie widziała, za to dużo czuła i po pół godzinie życie stało się jej obojętne. Ale jednak dojechali! Witajcie Międzyzdroje :)

Do jutra! Wasz Futrzaty :D

Jak Puszkowa kryzys grecki pogłębiła…

Jak wiecie, Puszkowa kocha planować.

Twierdzi że bez planu nic jej nie wychodzi, wszystko gubi i w niczym nie może sie połapać.
Nie wiem dlaczego tak jest ale jest! Faktycznie, czasem jest tak, ze Puszkowa budzi się rano, spojrzy na kartkę z planem i po postawieniu się na nogi dwiema kawami, plan ten realizuje z socjalistycznym śpiewem na ustach, radością i energią. Za to wieczorem pada na pysk i potrafi zasnąć na siedząco. I wtedy właśnie uznaje dzień za udany… A czasem jest tak, że Puszkowa wstanie, obie kawy wypije, popatrzy na swe rozczochrane odbicie w lustrze, skrzywi się, powie do mnie ” No co?!” i cały dzień ma z głowy. Ja zresztą też bo łazi, marudzi i żyć innym nie daje. Dlatego dzień zaplanowany, w wykonaniu Puszkowej, jest zdecydowanie lepszy. Mogę robić co chce, wiać gdy radośnie próbuje mnie w biegu obcałować i jest fajnie.

Ten jej nieznośny nawyk dotyczy również wszelkich wyjazdów, w tym wakacji oczywiście. Wakacje, ze względu na szkolną Młodzież, muszą odbywać się w terminie ogólno wakacyjnym, ale zaplanowane są już głęboką zimą . Puszkowa zaplanuje, zapłaci i więcej sobie tym już głowy nie zawraca. Tak miało być również w tym roku. Było ale się wybyło…

W tym roku do wakacji letnich postanowiła dołączyć Rodzina. Rodzina duża nie jest, ale obcojęzyczna, co pozwoliło Młodzieży i Puszkowej starannie zweryfikować poziom nauczania języków obcych w jego szkole. Weryfikacja wypadła bardzo negatywnie bo pozytywne oceny w szkole nijak przełożyły się na konwersację, mimo że Rodzina mówi w językach kilku, w tym japońskim. Tylko w ojczystym języku Młodzieży nie mówi, za wyjątkiem wyrazów kilku, znanych bardziej jako ogólno budowlane….Młodzież zresztą bardzo starannie przyłożyła sie do poszerzania wiedzy Rodziny w tym zakresie tzn. ogólno budowlanym ale i tak pozostała konwersacja odbywa się w języku ogólnoświatowym w tym machanie łapami jako znane wszystkim.

Plan Puszkowej przewidywał wyjazd do słonecznej, „palmiastej” i „morzastej” Grecji. Miało być fajnie! Plaża przy hotelu, palmy, piaseczek, słoneczko, lekki wiaterek, wieczorne ouzo z ośmiornicami, zabytki i takie tam. Full wypas z naciskiem na full. All inclusive, znaczy się…

Puszkowa załatwiła, wpłaciła zaliczkę i na jakiś czas zapomniała. A Grecja sama jej się przypomniała.

Najpierw były wiadomości takie, później owakie a potem całkiem już niepokojące. A to brak kasy w bankomatach, a to imigranci, a to puste półki , a to jakieś rozróby, a to kogoś okradli na wieść że turyści to z torbami pełnymi gotówki przyjeżdżają, a to jeżowce, a to upały straszliwe, a to brak wody w hotelu….Puszkowa tak czytała i słuchała i włos lekko jej się jeżył, co zresztą na świetną fryzurę się przekładało, bo Puszkowa albo rozczochrana albo przyklapnięta jest na ogół, więc jakiś pozytyw był. Do radosnych informacji dołożyły się nowe, tak zwane organizacyjne. Okazało się że plaża przy hotelu była ale sobie poszła kilka kilometrów dalej, bo przyhotelową kupił sobie inny hotel, postawił ochronę , która na zbity pysk wywalała wszystkich trzygwiazdkowych na plażę publiczną. Kto bogatemu zabroni… Taki kilkukilometrowy spacer w upiornym i zakurzonym greckim słońcu mógłby być nawet przyjemny gdyby Puszkowa pojechała sama lub z Młodzieżą. Puszkowa by się wytapiała, Młodzież marudziła czyli tak jak co dzień i jakoś by było. Ale była jeszcze Rodzina – a ona wcale nie chciała się wytapiać. Miało być fajnie!!!

Do tego wszystkiego dołączyły się problemy z odlotami w obu kierunkach. Najpierw było normalnie, potem mniej normalnie. Pani z biura podróży pocieszała co prawda Puszkową że godzina na pewno się zmieni, że zawsze tak jest na początku a potem jest lepiej… Owszem, zmieniła się. Na 3.30 rano.
Puszkowa musiałaby nie spać całą noc, bo trzeba do lotniska dojechać , być dwie godziny przed odlotem, a potem czekać do 14.00 w hotelu aż zostaną po poprzednich lokatorach posprzątane pokoje. Z bagażami, w upale i z marudzącą nad głową Rodziną- bo miało być fajnie! W drugą stronę było równie idiotycznie, w wyniku czego z tygodniowego urlopu , dwa dni Puszkowa miała spędzić w podróży.

I Puszkowa zaczęła mieć po prostu lekko dosyć tych greckich wakacji. Wiadomości przychodziły coraz gorsze, bieżące opinie przebywających w planowanym hotelu też nie nastrajały optymistycznie i Puszkowa się wściekła. A wściekła Puszkowa to Puszkowa działająca. Wakacje odmówiła, Rodzinę poinformowała, że Grecji nie będzie – wymyśli im coś innego – i rozpoczęła batalię o odzyskanie chociaż części wpłaconych pieniędzy. Coś tam udało się odzyskać co Puszkową postawiło w dużo bardziej komfortowej sytuacji niż tych którzy jednak pojechali. Bo w kilka tygodni później biuro zbankrutowało…

I tak skończyła się grecka odyseja Puszkowej. Bo odyseja byłaby na pewno. Ciekawe jak długo Puszkowa wracałaby do kraju ojczystego, wlokąc za sobą Młodzież i Rodzinę. Na pewno nie siedziałaby w hotelu czekając na jakieś czartery specjalnie wysyłane tylko na własną rękę próbowałaby wrócić. A tak Puszkowa miała spokój, Rodzina poprzestała na spojrzeniach pełnych żalu „… bo miało być fajnie…” a odzyskane częściowo pieniądze wydane zostały patriotycznie na wakacje nad Bałtykiem. Ale o horrorach następnym razem…

Na razie. Wasz Futrzaty!