My… Puszkowa!

Mamy nowego listonosza…

Wiecie, mnie to akurat jest obojętne ale Puszkowej nie. Poprzedniego lubiła, mimo tego, że on swojej roboty nie lubił, ale Puszkowa zna również lekarza, który swojej roboty też nie lubi bo zawsze chciał był ornitologiem, więc nic już jej nie dziwi. Ale ten nowy listonosz rzeczywiście źle zaczął…

Był piękny, pogodny dzień. Wczoraj, znaczy się …

Puszkowa, wściekająca się o coś i nawet konkretnie tym razem, stanowiła jak zawsze zagrożenie dla wszystkich wokół. Trzeba było nie brać się za syzyfowe prace od rana i zostawić szyciowy pokój tak jak jest. W końcu wszyscy wiemy co gdzie leży i jak przejść, żeby się nie potknąć, a po ciemku i tak tam nikt nie włazi bo sobie jeszcze coś zrobi. Ale nie! Puszkowa ambitnie za porządki się wzięła. Porządki rozlazły się, oczywiście, już wszędzie i bałagan też mamy wszędzie. To tak na marginesie…

I w tę miłą, skażoną tylko wściekłością Puszkowej i moim stoickim spokojem ciszę, wdarł się dźwięk wyjca. Wyjec wisi na ścianie, ma ekran, który powinien pokazywać kto zacz u bram, ale ponieważ zielona mania Puszkowej do bram również dotarła, więc na ekranie i tak nic nie widać za wyjątkiem dorodnego ślimaka na liściu. W związku z tym Puszkowa, zamiast iść i obciąć liść, wystawia głowę za drzwi i starym, wiejskim zwyczajem drze się…. A , o tym już przy okazji czerwcowej kolędy pisałem.

Teraz też wystawiła i się wydarła. Słysząc, że to listonosz, nawet się zdziwiła bo głos jakiś inny był, sylwetka w oddali też inna, chociaż bez okularów Puszkowa i tak nic nie widzi ale przecież do bram w okularach lecieć nie będzie bo zdążą ściemnieć w międzyczasie a strasznie ją to wkurza!

To był właśnie nowy listonosz. Ten sam, którego zastępca zzieleniał był poprzednio, zzieleniał i więcej się nie pojawił. Właśnie nadeszła ta chwila osobistego spotkania, decydująca o wspólnej przyszłości obu stron. Bo w końcu Puszkowa na emeryturę kiedyś przejdzie i tylko od niej zależy czy ciężko wypracowana kaska przelewana będzie na konto czy wręczać jej będzie osobiście, świeżo właśnie poznawany listonosz i Puszkowa obdaruje go każdorazowo procentem swego pomnażanego majątku.

- Pani Puszkowa? – listonosz wydawał się zasadniczy i starał wyglądać profesjonalnie.- Bo mam coś dla pani…. – tu padło imię i nazwisko Puszkowej, które to oba lubi bo ładne są i świetnie się komponują.

Ale listonoszowi coś nie pasowało.
- To na pewno do Pani?- zdziwił się mało sympatycznie.- Na pewno nie do córki? Bo to imię…Jest pani pewna?

Puszkowej mało szlag nie trafił. Imienia swego akurat była pewna, ładne jest i nowoczesne, o żadnej córce w okolicy nie miała pojęcia, a uwaga wydała jej się nie na miejscu i raczej obraźliwa.
- Przynieść dowód? Bo chyba tak sprawdza się tożsamość , z tego co wiem.

Panu listonoszowi jednak dowód nie był do niczego potrzebny. Dał co miał, podpisu z dowodem nie sprawdzał , nic w ogóle nie sprawdzał. Brnął jednak :

- Gdybym nie zostawił, to byście na pocztę musieli jechać…Macie czym dojechać?

Puszkową lekko przytkało na moment. Mignęła jej nawet myśl że furmanka u kowala a koń u mechanika, czy na odwrót, potem do niej dotarło że konia nigdy nie miała a jej piękny, nowoczesny i wzbudzający uwagę i podziw Transport Wojenny pod wiatą stoi, a potem zastanowiło ją kogo jeszcze pan listonosz na myśli miał.

- Kto znaczy się? – spytała jak gdyby nigdy nic.

- No wy!- litościwie wyjaśnił listonosz.- Bo wiecie, pks rzadko u was jeździ a na pocztę w mieście dotrzeć trzeba..

Słup w postaci Puszkowej stał i stał, nawet wtedy gdy listonosz odjechał już w tzw. siną dal, którą to siność osobiście zresztą stworzył swoim starym nie-wiadomo-czym. A Puszkowa teraz zastanawia się co miał oznaczyć to wyrażenie ” WY” do Puszkowej. I tu mamy kilka wersji:

1. Listonosz też nie lubi ściemniających się okularów i widzi podwójnie. Albo i potrójnie.
2. Listonosz przeniósł się w czasie z czasów kiedy to wiejskiej kobity mówiło się ” wy, gospodyni” jako wyraz szacunku. Tak ,na oko, z XIX wieku.
3. Listonosz delikatnie zwraca uwagę, że Puszkowa jednak do bram sama nie powinna chodzić i dobrze by było żeby w męskiej asyście chadzała. Burkę może w domu zostawić…
4. Listonosz był ” wczorajszy” i widział: patrz punkt 1.
5. Wiata jednak dobrze zasłania Transport Wojenny co Puszkową cieszy. O koniu jeszcze nie myślała ale pomysł jest dobry.
6. Listonosz wyczuł w Puszkowej szlachetne pochodzenie i Puszkowa też powinna o sobie zacząć myśleć ” MY”…

I co ja mam teraz zrobić? Ledwo Puszkowa odtajała, poleciała do ogrodu szukać krzaku wawrzynu bo dotarło do niej że w wieńcu laurowym chadzać powinna.
No nie! Puszkowa z liściem bobkowym na głowie… Ale obciach!

Na razie! Wasz zdegustowany Futrzaty.

PS. Listonosz ma jednak przechlapane. U mnie też!

I stało się światło! Białe!

Mój ukochany koci pamiętniku! Dzisiaj jest…

A nie! Dajmy juz sobie spokój z ta chronologią. Powiem tylko że mamy internet! W związku z czym będzie krótko, zwięźle, na temat i bez rozwlekłości :) Co byście się czytaniem męczyć nie musieli …

Internet zjawił się dzisiaj w postaci młodzieńca urody całkiem, całkiem… Jak na przedszkolaka. Puszkowa nawet zdziwiła się że tak młoda młodzież prawo jazdy już posiada bo z wyglądu kandydatem na kartę rowerową się wydawał ale firma kurierska Puszkowej znana była i kojarzona dobrze. No bo tej innej firmy kurierskiej z psychicznym kurierem Puszkowa nadal się obawia.
Ale nie! Tu kurier był normalny, nieletni troszeczkę ale miły i kompetentny. Nowy router przywiózł, stary zabrał i uświadomił Puszkową, całkiem zresztą nieproszony, że właściwie to on tylko tym sie przez cały tydzień zajmuje. Wymianą nowych nie działających na nowe działające. Bo Nowy Dostawca Internetu zakupił w kraju pracowitości cały wagon routerów nie działających i upycha po nowych klientach gdzie i komu się da, z nadzieją że jednak może się uda… Szansa na otrzymanie działającego na pewno jest większa niż sześć trafień ale Puszkowa hazardowo nieobyta zawsze ma takie zezowate szczęście.
Za drugim razem się udało. Dział Finansowy, poinformowany gołębiem pocztowym o 1.18 doby poprzedniej, spiął się i nowy router wysłał. I działa!!! Świeci na biało, prędkość ma i dzięki temu mogę teraz obwieścić Wam to wspaniałe wydarzenie!

I po co te wszystkie nerwy, ta 13-dniowa szarpanina o lepszy byt? Statystyki u Nowego Dostawcy Internetu zdecydowanie się polepszyły, archiwum A JEDNAK NIE MOŻNA schudło o jedną teczkę i jest cudnie!

A Puszkowa w szoku, zdumieniu i niedowierzaniu przeczytała wczoraj na portalach informacyjnych, że prezes jej Nowego Dostawcy Internetu został odwołany w trybie natychmiastowym. To na pewno przez ten router Puszkowej!!!

I jak myślicie? Uda mi się wmówić Puszkowej że to moja zasługa?
Pozdrawiam.
Wasz genialny Futrzaty :)

Barrrdzo strrraszny wtorrrek…

Dzisiaj mamy wtorek.

Jeszcze się nie skończył a Puszkowa już na wykończoną wygląda. No bo:

nadal nie mamy internetu.

Po informacji ” już za chwilę już za momencik” obraziła się na nas również automatyczna sekretarka Nowego Dostawcy Internetu. Po próbie dodzwonienia się dzisiaj rano do konsultanta/ki Puszkowa usłyszała od automatu, że ma schować router przed burzą a najlepiej sprawić by nie działał co jak wiecie idzie nam fantastycznie bo router jest zepsuty na amen. Potem automat powiedział, ze według niego/niej nie ma potrzeby żeby Puszkowa nadal wydzwaniała, bo on/ona – automat wie że jest uszkodzenie i ktoś oddzwoni. Puszkowa jednak jak niewierny Tomasz postanowiła się skonsultować z Człowiekiem mimo usilnych prób automatu, który własną piersią elektroniczną chronił/a Człowieka przed agresywną Puszkową. Udało się!

Konsultant niestety nie spisał się. Po upewnieniu się że Puszkowa jest naprawdę władna w tym aby zgłaszać awarię a jej cierpienie jest autentyczne, poinformował Puszkową że o awarii wiedzą już wszyscy, dwunasty dzień awarii przechodzi do historii pisanej Nowego Dostawcy Internetu pod hasłem: A JEDNAK NIE MOŻNA i Puszkowa jak chce to za awarię nie musi płacić. Jak chce oczywiście ale ponieważ Dział Finansów o awarii nic nie wie więc faktura będzie jak zawsze, zapłacić trzeba a o uszkodzonym routerze tenże Dział usłyszał pierwszy raz o 1.18 rano i jeszcze się do awarii nie ustosunkował. A właśnie ten Dział decyduje czy nowy router wysłać czy nie…
Tak więc: ciąg dalszy nastąpi…

Potem zadzwoniło Słodkie Dziewczę nie wiadomo skąd, że ona słyszała że Puszkowa do sklepu kogoś potrzebuje i ona, Dziewczę się zgłasza. Kierunkowy był krajowy acz odległy geograficznie, Dziewczę przemiłe i tylko Puszkowa, lekko ogłupiała jeszcze po rozmowie z automatem nie potrafiła się zachować. Nie tylko nie zaproponowała pracy Dziewczęciu, kombinując po drodze gdzie i jaki sklep otworzyć, to jeszcze odrzuciła ofertę, informując że żadnego sklepu nie mamy i nikogo do pracy nie potrzebujemy.

A potem mieliśmy kolędę. Tak przynajmniej usłyszała Puszkowa z głośnika interkomu.

Puszkowa ostatnio przygłuchawa się nam zrobiła , co zostało zdiagnozowane przez laryngologa jako zapalenie nerwu uszno- żuchwowego, bolącego jak diabli i mocno upośledzające słuch i miły wyraz twarzy Puszkowej. Słaby słuch słabym słuchem ale informacja o kolędzie u bram w czerwcu mało wiarygodna Puszkowej się wydała. Przezwyciężając własną niechęć do ukazywania się obcym w stroju swym ukochanym w postaci mocno sfatygowanego szlafroka, Puszkowa na wszelki wypadek wystawiła głowę zza drzwi i starym, wiejskim obyczajem wydarła się w stronę bramy :

- Jaka kolęda?!!!

Zdziwienie Puszkowej było autentyczne. Majowe i czerwcowe wizyty kominiarzy z kalendarzem na rok bieżący, mimo prawie półrocznej nieaktualności, przyzwyczaiły już Puszkową do dziwnych wizyt ale powtórzony wyraz ” kolenda” jednak zwiastował coś nieoczekiwanego. Tak więc, w stroju mało uroczystym, Puszkowa musiała się osobiście do bramy pofatygować.

Kolęda składała się z dwóch osobników w bluzach roboczych i jednego małego auta nieokreślonego pochodzenia.

- Jaka kolęda? W czerwcu na dokładkę? – Puszkowa ostrożnie zaczęła rozmowę z ani -chybi- oszustami religijnymi.
- Nie, my som z kolenda… – tak przynajmniej zrozumiała Puszkowa uważnie przyglądając sie służbowym kurtkom z pomarańczowymi zdobieniami.
- Po modem my przyjechali.- dodał drugi.

Po lekkim zawrocie głowy Puszkowa zrozumiała wreszcie że to tzw. Poprzedni Dostawca Internetu wysłał swoich pracowników po odbiór bezużytecznego już routera, który kurzył sie w kąt wwalony i ci tu ani-chybi-oszuści czyli dwaj radośni młodzieńcy z wadą wymowy maja tenże router odebrać, siłą lub bez a na pewno za pokwitowaniem. Widocznie jednak zrozumienie na twarzy Puszkowej nie ujawniło sie gdyż pierwszy dodał:

- No ten. Celpipe. – wymowa nazwy urządzenia upewniła Puszkową ze ” angielska jenzyka” zdecydowanie obca była panom technikom pomarańczowym. Ale bystrość umysłu i owszem. Widząc nadal totalne zgłupienie na twarzy Puszkowej, drugi dodał życzliwie i szczerze:

– Ten stary, z wolną szybkością.

Szczerość i życzliwość opłaciły się. Nadal w lekkim szoku Puszkowa polazła do domu, router odkurzyła, ucałowała bo trochę jej jednak posłużył, ślad szminki starła i oddała panom pomarańczowym ich własną własność uroczo celpipą zwaną. Router Nowego Dostawcy Internetu nadal świecił złowrogo na czerwono…

Ale to nie koniec…

Jeszcze pomarańczowi dobrze nie odjechali pojawił się ON. Nowy listonosz. A właściwie zastępca nowego listonosza. Pismo miał.

Puszkowa nawet swojego uroczystego stroju nie zdążyła zdjąć. Człapiąc do bram w swoim szarym szlafroku musiała się Panu Zastępcy Nowego Listonosza mocno chora i zmęczona wydawać. Pan serce miał dobre i litościwe i wiedział, że starych ludzi męczyć nie należy (przy jego dwudziestce Puszkowa mocno wiekowa pewnie mu się wydała) i ostrożnie dał do zrozumienia, że ma PISMO Z URZĘDU. Wiadomo jakiego :(. Zzieleniał lekko przy przekazywaniu tej informacji, zwracając baczną uwagę na pierwsze objawy zawału lub innych prób zejścia Puszkowej. Zzielenienie to zamieniło się po chwili w wielkie zdziwienie bo Puszkowa odważnie podpisała co trzeba, nie mdlejąc przy tym i wzywając wszelkich imion nadaremno. Pismo zabrała, obróciła się i poszła, po drodze rozrywając kopertę i krzywiąc się niemiłosiernie przy czytaniu pierwszych zdań. Młody Pan Zastępca Nowego Listonosza pewnie pomyślał nawet przez chwilę że jednak starzy wiejscy ludzie mocni są i byle co ich na ziemię nie powala. Pewnie pełen podziwu odjechał…

A Puszkową mało szlag nie trafił.

Pismo informowało że z rozliczenia rocznego za rok ubiegły Puszkowa ma niedopłatę i dla dobra społeczeństwa i narodu wokół jak i ku chwale Ojczyzny ma koniecznie ową niedopłatę uiścić bo jak nie…! Oczywiście obliczono skwapliwie odsetki w kwocie złotych dwóch oraz podano koszty wysyłki rzeczonego pisma które kilkakrotnie przekraczały rzeczone odsetki.

Traf chciał, ze poprzedniego dnia Puszkowa w owym Urzędzie była osobiście. Jako świadoma obywatelka, mająca szczery zamiar korzystania z darmowej służby zdrowia kiedyś, w przyszłości, podatki swe płaciła regularnie i na czas. I właśnie dnia poprzedniego dowiedziała się, że tak płaciła, tak płaciła że nadpłaciła. Po złożeniu u miłej pani pisma z prośbą o tzw. przeksięgowanie Puszkowa usłyszała nawet informację, że teraz może spokojnie nie płacić . Przez jakiś czas oczywiście. Bez przesady… A tu bach!!! Okazała się kanalią aspołeczną i oszustem podatkowym.

Telefon oczywiście poszedł w ruch. Miła wczorajsza pani roześmiała sie serdecznie, pismem kazała napalić w kominku, bo chłodno na zewnątrz, niczym się nie przejmować bo czasem z koleżankami z innych działów tak jest, bo nie wie lewica co robi prawica czy jakoś tak…Z wielkim zaskoczeniem przyjęła natomiast informację o zzielenieniu dostawcy złej nowiny.

- Ale czego się bać?- zdziwiła się – Przecież z uśmiechem obsłużymy, wytłumaczymy, pomożemy, nawet dojedziemy…- dając Puszkowej do zrozumienia przy okazji , że w przypadku gdyby Puszkowa faktycznie aspołeczna się okazała, spotkanie jest jednak nieuniknione.
Akurat miłego pana z teczką Puszkowa dobrze pamiętała sprzed lat kilku. Dług wynosił 1,90 i nawet pan z teczką zażenowany był swą wizytą. Ale ze ściągnięcia 1,90 nie zrezygnował…

Potem jeszcze kilka innych zdarzeń się wydarzyło ale beze mnie bo ja już miałem dosyć. Poszedłem sobie do ogrodu, zostawiając Puszkową z jej obolałą szczęką i wciąż ciągnącym się wtorkiem.

Tak naprawdę to wkurzyłem się na nią! Takie miłe chętne Dziewczę do pracy się znalazło… I co?!!!
I nic!!! A kto sprzątnie moją kuwetę?!!!
Niech się Puszkowa sama z wtorkiem męczy! O!!!

Jak Puszkową od świata odcięto…

Jak wiecie, Puszkowa jest maniakiem internetowym.
Poranny poranek, kawka, Puszkowa, ja na kolanach i świat. Cały, zinformatyzowany, na zasadzie: czego nie ma w internecie to nie istnieje. Pełnia szczęścia! A do tej pełni takie coś jak router jeszcze jest potrzebne, żeby Puszkowa, wygrzebując dżdżownice przy tarasie, miała dostęp.
No i właśnie, kilka dni temu, ten dostęp nam się skończył.
Bo Puszkowa polepszyć sobie postanowiła.

Kilka lat temu Puszkowa wraz z ówczesnym, podobno bardzo wrednym kotem przeniosła się z tzw. miasta na tzw. wieś. Czyli z miejsca gdzie jest Galeria i teatr do miejsca gdzie skowronki o poranku, ryczenie jeleni w lesie i zapach obornika dwa razy w roku. Puszkowa akurat zapach obornika lubi- nikt przecież zdecydowanie nie mówi że jest normalna , chlor wprost uwielbia a ” zapach” niegdysiejszego lizolu podobno jej humor poprawiał. Dlaczego to nie wie sama ale do dzisiaj niektóre wonie, zwłaszcza naturalne zapachy wsi z nóg jej nie ścinają. Zresztą, tak naprawdę, to nasza wieś to taka maleńka sypialnia podmiejska jest i do miasta Puszkowa jedzie dokładnie 9 minut nie naginając żadnych przepisów drogowych. Wiadomo: przebić się potem w jakieś miejsce w mieście to już zupełnie inna historia ale kto mieszka ten wie. W każdym razie Puszkowa pełną gębą korzysta z wiejskich uroków mając miasto pod bokiem i będąc w nim jak tylko jej się zachce.

Miasto ma jednak zdecydowanie prowadzenie w jednym: w dostępie do wszelkich dostawców internetu. Hot spotów mają ci dostatek, przekaźników wszelkiej maści również a i na telefon tzw. stacjonarny nie czeka się latami. Chyba…
Jak długo Puszkowa mieszczanką była, tak długo żadnych problemów telekomunikacyjnych nie doznawała. Otwierała oczka, kawkę robił i ” witaj świecie”. Tyłek do krzesła przyrastał, paluszki coraz szybciej po klawiaturze śmigały i różne znajome blogi i blogaski się pojawiały.

Po przeprowadzce na tzw. ” wsię” Puszkowa po raz pierwszy od świata odcięta została. Linia telefoniczna, przez Puszkową opłacona, w ziemi została na zasadzie ” dobrowolnej darowizny na rzecz” i nic nie dały deklaracje Puszkowej , że ona sobie osobiście ten kabel wykopie i zabierze. Zapłacić musiała bo jako jedyna, przenosząc się na nowo wybudowane osiedle miała telefon tylko do przeniesienia ale linia nowa wybudowana być musiała i Puszkowa przymusowo ileś tam metrów opłacić musiała.

Ale na ” wsię” przenieść się telefonu nie dało. Nie było tzw. pary. Co to znaczy, Puszkowa do dzisiaj nie ma pojęcia – w każdym razie się nie dało.

Czyli może jakiś radiowy? O okolczykowanej młodzieży, która na dach wlazła, mało bystrym okiem z poprzedniego, hucznego wieczoru wokół się rozejrzała i stwierdziła że na pewno nie ma zasięgu dla radiówki bo on nic nie widzi, już pisałem. Puszkowa uważa że generalnie dachowa młodzież nie zauważyłaby nawet słonia a od nadmiaru zielonego wokół lekko go zemdliło ale skoro się nie da to na pewno się nie da. Się nie dało.

Ale Puszkowa uparta jest. Przecież skoro jest zasięg komórkowy to i do internetu przez komórkę też się dostać można. I pojawił się pierwszy router. Szybki to on nie był, oj nie. Po fullwypasach miastowych Puszkową mało szlag nie trafiał gdy strona otwierała się i otwierała ,a termin ” kup teraz” minął pięć minut temu i znów jakaś wyjątkowa roślina sprzed nosa jej uciekła. Na szczęście wielkość asortymentu internetowych sklepów ogrodniczych powiększała się, szybkość routera też zresztą i nawet przestała już zależeć od intensywności opadów. Aż pewnego dnia…

Tu powinienem zrobić dramatyczna przerwę ale co tam! Nie będę złośliwy.

Pewnego dnia u tzw. bram pojawił technik telekomunikacyjny i oświadczył że przyjechał zamontować telefon stacjonarny, ten sam co poprzednio, bez opłaconego kabla co prawda i z innym numerem. Puszkową tak zamurowało ze nie wiedziała czy po policję dzwonić czy brygadę antyterrorystyczną wezwać. Tak bezczelne kłamstwo w biały dzień! Na wszelki wypadek, Puszkowa rzekomego pana technika poza bramą zostawiła, psy na straży zostawiając i poleciała dzwonić po instytucjach. Zgadzało się: po 6 latach od złożonego pisma z prośbą o przeniesienie telefonu stacjonarnego pojawiła sie odpowiedź w postaci rzeczonego pana technika. Technik nie potrafił wytłumaczyć dlaczego i co od par zależy, w każdym razie zamontował, zadzwonił gdzie trzeba, aby udowodnić że działa, powiedział gdzie złożyć pismo o internet i zostawił Puszkową z działającym telefonem stacjonarnym.

Pierwsze tygodnie były dziwne. Nie dość że Puszkowa nie reagowała na dzwonek aparatu upchniętego gdzieś przy ścianie, to jak już zareagowała to okazywało się że jest zapraszana. Na pokazy różne. Garów, kołder czy do zakupu map ściennych. Jakiś pan, o niespłacony kredyt też przez pierwszy rok był ścigany, czyli numer obecnie Puszkowej przydzielony był poprzednio numerem mocno używanym. Uspokoiło się gdy Puszkowa odbierając telefon przedstawiała się : Zakład pogrzebowy ” Świetlana Przyszłość”- z reguły druga strona rzucała słuchawkę….
A potem zamieniliśmy ten telefon na internet. Puszkowa sama telefon wyłączyła, prostacko wyciągając wtyczkę ze ściany i znów zaczęła hulać po internecie, o czym zresztą sami wiecie.

A rachunki były coraz wyższe i wyższe… Firma, spadkobierca poprzedniego monopolu, tłumaczyła Puszkowej jak krowie na pastwisku, że się nie da taniej. Może być już tylko drożej. Jak Puszkowa chce może wybrać. Bardzo drogo lub bardzo, bardzo drogo. I Puszkowa tak sobie płaciła i płaciła. Aż pewnego dnia…

Inna firma zaoferowała nowe warunki. Połowa kasy za wszystko, szybkość przesyłowa o prędkości swiatła, fajny router z czerwonym i białym światełkiem i w ogóle. To w ogóle najbardziej przekonało Puszkową.

Najpierw przeniesiony do nowej firmy został telefon. Gary i kołdry przestały dzwonić, telefony były tylko od zatroskanej operatorki sieci czy wszystko w porządku, czy Puszkowej głowa nie boli i czy kawki nie przesłać jej po liniach. Po prostu luksus i dekadencja ;). Po miesiącu przyszła kolej na przeniesienie internetu. Jakoś terminy się nie zgrały a poprzedni monopolista nie chciał oddać płacącego jelenia czy jakoś tak…

Od przeniesienia nie mamy internetu. Kawki nikt juz nie proponuje, operatorzy nowego dostawcy na widok dzwoniącego numeru rzucają słuchawką( bo telefon działa wciąż), router świeci tylko na czerwono spowijając upiorną poświatą wszystko wokół, a kontaktu ze światem brak. Zostały Puszkowej tylko internety komórkowe, z jednego nawet sobie hot spot zrobiła ale sami nie wiemy na jak długo nam tego internetu starczy. Bo Puszkowa oczywiście nie pamięta na ile ma przydział a sprawdzić można tylko on-line.

Wczoraj był pan technik. Ten sam co przed laty. Sprawdził, zbadał i okazało się, ze owszem internet jest. Do pewnego miejsca. Za to router jest uszkodzony i musi Puszkowa nowy zamówić. Bo jeszcze białe światełko ma migać, nie tylko czerwone. I znów musimy czekać.
Teraz już rozumiecie dlaczego nie ma nas w sieci: ani mnie ani Puszkowej. Jeszcze trochę- najwyżej kilka tygodni lub miesięcy i znów się pojawimy!

Buziaki!!! Wasz Futrzaty!