Poranny poranek Puszkowej czyli jak zostać tytanem pracy socjalistycznej…

Po ostatnich wpisach dotyczących zakichanego tunelu foliowego Puszkowej, tak jakbym JA nie był interesujący, przeczytałem mnóstwo komentarzy pełnych zachwytu nad pracowitością, poświęceniem dla idei i innych ocho-achów nad Puszkową. Że niby człowiek- orkiestra, gigant pracy socjalistycznej i w ogóle… Z naciskiem na w ogóle.
A ja się pytam: co ma robić Puszkowa jeśli jej dzień trwa dłużej niż innych? Przecież nie będzie się nudzić to i w ogród idzie.
Ponieważ zauważyłem, że JA i moje życie w ogóle już nikogo nie interesuje, napiszę rozklad dnia Puszkowej. To dla tych którzy tak bardzo się zachwycają jej wydajnością roboczą…Żeby kompleksów nie mieli.

4.00 – ponieważ wieczorem zmusiłem Puszkową do pozostawienia mnie na noc w domu ( tak jakby to normalne nie było!) budzę ją z informacją, że jestem głodny. Jak nie chce otworzyć oczu, łażę jej po głowie tak długo aż się nie obudzi. Puszkowa budzi się, sprawdza zegarek i rzuca pierwsze tego dnia słowo ogólnobudowlane. Potem wstaje i człapie żeby dać mi jeść. Na kołdrze zostaje głupia Liliana czyli kotka prawie-ruda i udaje że śpi snem sprawiedliwego.

4.15 – Puszkowa włazi z powrotem pod kołdrę, mówiąc, że jestem głupi, bo nikt normalny nie je o tej porze a jestem szerszy niż dłuższy, mam się od niej odbimbać i próbuje zasnąć. Czekam 15 minut po czym widząć, że zapada w sen, informuję ją, że chcę wyjść na zewnątrz. Groźba sprzątania po mnie ( nigdy nie nabrudziłem w domu- żeby nie było!) stawia Puszkową do pionu. Wyskakuje z łóżka i wywala mnie na dwór, próbując nie wpuścić Antka i Leosia. Na ogół pomaga zastawianie nogą wejścia lecz czasami im się to udaje. Puszkowa ma wtedy zajęcie : wywlec Antka spod kanapy i wydłubać Leosia zza lodówki. Spanie ma wtedy już z głowy. Ale jeśli nie ma potrzeby wywlekania i wydłubywania, idzie spać dalej…

4.30 – Puszkowa cieszy się, że jeszcze tyle spania jej zostało i szybko zasypia w świetnym humorze…

5.05 – Liliana, która do tej pory spała jak zabita, budzi się, złazi z kanapy i chcąc dyskretnie dać Puszkowej do zrozumienia, że obudziła się, łazi po szafkach i próbuje coś zrzucić. Czasami jej się to udaje. Wczoraj był to szklany świecznik ze świeczką zapachową… Puszkowa zrywa się jak po wybuchu bomby, rzuca drugie tego poranka słowo ogólnobudowlane ( to samo!) i wyskakuje z łóżka, próbując nie nadepnąć na szkło.

5.15 – Puszkowa kończy zbieranie szkła i zamiatanie. Liliana obserwuje wszystko z bezpiecznej odległości i wysokości, czekając aż Puszkowa skończy. Przy wynoszeniu do kosza resztek świecznika, Liliana ujawnia się przy lodówce, domagając się śniadania, innego zresztą niż moje, bo ona ma podniebienie delikatniejsze. Puszkowa próbuje ją wywalić na zewnątrz, biegając przy tym wokół wszystkich mebli. Liliana jest jednak szybsza i zwinniejsza …

5.30 – Puszkowej udaje się złapać Lilianę i wywalić za drzwi. Przy okazji Liliana próbuje ją podrapać i ugryźć. Charakter taki. Ptaki drą się wniebogłosy, słońce świeci ( lub nie) a przy wywalaniu Liliany ujawniają się znów Antek i Leoś. Puszkowa czujna jest i udaje się jej uniknąć wywlekania i wydłubywania.

5.40 – Puszkowa stwierdza, że mogłaby się trochę jeszcze przespać…

5.50 – Siadam na zewnętrznym parapecie sypialni( parter na szczęście) i drę się wniebogłosy. Wejść chcę po prostu. Starczy już tego świeżego powietrza… Mam szczęście bo w ramach powrotu do natury, Puszkowa zostawia uchylone okno, żeby chociaż chwilkę przy tym świeżym powietrzu pospać. Na parapecie stoją zresztą skrzynki z niezapominajkami i stokrotkami i dla mnie jest naprawdę mało miejsca. Ma to ogromne znaczenie bo Puszkowa, na wpół zasypiająca, uświadamia sobie, że jak która skrzynka spadnie, to nie tylko będzie miała pełno dodatkowej roboty ale i śliczne jej ukochane rośliny szlag trafi. Myśl ta działa lepiej niż potłuczony szklany świecznik i Puszkowa zrywa się jak oparzona. Pada trzeci raz to samo słowo ogólnobudowlane. Ważne że są skutki bo Puszkowa mnie wpuszcza, nie dopuszczając znów do wywlekania i wydłubywania.

A, do darcia się dochodzą psy, które radosnym ujadaniem informują, że żyje! Żyje ich pańcia ukochana, to że odjechała w siną dal, porzuciwszy je na zawsze było tylko plotką parszywą i teraz one, zaraz, dostaną śniadanie. Informują o tym zresztą wszystkich w promieniu 10 kilometrów, głosowa fala uderzeniowa przenosi się na sąsiednie wsie i miasteczka, a dobra nowina niesiona jest przez wszystkie psy w okolicy. Na brzeg stawu przypływają wszystkie ryby, wiedząc, że za chwilę nastąpi ta magiczna chwila karmienia. Jak nie za chwilę, to nic. One poczekają. Skwapliwie próbuje wykorzystać to Antek, który bierze się za swoje własne wydłubywanie. Nie udało mu się jeszcze nigdy żadnej ryby złowić, ale próbować trzeba. Z pozostałych kątów wyłażą pozostałe koty, w tym trzy od sąsiadow. One też słyszały, że śniadanie będzie…

6.05 – Wściekła Puszkowa, rzuciwszy czwarty raz słowem ogólnobudowlanym , wciąż tym samym, wstaje, robi sobie kawę i próbuje się ogarnąć z różnym zresztą skutkiem.

6.10 – Idę spać, bo mnie strasznie ta Puszkowa zmęczyła…

6.15 – Puszkowa daje wszystkim jeść, wypija kawę i bierze się za robotę, bo co ma zrobić…

20.00 – Puszkowa zasypia na siedząco na kanapie przy programie ogrodniczym…

00.09 – Puszkowa budzi się i stwierdza wściekła, że znów zasnęła w ciuchach na kanapie. Wywala mnie ( lub nie), wpuszcza Lilianę ( lub nie- zależy od stopnia darcia się LIli pod drzwiami) i idzie spać.

4.00 – ponieważ wczoraj zmusiłem Puszkową…

Wiecie co? To jest po prostu nudne!
Na razie! Wasz Futrzaty.

Puszkowa widzi tunel…

Żeby nie było, że łżę…

Obiecałem wczoraj, że napiszę o Puszkowej? Obiecałem. No to słowa dotrzymuję.

Na czym skończyliśmy? Grypa- była, pogrypowe- było, wiosno, wiosno, ach to Ty- było… O tunelu nie było.

Tunel to było marzenie Puszkowej. Dlaczego do tej pory nie zrealizowane- nie mam pojęcia. Nie chodzi o żaden tunel po Śnieżką, co wymyśliły jakieś barany karkonoskie, nie chodzi też o tunel w stylu : ” idź w stronę światła” czy jakoś tak. Nie. Marzeniem Puszkowej był tunel foliowy, na pałąkach i w ogrodzie stojący. Pełen w środku wszystkiego – za wyjątkiem kotów, nie wiem dlaczego.

W ogóle ta próba odizolowania się od jakże naturalnego dla Puszkowej, zakłaczonego kocimi kudłami środowiska jest co najmniej dziwna i nienaturalna, ale wiecie… Puszkowa po grypie i może jeszcze do siebie nie doszła.

Ale wroćmy do tunelu. Miał być duży, najlepiej wielkości przykrycia Stadionu Narodowego ale taki 3×2 m też mógł być. W końcu niejedna blokowa sypialnia ma takie wymiary i ludzie sobie chwalą!

Puszkowa leżała i myślała, człapała i myślała, kopała i myślała. W końcu podjęła decyzję i poinformowawszy Puszkowego że stał się głównym i jedynym sponsorem marzenia jej życia, tunel zamówiła. Puszkowy jak to Puszkowy… Chce kobiecina, niech ma! Byle nie truła. W końcu para butów mniej więcej tyle kosztuje a jak Puszkowej przypomni się że jeszcze sobie nic co najmniej od dwóch tygodni nie kupiła… To już lepiej ten tunel niech będzie. Zawsze będzie jakiś argument jakby co ;).

I pewnego wiosennego dnia przyjechało nielubianym kurierem marzenie życia Puszkowej. Dlaczego Puszkowa ma numer telefonu tego kuriera u siebie pod hasłem ” Psychiczny Kurier” wie tylko ona ale nawet to nie zepsuło jej humoru. Całe 24 kg szczęścia spoczęło na starych paletach i czekało na pogodę.

Jak wiecie- pogoda przyszła. Ciepła, kurząca, z zimnym wiatrem, alergogenna ale słoneczna. I akcja ” Tunel” ruszyła.

Najpierw trzeba było przygotować ziemię pod przyszłe środowisko naturalne Puszkowej.
Kopanie trwało dwa dni, kosztowało Puszkową 1,5 kg i ból kręgosłupa. Potem trzeba bylo wyczyścić wszystko wokół. Następny kilogram mniej a ból objął już kręgosłup sąsiada i sąsiada sąsiada. Tak przynajmniej odczuwała to Puszkowa. Ale udało się!

Najpierw staneły pałąki. A na to przyszła folia. A potem w to wlazła Puszkowa i wyszła dzisiaj :)

I tak w tunelu rosną : pomidory, ogórki długie długie i ogórki długie krótkie. Nie wiem co to znaczy, Puszkowa też nie ale tak ją baba rozsadowa poinformowała. Rośnie również : tymianek, bazylia, oregano, rozmaryn, mięty : truskawkowa, jabłkowa, ananasowa, marokańska- cokolwiek to znaczy, kilka storczyków, które Puszkowa radośnie z domu wywaliła, sadzonki pomidorów i papryki własnej produkcji Puszkowej, które namiętnie zaśmiecały cały blat w kuchni, pelargonie kupione nie wiem po co i jeszcze coś, nie wiadomo co. A, już wiem! Asparagus i palma waszyngtonia, która Puszkowej wzeszła po kilku miesiącach oczekiwania. I lotosy. Ale o lotosach kiedy indziej, bo na samą myśl mnie mdli.

W każdym razie Puszkowa jest szczęśliwa i teraz może znów wracać do ukochanego zajęcia jakim jest kopanie. Bo w tunelu sobie już rośnie…Wiecie: rolnik śpi a samo mu rośnie :)

A jakim cudem to wszystko sie w środku zmieściło? Bo Puszkowa tak długo szukała i ryła po internetowych sklepach ogrodniczych, że w końcu za przewidywaną kasę kupiła tunel 2×4 czyli 8 m2. A zaoszczędzone pieniądze…Nic nie zaoszczędziła. Wydała na te parszywe pelargonie…

Na razie. Przypomnijcie mi o lotosach :) To jest dopiero dziadostwo!

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i feng shui…

I nastała wiosna…

Wiem, wiem: lenię się, nie piszę, nie ma mnie, nie obgaduję Puszkowej.
Ale wiosna jest przecież.

Jak Puszkowa otworzyła drzwi na ogród, jak delikatnym popchnięciem dużego palca u nogi wskazała mi właściwy kierunek mego rozwoju, tak do domu wpadam tylko na jedzenie i próbę wyspania się na fotelu. Próbę- zaznaczam. Puszkowa czujna jest i nie znosi odkurzać. I te dwie cechy powodują, że nawet kilkuminutowa drzemka na fotelu kończy się zdrowotnym i relaksującym pobytem na świeżym powietrzu. A o pisaniu nawet mowy nie ma w tych warunkach 

Ale to nic. Ja sobie poradzę ale ciekawe jak z końcem wiosny wyglądać będzie Puszkowa …

Bo Puszkowa w jakiś trans wpadła.
Jak tylko wygrzebała się z jakiejś bardzo paskudnej grypy- a wygrzebywała się długo!- postanowiła zmienić „ świat wokół nas” czy jakoś tak.

Zaczęła od pomalowania sypialni. Pewnie jak tak sobie leżała półżywa i patrzyła na ściany, kojarzyło jej się to potem paskudnie. Też by mi się kojarzyło! I pewnego, teoretycznie wiosennego dnia, dobrała farbę, zawołała Pana Waldka, który to od dziecięcia w kołysce Puszkowej wszelkie remonty robi i ruszyło. Jeden dzień i …niebiesko mi! Puszkowa, która niebieskiego nie znosi, zaszalała. Nie tylko zmieniła kolor ścian- zmieniła wszystko. Nie mamy już akwarium z rybami w sypialni- czyli mojego okna na egzotyczny świat. Do błękitu doszło tylko drewno i pełno bieli. Biel i Puszkowa!!! Wiedziałem że Puszkowa kocha porcelanę Wedgwood i jej błękitno- białą kolorystykę ale teraz czuję się jakbyśmy mieszkali w wielkim, błękitnym wazonie . Podobno według feng-shui to jest bardzo dobry kolor na wyciszenie i sen, a płynąca woda czyli akwarium w sypialni nie było dobrym pomysłem. Fakt: żerujący nocą glonojad, przekopujący się przez dno mnie też wystarczająco wkurzał i sen zakłócał. I teraz glonojad i cała rybia ferajna wyleciała wraz ze swoją willą z basenem do innego pokoju, na wschodnio- południową ścianę, bo tam podobno przynoszą szczęście i bogactwo..

I tu znów feng- shui się kłania… Bo nasza Puszkowa, po podjęciu decyzji o zmianie „ świata wokół nas” , decyzję zaczęła realizować w oparciu o starannie przeczytane strony o feng- shui. Tak ma być i koniec! Azjaci wiedzą lepiej, w końcu ich historia i tradycja jest o wiele dłuższa niż nasza no i … tak ma być! A ponieważ „ tak-ma-być” Puszkowej ma moc twórczą, wszystkie inne aspekty feng-shui też zostaną w życie wprowadzone. Ciekawe tylko, jak Puszkowa poradzi sobie z wysoką górą od strony północnej, która to góra według feng-shui jest absolutnie konieczna!

Co dalej się działo, w następnym odcinku i to już jutro. Powiem tylko, że Puszkowa zaryła się w ziemi i postawiła tunel foliowy.

Całusy! Wasz Futrzaty!