Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo…

Tak, takimi właśnie słowami Króla Juliana muszę rozpocząć dzisiejszy wpis.

Tyle miałem pomysłów, tyle ważkich tematów i opinii do przekazania, a tu co? Jeden wielki bałagan, delikatnie mówiąc. W oczach mam czerwono-mikołajkowo-złoto-bombkowo, przejść nie można, próba umoszczenia się gdziekolwiek wywołuje przeganianie mnie z kąta w kąt, a nawet wywalenie za drzwi…

Bo Puszkowa w ” Szlachetną Paczkę” się zaangażowała.Stąd te wszystkie szaleństwa.

” Szlachetna Paczka” to taka akcja : jest gdzieś jakaś rodzina, której wszystko się w życiu zawaliło i trzeba tej rodzinie pomóc.

Najczęściej to taka bardzo cichutka rodzina. Swoje problemy i wielkie smutki zostawia w ścianach domu a na zewnątrz uśmiecha się nieśmiało, mocno nadrabiając miną a łzy rozpaczy w oczach zwalając na zimny wiatr. Taka rodzina nie wymaga, nie żąda, jest sobie sama, cichutko, nie prosząc o nic nikogo i starając się jakoś egzystować. Czasem jest w niej ciężka choroba, czasem tylko słaba i przybita mama a czasem sam tata, który próbuje wszystko posklejać po stracie podpory swego życia… Są dzieciaki, czasem zdrowe tylko głodne i zmarznięte, zdziwione dlaczego mają inaczej niż koleżanki a zwykła lalka jest dla nich niedościgłym marzeniem. Czasem dziecko jest chore i to bardzo. Czasem są to rodzice w podeszłym wieku o których zapomniał świat, dzieci i sąsiedzi. Czasem jest to starszy, schorowany pan, który swoją maleńką emeryturę przeznacza trochę na siebie i trochę na dokarmianie kotów. Czasem jest to pełna rodzina, z mamą i tatą i dwójką bardzo chorych dzieci na wózkach… Tych nieszczęść głęboko ukrytych jest tak wiele i tak niezauważalnych z zewnątrz, że czasem Puszkowa dziwi się, jak bardzo bezsensownie ten świat jest poukładany. I nawet nie ma kogo winić…

Puszkowa powtarza … Powtarza- to słabo powiedziane, truje każdemu kto chce lub nie chce słuchać, że wystarczy : 1x dziennie uśmiechnąć się do nieznanej osoby, 1x dziennie powiedzieć komuś komplement, taki naprawdę szczery, 1x dziennie zrobić tzw. dobry uczynek cokolwiek to znaczy, nawet jeśli byłoby to tylko przytrzymanie drzwi lub przepuszczenie kogoś przy kasie a żylibyśmy w obiecanym raju. I nie trzeba nakazów i zakazów wszelkiej maści, przykazań i kazań. Hasło: Nie rób drugiemu co tobie niemiłe…i inne twierdzenia o szacunku wobec innych zawierają w sobie wszystko. Receptę na spokój, rozwój i porządną podstawę egzystencji. A, i odrobina uśmiechu też się przyda…

I tak mamy w pokoju i całym domu „Szlachetną Paczkę” co objawia się stertą pudeł, prawie do sufitu, ładnie opakowanych w mikołajkowy papier i przewiązanych czerwoną wstążeczką. A w pudłach jest wszystko!!! Jakbym dobrze poszukał to i jakaś szyneczka dla mnie by się znalazła. Są książeczki, butki, ciuszki, zabawki, słodycze dla małych dziewczynek które zostały tylko z mamą, jest mnóstwo prezentów dla mamy, która po śmierci jedynej pracującej w rodzinie osoby, straciła całkowicie grunt pod nogami, nie mając nikogo wokół, kto pomógłby jej w tych ciężkich chwilach. Nie, ona nie prosiła kogokolwiek o pomoc. Po zawaleniu się jej świata postanowiła walczyć o swoje córeczki. Sama schorowana, robiła i robi wszystko aby malutkie nie odczuwały tego, że teraz już będą w trójkę same, mając na przeżycie w miesiącu kwotę, którą przeciętny palacz wydaje miesięcznie na papierosy. Ale nie zawsze jest się tak silnym aby udźwignąć zawalony świat…
I tu zjawiają się dobrzy ludzie, wolontariusze ze ” Szlachetnej Paczki”. Chodzą, pytają, szukają, słuchają w szkołach czy urzędach. I docierają. Ogłaszają w internecie, że jest rodzina, która bardzo i to bardzo potrzebuje pomocy i ma ta pomoc się znaleźć :). I znajduje się!
Puszkowa z wielką radością przeczytała wczoraj, że wszystkie rodziny zgłoszone w tym roku do ” Szlachetnej Paczki” znalazły kogoś, kto sprawi im radość i da odrobinkę nadziei na poprawę losu. Tak właściwie to też się cieszę :). Bo przecież najważniejsze jest aby nie być samemu i wiedzieć, że jest gdzieś ktoś kto o nas myśli.

I tak sobie kończymy dzisiaj pakowanie. Na razie mamy 22 kartony ale chyba dzisiaj coś tam jeszcze dojdzie :).

Ale nie myślcie, że Puszkowa to tak wszystko sama :). Przecież Puszkowa ma swoje koleżanki i przyjaciółki: szyciowe, fejsbukowe i kilka innych. I tak się skrzyknęły, spotkały, pojechały, kupiły wyszukały, wyżebrały, wyprosiły i udało się. Tu chciałbym zresztą podziękować przyjaciółkom Puszkowej z całego serca : Miętowej Agnieszce, Rudej, Szalonej Księgowej, Kasi, Ani, Wandzie i kilku innych dziewczynom, które z wielką chęcią i sympatią zaoferowały wszelką pomoc. Dziękujemy wraz z Puszkową!!!

Ale żeby tak słodko nie było: musiałyście to wszystko zwalić na moim ukochanym dywanie? Czy naprawdę muszę już do końca świata spać na desce do prasowania, z której Puszkowa zresztą co chwila mnie przegania, bo musi coś różowego znów wyprasować?

Dobra, Puszkowa właśnie marudzi, że jutro jest finał i wszystkie kartony w dwa samochody odjadą, bo w jeden się nie zmieści. Czyli od jutra dywan mój!!! Co, ja kłaczę i mam zakaz? No nie!!!!!!!

Wasz Futrzaty, trochę rozżalony…

Skrzynia Pełna Kotów…

- Musimy coś wymyślić…- powiedziała Puszkowa, patrząc w zadumie za okno.

Za oknem było początkowo-grudniowo czyli ponuro, szaro i beznadziejnie. Co miało spaść z drzew to spadło i walało się w powiewach zimnego wiatru, trawa przestała rosnąć i udawała że jej nie ma, nawet staw wyglądał ponuro i beznadziejnie… Najgorzej miały ryby. Puszkowa w chwili optymizmu rzuciła im żarło do wody, zapominając o tym że już pozamarzało. Rzuciła i zostało, podglądane od spodu przez głodne karasie i całkowicie dla nich nieosiągalne. Na nieszczęście dla ryb, pierwszy lód na stawie był całkowicie przezroczysty i kolorowe kulki karmy wydawały im się prawie na wyciągnięcie pyszczka. Plus jeden centymetr lodu…

Rozmyślałbym dłużej nad rybim nieszczęściem, ale Puszkowa znów rzuciła hasło:
- Musimy coś zrobić z kotami!

Skóra mi ścierpła! Przez moment nawiedziła mnie wizja pęczka naszych kotów, wywożonych w dal i miauczących przeraźliwie, ale na szczęście wizja ta szybko zniknęła. Znam Puszkową, sama nie zje a kotom da, nawet jak sobie same wezmą co ją wkurza, pomarudzi, pomarudzi i jej przejdzie. Tak, między nami, czasami wykorzystujemy ją niemiłosiernie, ona udaje, że nie wie i jest fajnie :).

- Nie mogą tak biedaki w tym zimnie tak siedzieć… – Puszkowa powoli rozwijała swą myśl.

Spojrzałem też za okno. Owszem, być były ale żeby tak siedziały, to nie powiem…
Antek wlazł na lód i próbował zeżreć rybom karmę, powodując jeszcze większą rybią palpitację niż wcześniej, Leon Lizus próbował wleźć do domu przez szybę czyli robił to co zawsze, Stitch gonił liście i szło mu to całkiem sprawnie, mimo wielkiego tyłka, nasze dwie gwiazdy czyli Lila i Kasia gdzieś się zapodziały ale było pewne, że w chwili otwarcia drzwi tarasowych błyskawicznie wyłonią się z niebytu, bezczelnie wepchną do domu i potem Puszkowa gonić je będzie, aby sobie łaskawie wyszły. A ja… No cóż… Leżałem na kanapie :)

I tak sobie myślała Puszkowa, myślała, myślała. Kartkę i ołówek wywlekła, coś tam porysowała, ubrała się i znikła na godzinę. Wyprysła gdzieś naszym Transportem Wojennym, wróciła wyładowana po dach i zaczęło się.

Przepis na Skrzynię Pełną Kotów :

Stara duża skrzynia drewniana- im dłuższa tym lepsza. Uszczelniamy dno, wykładamy styropianem. Z obu stron dłuższego boku wycinamy niskie wejścia. Puszkowa wejścia dopasowywała do tyłka Stitcha bo największy, tak że na inne koty też pasowało. Kot może sobie wejść z jednej strony i wyleźć z drugiej. Do środka, wzdłuż dłuższego boku skrzyni wstawiamy ściankę ze starej szafy, robiąc w ten sposób korytarz. W ściance z mebla robimy trzy wejścia ( wymierzone wiadomo czym…) tak aby żadne nie znalazło się naprzeciwko wejścia i wyjścia głównego, robimy dwie poprzeczne ścianki i w ten sposób stara drewniana skrzynia staje się apartamentowcem z trzema apartamentami, każde z własnym wyjściem na główny korytarz, stający się tym samym wiatrołapem. Wszystko elegancko wykładamy styropianem, na podłogę kładziemy kocyk i przykrywamy następną, w taki sam sposób przekształconą skrzynią. Wszystko znów przykrywamy styropianem, opatulamy kołderką lub kocykiem. Górę Puszkowa przykryła jeszcze tkaniną a la futro, które kiedyś nieopatrznie kupiła sobie na coś wystrzałowego póki, po konfrontacji z lustrem, nie stwierdziła że przypomina nutrię tylko zęby ma za krótkie. Żeby chociaż norkę albo szynszyla ale nie… Kolor był ewidentnie nutriowy i na szczęście teraz okazał się strzałem w dziesiątkę. Skrzynia stała się jeszcze bardziej wytworna i lekko puchata.
I w ten sposób właśnie powstała Skrzynia Pełna Kotów.

Stoi sobie na tarasie, górna puchata pokrywa służy kotom za wytworny stół, bo Puszkowa im tam jedzenie podrzuca a dolny, sześcioapartamentowy apartamentowiec przez koty jest namiętnie okupowany. Stitch zresztą zamieszkał tam na stałe, wyłazi tylko na jedzenie a najczęściej oglądaną częścią Stitcha jest jego rudy… wiadomo co :) Ale, w końcu, apartamenty zostały wybudowane przez Puszkową na jego rozmiary :)

Myślę, że teraz Puszkowa przestanie zamartwiać się o te kocie łajzy podwórkowe. Zaczynam się jednak martwić ja… Dlaczego właśnie aż sześć tych mieszkań zostało zrobionych? W końcu kotów jest tylko pięć… No i ja! Ale ja przecież mieszkam na kanapie!!! Chyba Puszkowa nie jest aż tak wredna …

Pozdrawia Was, Wasz lekko zaniepokojony, Futrzaty…

A Wy jakie domki wybudowaliście swoim kotom ?