Puszkowa wróciła!

Dzień dobry! To ja, Wasz Futrzaty! Jestem już…

Bo to wszystko przez Puszkową. Nie tylko własny blog sobie założyła, to jeszcze pojechała sobie. Na drugi koniec świata pojechała. Ze też jej się tak ciągle chce…
No i zostałem jak ta sierotka, sam, z głupimi psami, bez kanapy i internetu. O laptopie nie wspomnę bo mnie zgroza ogarnia na takie pastwienie się nad biednym, futrzatym kotem…

Ale już jestem i ja i Puszkowa.

Puszkowa co prawda jakaś taka dziwna się zrobiła, wstaje o trzeciej rano, o czwartej robi sobie kawę i śniadanie a o piątej szuka czegoś do roboty i przeszkadza mi w spaniu. Twierdzi, że zmiana czasu odcisnęła na niej swoje piętno i siedem godzin różnicy to nie byle co. Po co takie wzniosłe twierdzenia o piętnie i tak dalej, nie wiem. Łazi, budzi wszystkich i przeszkadza. Za to wieczorem, około ósmej szuka ” miejsca do zdechnięcia” jak to brzydko mówi i kompletnie nie kontaktuje… Bo jakim cudem mogę teraz spać w domu przez całą noc i to na kanapie w pościeli? Nie wywala mnie, jedzenie mi na talerzyku porcelanowym wystawia i to blisko lodówki, jakby mi za mało było. W ogóle jakaś taka milsza się zrobiła.

Twierdzi zresztą, że u miłych ludzi była, życzliwych, nie spieszących się i jakoś jej się to udzieliło. Bo w Chinach jakoś tak inaczej jest – to słowa Puszkowej. Wróciła zachwycona,oczarowana i wypoczęta i gdyby nie ta straszliwa różnica w czasie, miałbym jak w raju. A tak… Mam nadzieję, że ta życzliwość jej nie minie, do naszego czasu jakoś znów się dopasuje a sympatia do wszystkiego co chińskie rozwinie się w niej jeszcze bardziej kulinarnie niż teraz. Bo podobno chińskie jedzenie najlepsze na świecie jest… Tak mówi Puszkowa. A, powiedziała również że cały pobyt opisze na swoim blogu, mam mnóstwo zdjęć i fajnych historii do opowiadania, ale najpierw musi wrócić do rzeczywistości.

W takim razie- idę spać! Na kanapę i w pościel. Póki Puszkowej to nie minie.
Wasz, też wypoczęty, Futrzaty :)

No i się wydało…..

Nie uwierzycie! A mówiłem, ze coś mi nie pasuje! Puszkowa sobie stąd poszła!!!

Najpierw marudziła, żebym dał jej kawałek mojego bloga. Niby te swoje przepisy kulinarne chce wstawiać, jakieś zdjęcia. Nie wiem akurat po co, bo kilka moich zdjęć już tu jest a inne i tak bytu tu mieć nie będą. A zresztą, jej zdjęcia chleba czy czegoś tam tyle miejsca zajmowały, że na moje już nie starczyło i zacząłem się z własnymi czyli ze mną zdjęciami ograniczać. Ale co mi tam… Szlachetny jestem, niech ma!

Nie, nie podobało jej się. Marudziła, że ona też o ciekawych rzeczach może napisać, że nie każdy chce czytać tylko o mnie- tego akurat nie rozumiem. Że są inne ciekawe tematy i ona w tych tematach też ma wiele do powiedzenia. Że ona tyle po świecie jeździ a musi czytać tylko o kotach, psach i rybach. O tym, że założy własny blog, kiedyś tam wspominała, ale kto by słuchał…

Odgrażała się, odgrażała i poszła sobie!

Przeglądam sobie wczoraj moją stronkę na FB, czytam z przyjemnością komentarze na swój temat, zawsze mądre i sympatyczne i co widzę? Puszkowa wpuszcza na moja, moją powtarzam, stronę informację, że od teraz Futrzaty i jego blog to nie Puszkowa i jej blog. Bo ona sobie nowy blog pisze : Puszkowa w podróży. Tak jakby ktoś był zainteresowany tym gdzie Puszkowa jeździ i po co! A blog Futrzatego jest blogiem tylko Futrzatego! Jak ktoś chce to niech czyta jeśli go koty, psy i ryby nie znudziły… Ryby i psy – rozumiem! Ale jak kogoś mogę znudzić JA !!!!!!!!

I poszła sobie. Obiecała, że wpisywać się w komentarzach będzie i mam sobie robić i pisać co chcę. Ona mi nie zazdrości bo ona teraz własne grono czytelniczek i czytelników sobie stworzy a ja… ja mogę się wypchać!!! Tak mi powiedziała. I że wredny jestem, dodała.

No to ciekawe jak ona sobie beze mnie poradzi! Niech idzie sobie! A taki dobry byłem!

Wasz rozżalony Futrzaty.

„Krzyżacy” czyli jak Młodzież lekturę męczyła…

- Co robisz w sobotę? – zapytała Puszkowa, próbując zepchnąć mnie z kolan. Kolana same w sobie za ciekawe nie były, każdy takie ma, ale miałem z nich bliżej do wolnej ręki Puszkowej. Ręka ta miała obowiązek drapać mnie za uchem ale Puszkowa zaaferowana rozmową przez telefon z Młodzieżą, jakoś o pustym przebiegu zapominała.

- Mam lekturę do czytania… Strasznie grubą. – zgorszenie i czarna rozpacz Młodzieży słyszana wyraźnie była na poziomie moich drapanych uszu.- Nie mogę nigdzie jechać.

- A tak na ryby może?… – głos Puszkowej uwodzicielsko kusił załamaną Młodzież, ale ta nie dała się sprowokować.

- No przecież mówię, ze lekturę mam. „Krzyżaków” muszę czytać. O jakimś Zbyszku i coś tam…

- O, fajnie!- ucieszyła się Puszkowa- Lubię ” Krzyżaków”. Film też jest świetny.

No, tu Puszkowa poleciała po bandzie. Film JEST świetny ale próba obejrzenia go przez Puszkową po raz pierwszy od czasów szkolnych, zakończyła się po kilkunastu minutach. Jakiś czas temu, Puszkowa, chcąc Młodzieży przybliżyć wielki świat kultury filmowej i podsycić nutkę kiełkującego dopiero co dziecięcego patriotyzmu, nabyła cudem jakimś rzeczone dzieło wydane na DVD i puściła Młodzieży. Ilość krwi, mordu w oczach i zarzynanych koni skutecznie zdopingowała Puszkową do przerwania oglądania filmu już w kilka chwil po rozpoczęciu. Fakt, Puszkowa wrażliwa jest na przemoc wszelaką, wstrząśnięta więc, nawet nie zwróciła uwagi, ze Młodzież już po kilku minutach straciła kompletnie zaaferowanie akcją i wróciła spokojnie do składania statku kosmicznego z Lego.
Ale temat po latach powrócił…

- No to gdzie jesteś już?- Puszkowa udała zainteresowanie męczarnią Młodzieży, wiedząc o jego chronicznej wręcz awersji do słowa drukowanego. Słowo nie-drukowane też zresztą zainteresowania Młodzieży specjalnie nie wzbudzało. Najlepiej, żeby ktoś opowiedział fabułę, podkreślił co ważniejsze momenty i uczulił na ewentualne zaczepki Grona.

- Jak mu język odcięli…- Młodzież wypowiedziała to z najwyższym obrzydzeniem.

- O, to ” Mój ci on jest…” masz za sobą – uradowała się Puszkowa, która szczerze lubi Młodzież, mimo jego ewidentnych braków czytelniczych i życzy jej jak najlepiej, nie łącząc się jednak w bólu z powodu czytania.

- Nie było nic takiego! – odpowiedź Młodzieży była zdecydowanie zdecydowana.

- Jak to nie było? – Puszkową przez chwilę ogarnęło zdziwienie. Pomyślała nawet przez chwilę, że jakaś nowsza, mocno okrojona i tym samym bardziej do potrzeb społeczeństwa przystosowana wersja właśnie powstała, ale nie… Przecież Młodzież niedawno wyraźnie skarżyła się, że ma jakieś dwa tomy do czytania.

- Było, było! – tym razem Puszkowa była zdecydowana.- Przecież była taka scena, jak Danuśka białe płótno narzuciła na głowę Zbyszka wołając : mój ci on jest, mój ci on jest! Żeby kat go nie ściął.

- I co? Bo ja tego nie czytałem… Po co wołała „mójcionjest” ? I po co ta szmata była?- Młodzież tak jakby lekko się ożywiła.

- No bo mieli Zbyszka ściąć i ona w ten sposób życie mu uratowała… – tu Puszkowa przerwała na chwilę, aby nabrać powietrza, czując że za chwilę ze złości się udusi.

- I co? Uratowała? – Młodzież nadal wykazywała zainteresowanie, nieświadoma, że Puszkowa właśnie liczy w myślach do stu i to w odwrotnej kolejności, aby szlag jej nie trafił.

- Tak, uratowała. Jak mu szmatę na łeb założyła, kat nie trafił a tylko pierwsze podejście się liczyło… I powtarzać nie było można. No wiesz, jak w jakimś teleturnieju… I musieli go puścić.- mściwość w glosie Puszkowej musiała być słabo słyszalna, gdyż Młodzież przez dłuższą chwilę przetrawiała usłyszane właśnie informacje.

- Wiesz? To chyba jednak wrócę do tomu pierwszego! Jak mogłem opuścić taką akcję! Faktycznie przeżył bo w drugim tomie za jakąś Jagienką lata. Super książka! To na razie!

I wyłączył się. A Puszkowa do teraz zastanawia się, czy na pewno ” Krzyżaków” dokładnie czytała. Taka akcja!!!

Na razie! Wasz drapany Futrzaty :)

Dzień Zwierzaka…

Wczoraj był Światowy Dzień Zwierząt.
Miałem nawet świetny tekst z tej okazji, ułożony, wygładzony i gotów do wpisania ale co mam zrobić jak mi Puszkowa w laptop wlazła? A ja jako kot wyrozumiały i litościwy, odpuściłem.
Bo jak nie odpuścić Puszkowej? Od tygodnia łazi chora, w piżamie i szlafroku, kaszląca, obolała, o kac nawet przez takiego jednego podejrzewana i to niesłusznie. Ubiera się i wyjeżdża tylko na wizyty do specjalistów, którzy z chęcią leczyliby ja długo i hm… szczęśliwie. Kilka dni było naprawdę nieciekawych i Puszkowa bardzo się przestraszyła, ale już jest lepiej. I właśnie z powodu tego „lepiej” pozwoliłem Puszkowej posiedzieć w internecie, nie dbając o własny wizerunek prawdziwego literata i poddając wszystkim w wątpliwość moje wyczucie czasu, okazji i przestrzeni.
I dlatego dopiero dzisiaj składam wszystkim zwierzakom życzenia, aby zawsze miały przy sobie swoją Puszkową, która będzie je kochać, dbać o nie i rozpieszczać. Niech nigdy nie będzie im zimno, smutno i samotnie. Niech wszystkie zwierzaki z ulic, śmietników i schronisk znajdą kogoś, kto je przytuli,zajrzy w oczy i powie że je kocha :). Bo serca mamy wielkie i chcemy tylko, aby móc je oddać…
A Puszkowa siedzi dzisiaj od rana na stronie różnych schronisk dla zwierzaków i ryczy… A przecież nie wolno się jej denerwować! No to co, pójdziecie i weźmiecie ze sobą kogoś kto na Was już tam czeka, tylko Wy o tym nie wiecie?
I tu ja i Puszkowa chcielibyśmy bardzo, bardzo podziękować tym, którzy już w schronisku byli i z nowym członkiem rodziny wrócili. Mocno, mocno Was ściskamy…
O rany. Puszkowa znów płacze. Ależ ona się „oryczana” zrobiła…
Pozdrawiamy : Futrzaty i Puszkowa

Niewiarygodne… już październik!

Ja dzisiaj króciutko!

Puszkowa nam się pochorowała, ciemno już o siódmej, rano wstać się nie chce… Jesień. Taka prawdziwa, z mgłami, zaoranym polem, jabłkami na trawie, kolorowymi motylami, które Antek goni namiętnie w przerwach między spaniem, zimowym futrem naszych psów i miliardem ryb i rybek w stawie, bo nam się przez pączkowanie porozmnażały… O tych rybach jeszcze napiszę, bo stanowczo przesadziły.

Ale dzisiaj chcę tylko ogłosić światu, że ja, Futrzaty, kot o sercu wielkim i szlachetnym, mając na uwadze to, że( jak wiadomo) laptop jest Puszkowej, wifi też ona opłaca czyli przymuszony wrednym szantażem, z dniem dzisiejszym udostępniać będę, ale tylko od czasu do czasu, mój blog Puszkowej. Niech sobie pisze co chce – w razie czego się odetnę! Jak mi się spodoba co napisała, mogę zaistnieć jako współautor. W przypadku tekstów pełnych zaangażowania społecznego, troski o przyszłość gatunku ludzkiego i innych takich bzdur, wywalę Puszkową z mojego bloga i niech sobie wtedy swój założy.

A dlaczego u mnie a nie na nowym blogu? Bo ja już mam czytelników a Puszkowa nie!!!!

I to byłoby na tyle w pierwszym dniu istnienia tandemu autorskiego Futrzaty-Puszkowa.

A teraz idę spać! Do jutra :)