Mamy wreszcie ten staw!

IMG_7855  Nawet nie wiedziałem, że już tyle czasu minęło od ostatniego wpisu. Mamy już lato, wiosna minęła a dni od tygodnia coraz krótsze…

No dobra! Marudzę. Wiem. Ale jakoś muszę wytłumaczyć siebie i Puszkową z naszego lenistwa blogowego. Puszkowa podpowiada, że lenistwo było moje bo ona ostatnie kilka tygodni naprawdę ciężko pracowała. Prawda! Bo Puszkowa staw skończyła.

Ostatnio pisałem chyba o tym jak panowie wykopali, wyłożyli folią i wąż z wodą uruchomili. Woda lała się tydzień. A Puszkowa folię poprawiała, naciągała, ziemię podkopywała, żeby tak „trochę” powiększyć, na zasadzie : co będę folię marnować.  No i nie zmarnowała. Mamy staw. Taki z trzcinami, pałkami wodnymi, kaczeńcami, liliami już kwitnącymi i innymi cudami. Jest nawet piaszczysty kawałek plaży! Taki na dwa leżaki. Brzeg Puszkowa obsadziła miętą wodną, wyszarpywaną i wyskubywaną znad każdej mniejszej i większej kałuży. Miętę obsadziła wokół lawendą i melisą. W słoneczne dni pachnie tak, że w nosie kręci. Nam też Puszkowa z racji swego gapiostwa frajdę wielką zrobiła: posadziła kocimiętkę! A nie wiedziała, że to kocimiętka. Ładne było, kwitło i pachniało no to posadziła. I tak mamy swoje ulubione miejsce na plaży.

Brzeg stawu Puszkowa obłożyła wielkimi głazami różnymi, kamieniami i obsypała kamykami. Wszystko Puszkowa woziła taczką: 3 tony głazów, 3 tony kamyków. Po trochę bo ”formowanie brzegu to praca artystyczna a przywieźć i zwalić to byle głupi potrafi”- to słowa Puszkowej. Klęła, woziła, klęła, układała, woziła i tak w kółko. Ale wyszło świetnie! Antek trochę niezadowolony bo ani pogrzebać w piachu, ani zakopać niczego nie można. Nie ma to jak czysty piaseczek :) Ale ja jestem kotem kulturalnym i nawet przez moment nie pomyślałbym o tym aby brzeg stawu zamienić w kuwetę. Przecież są skrzynie z kwiatami…

Mamy również kaskadę. Niedużą ale za to z kilkoma spadającymi wodospadzikami. Puszkowa tak jakoś pokombinowała, że wygląda jak  wodospad górski w miniaturze. Nawet dźwięk jest podobny. Pluska sobie, napowietrza wodę i jest cudnie. Mamy również ryby! O Zdzichu i Rychu pisałem? A, pisałem! To te dwa wielkie karpie złowione przez Puszkową na ostatniej rybnej wyprawie. Podróż szczęśliwie przeżyły, przeżyły również  wpuszczenie do zimnej, lejącej się jeszcze z kranu wody i pływają! Wieczorem nawet wyskakują z wody łapiąc komary- prawie jak orki, po prostu :). Towarzystwo mają, bo wszystkie kolorowe karasie przeżyły przeprowadzkę, Puszkowa dokupiła nawet kilka zwykłych, malutkich karpików i tak sobie razem pływają. A, i mamy dwa jesiotry. Malutkie są i wyglądają jak dinozaury. Tak przynajmniej wyglądały kiedy je widzieliśmy przy wpuszczaniu do wody, bo od tego czasu tak się zaryły gdzieś na dnie, że nikt ich nie widuje.

I tak powstał staw. Przy straszliwym uporze i pracy Puszkowej, pełnej aprobacie i wsparciu Puszkowego, chęci do życia ryb, miliona ważek, które od razu stwierdziły, że o to im chodziło. Nawet żaba Krysia się odnalazła! Pojawiły się również czaple i kaczki, co Puszkową mało do zawału nie doprowadziło, bo ryby to ona ma policzone!

I tak właśnie spędziliśmy ostatnie kilka tygodni… I o czym tu było pisać? Od teraz wracamy do normalnego życia. Chyba, że Puszkowa postanowi zbudować skocznię narciarską, Z nią nigdy nic nie wiadomo a zima tuż, tuż…

Pozdrawiamy! Futrzaty i Puszkowa