Puszkowa uczy kultury ;)

- No ty skunksie ……! Jak cię dorwę ……….a………….!!!…..!!!……..i…….. …!!!!…………!!  Oj!

Puszkowa właśnie przejeżdżała przez wiadukt,  starając uratować się przed  kierowcą odrapanego  samochodu marki już nierozpoznawalnej z powodu  braku jakichkolwiek oznaczeń  świadczących o producencie rzeczonego pojazdu. Dumny właściciel wiekowego auta  uznał, że slalom między samochodami w szczycie ruchu na tymże wiadukcie stanowi wspaniałą okazję do ukazania wszem i wobec swojej wyższości nad innymi. Z otwartego okna wystawał drobny łokieć, znad kierownicy ledwo było widać główkę kierowcy a właściwie tylko daszek czapki  ale muzykę słychać było głośno i wyraźnie. Prawdopodobnie muzykę,  gdyż dudnienie basów skutecznie zagłuszało inne dźwięki. Spreparowana rura wydechowa auta również nie pozwalała Puszkowej rozeznać się o ogólnym rytmie i tonacji puszczanego i prawdopodobnie nie opłaconego ZAIKS-owi utworu.  To ” Oj!” jednak „miszcza” kierownicy nie dotyczyło. W trakcie  wygłaszania długiej, głośnej i wyraźnej tyrady na temat zdolności, pochodzenia rodzinnego  i stanu umysłu wspomnianego, Puszkowej przypomniało się nagle, że sama nie jedzie. Obok siedziała Młodzież.

Puszkowa spojrzała z nadzieją  w bok. Z nadzieją na chwilową głuchotę Młodzieży, związaną na przykład z głębokim zamyśleniem na temat, jak delikatnie zasugerować zwiększenie tygodniówki… ale nie. Nic z tego. Niby Młodzież skromnie oczy spuściła, głowę w bok odwróciła i duchem w aucie nie przebywała, ale szeroki uśmiech rozlewający się na fragmencie twarzy, widzianym przez Puszkową, potwierdzał jej obawy. Młodzież wszystko słyszała dokładnie, niektóre zestawienia słów pierwszy raz zresztą ( Puszkowa w tej dziedzinie twórcza jest)  i na pewno w głowie zapisywała, żeby w razie czego w towarzystwie… hm…, zabłysnąć. Dobrze, że chociaż notatnika nie wyciągnęła, ale, jak podejrzewała Puszkowa, spowodowane to było raczej lenistwem Młodzieży niż troską o samopoczucie Puszkowej.

- Nie wyrażamy się ! – na wszelki wypadek przypomniała Puszkowa. – Bo wiesz…

- Wiem, wiem !- zachichotała Młodzież.

Bo Młodzież kulturalna jest. Puszkowa podejrzewała, że nie zawsze i nie wszędzie ale jak na razie Puszkowa z Młodzieżą problemów pod tym względem nie miała. W końcu skutecznie ( taką miała przynajmniej nadzieję !) pewnych zachowań go oduczyła a od słownictwa, często wyrazami mowy antycznej wspieranej,  z daleka utrzymać zdołała. Puszkowa, oczywiście, zdawała sobie sprawę, że naiwna jest ale nikt z otoczenia Puszkowej o tzw. wyrazach w wykonaniu Młodzieży jej nie skarżył.

Kiedyś jednak  taka sytuacja  wydarzyła się.  Obecnie i Puszkowa i Młodzież traktują to wspomnienie jako anegdotę z morałem w stylu : dlaczego nie wkładamy gwoździa do kontaktu … ale swego czasy Młodzież ryczała długo po jedynej ale pamiętanej przez wszystkich wpadce z tzw. słownictwem antycznym.

Młodzież nie była jeszcze wtedy Młodzieżą obecną. Była dzieckiem. Tak około sześcioletnim. Takim małym, chudym, śmiesznym chłopcem z długimi nogami i długimi palcami, które tak bardzo  przydały się później w grze na skrzypcach. Problemów z nim nie było żadnych właściwie, na wszystko się godził i żadnych zachcianek nie miał. Tak jak i teraz mieszkał w mieście, ale bardzo często do Puszkowej przyjeżdżał. Puszkowa od kilku tygodni już na wsi mieszkała, szczęściem się z tego powodu zachłystując, o psie dopiero myśląc i swojego miastowego kota,  do nowego domu przywiezionego,  do nadmiaru przestrzeni przyzwyczajała. Młodzież, oczywiście, swoje miejsce też tu znalazła, tym bardziej, że obok mieszkały ( i mieszkają ) inne dzieciaki. Teraz to też już młodzież jest i ich drogi  trochę się rozeszły ale wtedy cała ekipa razem się bawiła, mądre i głupie pomysły realizując, od włażenia na drzewa począwszy do skakania z dachu budynku gospodarczego sąsiadów skończywszy ( to ten najgłupszy pomysł, na szczęście bez żadnych skutków ubocznych). Młodzież trochę pokrzywdzona czuć się musiała bo w zdecydowanej mniejszości była, zdolności przywódcze w niej, tej Młodzieży, wykiełkowały i zakwitnąć postanowiły. I pewnego dnia, Młodzież słowem, na ogół nie pisanym, rzuciła. Tak dla zaznaczenia, że ona, Młodzież, też z niejednego pieca chleb jadła i obycie w towarzystwie obce jej nie jest. A resztę zatkało! Nie ze zgorszenia, oczywiście, bo jak długo we wsi sklep z piwem funkcjonował, nie takie teksty słyszała. Dzieciaki na ogół „długie uszy” mają i nie ma szans, aby coś się przed nimi ukryło. Sklepu z piwem już nie było ale wzbogacone słownictwo pozostało. I teraz, do miłośników tego bogatego słownictwa, dołączył ich nowy kolega. I okazja się zrobiła…

- Bo, proszę pani, on powiedział k…. !!!! –    no, powiedział co powiedział i cytować nie musimy.

Pierwsza z tą wstrząsającą informacją przybiegła przywódczyni grupy, lat osiem mająca. Wyraz antyczny wymówiła zresztą cały, z akcentem na jego środkową część i z wyraźnym zadowoleniem w głosie.  Za chwilę dołączyła pozostała część grupy, z nieszczęsnym wykonawcą  wyrazu na końcu. Minę miał głupią, uszy czerwone a zdrada w wykonaniu jego dotychczasowych przyjaciół  uderzyła w niego jak grom z jasnego nieba. Puszkowa widziała to czerwonouche  nieszczęście i śmiać jej się chciało, ale surowa być postanowiła.

- Nie wierzę!  On tak nie mówi ! Na pewno źle słyszeliście …

- Nie!!! – święte oburzenie w głosie mówiącej  brzmiało bardzo wyraźnie  - mówił, mówił! Wyraźnie słyszeliśmy!!! Mówił k…..

I tu dziecięce głosiki w różnej intonacji i natężeniem zaczęły powtarzać to straszliwe słowo, które splamiło buźkę i honor ich miastowego kolegi. Puszkowa ze śmiechu ( w sobie, oczywiście) mało nie umarła, ale surowość okazać musiała. Okazja sama się trafiła i nie miała zamiaru jej odpuścić.

- Wy wszyscy do domu a ty do łazienki ! – zadecydowała groźnie, pozbawiając towarzystwo dalszego widowiska. Poszli posłusznie, z poczuciem krzywdy, gdyż łazienka do tej pory z miejscem wychowawczym im się nie kojarzyła – pomijając, oczywiście, kwestię codziennego zmuszania do mycia zębów, co jak wiadomo, dzieciom do niczego nie jest potrzebne. Puszkowa drzwi wejściowe starannie zamknęła, milczącego delikwenta do łazienki zaprowadziła i krótka przemowę wygłosiła. Że młody, a nawet mały, że wstyd, że nieładnie i takie tam inne. Prościzna i marudzenie. A ponieważ ze swej buźki ślicznej, którą Puszkowa uwielbia, brzydkimi wyrazami w kibelek zamienił, Puszkowa mu tu oto szczotkę do wyczyszczenia buźki daje. I zza muszli klozetowej wyciągnęła znajomą szczotkę o charakterystycznym kształcie.

Młodzież do dzisiaj swój ryk pamięta. Zębów, oczywiście, czyścić szczotką kibelkową nie musiał ale już nigdy też potrzeba użycia jej w charakterze innym niż przeznaczony, nie zaistniała. Puszkowa też zresztą starała się w obecności Młodzieży swój długi i bogaty w porównania język powstrzymać i na ogół jej się to udawało. Ale jak dzisiaj zobaczyła tego…..,w tym padle, to ją mało ….

- Bo ci kupię szczotkę do kibelka …- z wyraźną przyjemnością powiedziała Młodzież

A ja to wszystko słyszałem. Siedziałem sobie z tyłu i jechałem do szczepienia. I właśnie wtedy zaszczepili Puszkową. Przeciw wściekliźnie. Ale o tym innym razem.

Pozdrowionka!!! Wasz Futrzaty :)

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.