Puszkowa i Ważny Urząd część 2.

Na czym to skończyliśmy wczoraj?

Na pewno nie na tym jak mi Puszkowa laptop zabrała i wywaliła na świeże, wiosenne powietrze. To miało być tajne! Już wiem.

Puszkowa usiadła  na korytarzu Bardzo Ważnego Urzędu i spokojnie czekała. Czekała, czekała. I życie urzędnicze obserwowała. Właściwie część tego życia, bo urzędnicy jako osoby ułatwiające codzienne życie petentów za wielką ścianą się schowali,  bez szyby żadnej , drzwi starannie zamknęli a potrzebujących, siedzących w poczekalni, numerkami wywoływali. Czasami drzwi do tego skarbca sekretnego wiedzy najwyższej i kompetencji otwierały się i Puszkowa widziała tajne życie urzędników. Drzwi szybko zresztą się zamykały- pewnie dlatego, żeby gawiedź wiejska nie wpadła i sianokosów nie zrobiła, ale co Puszkowa  ze swojego krzesełka widziała, to jej.

Pani pracowała jedna. Sztuk było jakieś siedem siedzących, jedna stojąca i jeden pan. Pan był młody, zmęczony i zniechęcony przeglądaniem gazety ( na pewno branżowej) i smakiem kawy, która popijał z na pewno branżowego kubka bo z napisem „Urząd Jakiśtam Gdzieśtam”. Ani chybi kierownik. Pani stojąca, z miną cierpiącej za miliony, próbowała się gdzieś dodzwonić, ale jej pragnienie nie współgrało z czynną działalnością telefonu. Jedna pani przekładała papierki z jednej strony na drugą, jedyna pani pracująca z miłym uśmiechem tłumaczyła petentowi, że da się ale nie tak szybko a reszta pań robiła „nic”. Puszkowa podejrzewała, że to „nic” to też jakaś forma działalności jest ale sens był tak głęboko ukryty, że Puszkowej trudno było go dostrzec. Za to świetnie go słyszała. Ten sens. Pan AniChybiKierownik szybko zamknął drzwi, gdy Puszkowej zainteresowanie zobaczył, ale przyjazna ściana dzieląca przyjaznych urzędników od nieprzyjaźnie nastawionych petentów trochę cienka była i Puszkowa oraz coraz większy tłum w poczekalni miała okazję usłyszeć bardzo ważne urzędników rozmowy. I tu już cytaty lecieć będą  :

” Mówię ci , Krystyna, ona dla pieniędzy za niego wyszła. Chuda i brzydka jest więc nie wiem co w niej widzi.” ( to o znanym aktorze i jego nowej, młodej żonie).

” Ja tam seriale lubię . W nich to jest prawdziwe życie, nie to co tu.” ( tłumaczyć nie trzeba)

” Słyszałaś? Zostawił ją dla takiej jednej ….Wiedziałam, że tak się skończy. Moja teściowa od razu mówiła, że tak się skończy.” ( to też o serialu) .

Tu koniec cytatów, bo wszystkie następne wypowiedzi, wygłoszone głośno i wyraźnie, tak aby tłum od sianokosów wiedział, że za ścianą „kulturalne” ludzie siedzą, podobne do siebie były. Wszystkie dotyczyły najnowszych odcinków w TV, najnowszych newsów z tabloidów i wszystkie udowadniały, że prawdziwe życie to jest po tej drugiej stronie ekranu, a to tu to miałkość, nijakość i bylejakość….Cechy te obejmowały również coraz bardziej wkurzony tłum w poczekalni ale każdy miał coś do załatwienia i może nie z pokorą ale z nerwami na wodzy siedział. Dyskusja za przyjazną ścianą trwała. Puszkowa nawet sama sobie dziwić się zaczęła, że tak ważne aspekty prawdziwego życia do tej pory ją omijały a brak wiedzy o podstawowych faktach z życia ważnych dla kultury osób pozwolił jej normalnie funkcjonować, gdy wreszcie tablica … no, tabliczka świetlna nad drzwiami jej numerek pokazała. I Puszkowa wejść mogła.

Skierowała się od razu do jedynej pani pracującej i był to dobry i trafny wybór. Ponieważ dobijała dopiero jedenasta, pani miała w sobie jeszcze trochę chęci i życzliwości. A może od niedawna pracowała albo telewizora nie miała? W każdym razie wszystko Puszkowej wytłumaczyła, papierki powypełniała, wszystko to przy nadal toczącej się dyskusji, dała kilka kwitków i zapłacić kazała.

- A gdzie ? – zapytała Puszkowa, przynosząc wstyd swojej, podobno wrodzonej, inteligencji.- W kasie ! – odpowiedziała radośnie pani, uwidaczniając braki wrodzonej inteligencji Puszkowej.- A ta kasa to gdzie? – sposób myślenia Puszkowej zaczął przynosić wstyd trzem poprzednim generacjom rodziny Puszkowej. –  Tu ma pani adres!!! – pani z Bardzo Ważnego Urzędu kipiała życzliwością. – A potem co? – dopytywała się Puszkowa. – A potem pani tu wróci …- życzliwa urzędniczka patrzyła z uśmiechem na coraz bardziej skołowaną Puszkową. – Tak od razu , bez kolejki , mogę wejść ? – głupio i bez sensu zapytała Puszkowa.

I zapadła cisza. Tłum od sianokosów w poczekalni kosy zaczął ostrzyć na wypadek, gdyby jednak Puszkowa bez kolejki wepchnąć się chciała, a wszystkie panie zza przyjaznej ściany wraz z AniChybiKierownikiem ze zdziwieniem na Puszkową spojrzały. Ze zdziwieniem, zgorszeniem i zażenowaniem. Jak bez kolejki? Od razu to do stodoły się włazi a nie do porządnego urzędu. Bo to co urzędowe odleżeć musi, mocy nabrać, bez wydeptania korytarzy różnych każdy by sobie mógł pomyśleć, że urzędy dla ludzi są a nie na odwrót. Taki petent szybko coś załatwi i co? Niedosyt będzie miał. A tak na imieninach czy innej imprezie rzuci mimochodem : ” Wczoraj byłem w urzędzie i załatwiłem to co chciałem …” i od razu gwiazdą wieczoru jest, przez wszystkich na tzw. okoliczność jest przepytany a spojrzenia pełne podziwu długo w nocy śnić mu się będą….

Puszkowa nieimprezowa jest ale resztka inteligencji / tej wrodzonej/ w niej się tliła i szybko zrozumiała, że na pozytywną odpowiedź nie ma co liczyć. Uśmiechnęła się nieśmiało, spojrzała na adres kasy i zbaraniała lekko. – Ależ to na drugim końcu miasta jest…- wyjąkała ze zdumieniem. Pani urzędniczka uśmiechnęła się wyrozumiale. W końcu Puszkowej o plan dojazdu do kasy nie pytała i adres takowej w ogóle jej nie interesował. Zapłacone ma być, potwierdzenie przyniesione i wtedy ciąg dalszy nastąpi. I na dzisiaj to tyle. Puszkowa iść już sobie może. Samochód ma bo inaczej wizyta w Wydziale Komunikacji do niczego nie byłaby potrzebna więc do kasy na piechotę iść nie musi, dojedzie i wróci. I już niech idzie bo kolejka czeka.

Te same myśli przemknęły przez głowę Puszkowej. Ale ponieważ uparta jest a zdolność myślenia powoli do niej wracała, Puszkowa przypomniała sobie, że prawo jazdy musi wymienić również. I jak już tu jest a droga przez mękę i tak ją czeka, to ona z okazji skorzysta. Wyciągnęła z torebki przygotowane na ta okoliczność zdjęcia i formularz , podała życzliwej pani i powiedziała :

- Bo wie pani, jeszcze prawo jazdy jest do wymiany….

Pani formularz wzięła mniej życzliwie jakby, na zdjęcia spojrzała i podała je siedzącej cztery panie dalej koleżance. W milczeniu je podała. Siedząca cztery panie dalej urzędniczka tez na te zdjęcia spojrzała i oddała je życzliwej koleżance. Ta oddała je Puszkowej, która znów lekkiego zmącenia umysłu doznała.

- Takie nie mogą być? – Puszkowa zaczęła podejrzewać, że ze zdjęciami jest coś nie tak. – Mogą. Ale pani jakoś tak na nich brzydko wygląda… – powiedziała życzliwie urzędniczka. Puszkowa spojrzała na zdjęcia. Normalne były, Puszkowa jak Puszkowa, Angeliną  nie jest ale fizjonomię Puszkowej zdjęcia oddawały dokładnie. W wielu dokumentach Puszkowa je miała i jakoś do tej pory nikomu nic nie przeszkadzało. I wtedy odezwała się milcząca / poza dyskusjami o serialach/ koleżanka życzliwej :

- Bo pani na nich wygląda jak z kartoteki więziennej!  Proszę przynieść inne bo z tymi nic nie można zrobić. Następny numer proszę !!!

I Puszkowa sobie poszła. Papierki pozałatwiała, druga wizytę odfajkowała  i przysięgła sobie, że nigdy jej noga w Starostwie, w Wydziale Komunikacji więcej nie postanie. Bo ona, wiejska Puszkowa, nie ma zielonego pojęcia jakie musi mieć zdjęcia żeby panie urzędniczki uznały je za odpowiednie. I teraz Puszkowa odchudza się. Może to pomoże ?

Dobrze , że mam Puszkową i ja nie muszę nigdzie chodzić…

Na razie. Wasz Futrzaty.

2 Komentarze

  1. Widzisz Futrzaty jakie masz szczęście, chociaż może skoro jesteś taki ładny i mądry pomógłbyś Puszkowej. Już ty byś wiedział co zrobić z tymi paniami urzędniczkami.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.