Puszkowa i narty . Akt nr 2 . Grawitacja robi swoje .

- Pani się rozluźni ! – w oczach Pana Instruktora widać było zmęczenie. I tak jakby rozpacz.

Pan Instruktor od godziny próbował przekonać Puszkową , że narty to nie krowa , nie zerwą się i w pole nie pójdą. Ale Puszkowa najwyraźniej im nie ufała. Niby są jej a zachowują się jak wróg najgorszy, jak prezent od najbardziej mściwej  koleżanki, która do teraz pamięta z podstawówki , że Puszkowa lepsza od niej z geografii była i teraz jest okazja, żeby się zrewanżować. Narty robiły z Puszkową co chciały. Jechały sobie w kierunku przez siebie wcześniej ustalonym , nie bacząc że Puszkowa górą jest do nich przyczepiona , kierunek gwałtownie  zmieniały w najmniej spodziewanym momencie a wrzask Puszkowej NIE UMIEM HAMOWAĆ !!!! nie przysparzał jej sympatii wśród uczestników szusowania. I tych narciarskich i tych czapiato-futrzanych , z aparatami wszelkiej maści w ręku , idących sobie na piechotkę spokojnie pod górę środeczkiem zjazdu i czekających na Krzysia, Julkę czy Natalkę, którzy już tu właśnie, zaraz zjeżdżać będą . I jak im się nie zrobi zdjęcia  właśnie w tym momencie, będą mocno rozżaleni . Nieważne, że ci wszyscy, z góry zjeżdżający , chcąc nie chcąc, slalom alpejski wykonać musieli aby sobie i nikomu innemu krzywdy nie zrobić. Nie pomagały apele przez megafon i kłębiący się na stoku tłum taki bardziej pieszy niż  narciarski  się zrobił.

A w tym wszystkim ucząca się Puszkowa. Z Panem Instruktorem.

Bo Puszkowa taka głupia nie jest. Jak już odhaczyła część pierwszą akcji BO NA NARTACH TRZEBA JEŹDZIĆ czyli zakupy , zaczęła dzwonić po swoich Jeżdżących Znajomych . Dzwoniła właściwie , żeby poinformować ich , że ona to też już teraz taka światowa jest ale Jeżdżący Znajomi nie słuchali za bardzo co Puszkowa ma do powiedzenia bo jak tylko usłyszeli wyraz NARTY natychmiast zaczynali długi monolog mówiący o ich wyboistej i oczywiście uwieńczonej sukcesem drodze do bycia mistrzem narciarskim. Co raz, co prawda,  powtarzała się fraza BO TAKI JEDEN JEŹDZIŁ, JEŹDZIŁ AŻ SIĘ POŁAMAŁ ale w żaden sposób, oczywiście, nie dotyczyło to opowiadających. Ale każdy też  radził Puszkowej życzliwie , że jak chce się naprawdę nauczyć, musi uczyć się z instruktorem. Inaczej nie tylko się nie nauczy a zrazi do końca życia, potłucze, połamie a na pewno ośmieszy.  Puszkowa , co prawda, wiary w siebie ma dosyć sporo, ale skoro wszyscy radzą tak samo, coś w tym musi być. I natychmiast po przyjeździe wyszukała instruktora.

Przy stoku istnieje szkółka narciarska . Instruktorów jest mnóstwo ale uczących się jeszcze więcej i dopiero po kilku godzinach udało się Puszkowej umówić z  panem, który uczy początkujących. Pan przyszedł, przedstawił się , uśmiechnął , widząc przerażenie Puszkowej i opowiadać zaczął jakie to miał przypadki. Dosłownie . Każdy ” przypadek ” był akurat ” panią przypadkiem ” i każda, ale to KAŻDA, z nich po godzinie  z nim czyli Panem Instruktorem jeździć potrafiła.

Puszkowa w te opowiadania prawie uwierzyła , za Panem Instruktorem poszła, do ruchomej taśmy dla początkujących doczłapała , postawiła na niej pierwszą a potem drugą nogę    ….I  dotarło do niej  na co się zdecydowała . Wszystkie opowieści ” Bo taki jeden  jeździł , jeździł …” przypomniały jej się ze szczegółami . I zesztywniała.  Ani ręką ani nogą. Śnieg zamienił się w jej oczach w hałdy gipsu do zagipsowania jej, Puszkowej, a słońce coraz bardziej kojarzyło jej się z lampą chirurgiczną. Taśma pędziła z zawrotną szybkością jakieś 8 km/ godz a Puszkowa sztywniała coraz bardziej i coraz bardziej żałowała, że nie zastosowała metody takiej jednej Małej Pękatej , też uczącej się, która wpadła do baru przy stoku i przepchnąwszy się przez kolejkę, zawołała  PAN DA SZYBKO DWA GRZANE WINA BO ZARAZ MAM PIERWSZĄ LEKCJĘ. Trzeba było tak zrobić. Puszkowa widziała ją po tej ” upojnej ” lekcji kilkakrotnie i … Mała Pękata  jeździła. Ale Puszkowa mało alkoholowa więc sama na ten pomysł nie wpadła.  I zesztywniała ze strachu na amen. A z taśmy zjechać trzeba.  Zjechać bo przecież na końcach nóg narty sobie są.

Za pierwszym razem Pan Instruktor ochoczo jej pomógł. Za drugim też. Za dziesiątym tak jakby mniej , a za jedenastym Puszkowa zjechała sama! I sama na początek taśmy wróciła. Bo przecież, aby na taśmę wejść trzeba było z jej końca zjechać. Całe 30 metrów. Po stoku. Prawdziwym. Śniegowym. Z szusującymi obok narciarzami. Czyli prawie jak oni! Pługiem co prawda i będąc kurczowo uczepionym kijków narciarskich Pana Instruktora , ale jednak. Zjechała. Weszła. Z uśmiechem na ustach . Bo już umie, już potrafi!!! I zaraz znów zejdzie. Ba! Zejdzie! Zjedzie!!!! I znów pługiem…

Nie. Nie zjechała. Z tej radości, czego to  już się nauczyła, Puszkowa po prostu zapomniała , że taśma się kończy  i tak jak stała tak leżała. Pan od taśmy ryknął tylko, żeby się przesunęła i nie blokowała zejścia, Pan Instruktor stał nad nią  z miną TEŻ  BY MI SIĘ TE DWA GRZAŃCE PRZYDAŁY a Puszkowa leżała . Co wstać próbowała , nogi i narty jej się rozjeżdżały , teoria, że narty się wypną pozostała teorią a Puszkowa coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu , że już ,za chwilę, tu , przy tej taśmie umrze ze wstydu i rozpaczy. Przecież wiadomo, że cały  wyciąg stanął i wszyscy, dosłownie wszyscy stoją i patrzą jak Puszkowa w śniegu się miota. A kto nie wie o tym jeszcze , informuje go megafon. Psy szczekają, koty miauczą, krowy mleko przestają dawać…. Świat stanął w miejscu. Tak jak Puszkowa. Dopiero jak litościwy Pan Instruktor wywlókł ją z tego śniegu, dotarło do Puszkowej , że tak naprawdę to pies z kulawą nogą się nią nie zainteresował i całe stokowe towarzystwo pieszo – jeżdżące kontynuowało swoje zajęcia. Nikt nie widział jej sromotnej klęski, ba… kilku innych też ze śniegu  w różnych miejscach zjazdu się wygrzebywało. Ale Puszkowa miała dosyć !!!! Miała się nauczyć!!! Godzina minęła a tu nic. Nieważne , że Puszkowa tchórz straszliwy a tyłek  ciężki… Miała być jak ten motyl, ta zaróżowiona twarzyczka , ten kask pod kolor …. Baniak na oczach, twarz czerwona jak burak , z motyla nic nie zostało, jeśli jakiegoś niechcący rozdusiła padając. I Pan Instruktor, który po godzinie oświadczył :

- Wie Pani co? Chyba jednak nie dam rady. Pani za sztywna jest. Pani się rozluźni… Dam Pani namiar na kolegę. On Panią nauczy…

I poszedł.

A kolega rzeczywiście nauczył. Spokojem, cierpliwością i przekonaniem, ze każdy tak zaczynał. On też. Pan Rafał – Siła Spokoju !

I bez dwóch grzańców.

Na dzisiaj  to tyle. Idę coś zjeść.

Wasz Futrzaty!

 

 

Puszkowa i narty czyli tragikomedia w aktach kilku… Akt nr 1. Przygotowania.

- A co mi tam ! Raz się żyje ! Tylu na nartach jeździ to i ja się nauczę ! – zawołała Puszkowa radośnie  kilka tygodni temu.

Zasypiałem wtedy właśnie , więc starannie udawałem, że nie słyszę . Przeżyłem Puszkowej marzenie o jeździe na Harleyu sprowadzone do jazdy rowerem  i jęczeniu przez następne tygodnie co to ją nie boli czy  wyjazdy na koniec świata i jęczenie po kiego grzyba tak daleko się wlokła więc i jej radosny pociąg do nart też przeżyję. Zasnąłem i zapomniałem. Do ubiegłego tygodnia. Bo ferie się zaczęły. Zimowe. A jak zimowe to narty!

Bo , według Puszkowej, na nartach jeżdżą wszyscy. Ona to wie, w telewizji widziała, w gazetach i na portalach czytała. Narty to samo zdrowie i ona już widzi siebie jak z gracją i wdziękiem, lekko jak motyl nad tymi nartami się unosi a w słońcu śnieżny puch , przez nią spod tych nart wzbijany, lekko przysłania tęczowym blaskiem jej uroczą,  zaróżowioną z radości i emocji twarzyczkę. Kask pięknie podkreśla błękit jej oczu a kurtka i spodnie nie tylko nie pogrubiają a wręcz wydłużają i mocno wyszczuplają jej wspaniałą figurę. Wyszczuplają z każdą chwilą bardziej zresztą. W tym momencie Puszkowa swe głośne rozważania przystopowała trochę – pewnie zwątpiła w to cudowne wyszczuplenie – ale nie na długo. Będzie jeździć i już!

I z początkiem ferii latać po sklepach sportowych zaczęła. SPORTOWYCH – zaznaczyć chciałem. Sklepy , w których o Puszkowej nikt nigdy nie słyszał i nigdy jej w nich nie widziano. MŁODZIEŻ ze sobą wzięła, bo jak wiadomo, zna się na sporcie i ciuchach sportowych i ktoś jej , Puszkowej, musi doradzić a zresztą i tak ma wolne bo ferie, więc co się będzie nudził. I zaczęła go ciągać.

Było różnie : śmiesznie, strasznie, beznadziejnie. Beznadziejnie zwłaszcza  wtedy gdy okazało się , że żadne ciuchy narciarskie Puszkowej nie odchudzą. Wygląda jak bałwan lub reklama opon i nic, ale to nic nie jest w stanie tego zmienić. Puszkowa nawet podejrzewała , że sprzedawcy zmówili się , żeby ją od tego narciarstwa odciągnąć i specjalnie podsuwają jej kurtki w rozmiarze … mocno dużym , żeby jej złośliwie przypomnieć , że już dawno odchudzać się planowała. Lustra też jej w przebieralniach pozamieniali na takie z wesołego miasteczka bo ciągle, zamiast wysokiej i smukłej istoty widziała coś szerszego niż dłuższego i to w jaskrawym kolorze. A wymarzony , podkreślający kolor oczu kask, okazał się baniakiem spadającym na oczy tak , że Puszkowa mogła sobie mieć oczy nawet w paski, jakby chciała. I tak nic nie było widać. Czyli : szerokie, pękate , krótkie, z łbem jak bania. :(

Rozpacz jednak trwała krótko, Puszkowa w kłamliwość luster z lunaparku uwierzyła, kurtkę, spodnie i całą resztę czyli gacie i koszulki termo-jakieśtam  kupiła, baniak z goglami zresztą też i poszła szukać butów i nart. Jeździć już teraz będzie zawsze , pierwszy spadający płatek śniegu będzie sygnałem do gotowości narciarskiej i z tymi butami i nartami w zębach przy drzwiach w listopadzie już będzie stała. Dlatego narty i buty musi mieć swoje , żadnych pożyczek –  w końcu  : profesjonalistka. Co prawda, przy  pierwszej przymiarce butów lekko się zdziwiła że takie ciężkie , ciasne i niewygodne a tańczyć w nich na pewno się nie da ale sprzedawca / inny –  ten od ciuchów poszedł wziąć coś na uspokojenie / przekonał ją, że wszystko jest jak najbardziej prawidłowe i nie są to buty do chodzenia a do jazdy i ochrony jej smukłych nóg. Tu Puszkowa zaczęła podejrzewać , że facet z niej sobie jakieś żarty robi , bo z tymi smukłymi nogami przesadził, ale potem jednak uznała, ze może nie teraz ale kiedyś będzie je miała na pewno. I on, ten sprzedawca już tak awansem o jej nogi dba. Czyli też profesjonalista. Humor poprawił jej się od razu. Przeszedł jej , co prawda szybko, jak przyszło do płacenia i zobaczyła rachunek.  Ale jednak pierwszy krok w jej narciarskiej karierze uczyniony został i Puszkowa stwierdziła, że teraz już wie jak czują  się prawdziwi narciarze i na narty w telewizji tak jakby bardziej fachowym okiem patrzeć będzie. W końcu ma już kurtkę , spodnie , gacie , baniak , buty i narty. I to pod kolor. A cała reszta przyjdzie sama.

I przyszła.

Ale o tym w następnym odcinku. Powiem tylko, ze instruktor też poszedł po coś na uspokojenie…

Na razie. Wasz Futrzaty.

Przypomniałem sobie , dlaczego sprzedawca ciuchów poszedł po coś na uspokojenie. Było to po tym , jak zapytał Puszkową , czy ma jakieś techniczne pytania dotyczące kupowanej odzieży narciarskiej  .

- Tak ! – rzeczowo odpowiedziała Puszkowa.

- Czy jest Pan pewien , że nikt inny na stoku nie będzie miał takiej kurtki jak ja ?

 

 

 

 

 

Wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta czyli Dnia Kota !!!!!

Wiem, wiem. Nie pisałem.

Już jeden opieprz dostałem a kilka mnie jeszcze  czeka w perspektywie. Fakt, należy mi się , ale to tak nie do końca moja wina. W skrócie : były ferie, nie było Puszkowej, nie było laptopa , potem już był ale ja nie miałem czasu …

O wszystkim napiszę kiedy indziej. Ale dzisiaj jest nasze , kocie święto i w związku z tym:

ŻYCZĘ SOBIE I WSZYSTKIM KOTOM ŚWIATA SPEŁNIENIA ICH FUTRZATYCH, KOCICH ŻYCZEŃ , ZDROWIA , POMYŚLNOŚCI WSZELKIEJ I CO TYLKO SOBIE ZAMARZĄ.

I ŻEBY DO WSZYSTKICH DOTARŁO, ŻE BEZ NAS , KOTOW, ŻYCIE NIE MA SENSU, BO NIC BARDZIEJ NIE UŚPI NIŻ KOCIE MRUCZENIE PROSTO DO UCHA I NIC BARDZIEJ NIE UMILI ŻYCIA NIŻ FUTRZATA KULKA NA KOLANACH. I NAJLEPIEJ MRUCZĄCA. NIECH ŻYJĄ KOTY!!!

 

Buziaki. Wasz Futrzaty!

Idę świętować. Puszkowa rozmraża na szafce ryby i chyba o nich zapomniała. Pa pa!

A jednak mnie obudziła !!!!

Wiecie, która jest godzina? Wiecie? 00.06.

I co? Znalazła mnie ,obudziła i wywlekła z szafy. I mamy się cieszyć.

No to się cieszę …

Hura,hura,hura. Za cztery tygodnie wiosna.

 

Dobranoc. Futrzaty.

PS .Poczekam do rana. Tak do piątej. Też jej pobudkę zrobię….

Na razie. Idę z powrotem spać. Teraz już mnie na pewno nie znajdzie !