Puszkowa nam zwariowała…

- Dzień dobry, wiosno ! Dzień dobry ciiiiiiiiiiii … uuuu… ! – wyła melodyjnie Puszkowa patrząc przez okno. Spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni.

- No , co ? Rynny kapią ! – Puszkowa radośnie obwieściła tę rewelację i dalej patrzyła w okno, najwyraźniej z wielką przyjemnością. I znów zawyła / no, niestety, Puszkowa : prawda boli…/.

Puszkowa kocha tę piosenkę Danuty Rinn. Mówi, że jest w niej tyle radości i energii ,  że największego ponuraka rozweseli. Szkoda tylko, że jej już nigdzie usłyszeć nie można. Słychać tylko same przeboje tego lata , a właściwie dnia, jakby się zastanowić. Za wyjątkiem  ” In the army now ” , którą pewna stacja radiowa raczy  słuchaczy co dwie  godziny od blisko dwudziestu lat… Tak mniej więcej. Puszkowa mówi, że pewnie w darmowym pakiecie dostali i puszczać muszą  bo inaczej sama gadanina im zostanie i nowej piosenki Bimbera nikt im nie pozwoli odtwarzać.  A że piosenkę do bólu obrzydzili i każdy, na dźwięk pierwszych dźwięków , na inną stację przełącza , nie ich problem.

Tak więc, stoi sobie Puszkowa przy oknie , na kapiące rynny patrzy i uśmiecha się radośnie. Bo dzisiaj ostatni dzień stycznia. Jutro luty czyli za kilka godzin, tak właściwie. A jak luty to można już mówić , że za cztery tygodnie zaczyna się wiosna. WIOSNA !!! Marzec czyli pierwszy miesiąc wiosny kalendarzowej.

Puszkowa starej daty jest – tak mówi przynajmniej. Co prawda, ciągle jeszcze przed nią nauka jazdy na Harleyu a narty już ją znudzić zdążyły, ale szkołę starej daty miała czyli wymagającą. Zwłaszcza panią od geografii. Nie do pomyślenia było pomylić wiosnę kalendarzową z astronomiczną !!!!! Kalendarzowa to : marzec, kwiecień, maj czyli miesiące wiosenne a astronomiczna jest wtedy ….. I tu Puszkowa truć zaczęła coś o równiku i zwrotnikach , ale starannie udawaliśmy , że śpimy.  Czyli  zaczyna się mniej więcej w okolicach 21-22 marca. I  Puszkowej tak starannie wbito to do głowy , że zgroza ją ogarnia  kiedy słyszy wątłe gwiazdeczki pogodowe, które mówią co popadnie bo i tak nie wiedzą. NO BO PRZECIEŻ JEST TO OBOJĘTNE CO MÓWIĄ .  WYGLĄDAĆ MAJĄ!!!

Pani od geografii , nie żyjąca już,  nie tylko starannie wbiła Puszkowej do głowy prawidłową terminologię . Ciekawość świata w niej zaszczepiła ogromną  i pewnie dlatego Puszkowa kocha po świecie jeździć , a najlepiej jak najdalej. Tak długo męczyło ją, czy to prawda , że poniżej zwrotnika Koziorożca Słońce w południe jest na północy, tak długo Puszkowego męczyła , że machnął ręką i dał się namówić. I po 32 godzinach lotu Puszkowa mogła potwierdzić : tak, w południe, poniżej zwrotnika Koziorożca,  Słońce jest na północy. Jechała na północ i słońce prosto w oczy jej świeciło. Ale radość…Nic z tego nie rozumiem, ale jak ją to cieszy …

I teraz też nie rozumiem o co z tymi rynnami chodzi. I co z wiosną mają wspólnego. Kapią a właściwie ciekną już , czyli naprawić trzeba! Nic nie wiem o tym , że Puszkowa naprawianie rynien jako hobby traktuje. Raczej piekli się bo jak wiadomo , fachowców ci u nas dostatek … Różnych. Tylko z profesjonalizmem też  różnie bywa  i jak coś się psuje , wiemy : będzie problem. A  Puszkowa  cieszy się. Zwariowała po prostu.

Nie. Musiałem zapytać. I teraz już wiem :

Kapią bo mokre, a mokre bo śnieg w nich się rozpuścił. A rozpuścił bo cieplej się zrobiło. Powyżej zera. I na chodnikach też mokro. I słońce inaczej świeci . I jest faaaajnie ! I jeszcze fajniej będzie bo już wiosna niedługo. I lodu nie będzie i Puszkowa tyłów sobie nie potłucze.

Nie mam pojęcia co Puszkowej tyły z rynnami mają wspólnego, ale jeszcze bardziej się zdenerwowałem , kiedy wybiegła na zewnątrz po siekierę. No, nie! Nie  wierzę, że siekierą rynny chce naprawiać!

Ale , na szczęście, Puszkowa z tą siekierą na stawi lód poleciała. Bo tam , pod tym lodem ryby są , nie wiedzą , że wiosna idzie i na pewno się poduszą. I ona te ryby ratować musi. Wyrąbała w lodzie dziurę, poleciała do domu, przyniosła brzęczyk z akwarium z długim wężykiem, wężyk do dziury w lodzie włożyła i podłączyła. Zadziałało!

Antek z Lizusem natychmiast się uaktywnili. Psy zresztą też. Stanęli wokół tej dziury i patrzyli w jedno miejsce jak zahipnotyzowani . Antek nawet coś łapą złapać próbował. Patrzyłem z daleka na to widowisko  z cichą nadzieją ,że lód pod nimi wszystkimi się zarwie, ale gdzie tam ! Wiecie, jak to jest jak się na coś czeka ! Płonne nadzieje!

Tak więc stali i gapili się i w końcu nie wytrzymałem. Podszedłem do nich a oni jak sroka w gnat : w dziurę się gapią. I żeby chociaż ryby w tę dziurę wpłynęły i wreszcie pożyteczny pożytek z nich można by było zrobić… Ale nie. Brzęczyk brzęczy, powietrze pod lód się dostaje i co chwilę w dziurze kulka powietrza  robi BLUP.  I za chwilę znów BLUP. I znów. BLUP. I te wszystkie głupie futrzaki na te głupie BLUPY się gapiły! Wstyd po prostu!!!! I nawet lód zarwać się nie chciał….

A Puszkowa znów śpiewa.

Żeby tylko o północy nie przyszło jej do głowy wywalić mnie z łóżka, żeby   ZACZTERYTYGODNIEWIOSNA !  świętować !

Idę gdzieś się schować.

Wasz Futrzaty!

W śmietniku jest fajnie …..

A miałem nie pisać!!!!

Puszkowa stwierdziła, że stanowczo za dużo czasu spędzam przy laptopie a ona musi mnie pilnować i nic nie może sobie uszyć. A przecież wiosna już niedługo i coś trzeba zrobić ze sobą. Najlepiej schudnąć – chciałoby się powiedzieć – ale dla Puszkowej to temat drażliwy i miotłą można oberwać. Bo Puszkowa cały  czas się odchudza.  Chęci ma ogromne ale siły już nie takie… Bo jak tylko trochę schudnie , zaraz narzeka , że tak jakoś nędznie wygląda.  I chyba jednak coś by zjadła!

Dobra , o odchudzaniu Puszkowej kiedy indziej bo to temat rzeka. I na dokładkę Amazonka. Z dopływami i meandrami różnymi.

Bo dzisiaj ma być o śmieciach.  Puszkowa  zaczęła się nad nimi zastanawiać już jakiś czas temu. Bo , tak naprawdę, to tych śmieci nie ma. Niby są ale teoretycznie. Przecież jak się dobrze pomyśli to nie wiadomo skąd miałyby być.

Mieszkamy na wsi, jak już wspominałem, ale jeszcze kilka lat temu Puszkowa mieszkała w mieście. Wiecie : osiedle, bloki, podjazdy, auta i wielki, śmierdzący śmietnik. Niby z boku ale jak wiatr zawiał – nie było siły, każdy poczuł. Każde wyjście ze śmieciami było prawie jak do teatru bo zawsze na poduszkach parapetowych ktoś leżał. Różny ktoś i różne parapety ale w piżamie, tak jak teraz, wyjść się nie dało. Puszkowa ” big brothera ” nie cierpi , więc szła sobie z workami wieczorem. I  tak zresztą często kogoś spotykała, kto też wychodził wieczorem i tak sobie przy tym śmierdzącym śmietniku  z  wytwornymi workami  ze śmieciami stali, wymieniali opinie na temat filmów, pogody, rodziny czy polityki … A nie, polityki nie. Puszkowa uważa bowiem , że polityka i światopoglądy skłócą każdego z każdym i ona w takie dyskusje wrobić się nie da.

W każdym razie wyjście ze śmieciami nie było dla Puszkowej zbyt przyjemną okazją na spotkania ze znajomymi bo zna lepsze. A potem  przeprowadziliśmy się. A tu też są śmieci i śmietniki.

Śmieci zbiera się przez tydzień, śmietnik wystawia przed bramę , przyjeżdża wielki samochód, dwaj fajni panowie wychodzą, zabierają, wysypują, odstawiają a jeszcze naszym wrzaskliwym kundlom / a co! niech mają !/ jakąś kiełbaskę z bułką przez płot przerzucą. Najczęściej tak od wiosny, jak sezon grillowy się zaczyna.  Ja tam bym tym dwóm głupkom nawet patyka z szaszłyka nie dał a tu proszę , pełna kultura. Teraz wiem , dlaczego Cwaniak i OMC tak na środę czekają. Ich PANOWIE OD ŚMIECI  przyjeżdżają !

Głodni co prawda,  nie chodzą, nawet jakaś dieta by im się przydała, ale co za darmo i cudze  - lepiej smakuje. Nieważne, że Puszkowa dzień w dzień im gotuje. I tak od kilku lat. Sobie nie ugotuje  bo po co … Odchudza się przecież. A psom dzień w dzień. Jak gdzieś wyjeżdża , gotuje na tydzień albo dwa i wtedy Inna Puszkowa przychodzi i psami się zajmuje. Nami zresztą też – chociaż nie wiem po co. Wiadomo, że  koty są fajniejsze, mądrzejsze , bardziej samodzielne a w łóżku śpią bo lubią. Pod samochodem też można  spać , w garażu, na stercie drewna do kominka …. Ale przecież nie my ! Bo ja….

 Przestań wreszcie o sobie !!! Miało być o śmieciach ! To ja, Puszkowa. Musiałam              się wtrącić bo mógłby tak godzinami.. Wróć do tematu, kocie przemądrzały! 

No właśnie o tym mówię!!!!!     I zauważyłem ostatnio, że tych naszych śmieci jest coraz mniej. Puszkowa zresztą też to zauważyła . Nawet nie można zrobić przyjemności PANOM OD ŚMIECI ładując im wielki śmietnik, aby docenieni się poczuli. Nie ma śmieci i już !

I zaczęliśmy sprawdzać: papier – Puszkowa odkłada na makulaturę, folia – do worka na folię, szkło – nie ma , plastiki – do worka na plastiki, metal- tylko nasze puszki. Opakowań po sokach i napojach gazowanych nie ma , bo Puszkowa uważa , że świństwo to jest straszliwe. Sama robi soki z naszych owoców i w puste słoiki pakuje. Wody zresztą też nie kupuje bo mówi ,że nie wiadomo , co w środku jest i lepiej jakiś kompot lub przegotowaną wodę z własnym sokiem zrobić. Resztki obierkowe czyli po warzywach : na kompost. A jak są inne resztki , mniej warzywne : psy zjadają przy okazji swojej gotowanej kolacyjki / i my,  jak się uda zwędzić ze stołu/ . Czyli żadnych resztek spożywczych nie ma – zresztą Puszkowa tak gotuje żeby jak najmniej jedzenia zostawało. Woli ugotować świeże.

I tak sobie staliśmy i wymienialiśmy różne rzeczy , które można wrzucić do śmietnika , żeby PANOM OD ŚMIECI przykro nie było , że ta ich praca , być może, niepotrzebna jest…..To nie, to nie, to nie …… Okazywało się , że zawsze można coś na coś przeznaczyć.Chociażby  popiół z kominka. Puszkowa wyczytała , że świetnie się nadaje do ogrodu na przekopanie z ziemią, bo to przecież spalone drewno. Podobno, gdzieś tam w świecie, trawy i drzewa wypalają , żeby popiół był bo rośliny lepiej rosną. A my tu własny mamy i wypalać nic nie trzeba.

I okazało się , że jak się dobrze zastanowić, ale tak naprawdę dobrze  , żadnych śmieci być nie może. I skończą się śmietniki i śmiecenie.

Wiecie jak uważnie słuchałem  o tych wielkich, śmierdzących , paskudnych śmietnikach blokowych ? Tam to było życie!!!!!  Jak ludzie już poszli gapić się w telewizory , cały śmietnik należał do nas : KOTÓW!!!! Puszkowa mówi, że nieraz wystraszyła się wieczorem : otwiera śmietnik a stamtąd wybiega stado spłoszonych , wielkich kocurów. Nieraz nawet nie wybiegały , tylko patrzyły aż sobie pójdzie bo im w jedzeniu przeszkadza. Przecież w tych wyrzuconych workach było wszystko o czym koty marzą. Taka wyżerka !!!!

A u nas pusto!!!! Nawet zasmuciłem się przez chwilę i jakiś taki samotny poczułem ale jak pomyślałem jak ” pachniałoby ” moje cudne futro ogarnęła mnie zgroza!!! A samotny też już się nie czuję… Antek i Lizus właśnie się obudzili i znów będę miał się z kim tłuc przed snem. Tak więc : DO DZIEŁA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wasz  Wielki Wojownik  :  Futrzaty!

 

 

 

 

Puszkowa i szybki makaron…..

Oj, chyba Puszkowa nam się przeziębiła… Chodzi skulona, bo jej ciągle zimno, skrzywiona , bo ją głowa boli, marudna , bo ….. A nie. Marudna jak zawsze. Ale nawet kawa jej nie smakuje, a to już bardzo poważny objaw.

Faktem jest , że pospać też jej nie daliśmy.

Lizus postanowił spać razem z Puszkową na MOJEJ  poduszce. Czyli naszej : mojej i Puszkowej. Ale się nie dałem! Tak go pogoniłem w środku nocy, że obudziliśmy wszystkich. Lizus powinien zrozumieć , że nawet jak śpię na drapaku a moje miejsce na poduszce jest wolne to wolne nie jest. Czeka na mnie. I wypad !

I tak łazi Puszkowa od rana… Na zewnątrz wieje, śnieg prószy a na portalu pogodowym już zmieniono prognozę z + 13 na + 9 w połowie lutego!  Jeszcze dwa dni i okaże się , że czekają nas arktyczne mrozy. A Puszkowa tego nie przeżyje. Tak już się na wiosnę nastawiła , że fakt, że mamy styczeń do niej nie dociera. W końcu jest globalne ocieplenie. Tak, tak. Nawet czytała : w Australii.

I postanowiła sobie Puszkowa trochę humor poprawić. Przypomniał jej się przepis z dzieciństwa na świetny makaron. Szybki, dobry i tfu.. zdrowy. Zawsze wydawało mi się , że zdrowy to ohydny. Ale ten jest naprawdę dobry i bardzo szybki do zrobienia .

Podaję składniki :     ugotowany makaron, najlepiej krajanka albo grube nitki, dwie duże cebule ( a zresztą : jak kto lubi , a Puszkowa akurat lubi ), olej, sól, pieprz , biały ser – obojętnie jaki.

Na oleju podsmażamy pokrojoną cebulę – na złoto. Można dodać też odrobinę czosnku. Na to wrzucamy ugotowany makaron i smażymy kilka minut razem, tak aby makaron też się  trochę podsmażył. Posypujemy solą i pieprzem.Wykładamy na duży talerz i posypujemy pokruszonym białym serem. Takim prosto z lodówki. Gorący makaron z zimnym serem bardzo fajnie się komponuje. Można posypać zieloną pietruszką – jeśli ktoś lubi.

I wszystko. Do tego wielki kubek gorącej herbaty z melisy lub pokrzywy z sokiem malinowym lub wiśniowym …. i finito!!! Pychotka. Lekkie, dobre , szybkie i zdrowe.

I można się przeziębiać. Albo lepiej nie.

Nie zna ktoś jakiegoś portalu pogodowego przewidującego + 23 od 5 lutego ?

Bo z Puszkową już wytrzymać nie można! Jakby mnie nie było kilka dni, to znaczy , że mi laptop zabrała!

Na razie.

Wasz Futrzaty

 

 

Antek Brzydal … biografia ….

Dzień zaczął się głośno. I wcześnie. Tak około piątej rano.

Spałem sobie w najlepsze wtulony w Lizusa , ciepło mi było, mięciutko i  wygodnie. Lizus chrapie jak śpi więc gdyby nie to , że chrapie trochę głośno, czułbym się jak na łóżku wodnym. W górę i w dół. W górę i w dół. W górę i …

I rozległ się taki wrzask Puszkowej , że mało z tapczanu z Lizusem nie spadliśmy. A potem to już było tylko … no to co słychać, gdy ktoś budzi się gwałtownie , wcale tego nie chcąc. Puszkowa wyskoczyła z łóżka jak oparzona, chwyciła niewidocznego do tej pory Antka i tylko zobaczyliśmy go jako rozmazaną smugę w stylu ” Hej, przeleciał ptaszek! …”. Niezbyt gwałtownie  i z miękkim lądowaniem , ale poleciał.

I już wszystko było wiadome. Antek znów podlał Puszkową. A właściwie jej kołdrę.

Bo Antek to taka oferma jest. Jak jest ciepło i wygodnie , w życiu się do kuwety nie ruszy. Wątpię, czy nawet się budzi , bo to , że nie otwiera oczu to już podejrzeliśmy. Puszkowa początkowo tłumaczyła go, że po wypadku i trzeba być wyrozumiałym , zresztą bardzo rzadko to mu się zdarza. Co prawda to prawda ale NAM czyli mnie i Lizusowi jeszcze to się nie zdarzyło nigdy. A Antkowi trzeci raz. Ale Puszkowa Antkowi wszystko odpuszcza.

Z tym wypadkiem to prawda. Tylko nikt nie ma pojęcia co i kiedy się stało. Najpierw Antek, który nigdy urodziwy nie był, zbrzydł jeszcze bardziej. Schudł, oczka i tak miał zawsze małe ale teraz miał jeszcze mniejsze i tak jakby niewidzące i zaczął dziwnie chodzić. Najpierw się zataczał. Potem chodził sztywno jak robot aż po krótkim czasie wszyscy przerażeni zobaczyli, że Antek władzy w łapach już nie ma. Leży na brzuchu, nie je, nie reaguje na nic , tylko na  głos Puszkowej  . I tylko  czołga się w jej stronę. I nie widzi. Puszkowa już wcześniej była z nim u Lekarza Od Kotów , jak tylko zaczęły się problemy z łapami, ale powiedział jej , że to po bardzo ciężkim kocim katarze. I trzeba oba koty wzmacniać różnym witaminami. .Bo tam , skąd zostali zabrani nikt o nie nie dbał i widać  że z życiem ledwo uszli.

Antek i Lizus są braćmi, chociaż w ogóle na braci  nie wyglądają. Kiedy Puszkowa zabrała je z domu , gdzie nikt ich nie chciał, obaj byli bardzo chorzy. Prawie nie widzieli, prychali, kichali i w ogóle jakoś tak zbyt pięknie nie wyglądali. Ale skoro nikt ich nie chciał to na pewno chce Puszkowa. I tak u nas się znaleźli.

Puszkowa  leczyła ich , karmiła smakołykami, rozpuszczała. Nawet na kanapie spać mogli. Puszkowa dla innych kotów / a jak wiecie , jest nas ogółem sześć sztuk/ nigdy taka tolerancyjna nie była . Czasami któremuś udało się cichcem do domu dostać i w jakiejś szafie zakamuflować, ale Puszkowa znała te wszystkie tajne , kocie miejsca, tak więc na hasło Puszkowej : ” KOCIARSTWO, WYPAD!!!”  sami z tych kątów wyłazili. Bo przecież głupio aby Puszkowa z szafy wielkiego kota wywlekała – dla kota głupio. A jak go kto zobaczy?

I jak tylko Antek i Lizus u nas się zjawili , skorzystali na tym wszyscy. Puszkowa wielki drapak przytargała, kącik śniadaniowy pod kaloryferem zrobiła i obiadki gotowała. No, może nie gotowała ale na pewno podawała i to na porcelanie. A jak zjawiłem się JA, ta porcelana taka jakby szlachetniejsza nawet się zrobiła. Bo ja to jako ostatni się zjawiłem. I najważniejszy.

Ale wtedy to Antek tym najważniejszym był. Jak Puszkowa zobaczyła   jak szybko stan Antka się pogarsza… !!!  Jak wyrwała z Antkiem pod pachą …!!! Nawet do specjalnego pojemnika go nie włożyła. Samochód i sprintem do Lekarza od Kotów. Zadzwoniła zresztą ,że mają na Antka czekać, bo źle z nim jest straszliwie i ona nie wie co się dzieje.  I jak tylko przyjedzie mają się Antkiem zająć, natychmiast!!!!!

A tam była kolejka…. Kotów, psów, świnek morskich i innych takich. O, królik jeszcze był… Sami oczywiście nie przyszli tylko  z różnym NIBY-WŁAŚCICIELAMI. NIBY-WŁAŚCICIEL  to taki co ma dać jeść, podrapać i zapewnić święty spokój, żeby jego pupil wyspać się i wypocząć mógł. I ci NIBY-WŁAŚCICIELE siedzieli sobie grzecznie w kolejce, wymieniając się doświadczeniami w stylu : ” A moja Pusia to tylko wątróbeczkę…”  albo ”  Mój Pimpek rybkę i tylko gotowaną bo po wędzonej brzuszek go boli”. Szczegół, że Pimpek waży 60 kilogramów i szczeka grubym basem a rybka MUSI  być gotowana bo wędzonych wielorybów jeszcze nikt nie widział. Ale przecież dla Swojej Mamusi ciągle małym szczeniaczkiem jest…  I tak sobie różne uwagi wymieniają a Antek już przytomność traci…

Puszkowa , oczywiście  , żadnych kolejek nie uznaje gdy chodzi o ratowanie zwierzaków i zażądała pomocy dla Antka natychmiast !!! Bo… nie wiadomo co ale groźnie będzie. Kolejka uciszyła się  i jakoś wszyscy zrozumieli , że Antek  do leczenia jest pierwszy. Lekarz Od Kotów poprosił tylko, żeby chwilkę zaczekać , bo zabieg robi i zaraz Antkiem się zajmie a na razie pomocnicę przyśle. I przyszła LELIJA…

LELIJA akurat praktyki miała u Lekarza Od Kotów ale jakoś te praktyki to tak nie bardzo jej pasowały. Tak właściwie, to miała modelką być czy inną znaną osobą ale matka uczyć się kazała i jakoś ta LELIJA  trafiła do Lekarza  Od Kotów. Bo , podobno, weterynarze nic nie robią a kasę straszliwą zarabiają, a te zwierzątka to takie miłe i puchate / na zdjęciach widziała…/. Więc poszła ta LELIJA na kurs dla przyszłych weterynarzy , że niby ona , w perspektywie nawet na studia pójdzie , ale na razie te śliczne, małe,puchate, zwierzątka okazywały się wielkimi,  obślinionymi, warczącymi psami lub zagrzybionymi i zarobaczonymi kotami. I ona miała ich wszystkich dosyć.

A tu jeszcze do jakiegoś Antka wyjść jej kazali jak ona właśnie nowy numer czasopisma   ” Jak być piękną i bogatą nie mając wykształcenia ” otwierać zaczęła. Więc wyszła, spojrzała na nieprzytomnego  Antka  i / według niej/   niesłychanie fachowo i profesjonalnie zapytała :

- To co, usypiamy?…..

Znacie już Puszkową? Znacie. Więc wyobrażacie sobie co się działo dalej….. Najłagodniejszym stwierdzeniem Puszkowej było, że ona, tę LELIJĘ  to sama tu uśpić może, zaraz i bez znieczulenia… Najłagodniejszym, powtarzam.

Na szczęście Lekarz Od Kotów usłyszał awanturę, zabieg szybko skończył i Antkiem się zajął. Dwa dni leżało to biało- rude nieszczęście po kroplówkami , zastrzyki brał przez miesiąc ale udało się. Lekarz Od Kotów stwierdził , że prawdopodobnie z czymś Antek miał bliskie spotkanie trzeciego stopnia i to coś centralny układ nerwowy mu uszkodziło. I że jest nadzieja bo  Antek młody jest  i jakoś te nerwy powinny się zregenerować.

I zregenerowały się. Jakoś. Antek wzrok odzyskał, chodzić też już chodzi prawie normalnie. Nerwowy tylko jest strasznie … No i czasami mu się zdarza to co się zdarza. Ale jak mówiłem , Puszkowa mu odpuszcza. Tylko marudzi, że proszku do prania kupować musi więcej niż zwykle. Najważniejsze jednak jest , żeby Antek zdrowy był.

A na jego brzydotę i tak już nie ma lekarstwa. Dlatego też mi go trochę żal. W końcu nie każdy może być tak piękny jak ja!!!

Wasz, zawsze piękny i skromny , Futrzaty!

 

 

 

Ferie się zbliżają ….

- W czasie deszczu dzie…..ci…  się  nu….dzą…….  -  śpiewała a właściwie wystękiwała Puszkowa , wisząc jedną nogą w powietrzu. Na drugiej próbowała utrzymać równowagę, stojąc na oparciu krzesła i wywlekając coś z najwyższej półki w szafie.

Patrzyłem na jej popisy cyrkowe z wielkim zainteresowaniem, zastanawiając jak  długo wytrzyma i z jakim skutkiem. Bo skutki wywlekania czegoś z szafy Puszkowa przeżyła już różne. Łącznie z  naderwanym ramieniem  po przewróceniu się krzesła i gwałtownym zawiśnięciu Puszkowej na jednej ręce. Puszkowa ramię ma, oj ma, ale reszta też jest do tego ramienia dopasowana proporcjonalnie . Ramię na szczęście wytrzymało – ale tak trochę tylko. I Puszkowa długo musiała je leczyć.

Ale najwyraźniej  zapomniała już jak boli naderwane ramię .Wywlekła wreszcie to co chciała i zeszła z krzesła . Spojrzałem na to o co tak pracowicie Puszkowa z szafą walczyła i zdziwiłem się … Puszkowa wyciągnęła nową pościel. A przecież nie dalej niż godzinę temu  całą swoją pościel w sypialni zmieniła. I nie dlatego , że, Antek potraktował łóżko tak samo jak poprzednio czyli Kuwetę-Full-Wypas.

Razem potraktowaliśmy. No, może nie jak kuwetę , ale tłukliśmy się i trochę narozrabialiśmy.  Ale to wina Puszkowej. Po co nam nasz pokój zamknęła? I po co jej doniczki z  roślinami  w sypialni? A butelka z wodą przy łóżku? A ona co? Pieczeń ? Co chwilę podlewać się musi?  Jak sama się podlewa , jest dobrze. A jak Antek ją podlał, to darła się przez godzinę i do teraz o tym przypomina.

( To ja – Puszkowa. Ależ ten Futrzaty jest nierozgarnięty! Przecież  nie podlewam się tylko piję !)  

Ale my przecież też nic nie podlewaliśmy. Ja tylko zrzuciłem doniczki na podłogę, Antek przewrócił butelkę z wodą i potem w trójkę się w tym tłukliśmy. I goniliśmy po łóżku.  A Puszkowa wpadła w chwili, kiedy walka była tak zażarta / ciągle na tym łóżku/, że nawet nie słyszeliśmy jak weszła i nie zdążyliśmy zwiać.

Następne 15 minut pomińmy milczeniem.

Ale sama zmiana pościeli też była fajna. Jak Lizus już się odważył i wylazł z najciemniejszego kąta, zaczął znów rozrabiać. Lizus myśli, że jak on jest taki bialutki, tłuściutki i milutki to wszystko mu wolno. I wlazł w poszwę na kołdrę w chwili kiedy Puszkowa już ją na kołdrę założyła i zamek zaciągała. I położyła na łóżko.

Ale że nie zdziwiła się, że ta kołdra jakaś taka cięższa się zrobiła? Szkoda , że nie widzieliście miny Puszkowej jak kołdra sama próbowała wydostać się ze środka, drapała, szalała i w końcu na podłogę spadła. Ale mieliśmy ubaw!!! Puszkowa jakby mniejszy ale też się śmiała…

I  tak sobie siedziałem, myślałem i zastanawiałem się po co Puszkowej następna pościel. Wróżką przecież nie jest, żeby wiedzieć z wyprzedzeniem o naszych pomysłach.

I przypomniałem sobie:  przecież za kilka dni będzie u nas MŁODZIEŻ !  Ferie zimowe się zaczynają. I MŁODZIEŻ kilka dni spędzi z nami. Na wsi. A MŁODZIEŻ  miastowa jest.

Ogółem MŁODZIEŻ  jest fajna. Wielka, chuda i ponura.

Puszkowa mówi , że ponura , żeby podtrzymać mit ponurego nastolatka. Bo jak wiadomo: nastolatek musi być ponury , zmęczony życiem, musi go  interesować NIC bo przestał być dzieckiem i teraz już  wie, co to prawdziwe życie.

Puszkowa , oczywiście, z MŁODZIEŻY  się naśmiewa. Najbardziej  bawi ją jak MŁODZIEŻ siedzi w samochodzie z miną cierpiącego za miliony. Puszkowa zadaje mu wtedy podstępne pytanie w  stylu : ” Co  ci jest ?”  albo ” O co chodzi ?”. I zawsze,  po prostu , zawsze pada odpowiedź , że „NIC”  albo ” O NIC”. Głosem, oczywiście  ponurym, przepojonym wielką  niechęcią do wszystkich i wszystkiego a jednocześnie głęboko zatroskanym o obecną kondycję świata . Bo do wszystkich musi dotrzeć , że MŁODZIEŻ ma na barkach ciężar tego  świata właśnie / wiadomo : MŁODZIEŻ PRZYSZŁOŚCIĄ NARODU – czy jak to tam szło / , wszystko wokół jest szare i  ponure a radość okazywana z  okazją czy bez traktowana jest jako dziecinna lub co gorsza objaw zdziecinnienia starczego. Nastoletnia MŁODZIEŻ  boleje zresztą nie tylko nad losem świata. Troszczy się również o jego rozwój  technologiczny i finanse. Zwłaszcza finanse.

Generalnie, chodzi o to , że na rynek wszedł  nowy model konsoli do gier  lub nowy model smartfona. Albo jakaś nowa gra, która MŁODZIEŻ  w telewizji zobaczyła. Wytwórcom gier, konsoli czy smartfonów z serii  5 , 6 czy 7 właśnie o to chodzi. Przecież wiadomo, że jak jest „czwórka”  to ” trójkę ”  od razu wyrzucamy na śmietnik, podkutym butem ją wpierw potraktowawszy a jak jest ” piątka” , z taką ” czwórką ” pokazać się wstyd jest  i obciach i właściwie  lepiej z domu nie wychodzić. A najlepiej pominąć numer porządkowy i pokazać się od razu z numerem następnym – i to jeszcze przed wpuszczeniem do produkcji.

I siedzi taka MŁODZIEŻ  rozwojem świata zmartwiona , bo te wszystkie numery do niej, tej MŁODZIEŻY jeszcze nie dotarły. A nawet nie mogły bo premiera jakiegoś numeru odbyła się wczoraj, późnym wieczorem albo cały czas trwa jeszcze / różnica czasu się kłania/.

Dlatego ta MŁODZIEŻ nieszczęśliwa jest.

A tu, na wsi,modele wszystkiego sprzed roku, dwóch a nawet , o zgrozo!!!! trzech. Średniowiecze takie!!!!!!

Nic. Pomogę Puszkowej w wyszukaniu bardziej odpowiedniego zestawu pościeli. Bo w baranki chyba być nie może. A w czachy nie mamy.

Na razie.

Wasz Futrzaty.

 

 

 

 

Puszkowa szuka dobrych stron…

- Nie cierpię upałów … – mruknęła Puszkowa , nie odrywając wzroku od monitora.

Spojrzałem jednym okiem a nawet tylko kawałkiem , bo mi się obu otwierać nie chciało. I nic. Nie reagowałem. Pomyślałem tylko , że pewnie  jej sprzątanie zaszkodziło.

- Nie cierpię upałów  ! – powtórzyła trochę głośniej i spojrzała na mnie, sprawdzając czy słyszę.

Oczywiście ,że słyszałem. Ale z nią nie rozmawiam. Przynajmniej do jutra. Muszę dać jej czas na zastanowienie się nad sobą. Niech sobie mówi co chce, nawet największą bzdurę – nie będę reagował. Bo Puszkowa podpadła mi dzisiaj straszliwie : POSPRZĄTAŁA NASZ  POKÓJ  !!!!!! .

Nasz pokój to pokój ” szyciowy” . Puszkowa spędza w nim najwięcej czasu : prasuje, szyje, znów prasuje, wyrzuca to co uszyła, prasuje co innego , szyje co innego i tak w kółko. Tutaj ma pochowane wszystkie szyciowe książki i gazety, różne zamki, guziki, materiały , wełny i cały ten miły, mięciutki bałagan w którym tak bardzo lubimy tarzać się z naszą bandą a potem sobie w tym śpimy.

Ja , na przykład, uwielbiam pudełko z zamkami błyskawicznymi. Po tym jak udało mi się wyekspediować z niego Lizusa – raz na zawsze  / w końcu był na to pudełko za gruby/, stało się moim ukochanym pudełkiem. Denerwowało mnie tylko czasami gdy  Puszkowa potrzebowała jakiś zamek i to wtedy, gdy spałem w najlepsze.To nie jest nic fajnego jak cię w środku snu przewracają na różne strony bo  czarny zamek jest potrzebny. Już i w tej chwili.  Antek i Lizus  poupychali się w szafie bo niby wygodniej na materiałach  ale jak Puszkowa jakiś potrzebowała , wypadali z szafy razem z nim. Czyli i tak ja miałem lepiej.

Puszkowa zbyt często nas stąd nie przeganiała , przywlokła tu również laptop i to szycie tak jakoś  jej się mocno spowolniło. Twierdziła, że teraz to ona z internetu wchłania teorię a co z praktyką to się okaże. I tak sobie miło żyliśmy w tym całym bałaganie.

I dzisiaj zaświeciło słońce. Nie na długo ale wystarczyło. Puszkowa doznała olśnienia energetycznego i ruszyła przed siebie. Czyli w nasz pokój. Laptop schowała, nas wywaliła i zaczęła sprzątać. Co gorsza, posprzątała. Bo teraz będzie  teorię w czyn zamieniać i czas na praktykę właśnie nadszedł.  Tak powiedziała.

Jak zobaczyłem moje pudełko, zamarłem. Zamki , które do tej pory były porozwalane bez ładu i składu , tworząc mięciutkie legowisko, poukładane zostały równiutko – wszystkie w jednym kierunku. Nici – poukładane. Materiały złożone w równą kosteczkę. I żadnych na podłodze.  Jak my się mamy w tym wszystkim odnaleźć? Komu to przeszkadzało?

I obraziliśmy się na nią…

A jej energetyczne olśnienie jak zapłonęło tak zgasło. Laptop wywlokła z powrotem i zaczęła szukać nowej teorii szyciowej – że niby dalej uczyć się chce a  praktyka to będzie jutro. A może jak schudnie. Albo na wiosnę.

No bo wiosna ma być niedługo. A potem lato. Czyli tez niedługo.

Widać było , że resztka tego energetycznego kopa jeszcze w niej się tliła, bo naraz stwierdziła, że należy zawsze, w każdej sytuacji , szukać dobrych stron. Bo to mobilizuje. Na przykład :

-    wywaliła się wczoraj i potłukła  - znaczy : za ciężka jest, trzeba ćwiczyć i ona już teraz ćwiczyć będzie. Następnym razem padając na lód nie wyrżnie w niego jak worek ziemniaków, tylko lekko i z wdziękiem unosić się będzie nad nim jak płatek śniegu.

Chyba raczej jak bałwan. Też ze śniegu.

- zimno i paskudnie –  znaczy : o ileż milej będzie można doceniać zieleń, ptaszki, motylki itp. No i komarów nie ma! Os i szerszeni.

Rany!!! Nie ma też słoni, tygrysów i krokodyli nilowych. O orkach i rekinach nie wspominając.

- ciemno jest wcześnie  - czyli z książką można sobie posiedzieć , kulturę nadrobić…

Aha. Książka. Już to widzę. W internecie i na forach różnych siedzi. A z tego co czyta w książkach kultury na pewno  nie nabierze. Bo kocha kryminały wszelkiej maści. I nawet nie w oryginale .

-  tak właściwie to w tym lecie gorąco jest , duszno, same komary i szerszenie , brak kultury i upały, a ona nie cierpi upałów. I taka ta zima jest fajna, rześka  , tak świetnie biega się po tym śniegu białym i puszystym lepiąc bałwanka. No więc trzeba kochać zimę bo niedługo jej nie będzie… I ona od teraz tę zimę kocha . Bo w życiu trzeba widzieć same pozytywy i dobre strony tego co jest.

I tu futro dęba mi stanęło. Puszkowa się zepsuła!!! Nie marudzi tylko zachwyca się byle czym! Może jeszcze na ten półłysy śnieg wyjdzie a na lodzie „Jezioro łabędzie ” odstawi ! Całe,  w pojedynkę i z rozpisaniem na role!

Nie, coś jest nie tak.

Ale, jak wiadomo , jestem genialny / a skromność to moje drugie imię/ i dotarłem do sedna. A właściwie do sedna awarii Puszkowej. Przyszło olśnienie energetyczne? Przyszło. Dużo i naraz? Dużo i naraz. Czyli : Puszkowa uległa przepięciu energetycznemu. Sprawdziłem w internecie :  zgadza się.

I teraz mam problem. Jak naprawić Puszkową ???

Może do jutra jej przejdzie i znów będzie marudzić jak zawsze. I wtedy wiadomo będzie, że to nasza , oryginalna Puszkowa. A jak nie ?

Wasz, trochę zmartwiony, Futrzaty.

 

 

-

 

Zwidosłuchy czyli jak Puszkowa w styczniu na wiosnę czekała …

- Mam wrażenie, że słyszę dźwięk kosiarki… – powiedziała Puszkowa w zadumie patrząc za okno.

Spojrzałem na nią z politowaniem. Żal nawet mi się jej zrobiło. Puszkowa nie mogąc zapaść w sen zimowy , zapadła w jakiś letarg. Zimno, ponuro więc najlepiej przeczekać. Wiem, że styczniowa Puszkowa zawsze jest jakaś taka lekko  ścięta, jak mówi nasza sąsiadka , widząc męża po wypłacie. Być może , męża sąsiadki też nachodzi chandra styczniowa i w dzień wypłaty się nasila , ale to chyba jednak nie to.

Puszkowa kocha ryć w ziemi. Jak dżdżownica . Albo kret. Kret to chociaż wylezie  na chwilę, popatrzy, zobaczy psy i włazi z powrotem. A Puszkowa z wiosną wpada w trans. Jak rano wyjdzie grzebać, tak wraca jak ciemno. Sąsiad nawet kiedyś zwrócił jej uwagę, że przecież ciemno i nic nie widać, ale radosna Puszkowa odpowiedziała , że  przy młodej cebuli grzebie, a młoda cebula jasna jest to i  światło księżycowe odbija. Taki inny sąsiad , nie mogąc wyjść z podziwu nad grzebiącą Puszkową, powiedział jej komplement życia :

-  Tyyyyy!  Ty to jak glebogryzarka!

I zwiał  - tak się zawstydził mocy podziwu zawartego w komplemencie. Puszkową przytkało z lekka, zarumieniła się wdzięcznie i wreszcie poczuła się doceniona. Mówiła potem zresztą , że sąsiad , jako mocno starszawy, żałuje pewnie , że wcześniej jej nie poznał, bo i robotna  i gotować potrafi  i na puszki zarobi. Nigdy więcej nic miłego jej nie powiedział – charakter taki,  ale Puszkowa do końca życia komplement pamiętać będzie.

Mieszkamy na wsi właśnie przez to rycie Puszkowej. Mówiłem już zresztą o tym. Zaparła się i już. Ciągle powtarzała, że chwila w której po ryciu nie będzie  musiała wracać  do miasta a najnormalniej w świecie ściągnie kalosze i wejdzie do domu , będzie jedną z najpiękniejszych chwil w jej życiu. I tak się stało.

I tak sobie Puszkowa ryła, ryła , posadzone kijki rosły i pozamieniały się w drzewa, owoców zaczęło być więcej niż słoików a rozpaczliwe jęczenie : „matko jedyna, co ja z tym zrobię ?  ” lub ” kto to przeje ?!!!”  stały się hasłem każdego lata . Puszkowa jakoś to wszystko sobie zorganizowała , owocami  podzieliła z każdym kto chciał a kto nie chciał za darmo to się pozamieniała   w stylu : „śliwki na buraki ” , popatrzyła gospodarskim okiem  i naraz odkryła , że nie mamy TRAWNIKA. Trawnik być musi bo gdzie te leżaki postawi, parasol czy namiot dla młodzieży, żeby komary po nocach ją / młodzież / żreć mogły.

No i coś z tym trzeba zrobić. Trawnik musi być.

Teraz mamy już bardzo duży trawnik. Co roku zmniejsza się , co prawda, troszkę bo Puszkowa ciągle coś sadzi na tzw. obrzeżach i mam wrażenie , że te obrzeża są coraz większe. Ale trawnik i tak jest wielki. Kiedyś jednak go nie było.Zamiast niego  była  taka wielka kupa gruzu i śmieci po budowie i widok był nieciekawy. Puszkowa zawołała więc firmę od trawników. Przyjechała Pani z Panem, popatrzyli wokół okiem fachowym i stwierdzili :

- Oooo, to będzie kosztowało!!! .

Puszkowa te ” oooo” policzyła i wyszło jej , że jeśli to są zera to ona tyle kasy nie ma. Pani zresztą zaproponowała, że za pierwsze trzy ” o” mogą ogród posprzątać, wygrabiwszy śmieci z rożnych kątów.Bez wywozu – to już Puszkowa sama ma załatwić. Pani nawet może dać wizytówkę znajomego Wywozu .  Puszkowa grzecznie podziękowała w wytwornym stylu : DZIĘKUJĘ, ODEZWIEMY SIĘ JAK UZGODNIĘ Z MĘŻEM  i postanowiła ten trawnik zrobić sama. Grabiła, kopała, wywlekała z ziemi cegły i kawały betonu, które Panowie Budowlańcy pozakopywali, żeby Puszkowa myślała, że tacy porządni są  i pierwszy kawał trawnika został zrobiony. Puszkowa oddzieliła nawet ten pierwszy kawał taśmą z napisami w stylu: PRZEJŚCIA NIE MA – MIEJSCE MORDERSTWA ale nasze psy- analfabeci i tak po tym nowym trawniku biegały. Wreszcie był jakiś równy kawałek bez folii i szkła.  Puszkowa w końcu machnęła ręką na to uznawszy , że ktoś ten trawnik ubić musi więc mogą to być nawet psy- jak chcą. Chciały.

A potem powstał nowy kawałek, i nowy kawałek … aż powstał cały nowy , wielki trawnik.

Puszkowa kupiła sobie kosiarkę i zaczęło się … Tak co trzy dni Puszkowa chodziła po trawie , patrzyła na nią i stwierdzała, że za wysoka jakaś taka się zrobiła. Na początku nawet z nożem chodziła i chwasty wycinała z korzeniem , ale na szczęście to akurat  jej przeszło. Potem sąsiad – ekolog postanowił u siebie posiać trawnik ekologiczny i cały ten trawnik przesiał się do nas. Koniczyna głównie. Puszkowa stwierdziła jednak , że koniczyna jest fajna, można wianki z kwiatów upleść i bardzo zapach tych  koniczyńskich kwiatów lubi. Tyle , że ani razu żadnej koniczynie nie udało się zakwitnąć. Puszkowa łapała kosiarkę i do roboty ! Co trzy dni przez trzy godziny ! A jaka zadowolona za tą kosiarką szła! Przodownik pracy socjalistycznej : rumiane policzki, rozwiany włos i śpiew na ustach. I tak jej zresztą nikt nie słyszy  jak śpiewa bo kosiarka wyje jak oszalała, ma własny napęd  i czasem jedzie tam gdzie chce ona. Kosiarka. I trzeba jej pilnować.

I Puszkowa śpiewa i kosi. Ale co tam jeden  trawnik! Dwa trawniki!  Trzy trawniki!   Jak już nie było co kosić, Puszkowa wyłaziła za działkę z tyłu na tzw. miedzę i miedzę kosiła. Pod hasłem , że za płotem też ma być ładnie. Miedzę naszą i nie naszą. Po horyzont… No, tu już się zapędziłem. Do następnego sąsiada, który z lekkim niepokojem obserwował rozwianą sąsiadkę na końcu wielkiej kosiarki. Z niepokojem i nadzieją, że może on też się załapie bo jego uczucia do koszenia trawnika są zgoła odwrotne od uczuć Puszkowej.

I jak już Puszkowa to wszystko pokosiła, brała krzesełko, robiła kawę, siadała przed tym trawnikiem i PODZIWIAŁA. Że to teraz takie równe, ładne i zielone. Takie pachnące. Takie uporządkowane i w ogóle ona , Puszkowa,  jest genialna, pracowita i tak dalej…. Czyli  trawnik służy Puszkowej do samozachwytu i humor jej poprawia.

A teraz nie ma co kosić. Trawę to teraz najwyżej odśnieżarką można by było przelecieć , ale to jednak nie to. Kosiarka ma być i już. I to wszystko co z kosiarką jest związane czyli wiosna, lato i tak dalej …..I dlatego pewnie Puszkowa  ma zwidosłuchy.

Hm, nie wiem jak teraz Puszkowej przekazać , że brak kosiarki w organizmie to nie jej jedyny problem. Puszkowa wysiała pelargonie. Pelargonie wzeszły. Ale Antek i Lizus uznały , że taka fajna ziemia to świetne miejsce na wygrzebywanie tych pelargonii. Też tam byłem…..

Na razie.

Wasz Futrzaty.

I znów o rybach….i gotowaniu …

Mówiłem już , że Puszkowa to oferma ? A nie, ona sama to mówiła.

I tu przyznaję jej rację. Jak nigdy. Bo Puszkowa znów się potłukła. Szła, szła i leżała. Teraz siedzi skrzywiona, obolała w nowych miejscach i twierdzi , że to moja wina.

Bo polazłem i się zgubiłem. A ona mnie szukała / twierdzi, że ze łzami w oczach …/ , szukała i nie mogła znaleźć . No i od tego szukania się potłukła.

Pewnie , że się nie zgubiłem. A co, ja Puszkowa jestem ? Tylko ona gubi się na pierwszym zakręcie i musi pamiętać charakterystyczne punkty otoczenia, bo inaczej nie wróci. Czyli i oferma i gapa.

Ale wróćmy do mnie: wcale się nie zgubiłem. Zachęcony poprzedniej nocy nogą Puszkowej odkryłem ŚWIAT.  Tamten świat nocny był ciemny i straszny / bo wiecie, te wilki co wyją i takie tam różne…/, świat w jasny dzień jest dużo, dużo ciekawszy. Widziałem nieraz jak Lizus i Antek zwiewają przez drzwi na zewnątrz ale tak mnie Puszkowa nastraszyła, co mi się tam może stać, łącznie z tym, że ukradną, zjedzą i na kocią skórkę przerobią, że długo jej w to wierzyłem i bałem się. Zresztą , tłuczenie kotów przez szybę też jest fajne, bo nie oddadzą. Psów zresztą też …. no chyba, że Cwaniak sobie drzwi otworzy jak Puszkowa nie widzi. Generalnie , on chyba lubi koty bo tylko się do mnie uśmiecha. Ale co się będę spoufalał :  prychnę, pacnę  i mam spokój. Szkoda , że nie widzicie wtedy jego miny :  ” a tak chciałem się zaprzyjaźnić…”. Na pewno. Ja tam mu nie wierzę. Nieraz widziałem jak gonił inne , zaprzyjaźnione z nim koty. Taki żarcik…. o prędkości 50 kilometrów na godzinę . Albo i więcej.

Ale teraz nigdzie go nie widziałem.No i sobie poszedłem. Lizus i Antek też poszli, ale beze mnie.

I wtedy czyli dzisiaj  odkryłem, że mamy staw. Staw to takie mokre miejsce , w którym nie ma głupich glonojadów ale są inne ryby.Też głupie.  Te ryby są czerwone , stoją w jednym miejscu i czekają na wiosnę. Wszystkie w jednym miejscu czekają. Trochę nawet zdziwiłem się , że je widzę bo wszędzie jest lód. I słyszałem jak wczoraj Puszkowa mówiła, że musi coś zrobić, bo się ryby poduszą pod lodem. Widocznie coś zrobiła. Widziałem, że wczoraj z siekierą szła ale miałem nadzieję,że to na te głupie psy Innej Puszkowej  ale nie… Widocznie ruszyła z siekierą na lód. Dzięki temu mogłem sobie dzisiaj te wszystkie ryby pooglądać. I drzewa, i krzaki i ptaki. I bardzo, bardzo mi się to podobało. A Puszkowa łaziła i mnie wołała. Ale mnie nie znalazła. Znalazłem się sam.Jak zmarzłem.

To by było tyle o rybach. Zresztą w ogóle nie chciałem pisać dzisiaj o sobie, bo dzisiaj miał być tylko PRZEPIS. Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać.No to teraz PRZEPIS.

Jak wiecie Puszkowa jest bezmięsna. Ale gotuje świetnie / otwieranie puszek też jej zresztą  wychodzi!/. I przypomniało mi się jak kiedyś mieliśmy gości / no, mocno powiedziane – przyszli i się gościli sami/ . Ci „prawie”  goście mieli po lat ….. naście   i byli głodni. W tym wieku ciągle jest się głodnym Puszkowa oświadczyła wtedy , że ona to nie bar z wyszynkiem / chyba z szynką… tak myślę/ i ona takiej bandzie nastolatków gotować nie będzie. I mają ugotować obiad sami dla siebie. Ewentualnie zaprosić ją i poczęstować. I żeby bałaganu nie było. I poszła czytać.

I ugotowali. Było pyszne!!!! A oto składniki :

Podwójna pierś z kurczaka,curry w proszku, czosnek w proszku, pieprz, sól, cukier, pół kubka kwaśnej  śmietany/ a może być więcej/, kilka łyżek ketchupu, olej do podsmażenia.

Pierś z kurczaka pokroili  na kawałki, mogą być nierówne. Może być kostka, paski , co kto chce. Na patelnię wylali  olej / trochę tylko/. Rozgrzali i na to wrzucili pokrojonego kurczaka. Podsmażyli z każdej strony / po kilka sekund/ i dodali do tego curry w proszku.   Chłopaki na tego kurczaka wrzucili prawię całą torebkę. Oczywiście, zrobiła się awantura bo lubią curry i każdy chciał go wrzucić jeszcze więcej. A jak jest za dużo to smak jest gorzki. Ma być żółto a nie pomarańczowo.I znów chwilkę podsmażyli. Pachniało już wszędzie cudnie / jak ktoś lubi curry , oczywiście/. Posypali czosnkiem w proszku , zamieszali i dodali śmietanę . Dzięki śmietanie można zakombinować więcej sosu : więcej śmietany , więcej jedzenia. Do tego dali trochę ketchupu, sól, pieprz / chociaż pieprzu akurat nie trzeba, bo curry jest pikantne- ale jak ktoś musi :)/ i porządną łychę cukru. Tak żeby zrobiło się słodko i pikantnie. Zmniejszyli grzanie i tak się dusiło chwilę, z tym że mieszali co chwilę , żeby się nie przypaliło. Niby… Bo mieszać chciał każdy i każdy próbował , czy już jest dobre. Wcześniej już wstawili ryż w torebkach  i po 20 minutach była taka głośna wyżerka z tych resztek co zostały z mieszania że Puszkowa przyleciała sprawdzić, czy dla niej coś zostało. Tak. Gary do mycia.

To jest bardzo fajny przepis wymyślony przez Puszkową, chociaż pewnie gdzieś na świecie tez ktoś taki przepis wymyślił bo jest bardzo prosty i łatwy. Puszkowa mówi , że była kiedyś w restauracji indyjskiej i tak jej tam smakowało , że próbowała przepis odtworzyć ze smaku tego co jadła. W każdym razie jest to pyszne !!!!!!

Idę coś zjeść.

Na razie.

Wasz Futrzaty.

To ja, Puszkowa.” Bezmięsni”  tak jak ja też mogą taki sos zrobić , ale bez mięsa :-D . Olej, trochę mąki , mleko i mieszać, mieszać , mieszać żeby grudek nie było i zrobił się gęsty sos, śmietana i dalej już tak samo. Można posypać zieloną pietruszką – młodzież tego nie zrobiła, bo : ” zielone ich brzydzi”. No, cóż…. :)

Pozdrawiam. Puszkowa 

Zimno….. taki mamy klimat !

- Nie jest tak źle ! – powiedziała Puszkowa, oglądając w lustrze swoje  ” tyły „.

Tyły miały być krwiściefioletowe ale nie są . Może tak trochę tylko.  Jak już pisałem, Puszkowa odstawiła wczoraj na chodniku ” orła cień” nie tylko wbrew własnej woli ale i w obecności listonosza , który stojąc za bramą , mógł oglądać popisy Puszkowej na żywo i w pełnej okazałości. Listonosz na szczęście jest życzliwy i nawet zmartwił się nieco , czy Puszkowa sobie czegoś nie zrobiła.

Okazało się w końcu, że tak naprawdę nie zrobiła, ale co nam dzień swoim marudzeniem spaskudziła to spaskudziła. Więc noc była nasza!!!!

Puszkowa mogła leżeć tylko na boku – cała reszta ją bolała i nie nadawała się do niczego oprócz  bolenia. Spać nie mogła – dzielnie zresztą ją w  tym stanie ” niespania” utrzymywaliśmy. Antek dostał kataru z kaszlem i kichał Puszkowej w nos, Lizus próbował utwierdzić ją w przekonaniu, że tak naprawdę tylko on ją kocha, tylko on uwielbia i tylko on może spać na jej głowie. Puszkowa wywalała go  z poduszki ale Lizus wytrwały był i co chwilę pakował  się na jej głowę z powrotem. A ja lałem obu. Na zmianę. A jak się dało to tłukliśmy się w trojkę równocześnie – na głowie Puszkowej oczywiście.

No i Puszkowa nie wytrzymała. Wstała / a trwało to długo… w końcu wszystko ją bolało/ stwierdziła, że jest trzecia rano, jesteśmy głupsi od glonojada i …… WYPAD!!!!

Na zewnątrz. I nas wywaliła. Antek i Lizus nawet chętnie wyszli / przecież nigdy nie mówiłem , że są normalni…/. A ja się zaparłem! I co zrobiła Puszkowa? Pomogła sobie nogą. Stwierdziła, że schylać się nie może a moja pozycja ” pomiędzy” czyli częściowo na tarasie,częściowo w domu jest nie fair w stosunku do niej czyli Puszkowej bo ona marznie i  mnie  wypchnęła. Nogą. Czyli po prostu wykopała!  Dziabnąłem ją ale tylko w  papeć i ze zbyt dużym opóźnieniem. Zdążyła zamknąć drzwi.

A na zewnątrz ZIMNO. I ciemno. I strasznie. I wilki wyją . No,nie… Tu przesadziłem. Nic specjalnego nie wyło ale fajnie nie było. Lizus z Antkiem zaraz gdzieś zniknęli – mają swoje tajne miejsca ale mnie nie zabrali. Tak stałem, stałem  i marzłem. Bo naprawdę jest zimno. Puszkowa mówi , że jak jest ciemno, zimno i do d… . Nie , nie powtórzę! No więc , jak właśnie tak jest – to to jest właśnie zima. I byliśmy sobie na tarasie  w środku nocy : ja i ta zima. Podobno miała już być dawno ale Puszkowa miała nadzieję, że cały przydział zimna i śniegu został wykorzystany   w kwietniu i  jakoś się tym razem po kościach rozejdzie. I zaczęło się rozchodzić  - ale po moich. Wiem, mam futro. Piękne nawet ale moje futro jest do ozdoby a nie do grzania. Do eksponowania na kanapie i poduszce. Najlepiej haftowanej . I dalej tak stałem i marzłem.

Ale kto jest Einsteinem wygody i Poirotem genialnych rozwiązań ? No,  kto? No, kto?  JA!

Przypomniało mi się, że mamy PSY. Psy są dwa. Wielkie i bardzo, bardzo futrzane. Puszkowa mówi, że jeden to collie a drugi OMC collie/ czyli O Mało Co…- ja to tak rozumiem , że kundel ale dostałem w łeb od Puszkowej jak raz tak powiedziałem. /. Psy są, pisać o nich nie będę  bo mi się nie chce ale użyć je – jak najbardziej!

A psy sobie leżały na chodniku. Tym oblodzonym. Zadowolone z życia jak nie wiem co! W końcu im zimno nie było. Futra jak na niedźwiedziu. Myślę, że one w ogóle kochają zimno. Puszkowa wyczytała w internecie, że pochodzą naprawdę aż z Islandii a nazwa „owczarek szkocki” jest tylko ogólnie stosowana. Pewnie dlatego , że jest ich tam najwięcej . Mówiła  też , że jakiś czas temu były bardzo popularne z powodu książki i filmu. ” Lessie wróć” czy jakoś tak. Ale teraz jest ich bardzo mało, a ona Puszkowa ma ich dwa!!!  Bez  przesady : jak już, to półtora a te drugie pół to ” golden retriever ” / ale nie wolno mi o tym  wspominać , żeby OMC nie miał kompleksów / . No dobra, poczekam na zdołowanie go do innej okazji. A teraz były mi potrzebne. Właściwie tylko collie Cwaniak.

Bo to Cwaniak jest!!!  Wyczaił kiedyś , że Puszkowa ma słabość do niego / głupek ! – Puszkowa ma słabość do wszystkich!/ i to wykorzystuje. Próbuje przynajmniej! Jak jest burza albo strzelają – Puszkowa zabiera go do domu, żeby się nie stresował. A właściwie zabierała- jak mały był. A jak już urósł / a urósł – oj, dużo/ stwierdził , że jego stres jest jakby większy proporcjonalnie i postanowił sam się zabierać do domu. Drzwi sobie otwiera. Nic nie pomaga: żaden papeć, ścierka czy nawet packa na muchy. Trzeba psa wynieść i tyle. Całe 35 kilogramów. Puszkowa nawet nabrała wprawy w wynoszeniu tego kombinatora i myślę , że , to też jest częścią rytuału i bardzo się Cwaniakowi podoba.

I właśnie Cwaniak przyszedł mi do głowy. Przynajmniej raz do czegoś się przyda.

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Cwaniak zresztą nie miał nic przeciwko temu : noc, nic nie idzie, żaden kot, pies czy kura nie łazi, rowerzysta ani traktor nie jedzie. Po prostu nuda! Spać przecież można też w dzień a on młody jest, przystojny i czas się zabawić. I zrobił to co uzgodniliśmy – a prosić  nawet jakoś nie musiałem. W końcu robi to codziennie.

Rozpędził się i skoczył!!! A drzwi były zamknięte.

Zapomnieliśmy, że Puszkowa na noc wszystko zamyka / co jak myślę, jest jednak dla psów obraźliwe-przecież od pilnowania są one!!!/ Ale zapomniały, że Puszkowa w dzień też wszystko zamyka – i właśnie przed psami!

I łupnęło!!!! Aż zatrząsł się dom. OMC od razu zwiał, żeby na niego nie było, Lizus i Antek, dla odmiany , od razu zjawili się żądni mojej i psiej krwi. I zaczęło się….

Nie powtórzę co powiedziała Puszkowa nam wszystkim. Chodziło w każdym razie o to,że chce się wyspać. To tak mocno w skrócie. Pozostała część przemowy dotyczyła psów, kotów , włażenia do domu, tak ogólnie i z detalami . Za bardzo drzeć się nie mogła bo była czwarta rano i obudziłaby innych, ale co nam się dostało to się dostało.

Ale najważniejsze , że znów jestem w domu. Cwaniakowi się oberwało ale on obrywa za to samo kilka razy dziennie, więc ma wprawę . OMC nie oberwał bo on nigdy nie obrywa : taka sierotka jest. Antek i Lizus skorzystały z otwartych w nocy drzwi równie szybko jak ja i znów jest jak było. Musieliśmy tylko dobrze się schować , żeby Puszkowej na oczy się nie pokazywać. I tak za bardzo na nie nie widzi, bo niewyspana, ale nigdy nic nie wiadomo.

A to tylko dlatego, że zimno jest!

Sorry, taki mamy klimat   – jak mawia klasyk.

Ukryty gdzieś w kącie –   Wasz Futrzaty!

 

,

 

 

Futrzaty o Futrzatym… czyli skromność doskonała.

Dzisiaj będzie wreszcie tylko o mnie.

O Puszkowej nie ma nawet co wspominać bo siedzi obolała. JESZCZE siedzi. Bo Puszkowa skorzystała dzisiaj z zimowej aury, wyszła na lodowy lód i tak jak stała tak siedziała.

Widziałem wszystko przez okno i nawet zdziwiłem się , że Puszkowa  na tym chodniku tak szybko usiadła. Taka wygimnastykowana to na pewno nie jest. Wczoraj po głupie sitko na ryby schylić się nie potrafiła, a dzisiaj… mistrz olimpijski w siadaniu na lodzie. Dopiero , jak siedziała i siedziała i wstać nie mogła, domyśliłem się, że dobrowolnie nie usiadła. Wstała w końcu, przyczłapała  do domu i zaczęła narzekać. Że ją boli… i tu bardzo dokładnie wymieniła , co ją boli, że ma dość zimy i w ogóle życzy sobie zapaść w sen zimowy. Teraz i tutaj. I proszę ją obudzić , jak będzie wiosna – taka najlepiej bez śniegu. Kwiaty, ptaszki, słoneczko, motylki i takie tam. I mam się do niej nie odzywać!!!!  Inni też!!!! Boli ją i ona wie, że boleć będzie jeszcze bardziej . I przez miesiąc na basenie się nie pokaże bo z takim fioletowym… czymś tam / nie zrozumiałem/ będzie wyglądać jak małpa w zoo . Albo ofiara przemocy. I padnie na nas. I nas aresztują. I głowa ją boli…

Tak mi się właśnie wydawało, że głowa również ją boli. Bo naprawdę nie było żadnego sensu w tym co mówi. Na szczęście poszła narzekać gdzie indziej i teraz mamy spokój.

Zobaczymy jak długo…

I teraz wreszcie  o mnie.

O tym , że jestem inteligentny, kulturalny i piękny, już wiecie. Oczywiście, zasada ” uroda – rzecz gustu ” mnie nie dotyczy. Wystarczy spojrzeć na moje zdjęcia, żeby widzieć we mnie ideał kociej urody. Ale nie zawsze tak było, o nie.

I teraz będzie tragicznie  / jakieś chusteczki sobie przyszykujcie/ :

Znaleziono mnie na ulicy. Miałem dwa tygodnie, siedziałem skulony pod płotem i płakałem. Nie wiem , skąd tam się wziąłem , pamiętam tylko , że byłem bardzo głodny, bardzo słaby i płakałem. Płot był Puszkowej- dopiero potem to odkryłem, ale naprawdę, nie wiem dlaczego tam się znalazłem. Musiałem płakać na tyle głośno – przynajmniej na początku- że mnie w końcu znaleziono. A znalazła mnie Inna Puszkowa . Mojej Puszkowej nie było, bo pojechała Gdzieś Bardzo Daleko i nie miała  pojęcia, że pod jej płotem płacze jej przeznaczenie. A przeznaczenie było brudne, głodne, przemarznięte , przemoknięte i bardzo, bardzo osłabione. Miało również bardzo chorą łapkę. Inna Puszkowa zawiozła mnie do Lekarza Od Kotów  - mówiła potem, że jak widziała taką  małą kupkę nieszczęścia, nie wierzyła , że z tego nieszczęścia coś jeszcze będzie. Lekarz Od Kotów mówił zresztą to samo. Najgorzej było z łapką. Dokarmić mnie jakoś się jeszcze udało, ale wszyscy byli przekonani, że łapkę trzeba będzie amputować. W końcu kawałek łapki mi obcięto, obandażowano  i Inna Puszkowa zabrała mnie do swojego domu.

A u niej w domu są PSY. Dwa i strasznie głupie. I jeszcze brzydkie . Zwłaszcza ten jeden – mówią, że rasowy . Grzywacz chiński. Dziękuję za bycie takim rasowym. Jest jeszcze brzydszy i głupszy od tego glonojada o którym pisałem wczoraj.  Pewnie dlatego jest taki wstrętny dla kotów. Jakbym tak wyglądał, też pewnie byłbym wstrętny dla samego siebie.

Tak więc, Inna Puszkowa wiedziała, że nie mogę u niej długo zostać bo to gołe ohydztwo może zrobić mi krzywdę i zaczęła poszukiwać mojej Puszkowej, bo wiedziała, że Puszkowa kocha wszystkie koty i psy . Puszkowa nawet czasami głaskała tego jej wstrętnego psa bez futra. Ale kochać go nie kocha – pytałem…

A moja Puszkowa była w tym czasie Gdzieś Bardzo Daleko. Siedziała na lotnisku, straszliwie bolała ją głowa i marzyła o powrocie do domu. I Inna Puszkowa dodzwoniła się do niej i oznajmiła, że tu , w jej domu,  czeka na nią kotek. Mały, śliczny i nieszczęśliwy. Ma na imię Kołtun. I to miałem być właśnie ja. Ten Kołtun!!!!!!!!!!!!!!  Inna Puszkowa, później już, przepraszała bardzo, że tak mnie nazwała ale tak podobno właśnie wyglądałem. Mam nadzieję, że mi wtedy zdjęć nie porobiła , bo trzeba by  było je spalić . Albo wykasować.

I mojej Puszkowej wszystko przeszło. I zmęczenie, i ból głowy i niechęć do wszystkich i wszystkiego. Jakby mogła to by ten samolot w powietrzu popychała. I doleciała wreszcie.

I spotkaliśmy się. Już nie byłem wtedy taki straszliwie chudziutki, łapka też już się goiła . Puszkowa na mój widok mało nie zemdlała ze szczęścia. Nie pogniewała się nawet, że ją dziabnąłem w nos. Oj, tak dla zasady ! I stwierdziła, że być może kiedyś wyglądałem jak kołtun ale teraz jestem śliczny, pachnący i puszysty. I zostałem Puszkiem.

Teraz już jestem trochę starszy /ale ciągle mam mleczaki!!! aż wstyd…/ i bardzo, bardzo puszysty. Teraz Puszkowa nazywa mnie tylko nazwiskiem  : Futrzaty. Tak, Futrzaty to ja i jestem z tego dumny!

I tu chciałbym podziękować tej Innej Puszkowej, że mnie z chodnika podniosła, wyleczyła, podkarmiła i pozwoliła zostać oczkiem w głowie mojej Puszkowej oraz ulubieńcem wszystkich. Co prawda, nadal, jak mnie widzi, mówi na mnie Kołtun , ale myślę, że to tak z przekory. Dziękuję….

Dziękuję również wszystkim innym Puszkowym, które zajmują się głodnymi zwierzakami, ratują je gdzie się da i jak się da, organizują schroniska, adopcje czy chociażby dokarmianie. Z każdych uratowanych Kołtunów mogą dzięki nim wyrosnąć takie cudne Futrzate jak ja.. Takie mądre,inteligentne , kultura….

Ojej, Puszkowa przyszła. A właściwie, jakoś się dowlokła. Mówi, że , boli ją już wszystko i chyba jednak trochę się potłukła. I mam jej zrobić coś do picia….

O rany, może nie zauważyła, ale w głowę też się chyba uderzyła.

Na razie.

Futrzaty