Puszkowa nam znika :)

Kochani, moi cudowni wielbiciele i wielbicielki, jedyni prawdziwi znawcy wybitnego intelektu, niesłychanego poczucia humoru i głębokiej inteligencji, którymi to cechami jestem bogato obdarzony… :

Puszkowa wybywa na wakacje!

Mówi że jest tak zmęczona że pada na pysk na stojąco ( sam widziałem jak na siedząco zasnęła na kanapie i obudziła się nad ranem wściekła i obolała). Mówi tez że ma dosyć polityki, telewizji, przecen w HM, korków, ŚDM, wściekłych ludzi i komarów. Też wściekłych. I jedzie sobie!!! Daleko!

W związku z tym :

1. Zabiera laptop. Mnie nie zabiera. Nie ma pisania i już,
2. Sama będzie pisać – tak powiedziała!
3. Fotki wrzucać będzie na moją stronę na Fb : https://www.facebook.com/profile.php?id=100006732527452&fref=ts
4. Na swoją też.
5. Moja strona to : Puszkowewidzimisie Pamiętnik Kota Futrzatego
6. Te wszystkie swoje głupie spostrzeżenia na moją ( MOJĄ !!!!!!!!!) stronę będzie wrzucała… I swoją…
7. A ja? Wypad do stodoły! Tak powiedziała ta wredota :(

W związku z tym czuję się : szykanowany, obrażany, niedoceniany i w ogóle….

Do zobaczenia w przyszłym miesiącu.

Wasz, mocno obrażony, Futrzaty.

Gooooooool!

O rany! Puszkowa mnie męczy, bo czerwiec już się kończy a ja nic nie napisałem.

No to piszę: 1:0 dla nas. Lewandowski strzelił! I niech tak zostanie :)

Do jutra!!!! Pa pa!

I dajcie mi mecz oglądać!

Wasz Futrzaty!

Jak popaść w wędkarską depresję czyli Puszkowa jedzie na ryby :D

Puszkowa się odnalazła.

Po długim pobycie między perzem, dżdżownicami i ślimakami w skorupach i bez Puszkowa wylazła wreszcie z ziemi…

Wiecie, wiosna była długa, zimowa i paskudna. Albo lało albo marzło , Puszkowa popadła w głęboką depresję, sterta prasowania rosła a uczucie przygnębienia obejmowało już wszystkich. Nawet ja zauważyłem że w świetle pochmurnego i paskudnego dnia wyglądam gorzej niż zwykle a moja cudna, puszysta sierść nie błyszczy tak jak powinna… Ale to minęło. Słoneczko zaświeciło, przygnębienie uciekło gdzieś przegnane jazgotem naszej Psiaczki i nastało słoneczko.

I Puszkowa zniknęła. Wlazła w ogród i tyle jej widzieli. Tylko zdjęcia od czasu do czasu w internet wpuszczała z efektami ogrodniczymi, wieczorem wpadała do domu, padała na pysk i od rana to samo. Ale wczoraj było inaczej.

- Chcesz jechać na ryby?- pytanie Puszkowej wzbudziło tylko lekkie zainteresowanie Młodzieży. Starym ludowym zwyczajem tkwił nosem w ekranie smartfonu i realne życie raczej mało go obchodziło.
- RYBY!!! Takie zwierzątka. Wędka. Kije i haczyki. I ten… no… kołowrotek. I mormyszka…- Puszkowa rzucała fachowymi słowy co by Młodzież lekko ożywić. I Młodzież ożywiła się.
- Noooo… A śniadanie już było?- tu Puszkową mało szlag nie trafił bo śniadanie stało od dwóch godzin na stole wodząc koty na pokuszenie. A nie, już nie wodziło bo to co wodziło zostało już z chleba ściągnięte na podłogę i zżarte.
- Było i się skończyło!- Puszkowa postanowiła być stanowcza. Resztę śniadania uformowała w zgrabny stosik, ukrywając mankamenty. – Jak jesteś głodny to tu stoi.
Ale Młodzież głodna nie była i wreszcie łaskawie zgodziła się na wyjazd wędkarski.

Zastanawianie się nad modelem wędki i kołowrotka pół godziny, pakowanie drugie pół i tak minęła piękna słoneczna pogoda. Zaczęło mżyć. A potem lać. Ale cóż to za przeszkody dla prawdziwych wędkarzy! Wesoły, naładowany po dach Transport Wojenny ruszył w strugach ulewy z nadzieją na lepszą pogodę :D

Udało się. Po przyjeździe okazało się że ulewa wygoniła wszystkich pół godziny wcześniej. łowisko lśniło w słońcu lekkimi falami i pustymi stanowiskami wędkarskimi i tylko łowić!

Puszkowej wiele do szczęścia nie trzeba. Bacik nawet dwumetrowy tylko, kawałek żyłki, ten tam… to takie czerwone co na wodzie stoi… a, spławik i kawałek robaka na haczyku. I w wodę!
Młodzież to co innego. Profesjonalizm na maksa, drogie wędki, jeszcze droższe kołowrotki, sprzęt wysoce specjalistyczny z podziałem na rodzaje ryb, płeć i kolor oraz pochodzenie gatunkowe. Nie taka prościzna jak Puszkowa. W związku z czym po pół godzinie Puszkowa miała na koncie kilka płotek, dwa małe okonki, uklejki i jedną żabę a Młodzież wciąż kompletowała sprzęt na karpia życia.

Minęło następne pół godziny…

Młodzież zarzuciła wreszcie wędkę z jakąś skomplikowaną maszynerią na końcu i ponuro patrzyła na końcówkę niesłychanie lekkiej i drogiej wędki, natomiast Puszkowa z właściwym sobie brakiem taktu co chwila zakładała na haczyk robaka by za chwileczkę ściągnąć z niego rybkę. Rybki, oczywiście, natychmiast wędrowały z powrotem do wody obdarzone całusem i życzeniami powrotu do zdrowia , czego nie doświadczały niestety robaki idące na rzeź. Ale Puszkowa kiedyś o robakach zapomniała i wylęgły się z nich wielkie i tłuste muchy, więc litości dla robali żadnej Puszkowa nie ma, bo much nienawidzi.

Minęło następne pół godziny…
I następne…

Brak taktu Puszkowej zaczął już chyba Młodzież denerwować … Końcówka niesłychanie drogiej i wysoce wyspecjalizowanej wędki ani drgnęła przez ten cały czas, żaden karp życia nie reagował na specjalistyczne zanęty, przynęty i inne takie a Puszkowa bezczelnie spokojnie i z radością sobie łowiła, mówiąc czule do rybek i robiąc im na pożegnanie papa. Jako profesjonalista Młodzież miała tego dosyć!!!

- Jedziemy do domu! Dzisiaj nie jest dzień na ryby!!! I burza idzie!
- Naprawdę? – zdziwiła się szczerze Puszkowa szybko w myślach licząc złapaną i wypuszczoną drobnicę. Trochę tego było. Ale tak… tego karpia ani śladu. A nie! Właśnie plusnęło i z wody wyskoczyło coś wielkiego i to bardzo blisko sprzętu specjalistycznego. Widocznie karp równie mocno nienawidzi much jak Puszkowa a może właśnie przeciwnie…
Puszkowa jednak postanowiła nie dobijać Młodzieży i na wmawianie że z wody wyskoczyła kaczka nie odważyła się. W końcu kopanie leżącego nie jest w jej naturze… :D

Cała drogę do domu Młodzież nie odzywała się obrażona na Puszkową, ryby i wędkę. Ale Puszkowa nie rozumie prawdziwej wędkarskiej depresji . W końcu był taki piękny, słoneczny dzień a ryby brały jak szalone. Pewnie one też wolą prostotę jak Puszkowa… Życie jest piękne!!!

Burzy oczywiście nie było … :D

A Młodzież nadal jest obrażona i postanowiła już nigdy, ale to nigdy nie wziąć wędki do ręki. No chyba, że będzie dzień na ryby :D

Wszystkiego fajnego :)

Wasz, również zadowolony z życia, Futrzaty !

Puszkowa, palmy i ja :)

Nie, Puszkowa nie powinna jednak nigdzie wyjeżdżać…
Wraca jakaś dzika, ani pogadać, ani bałaganu narobić bo goni, nic jej się nie podoba i wszystko wokół chce zmieniać. Bo Puszkowa uważa że ona to taka jakaś nietutejsza jest.

Poszło oczywiście o klimat. Nasz tubylczy, do którego Puszkowa dawno powinna była się przyzwyczaić i cieszyć się że np. w lipcu jest w miarę ciepło. A nawet i w maju. Nie, nie pasuje jej nic i jak mantrę powtarza że ona to powinna się urodzić w zupełnie innym miejscu, gdzie słońce świeci jasno i jest cieplutko. Nie musi być gorąco, ma być ciepło, z lekkim wiaterkiem, bardzo jasnym słońcem w normalnych godzinach a nie jesienno- zimowe ponuractwo wywołujące depresję. Ocean ma być. No i palmy …

Co Puszkowa z tymi palmami szaleje- nie wiem. Twierdzi że jak otworzy rano oczy i spojrzy na staw ma :
1/ nie być kaczek
2/ mają być palmy.

Mają być i już. Bez palm w ogrodzie Puszkowa przestała sobie życie wyobrażać, wie że są takie miejsca gdzie zima wcale nie musi być paskudna, zimna, rozchlapana i mokra, może być cieplutka i miła. I wszędzie tam rosną palmy. I wiosna jest wiosną…

I już mamy palmy.
Słowo honoru! Piękne, zielone, pierzaste i nawet całkiem wysokie. Jeszcze nie takie jak w tych ukochanych miejscach słoneczno- palmowych Puszkowej ale prawdziwe i cudne!
W pierwszych porywach serca i łopaty, po łzach szczęścia i zachwytu, Puszkowa od razu wkopała je do ziemi, nawet nie patrząc gdzie, byleby tylko widziała je z okna gdy rano oczka otworzy. Pełnia szczęścia!!!

A potem wróciła zimo- wiosna. Była już grudniu, była w styczniu i chyba jej się u nas spodobało bo postanowiła sobie być i być..
Rozżalona Puszkowa palmy wykopała i zamiast pomidorów pod folię wpakowała – pomidory zresztą jej zmarzły- zagląda do nich czasem i z nimi gada, pocieszając że już niedługo wypuści je na świeże powietrze i razem będą oglądać ciepłe wschody i zachody słońca, jak tam skąd ich ród. I Puszkowej.

Na szczęście od jutra ma już być cieplej i żaden mróz i śnieg raczej nam nie grożą. Czyli można :)

A tak w ogóle: te nasze palmy są mrozoodporne, o czym Puszkowa kompletnie nie pamięta :). Do minus 25 stopni. I tylko Puszkowej wydaje się że one takie delikatne. Myślę że sobie poradzą. Byle Puszkowa wytrzymała :) A my z nią!

A ja się cieszę!!! Po palmie jeszcze nie łaziłem :D

Wasz Futrzaty!!!

Hej hej!!!!

Puszkowa już jest, laptop już jest i tylko na ulewę czekamy aby z ziemi wyleźć i coś napisać. Nie żeby jako wampiry czy wilkołaki… Wiosna przecież więc grabie i łopaty w ruch, o sekatorach nie wspomnę…

Do nastepnego wpisu :D

Wasz Futrzaty!

Puszkowość dwubiegunowa czyli: nie nadążam!

Nie! Nie zgadzam się!!!

Pamiętacie jak Puszkowa marudziła, narzekała, w depresję zimową wpadała? Jak zasypiała na stojąco i siedząco? Jak mogłem wtedy narzekać ? Co mi wtedy przeszkadzało?
Spokój miałem, nikt nic ode mnie nie chciał ,jak dobrze schowałem się w szafie to całymi dniami mogłem sobie spać zwalając winę za okłaczone czarne bluzki Puszkowej na Lilianę na przykład… Ona tez szara i też kocha spać w szafie… Nikt mi nie przeszkadzał, robiłem co chciałem i było fajnie. BYŁO!!! Jakby piorun strzelił…

Bo słońce się pokazało. Zimne ale jasne, takie wczesnowiosenne. Puszkowa otworzyła te swoje zmęczone użalaniem się nad sobą oczka, spojrzała w słońce i jakby kto silniczek nuklearny odpalił! Sam to widziałem! Jakby naraz baterie się naładowały i w Puszkową jak w Irobota życie wróciło! Wydawało mi się, że to opowiadanie Puszkowej że ona na baterie słoneczne działa jest jaką przenośnią a tu!

Najpierw z szafy mnie wywaliła. Darcie paszczy było straszliwe bo wydało się że wszystkie letnie bluzki Puszkowej ułożyliśmy sobie w mięciutkie i pachnące legowiska, okłaczyliśmy dokładnie żeby bardziej wygodnie i swojsko było i …no dobra. Lila sobie trochę kurczaka podprowadzonego z psiej miski do szafy schowała. Ojej, kobita jest to i zapasy zrobiła. I po co było się od razu drzeć?

Puszkowa dostała lekkiego szału, wszystko z szaf wywaliła i wzorem jakiejś książki o minimalizmie remanent zrobiła. Swoich ukochanych bluzek z Hard Rock Cafe oczywiście nie tknęła, bo jak!!! Zbiera je, każda musi być osobiście kupiona w firmowym sklepie HRC. Osobiście to znaczy że Puszkowa musi do tego sklepu dojechać lub dolecieć. Przed każdym wyjazdem sprawdza gdzie jest najbliższe HRC i Puszkowy ma przerąbane! Nie ma zmiłuj! Cóż to 200 kilometrów… Skoczy się na sekundkę, obiadek jakiś zje i koszulkę kupi. A „Hardroków” na całym świecie jest już 158 sztuk… Puszkowa ma koszulek dopiero 29…To jest wyzwanie! Tym bardziej że maniacy są wszędzie i Puszkowa nabijała się kiedyś z fana, który z zawiścią patrzył na jej koszulkę z napisem HRC Berlin :D A że sama zamordowałaby go za jego koszulkę z napisem HRC Honolulu wspomniała tylko mimochodem. Spotkali sie gdzieś tam w połowie świata czyli i on i ona mają daleko :D.

Dobra. Wracamy do nakręconej Puszkowej… Szafy wysprzątane, 90% ciuchów w kartonach, my wywaleni na tzw. świeże powietrze, bo zdrowo podobno a Puszkowa nadal na napędzie nuklearnym. Najchętniej ogrodem już by się zajęła bo roboty na pułk wojska ale wiosna tegoroczna parszywie i złośliwie wlecze się skądś tam i nie ma zamiaru łaskawie już dotrzeć. Puszkowa mówi że trochę ją rozumie … Podobno to polityczne było ale tylko Puszkowa wie co na myśli miała :D

Puszkowa postanowiła też wrócić do swojego, osobistego bloga podróżniczego. Myślała, myślała i wymyśliła że nie będzie on edukował i pouczał, statystyki i zarysy dziejów wszelakich ma gdzieś, będzie o tym co Puszkowa widziała i że może być fajnie! Że gdzieś tam zawsze jest wiosna co zresztą jest mottem Puszkowej. Byle jej się chciało pisać bo jak w trans kopania wpadnie …!

Puszkowa podpowiada że nowy wpis w następnym tygodniu będzie bo ona musi za następne szafy się zabrać a jak za dużo będę opowiadał to laptop mi zabierze. I że nie wierzy że kurczak w szafie był tylko Lili!!! No wiecie!!!

Wasz, obrażony na Puszkową, Futrzaty!

Niechętnie bo niechętnie podaję link do bloga Puszkowej : puszkowawpodrozy.blogspot.com
Niech sobie pisze!!!I tak czytać nikt nie będzie!

Puszkowa zapada w sen zimowy…

- To jest oszustwo! I to wstrętne! – powiedziała Puszkowa ponuro, patrząc przez okno na nie wiadomo co.

Nie wiadomo co było białe, mokre, zimne i szalało w porywach wiatru zasłaniając wszystko. Co prawda to co było zasłonięte też zbyt piękne nie było i absolutnie nie spełniało wymagań Puszkowej czyli nie było palmą. Puszkowa uważa bowiem że jej naturalnym środowiskiem jest wulkaniczno- pustynny krajobraz u podnóża wysokich gór z oceanem po horyzont. Wokół rosną palmy, bugenwille, paprocie drzewiaste i aloesy. A, i ptaki mogą ćwierkać. Najlepiej żeby to były kosy w kolorach papug…

Widok za oknem był wybitnie zimowy. A miała być wiosna!!!! Bo przecież jest marzec. Prawie…

Ktoś, nie wiadomo kto a Puszkowej nawet nie chciało się sprawdzić, uznał kiedyś że dodatkowy dzień lutego co cztery lata jest fajny, miły , potrzebny i przez ludzkość wyczekiwany. No bo każdy wprost marzy aby zima trwała w nieskończoność, na wiosnę jest za dużo roboty i odchudzić się trzeba a w taki miły lutowy, wyjący i śnieżący wieczór miło usiąść razem przy kominku, wpatrując się w trzaskający ogień i wspominając minione sanny i kuligi… Może cały świat marzy ale nie Puszkowa.

Marzenie Puszkowej ogranicza się zazwyczaj do słońca i zrzucenia kilogramów . Puszkowa przekonana jest nawet że tak naprawdę działa na baterie słoneczne co objawia się tym że od rana szaleje, żeby bliżej ciemności być coraz bardziej wyczerpana i koło ósmej wieczorem paść na pysk tam gdzie stoi. Około ciemnej, zimnej ósmej wieczorem bo tam gdzie ciepło i palmy ósma jej w ogóle nie przeszkadza. Może być nawet ciemno byle było ciepło, palmy i ten, no… ocean po horyzont.

Nie mamy oceanu. Staw opanowały nam kaczki i nie chcą się wynieść. Palm nie mamy bo za ciemno i za zimno. Myślałem że Puszkową podratują pierwsze listki wykiełkowanych pomidorów, których Puszkowa wysiała 18 gatunków, ale nie! Bo przecież wiosny jej się chce! Już, natychmiast i w tej chwili!!!!!!

Podobno jutro już będzie marzec i wiosna na pewno przyjdzie. Ale Puszkowa już w to nie wierzy i powoli przymierza się do snu zimowego. Prognozy są takie że wyśpi się na pewno bo najbliższe dwa tygodnie mają być zimowe, ponure i w ogóle… A wiadomo, ” w ogóle” jest najgorsze… A palm i oceanu nie ma!

Na razie Puszkowa nadal patrzy ponuro w okno. I tak musi do marca poczekać z tym zapadaniem w sen bo piecze chleb i nie chce go spalić. Myślicie, że równo o północy nadciągnie ciepłe powietrze? Bo kiepsko to widzę a kto da mi jeść przez najbliższe dwa tygodnie jak Puszkowa w sen zapadnie? No kto?!!!!

Wasz, niesłychanie zdegustowany, Futrzaty.

Jak przegonić kaczki…

Był lutowy, przedwiosenny poranek.

Spałem sobie wygodnie na desce do prasowania, Psiaczka chrapała na kołdrze Puszkowej a za oknem wstawał poranek. Niby taki już jaśniejszy niż miesiąc temu ale wiecie… Maj to nie jest.

Puszkowa obudziła się, przeciągnęła z uśmiechem na twarzy bo w oczach wciąż miała lazurowo, zielono i palmowo, otworzyła oczka i… przeszło jej. Wciąż jeszcze duchem przebywała na swojej Ukochanej Wyspie, energii słonecznej i palmowej wciąż jeszcze w sobie odrobinę miała ale już jej się wyczerpywała. I to pomimo wyłączenia telewizora. Luty to luty. Ani zima ani wiosna… A tak by się chciało już sekator w łapkę, grabie w dłoń, lilie w stawie…

Depresyjne, poranne rozmyślania Puszkowej przerwał dziwny dźwięk. Na zewnątrz coś kwakało… Jakby kaczka… Puszkowa wyskoczyła z łóżka!

Tak w ogóle to nie mamy kaczek. Ani kur. Ani owieczek. Mamy tylko koty i psy. A, i żółwika Waldusia, który przybiegłszy jesienią z nie- wiadomo -skąd, wpadł do stawu i tam na całą zimę już został. Też wiosnę chyba wyczuł bo od kilku dni unosił się na wodzie w stanie głębokiej hibernacji wyglądając głupio i nieżywo…

Właśnie Waldusia Puszkowa zobaczyła w pierwszej chwili. Ale to nie on kwakał. Na naszym stawie pływały bowiem KACZKI ! Takie żywe, prawdziwe, kaczor z kaczką. Kaczor z zielono- czarną głową i kaczka, szara i nie bardzo rzucająca się w oczy. I to kaczor właśnie kwakał ostrzegawczo na nasze psy i koty które z wybałuszonymi oczami siedziały na brzegu i w milczeniu patrzyły na nowych lokatorów. Bo to ani podejść ani podlecieć ani podpłynąć… Na samym środeczku sobie pływały…

Puszkową lekko przymurowało. tez wybałuszyła oczy, ciszej oddychała nawet, żeby tylko się nie spłoszyły. Kaczki, własne kaczki! Na stawie! Takie prawdziwe, kwaczące, pływające, może nawet małe kaczuszki będą i uroczą rodzinką przyozdobią ukochany staw Puszkowej. Wśród rybek i lilii wodnych…

W tym momencie czar prysł. Kaczor wsadził dziób do wody i radośnie wywlekł rybę. Czerwonego karaska ozdobnego, jednego z tych które Puszkowa co rano karmiła i które przypływały na wołanie. Za chwilę padł drugi karaś, za chwilę następny… Pani kaczka też się najwidoczniej nie odchudzała i wygrzebywała wśród roślin jakieś korzonki robiąc przy tym mnóstwo bałaganu i niszcząc trzcinę.

Tego Puszkowa nie wytrzymała! Jej staw, jej rośliny, jej ryby, jak kto w gości to niech się jak gość zachowuje a nie jak cham kwaczący! Tak jak stała tak wyprysła nad staw! Z wrzaskiem! Z szybkością torpedy!

Kaczki były szybsze. Z ukochanym karaskami Puszkowej w paszczach prawie pionowo ze stawu wystartowały, kaczor w locie przełknął rybę i na pożegnanie obkwaczył Puszkową jak psa na rowie. Psom zresztą przypomniało się że one to tu czujne mają być i wszystkiego pilnować i szczekały na piórko pokaczkowe na stawie przez dwie godziny a Puszkowa zaczęła przegląd zniszczeń.

I tak :
Karasków pomarańczowych już nie mamy, tatarak został spod mułu wykopany i pływa po stawie, na kamieniach kaczki zrobiły sobie kibelek i brzeg upstrzony jest na biało, część pączków lilii – też nie wiadomo skąd lilie wodne w lutym – pływa sobie wraz z tatarakiem. Totalne zniszczenie i jak to mówi Młodzież: MASAKRA!

Walka z kaczkami trwa już kilka dni… Co Puszkowa zniknie w domu, te france przylatują, zeżrą, zniszczą i wieją! Puszkowa wlazła w internet i wyczytała, że kaczki to są wredne, piekielne istoty, które wszystko niszczą, niczego nie budują, zostawiają po sobie ruinę i lecą dalej. I kaczki należy gonić czym popadnie bo z tej ruiny Puszkowa długo się nie podniesie… Tylko jak?

Dzisiaj widziałem, ze Puszkowa sobie procę z gałązki wycina. Jak myślicie, pomoże?

Wasz zdegustowany, totalnie anty kaczy, Futrzaty!

Jak tylko kaczki pogonimy, to opowiem Wam więcej o palmach, słońcu i lazurowym niebie. Obiecuję!

Wszystkiego najkociego!!!

Kochani!

Dzisiaj jest Światowy Dzień Kota :D

Życzę nam i Wam wszystkim wszystkiego najbardziej rozmruczanego, najkociego i najbardziej puchatego na świecie.

A już niedługo nowy wpis, bo Puszkowa powoli dochodzi do siebie i naprawia się. Ale chyba zbyt powoli…

Buziaki futrzate !

Puszkowa z horrorem w tle….

No nie….

Miało być o tym, że trzy dni temu minęło dwa lata jak prowadzę swój niezwykle inteligentny, dowcipny i wprost uwielbiany blog a tu co? Pstro! Ani laptopa, ani dostępu do czegokolwiek piszącego bo pióro z padłego, sąsiadowego gołębia chyba się nie liczy…

Puszkowa nam znów się zepsuła. Prawie na amen. Najpierw zepsuła ramię i całą rękę o czym już wiecie, potem próbowała naprawić to jakimiś lekami łykanymi w różnych proporcjach i różnych porach dnia i zepsuła sobie żołądek. Teraz nie może nic jeść i czeka na spektakularne chudnięcie :D Jakby w cuda wierzyła…

Ale wracam do tematu… Po stwierdzeniu że jednak chemia w proszku nie dla niej Puszkowa podjęła decyzję i pozwoliła sobie wstrzyknąć jakieś świństwo. Świństwo miało zadziałać natychmiast ale skutkując tzw. skutkami. Mocno ubocznymi. No i zaskutkowało… Puszkowa dostała gorączkę, czerwoną paszczę, nawet oczy jej się takie bardziej wampirze zrobiły. Potem zasnęła w ciuchach w środku dnia, potem znów poczerwieniała … a potem przestało ja boleć. Ta łapa przestała. Generalnie chyba nawet wyłączyła sie zupełnie bo nic nie chwytała i nie robiła… Puszkowa mówi że to tak jak ja…Ale boleć przestała.

A potem Puszkowa obcięła sobie kawałek palca drugiej, sprawnej ręki… Jak- nie wiadomo, kiedy akurat tak, bo Puszkowa tak się wydarła że chyba w promieniu kilometra było ja słychać.

Powiem Wam : to było straszne!!! Jak w horrorze tylko wszystko naprawdę się działo. Aż się z nerwów obudziłem! Bo Puszkowa coś do żarcia fajnego robiła, kaczuszka się piekła, warzywa jakieś krojone były…

A tu wrzask, krew się leje, żadnego doktora House’a w pobliżu… Tragedia jednym słowem. Dopiero przyszła podpora psychiatrii narodowej czyli Młodzież sytuację opanowała. Obandażowała, nawet nie zemdlała, podłogę starannie wytarła co by wampiry nie przyciągało, wykonanie obiadu dokończyła i nawet poprawiła humor Puszkowej informacją że szkoła jest spoko, półrocze jest spoko i w ogóle spoko… To tak na pedagogiczną podchwytliwość Puszkowej która przy swoim szczęściu raczej chirurga w przyszłości na stałe potrzebuje a nie psychiatry. Chociaż kto wie…

Teraz Puszkowa ma dwie ręce nieczynne, pisania nie będzie bo laptop jej a ona użalać się nad sobą idzie. Dam Wam znać jak będę mógł…

Buziaczyska futrzate. I trzymajcie kciuki za Puszkową bo takiej ofermy ze świecą szukać!
I juz wiem jak sobie Puszkowa palec odcięła. Na nowej, świetnej krajarce do warzyw. Jednak psychiatra bo z koordynacją ruchów Puszkowej jest naprawdę źle :D

Wasz, już od lat dwóch, Futrzaty :D