Jeiennie jesienią…

Dzień dobry wszystkim!Tu Futrzaty, Wasz ulubiony kot!

Dzisiaj nie mam tyle czasu żeby coś napisać więcej poza tym że u nas w miarę OK chociaż Puszkowa ryczy czwarty tydzień. Odeszła nasza psinka Miśka… Była bardzo, bardzo chora a paskudztwo które w niej się rozwijało musiało być już od dawna… Tyle dobrego że odeszła prawie od razu, szczęśliwa przez dwa lata kiedy była z nami. Puszkowa ją wręcz uwielbiała, na rękach nosiła i spełniała wszystkie jej zachcianki. A teraz Miśka biega już za Tęczowym Mostem, bez bólu i choroby…

A Puszkowa zalewa się łzami całymi dniami…

Poza tym deska do prasowania nadal moja, na świat patrzę z góry a pogodę mamy cudną.
Tylko ta Puszkowa……

Miłego dnia dla wszystkich.

Futrzaty

Puszkowa i Prezydent USA…

Cwana ta nasza Puszkowa, oj cwana!

Ale od początku…

Jak wiecie Puszkowa kocha się włóczyć. Po świecie znaczy się. I pewnego pięknego dnia świt zastał Puszkową pod palmami. Palmy były zielone, pierzaste i bardzo, bardzo zagraniczne. Panował cudny, poranny upał oceaniczny, woda mieniła się błękitem i turkusem, wilgowrony tłukły sie już od godziny, wrzeszcząc przy tym na całą wyspę egzotyczną a rozanielona Puszkowa starannie odczytywała tabliczkę na drzwiach jej ukochanego domu towarowego. Ponieważ na kontynencie zamieszkania Puszkowej tychże przybytków handlowych nie ma, każde możliwe spotkanie z ukochanym miejscem zakupów Puszkową raduje niezmiernie.

Gwoli informacji są tam całe ściany regałów z butami z ubiegłorocznych kolekcji najbardziej znanych projektantów a kosztują tyle co chińskie trampki w sklepie polsko- chińskim :) . No i ciuchy…. Aleje, place, trakty handlowe całe :D

Ale wróćmy do Puszkowej w porannym, egzotycznym słońcu wśród palm i pod drzwiami.

Drzwi informowały że już za sekundkę , za minutkę nawet Puszkowa będzie mogła wejść do swego raju. Wejść i hulaj dusza.

Puszkowa jako osoba zapobiegliwa i wielkopolsko skąpa do tego hulania przywlokła Puszkowego, bo własnych zaskórniaków zawsze szkoda, ktoś drzwi przy wyjściu otworzyć musi a rękami pełnymi toreb się nie da. Nogą zresztą też głupio… Puszkowy takie eskapady swej lepszej połowy zna od lat i jest do nich przyzwyczajony- najważniejsze żeby była wygodna kanapa i wifi :D

Ale tym razem Puszkowa nie dała mu spokoju.
- Zobacz jakie śliczne buty….
- No i ?…- Puszkowy niespecjalnie był zainteresowany czółenkami na obcasie, ale skoro Puszkowej się podobają…
- Są takie śliczne i za połowę ceny …- nie odpuszczała Puszkowa.
- No i?…
- Nie wiem czy je kupić! – prawie krzyknęła z żalem w głosie Puszkowa.
- Ale skoro są śliczne i podobają się to bierz… – stwierdził Puszkowy nie odrywając wzroku od tabeli wyników ostatniej rundy rozgrywek koszykówki. Wifi działało.
- Ale one są projektu IVANKI TRUMP!!!

I tu Puszkowy wreszcie zareagował. Podniósł głowę, popatrzył na Puszkową z politowaniem, kilka razy westchnął nad kobiecą logiką mieszającą buty z polityką i wrócił do wifi.

Puszkowa została sama na placu boju z cudnymi i pioruńsko wygodnymi butami w rękach ale nie, nie dała się! Sprawdziła różnice czasu pomiędzy krajami i nie bacząc na upiornie poranną godzinę w kraju ojczystym obdzwoniła przyjaciółki, racząc je mms-em ze zdjęciem wspomnianych butów. Oto opinie:

- Warszawianka : Są passe!!! Czy Puszkowa wie że pokazanie się w takim obuwiu na salonach warszawskich spowoduje wykluczenie Puszkowej z życia towarzyskiego, społecznego i gospodarczego po wsze czasy a inteligentne warszawskie dzieci rzucać będa za Puszkową kamieniami?

- Przyjaciółka 1- Kup, kup. Uwielbiam Ivankę Trump a buty są cudne. Uszyję Tobie fajną sukienkę do nich!

- Przyjaciółka 2- Kupuj! A mojego rozmiaru nie ma?

- Przyjaciółka 3- Pogięło Cię? Czy Ty wiesz która godzina u nas?

Po tak zgodnych opiniach Puszkowa oczywiście buty kupiła. Okazały się zresztą jeszcze wygodniejsze niż myślała i Puszkowa do teraz pluje sobie w brodę że nie wzięła innych modeli!

No i teraz gwóźdź programu :D

Kto odwiedził kilka dni temu kraj nasz ojczysty? No kto? Donald Trump zwany Prezydentem. A kto siedział przy Bardzo Ważnym Stole w roli głównej? No kto? IVANKA TRUMP!!!
No to kto ma najważniejsze buty na świecie? PUSZKOWA!!!

A mojego rozmiaru nie było…
Wasz niezadowolony Futrzaty.

Jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Nasza Puszkowa coś ostatnio mało aktywna jest.

Nie żeby całkiem w jakiś letarg wpadła. Co to to nie, niestety. Biega jak nakręcona, robota pali jej się w rękach, zarobiona jest tak ze wieczorem zasypia na siedząco. Najważniejsze zresztą jest żeby zasnąć w czasie jej ukochanych brytyjskich programów o ogrodnictwie, bo potem jej się same miłe rzeczy śnią. Tak mówi przynajmniej :)
Puszkowa w ogóle nam się przestawiła kompletnie. Po pierwsze : zakochała się w spokojnym, ogrodniczym, wiejskim stylu życia. Wiadomo: musiała się zakochać bo jak kto ma 1000 m2 parku do zrobienia to albo to kocha albo zakopuje się pod ziemią i udaje że go nie ma :). Namiętnie wieczorami ogląda wszelkie ogrodnicze programy BBC ( te przy których zasypia), wszelkie programy o domach i wnętrzach oraz zdrowym stylu życia. Zrobiła sobie dietę, biega na siłownie no i wreszcie schudła i to tyle że cała szafa do wymiany :). Za wyjątkiem półek :) Czyli jest aktywna ekstremalnie.

Ale nie wszędzie.

Puszkowa całkowicie zniknęła z wszelkich portali społecznościowych. Całkowicie i nieodwracalnie, tracąc przy tym kilkunastu znajomych, którzy się obrazili bo oni do niej publicznie a ona do nich nie…Reszta nawet nie zauważyła że Puszkowej już nie ma bo jak się ma setki znajomych trudno pamiętać o jednej, mocno „schudniętej ” Puszkowej. Kilku amantów internetowych tez na Puszkową śmiertelnie się obraziło, chociaż nie wiadomo dlaczego. Puszkowa Puszkowego już ma, propozycje matrymonialne z Indii, Polski czy Turcji w ogóle jej nie interesują i interesować nie będą. Wszelkie fora na których Puszkowa się udzielała czy to ogrodnicze, czy ” szyciowe” i tak prędzej czy później kończyły się awanturami w stylu: wiem lepiej a wy nie! Powoli zaczęło to przypominać przelewanie z pustego w próżne, zajmowało coraz więcej czasu i stawało się coraz bardziej bez sensu. A prawdziwe życie obok robiło sobie tup…tup… i mijało.

No i pewnego, pięknego dnia Puszkowa pożegnała się w myślach ze wszystkimi wirtualnymi znajomymi i bez żadnej ostentacji cichutko zniknęła. I co? I nic! Kilka osób zapytało czy się obraziła, kilkanaście obraziło od razu awansem i na zawsze, a reszta nawet nie zauważyła. Kontakt z Puszkową jest bo kto chce to odnajdzie i tylko JA na tym cierpię! Tak! JA!
Bo kto teraz zachwyca się mną? Kto czyta co u mnie, jakie mam przemyślenia i czy w ogóle je mam? Nie ma już nikogo kto zainteresowałby się moją urodą, inteligencją i urokiem osobistym. Tylko Boja cichutko zapytał co u mnie słychać a reszta wielbicieli gdzie? Pewnie podziwiają inne futrzaki albo jakie świnki morskie….

Ech, życie…..
Wasz posmutniały Futrzaty.

Jesteśmy, żyjemy, ryjemy … :)

Hej wszyscy!

Jesteśmy!

Wiosna i lato nam się pomieszały, Puszkowa w jakiś trans łopatowo- grabiowy wpadła i robi PARK.
Taki prawdziwy, z krzewami, drzewami i różnymi takimi… Na razie nas goni, bo podobno grzebiemy w świeżo pograbionym, kopiemy w świezo posadzonym i w ogóle nie mamy szacunku dla jej pracy.

Puszkowa to w ogóle jakaś czepialska się zrobiła. Postanowiła po sobie zostawić dzieło swego życia, w postaci wspomnianego już parku, i kompletnie nie można się z nią dogadać. Nawet przez sen marudzi o tym co gdzie trzeba i dlaczego musi być posadzone. Rośnie już u nas kilkadziesiąt róż, ponad 200 drzew, w tym kilkanaście większych od Puszkowej i setki różnych kwiatów. Żeby nie było: park jest nowy, sadzony na nowej działce, na której przedtem było tysiąc metrów kilkupokoleniowego śmietnika. Puszkowa go sobie kupiła, wysprzątała a że śmietnik był zaraz za płotem więc płotu też już nie ma :)

Będzie PARK.

Tyle nowości u nas. A! Plus tego wszystkiego jest taki że Puszkowa całymi dniami ryje w tym przyszłym parku a ja z wielką przyjemnością wysypiam się wygodnie na jej świeżo wypranych czarnych ciuchach :) W końcu i tak aż tak brudna wraca do domu że wszystko nadaje się tylko do prania. A jedna bluzka mniej czy więcej…

Wszystkiego fajnego dla Was.

Wielkie buziaki. Wasz Futrzaty.

I wiosna zaszalała :D

Good morning… the captain speaking …

H, hi ! To tak dla żartów. Kto wie ten wie. I niech się cieszy. Tak jak ja i Puszkowa :)

A tak w ogóle: wiosna juz jest. Zielona, ćwierkajaca i pełna słońca. No może nie tak pełna jak takie jedno fajne miejsce ale tez jest super. Puszkowa zbiera siły na wpadnięcie w szał kopania, grabania ( wiem że miało być grabienia ale jakoś tak mnie się przestępczo skojarzyło) i siania co tam jej w łapy wpadnie. A mnie nosi. Od drzewa do drzewa mnie nosi. Puszkowa mówi że zachowuję się jak małpa bo skaczę z gałęzi na gałąź ale niech jej będzie… Byleby słońce świeciło, zieleniło się wokół i było CIEPŁO :D

To tyle na razie. Napiszę coś więcej jak pogoda się popsuje czyli już niedługo :D

Buziaki futrzate dla wszystkich!!!

Witajcie w marcu :D

Hej kochani!!!

Mamy marzec. MARZEC!!! Puszkowa rozanielona bo ogrodniczo może zacząć się wyżywać, ja w humorze bo będzie już tylko cieplej, ptaki ćwierkają, ryby nawet sie ożywiły w stawie…. Bosko!!!!

Wszystkiego dobrego, marcowego w takim razie!!! Idę sobie połazić trochę.

Buziaki.

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i wielki świat czyli jak dolecieć do stolicy…

Dzień dobry w ten lutowy poranek :D
Wiosna już niedługo, Puszkowa jakby mniej marudzi to i zaległości można odrobić. A jest co!

Zdolność Puszkowej do przyciągania niezwykłych zdarzeń zadziwia czasem i mnie. W końcu żyję z nią na co dzień, jej gapkowatość znam, brak koordynacji ruchowej już mnie nie dziwi, ale wydarzenia które jej się przytrafiają wprowadzają mnie czasem w stan osłupienia. No bo jak można zgubić całe drugie piętro?

Zaczęło się od tego że Puszkowa postanowiła wraz z przyjaciółką skoczyć sobie do stolicy. A tak sobie! Wsiadam i jadę. Oblecę co trzeba, ponapawam się skoncentrowanymi spalinami, popiję herbatą z chlorem i w dalszą drogę. A co! Kto bogatemu zabroni!

Przyjaciółka, jako osoba podobnie zwariowana, pomysł poparła oczywiście całą sobą, tym bardziej że dalsza droga miała prowadzić w najukochańsze dla obu miejsce pod palmami, co było dodatkową zachętą do poświęceń. Aby jednak nie poświęcać się całkowicie, obie damy postanowiły POLECIEĆ :D Co tam PKP, co tam Intercity- oszczędzać trzeba więc tylko na samolot nas stać :D

Samoloty mamy blisko. Latają sobie w różne najfajniejsze miejsca do wypoczywania chociaż nie zawsze w takich terminach jakich by się chciało. Ale są i to za fajne pieniądze. Bilet do stolicy za całe 21 PLN w jedną stronę. Grzech nie skorzystać! Jak postanowiły tak zrobiły i ze śpiewem na ustach ruszyły na lotnisko.

O czterogodzinnym opóźnieniu samolotu nie ma nawet co wspominać. Leciał sobie z Liverpoolu, i leciał i leciał i leciał….. Nim doleciał, Puszkowa z przyjaciółką zdążyły wypić trzy kawy, zeżreć wszystkie kanapki, dopchać się słodyczami, obczaić każdy kąt lotniska i wszystkie wc, dwa razy zrezygnować i trzy razy podjąć decyzję na nowo. A w stolicy cały czas czekała na nich Mysza.

Mysza jest warszawską przyjaciółką obu pań. Widzieć co prawda w życiu jeszcze się nie widziały i czerwona, meksykańska torebka miała być elementem rozpoznawczym, ale przyjaźń internetowa kwitła od dłuższego czasu. I właśnie Mysza postanowiła obie gapy z prowincji odebrać na lotnisku w stolicy aby pod tramwaj nie wpadły a taksówkarz nie wywiózł je na Mazury, wmawiając po drodze że stolica bardzo ostatnio się rozrosła. Odbiór miał skończyć się fajną kawę w fajnym miejscu i w ogóle…

Ale samolot wciąż leciał i dolecieć nie mógł.

I tak sobie kwitły: Puszkowa z Przyjaciółką na jednym lotnisku, Mysza na drugim. Samolotu nie było… Innych tez zresztą nie było. Mgła w różnych miejscach wokół sparaliżowała wszystkie trasy dolotowe i wylotowe i bałagan zrobił się niesamowity. Ludzi czekających było coraz więcej, jedzenia coraz mniej, pani sprzedająca kawę doliczyła się utargu z całego miesiąca w jeden wieczór i postanowiła z taką kasą rzucić pracę już na zawsze, tablica informacyjna informowała z opóźnieniem o opóźnieniach a samolot z Liverpoolu wciąż leciał…
Ale nadeszła chwila że doleciał :D

Generalnie i tak dziewczyny miały szczęście. Gdyby wybrały patriotycznie inną, swojską linię lotniczą, nigdzie by nie poleciały gdyż samolot ze stolicy przyleciał, pokrążył i odleciał bez lądowania. Pilot podobno nie miał uprawnień do lądowania we mgle. Mgła owszem była ale nie tak straszna ale widocznie szkolenia lotnicze i nabywanie uprawnień rozróżniają różne stopnie mgły i każdą trzeba przećwiczyć. Pilot linii patriotycznej uczyć się nie chciał i tak wszyscy w samolocie nadlecieli i odlecieli…
Pilot samolotu niepatriotycznego uprawnienia do lądowania jednak miał, wylądował, zabrał nażarte i opite gwiazdy czyli Puszkową i Przyjaciółkę i wyleciał do stolicy :D

I tak Puszkowa, Przyjaciółka i cierpliwie czekająca w chłodzie na lotnisku Mysza z meksykańską torebką wreszcie się spotkały… :D

Ale jak myślicie że to był koniec atrakcji na ten wieczór to się mylicie. Ciąg dalszy nastąpił…

Wasz Futrzaty :)

A zima trwa i trwa….

- Patrz durny kocie! Popatrz sobie co mamy za oknem!- powiedziała Puszkowa z ciężką pretensją w głosie.
Kulturalnie nie zareagowałem bo nic nie wiem o tym abym odpowiadał za pogodę. Jeśli nawet zostałem zaocznie mianowany na Kota Pogodowego, odbyło się to bez mojej wiedzy i zgody czyli sprawy nie ma. Ale Puszkowa nie odpuszczała.

- Otwórz wreszcie te zaspane oczy i cierp razem ze mną!!! Bo wywalę z deski do prasowania!!! Zobaczysz!

No nie!!!!! Na taką groźbę musiałem zareagować. W końcu nasza nowa, piękna deska stoi nad samym kaloryferem i lepszego miejsca nie mogłem sobie wymarzyć. Jedno oko musiałem więc otworzyć. Rzeczywiście! Za oknem było paskudnie!!! Biało, ślisko i mało zachęcająco. Już próbowałem oczy zamknąć na zasadzie ” co się zobaczy to już się nie odzobaczy” i trzeba szybko zapomnieć ale ta nie…. Musi bo się udusi. Na wspominki ją wzięło.

- A pamiętasz dwa lata temu? 31 stycznia bratki w skrzynki na parapety wsadzałam. Tak ciepło było. Taka zima była. A teraz co? Co? Ja się pytam!!!!

Wiem że Puszkowa zimy nie cierpi. Wszystko ją boli, łupie i wkurza. Ciągle jej zimno a sentyment do nart minął wraz z ilością potłuczeń tyłka. Na szczęście, w tym roku, jeszcze się nie przewróciła, nic sobie nie zwichnęła ani nie skręciła, nawet siniaków ma jakby mniej. Ale przy takiej perspektywie pogodowej szybko nadrobi.

A już miało być ciepło. prognozy mówiły o gwałtownej odwilży i ociepleniu, całe stada skowronków miały nadlatywać ze wszystkich kierunków a ilość ćwierkających i szczebioczących pierzaków miał przewyższyć liczbę papug w San Escobar. No i co? Sroki wyżerające psom resztki z misek, wrony i kruki, które na widok marznącej Puszkowej śmieją się z niej szyderczo. Śmieją się na wysokościach żeby w łeb od Puszkowej nie dostać co Puszkową jeszcze bardziej do szału doprowadza.

No i palmy nieszczęsne! Puszkowa te biedactwa kołderkami pookrywała, jakimiś kapturami ochronnymi, gdyby mogła do serca by je tuliła. Niby one mrozoodporne ale pewnie też tej naszej paskudnej zimy nie lubią. W żadnym razie nie chcę być w pobliżu gdy Puszkowa je wreszcie z kołderek odwinie. Pewnie każdy zwieje!!!

Na pocieszenie chciałbym Puszkowej przypomnieć że jutro, gdy się obudzi i zwlecze z mojego łóżka będzie już luty. I może z czystym sumieniem powiedzieć : W PRZYSZŁYM MIESIĄCU JUŻ WIOSNA. UDAŁO SIĘ! . Może jej się humor poprawi.

A jeśli chodzi o łóżko… Nie. Puszkowa nie śpi na desce do prasowania. Po prostu: wszystko w tym domu jest moje. Za wyjątkiem odkurzacza. Jakoś się nie lubimy…

I w tej ostatniej, styczniowej 2017 r. chwili: pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Wasz Futrzaty :D

Hej w Nowym Roku :D

Nie, nie balowałem tak długo. Chciałem się tylko przypomnieć i spływam dalej na łajzy. Wiecie: kochajmy śnieg tak szybko topnieje :D

Napiszę przy okazji co u nas tak wiec dzisiaj krótko :

- u mnie bez zmian, dalej jestem cudny, puszysty i zachwycajacy
- u Puszkowej bez zmian: z nosa leci, kości bolą, narzeka ciągle na pogodę, klimat i stan ogólny
- u Miśki bez zmian poza zwiększonym obwodem w talii, tyłka i wszędzie. Jak ktoś tylko je i śpi to tak ma :D
- staw zamarzł więc nie wiem co u ryb słychać

Reszta też bez zmian. Wszyscy czekają aż będzie ciepło, zielono i ćwierkająco.

Ja nie muszę czekać bo jestem zachwycający, cudny i puszysty a na śniegu wyglądam cudownie.

Buziaki w Nowym Roku!

Wasz, zawsze skromny, Futrzaty :D

Puszkowa podpowiada że już 1/3 zimy za nami i najgorsze minęło. Jak ma przestać narzekać to niech jej będzie :D