Puszkowa i Prezydent USA…

Cwana ta nasza Puszkowa, oj cwana!

Ale od początku…

Jak wiecie Puszkowa kocha się włóczyć. Po świecie znaczy się. I pewnego pięknego dnia świt zastał Puszkową pod palmami. Palmy były zielone, pierzaste i bardzo, bardzo zagraniczne. Panował cudny, poranny upał oceaniczny, woda mieniła się błękitem i turkusem, wilgowrony tłukły sie już od godziny, wrzeszcząc przy tym na całą wyspę egzotyczną a rozanielona Puszkowa starannie odczytywała tabliczkę na drzwiach jej ukochanego domu towarowego. Ponieważ na kontynencie zamieszkania Puszkowej tychże przybytków handlowych nie ma, każde możliwe spotkanie z ukochanym miejscem zakupów Puszkową raduje niezmiernie.

Gwoli informacji są tam całe ściany regałów z butami z ubiegłorocznych kolekcji najbardziej znanych projektantów a kosztują tyle co chińskie trampki w sklepie polsko- chińskim :) . No i ciuchy…. Aleje, place, trakty handlowe całe :D

Ale wróćmy do Puszkowej w porannym, egzotycznym słońcu wśród palm i pod drzwiami.

Drzwi informowały że już za sekundkę , za minutkę nawet Puszkowa będzie mogła wejść do swego raju. Wejść i hulaj dusza.

Puszkowa jako osoba zapobiegliwa i wielkopolsko skąpa do tego hulania przywlokła Puszkowego, bo własnych zaskórniaków zawsze szkoda, ktoś drzwi przy wyjściu otworzyć musi a rękami pełnymi toreb się nie da. Nogą zresztą też głupio… Puszkowy takie eskapady swej lepszej połowy zna od lat i jest do nich przyzwyczajony- najważniejsze żeby była wygodna kanapa i wifi :D

Ale tym razem Puszkowa nie dała mu spokoju.
- Zobacz jakie śliczne buty….
- No i ?…- Puszkowy niespecjalnie był zainteresowany czółenkami na obcasie, ale skoro Puszkowej się podobają…
- Są takie śliczne i za połowę ceny …- nie odpuszczała Puszkowa.
- No i?…
- Nie wiem czy je kupić! – prawie krzyknęła z żalem w głosie Puszkowa.
- Ale skoro są śliczne i podobają się to bierz… – stwierdził Puszkowy nie odrywając wzroku od tabeli wyników ostatniej rundy rozgrywek koszykówki. Wifi działało.
- Ale one są projektu IVANKI TRUMP!!!

I tu Puszkowy wreszcie zareagował. Podniósł głowę, popatrzył na Puszkową z politowaniem, kilka razy westchnął nad kobiecą logiką mieszającą buty z polityką i wrócił do wifi.

Puszkowa została sama na placu boju z cudnymi i pioruńsko wygodnymi butami w rękach ale nie, nie dała się! Sprawdziła różnice czasu pomiędzy krajami i nie bacząc na upiornie poranną godzinę w kraju ojczystym obdzwoniła przyjaciółki, racząc je mms-em ze zdjęciem wspomnianych butów. Oto opinie:

- Warszawianka : Są passe!!! Czy Puszkowa wie że pokazanie się w takim obuwiu na salonach warszawskich spowoduje wykluczenie Puszkowej z życia towarzyskiego, społecznego i gospodarczego po wsze czasy a inteligentne warszawskie dzieci rzucać będa za Puszkową kamieniami?

- Przyjaciółka 1- Kup, kup. Uwielbiam Ivankę Trump a buty są cudne. Uszyję Tobie fajną sukienkę do nich!

- Przyjaciółka 2- Kupuj! A mojego rozmiaru nie ma?

- Przyjaciółka 3- Pogięło Cię? Czy Ty wiesz która godzina u nas?

Po tak zgodnych opiniach Puszkowa oczywiście buty kupiła. Okazały się zresztą jeszcze wygodniejsze niż myślała i Puszkowa do teraz pluje sobie w brodę że nie wzięła innych modeli!

No i teraz gwóźdź programu :D

Kto odwiedził kilka dni temu kraj nasz ojczysty? No kto? Donald Trump zwany Prezydentem. A kto siedział przy Bardzo Ważnym Stole w roli głównej? No kto? IVANKA TRUMP!!!
No to kto ma najważniejsze buty na świecie? PUSZKOWA!!!

A mojego rozmiaru nie było…
Wasz niezadowolony Futrzaty.

Jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Nasza Puszkowa coś ostatnio mało aktywna jest.

Nie żeby całkiem w jakiś letarg wpadła. Co to to nie, niestety. Biega jak nakręcona, robota pali jej się w rękach, zarobiona jest tak ze wieczorem zasypia na siedząco. Najważniejsze zresztą jest żeby zasnąć w czasie jej ukochanych brytyjskich programów o ogrodnictwie, bo potem jej się same miłe rzeczy śnią. Tak mówi przynajmniej :)
Puszkowa w ogóle nam się przestawiła kompletnie. Po pierwsze : zakochała się w spokojnym, ogrodniczym, wiejskim stylu życia. Wiadomo: musiała się zakochać bo jak kto ma 1000 m2 parku do zrobienia to albo to kocha albo zakopuje się pod ziemią i udaje że go nie ma :). Namiętnie wieczorami ogląda wszelkie ogrodnicze programy BBC ( te przy których zasypia), wszelkie programy o domach i wnętrzach oraz zdrowym stylu życia. Zrobiła sobie dietę, biega na siłownie no i wreszcie schudła i to tyle że cała szafa do wymiany :). Za wyjątkiem półek :) Czyli jest aktywna ekstremalnie.

Ale nie wszędzie.

Puszkowa całkowicie zniknęła z wszelkich portali społecznościowych. Całkowicie i nieodwracalnie, tracąc przy tym kilkunastu znajomych, którzy się obrazili bo oni do niej publicznie a ona do nich nie…Reszta nawet nie zauważyła że Puszkowej już nie ma bo jak się ma setki znajomych trudno pamiętać o jednej, mocno „schudniętej ” Puszkowej. Kilku amantów internetowych tez na Puszkową śmiertelnie się obraziło, chociaż nie wiadomo dlaczego. Puszkowa Puszkowego już ma, propozycje matrymonialne z Indii, Polski czy Turcji w ogóle jej nie interesują i interesować nie będą. Wszelkie fora na których Puszkowa się udzielała czy to ogrodnicze, czy ” szyciowe” i tak prędzej czy później kończyły się awanturami w stylu: wiem lepiej a wy nie! Powoli zaczęło to przypominać przelewanie z pustego w próżne, zajmowało coraz więcej czasu i stawało się coraz bardziej bez sensu. A prawdziwe życie obok robiło sobie tup…tup… i mijało.

No i pewnego, pięknego dnia Puszkowa pożegnała się w myślach ze wszystkimi wirtualnymi znajomymi i bez żadnej ostentacji cichutko zniknęła. I co? I nic! Kilka osób zapytało czy się obraziła, kilkanaście obraziło od razu awansem i na zawsze, a reszta nawet nie zauważyła. Kontakt z Puszkową jest bo kto chce to odnajdzie i tylko JA na tym cierpię! Tak! JA!
Bo kto teraz zachwyca się mną? Kto czyta co u mnie, jakie mam przemyślenia i czy w ogóle je mam? Nie ma już nikogo kto zainteresowałby się moją urodą, inteligencją i urokiem osobistym. Tylko Boja cichutko zapytał co u mnie słychać a reszta wielbicieli gdzie? Pewnie podziwiają inne futrzaki albo jakie świnki morskie….

Ech, życie…..
Wasz posmutniały Futrzaty.

Jesteśmy, żyjemy, ryjemy … :)

Hej wszyscy!

Jesteśmy!

Wiosna i lato nam się pomieszały, Puszkowa w jakiś trans łopatowo- grabiowy wpadła i robi PARK.
Taki prawdziwy, z krzewami, drzewami i różnymi takimi… Na razie nas goni, bo podobno grzebiemy w świeżo pograbionym, kopiemy w świezo posadzonym i w ogóle nie mamy szacunku dla jej pracy.

Puszkowa to w ogóle jakaś czepialska się zrobiła. Postanowiła po sobie zostawić dzieło swego życia, w postaci wspomnianego już parku, i kompletnie nie można się z nią dogadać. Nawet przez sen marudzi o tym co gdzie trzeba i dlaczego musi być posadzone. Rośnie już u nas kilkadziesiąt róż, ponad 200 drzew, w tym kilkanaście większych od Puszkowej i setki różnych kwiatów. Żeby nie było: park jest nowy, sadzony na nowej działce, na której przedtem było tysiąc metrów kilkupokoleniowego śmietnika. Puszkowa go sobie kupiła, wysprzątała a że śmietnik był zaraz za płotem więc płotu też już nie ma :)

Będzie PARK.

Tyle nowości u nas. A! Plus tego wszystkiego jest taki że Puszkowa całymi dniami ryje w tym przyszłym parku a ja z wielką przyjemnością wysypiam się wygodnie na jej świeżo wypranych czarnych ciuchach :) W końcu i tak aż tak brudna wraca do domu że wszystko nadaje się tylko do prania. A jedna bluzka mniej czy więcej…

Wszystkiego fajnego dla Was.

Wielkie buziaki. Wasz Futrzaty.

I wiosna zaszalała :D

Good morning… the captain speaking …

H, hi ! To tak dla żartów. Kto wie ten wie. I niech się cieszy. Tak jak ja i Puszkowa :)

A tak w ogóle: wiosna juz jest. Zielona, ćwierkajaca i pełna słońca. No może nie tak pełna jak takie jedno fajne miejsce ale tez jest super. Puszkowa zbiera siły na wpadnięcie w szał kopania, grabania ( wiem że miało być grabienia ale jakoś tak mnie się przestępczo skojarzyło) i siania co tam jej w łapy wpadnie. A mnie nosi. Od drzewa do drzewa mnie nosi. Puszkowa mówi że zachowuję się jak małpa bo skaczę z gałęzi na gałąź ale niech jej będzie… Byleby słońce świeciło, zieleniło się wokół i było CIEPŁO :D

To tyle na razie. Napiszę coś więcej jak pogoda się popsuje czyli już niedługo :D

Buziaki futrzate dla wszystkich!!!

Witajcie w marcu :D

Hej kochani!!!

Mamy marzec. MARZEC!!! Puszkowa rozanielona bo ogrodniczo może zacząć się wyżywać, ja w humorze bo będzie już tylko cieplej, ptaki ćwierkają, ryby nawet sie ożywiły w stawie…. Bosko!!!!

Wszystkiego dobrego, marcowego w takim razie!!! Idę sobie połazić trochę.

Buziaki.

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i wielki świat czyli jak dolecieć do stolicy…

Dzień dobry w ten lutowy poranek :D
Wiosna już niedługo, Puszkowa jakby mniej marudzi to i zaległości można odrobić. A jest co!

Zdolność Puszkowej do przyciągania niezwykłych zdarzeń zadziwia czasem i mnie. W końcu żyję z nią na co dzień, jej gapkowatość znam, brak koordynacji ruchowej już mnie nie dziwi, ale wydarzenia które jej się przytrafiają wprowadzają mnie czasem w stan osłupienia. No bo jak można zgubić całe drugie piętro?

Zaczęło się od tego że Puszkowa postanowiła wraz z przyjaciółką skoczyć sobie do stolicy. A tak sobie! Wsiadam i jadę. Oblecę co trzeba, ponapawam się skoncentrowanymi spalinami, popiję herbatą z chlorem i w dalszą drogę. A co! Kto bogatemu zabroni!

Przyjaciółka, jako osoba podobnie zwariowana, pomysł poparła oczywiście całą sobą, tym bardziej że dalsza droga miała prowadzić w najukochańsze dla obu miejsce pod palmami, co było dodatkową zachętą do poświęceń. Aby jednak nie poświęcać się całkowicie, obie damy postanowiły POLECIEĆ :D Co tam PKP, co tam Intercity- oszczędzać trzeba więc tylko na samolot nas stać :D

Samoloty mamy blisko. Latają sobie w różne najfajniejsze miejsca do wypoczywania chociaż nie zawsze w takich terminach jakich by się chciało. Ale są i to za fajne pieniądze. Bilet do stolicy za całe 21 PLN w jedną stronę. Grzech nie skorzystać! Jak postanowiły tak zrobiły i ze śpiewem na ustach ruszyły na lotnisko.

O czterogodzinnym opóźnieniu samolotu nie ma nawet co wspominać. Leciał sobie z Liverpoolu, i leciał i leciał i leciał….. Nim doleciał, Puszkowa z przyjaciółką zdążyły wypić trzy kawy, zeżreć wszystkie kanapki, dopchać się słodyczami, obczaić każdy kąt lotniska i wszystkie wc, dwa razy zrezygnować i trzy razy podjąć decyzję na nowo. A w stolicy cały czas czekała na nich Mysza.

Mysza jest warszawską przyjaciółką obu pań. Widzieć co prawda w życiu jeszcze się nie widziały i czerwona, meksykańska torebka miała być elementem rozpoznawczym, ale przyjaźń internetowa kwitła od dłuższego czasu. I właśnie Mysza postanowiła obie gapy z prowincji odebrać na lotnisku w stolicy aby pod tramwaj nie wpadły a taksówkarz nie wywiózł je na Mazury, wmawiając po drodze że stolica bardzo ostatnio się rozrosła. Odbiór miał skończyć się fajną kawę w fajnym miejscu i w ogóle…

Ale samolot wciąż leciał i dolecieć nie mógł.

I tak sobie kwitły: Puszkowa z Przyjaciółką na jednym lotnisku, Mysza na drugim. Samolotu nie było… Innych tez zresztą nie było. Mgła w różnych miejscach wokół sparaliżowała wszystkie trasy dolotowe i wylotowe i bałagan zrobił się niesamowity. Ludzi czekających było coraz więcej, jedzenia coraz mniej, pani sprzedająca kawę doliczyła się utargu z całego miesiąca w jeden wieczór i postanowiła z taką kasą rzucić pracę już na zawsze, tablica informacyjna informowała z opóźnieniem o opóźnieniach a samolot z Liverpoolu wciąż leciał…
Ale nadeszła chwila że doleciał :D

Generalnie i tak dziewczyny miały szczęście. Gdyby wybrały patriotycznie inną, swojską linię lotniczą, nigdzie by nie poleciały gdyż samolot ze stolicy przyleciał, pokrążył i odleciał bez lądowania. Pilot podobno nie miał uprawnień do lądowania we mgle. Mgła owszem była ale nie tak straszna ale widocznie szkolenia lotnicze i nabywanie uprawnień rozróżniają różne stopnie mgły i każdą trzeba przećwiczyć. Pilot linii patriotycznej uczyć się nie chciał i tak wszyscy w samolocie nadlecieli i odlecieli…
Pilot samolotu niepatriotycznego uprawnienia do lądowania jednak miał, wylądował, zabrał nażarte i opite gwiazdy czyli Puszkową i Przyjaciółkę i wyleciał do stolicy :D

I tak Puszkowa, Przyjaciółka i cierpliwie czekająca w chłodzie na lotnisku Mysza z meksykańską torebką wreszcie się spotkały… :D

Ale jak myślicie że to był koniec atrakcji na ten wieczór to się mylicie. Ciąg dalszy nastąpił…

Wasz Futrzaty :)

A zima trwa i trwa….

- Patrz durny kocie! Popatrz sobie co mamy za oknem!- powiedziała Puszkowa z ciężką pretensją w głosie.
Kulturalnie nie zareagowałem bo nic nie wiem o tym abym odpowiadał za pogodę. Jeśli nawet zostałem zaocznie mianowany na Kota Pogodowego, odbyło się to bez mojej wiedzy i zgody czyli sprawy nie ma. Ale Puszkowa nie odpuszczała.

- Otwórz wreszcie te zaspane oczy i cierp razem ze mną!!! Bo wywalę z deski do prasowania!!! Zobaczysz!

No nie!!!!! Na taką groźbę musiałem zareagować. W końcu nasza nowa, piękna deska stoi nad samym kaloryferem i lepszego miejsca nie mogłem sobie wymarzyć. Jedno oko musiałem więc otworzyć. Rzeczywiście! Za oknem było paskudnie!!! Biało, ślisko i mało zachęcająco. Już próbowałem oczy zamknąć na zasadzie ” co się zobaczy to już się nie odzobaczy” i trzeba szybko zapomnieć ale ta nie…. Musi bo się udusi. Na wspominki ją wzięło.

- A pamiętasz dwa lata temu? 31 stycznia bratki w skrzynki na parapety wsadzałam. Tak ciepło było. Taka zima była. A teraz co? Co? Ja się pytam!!!!

Wiem że Puszkowa zimy nie cierpi. Wszystko ją boli, łupie i wkurza. Ciągle jej zimno a sentyment do nart minął wraz z ilością potłuczeń tyłka. Na szczęście, w tym roku, jeszcze się nie przewróciła, nic sobie nie zwichnęła ani nie skręciła, nawet siniaków ma jakby mniej. Ale przy takiej perspektywie pogodowej szybko nadrobi.

A już miało być ciepło. prognozy mówiły o gwałtownej odwilży i ociepleniu, całe stada skowronków miały nadlatywać ze wszystkich kierunków a ilość ćwierkających i szczebioczących pierzaków miał przewyższyć liczbę papug w San Escobar. No i co? Sroki wyżerające psom resztki z misek, wrony i kruki, które na widok marznącej Puszkowej śmieją się z niej szyderczo. Śmieją się na wysokościach żeby w łeb od Puszkowej nie dostać co Puszkową jeszcze bardziej do szału doprowadza.

No i palmy nieszczęsne! Puszkowa te biedactwa kołderkami pookrywała, jakimiś kapturami ochronnymi, gdyby mogła do serca by je tuliła. Niby one mrozoodporne ale pewnie też tej naszej paskudnej zimy nie lubią. W żadnym razie nie chcę być w pobliżu gdy Puszkowa je wreszcie z kołderek odwinie. Pewnie każdy zwieje!!!

Na pocieszenie chciałbym Puszkowej przypomnieć że jutro, gdy się obudzi i zwlecze z mojego łóżka będzie już luty. I może z czystym sumieniem powiedzieć : W PRZYSZŁYM MIESIĄCU JUŻ WIOSNA. UDAŁO SIĘ! . Może jej się humor poprawi.

A jeśli chodzi o łóżko… Nie. Puszkowa nie śpi na desce do prasowania. Po prostu: wszystko w tym domu jest moje. Za wyjątkiem odkurzacza. Jakoś się nie lubimy…

I w tej ostatniej, styczniowej 2017 r. chwili: pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Wasz Futrzaty :D

Hej w Nowym Roku :D

Nie, nie balowałem tak długo. Chciałem się tylko przypomnieć i spływam dalej na łajzy. Wiecie: kochajmy śnieg tak szybko topnieje :D

Napiszę przy okazji co u nas tak wiec dzisiaj krótko :

- u mnie bez zmian, dalej jestem cudny, puszysty i zachwycajacy
- u Puszkowej bez zmian: z nosa leci, kości bolą, narzeka ciągle na pogodę, klimat i stan ogólny
- u Miśki bez zmian poza zwiększonym obwodem w talii, tyłka i wszędzie. Jak ktoś tylko je i śpi to tak ma :D
- staw zamarzł więc nie wiem co u ryb słychać

Reszta też bez zmian. Wszyscy czekają aż będzie ciepło, zielono i ćwierkająco.

Ja nie muszę czekać bo jestem zachwycający, cudny i puszysty a na śniegu wyglądam cudownie.

Buziaki w Nowym Roku!

Wasz, zawsze skromny, Futrzaty :D

Puszkowa podpowiada że już 1/3 zimy za nami i najgorsze minęło. Jak ma przestać narzekać to niech jej będzie :D

Dlaczego Puszkowa kocha Teneryfę odc. 794…

IMG_6268

Oj, widzicie te półtora nieszczęścia które siedzi, wpatruje się tęsknie w okno i jest obecne ciałem a duch gdzieś fruwa?

Tak, to nasza Puszkowa.

Ja wiem. Puszkowa nie cierpi listopadowej szarówki i zgnilizny, nie znosi grudniowych ciemności a wszelkie marketowe ” Jingle bells” od 2 listopada wywołują w niej furię i mdłości. Puszkowa nigdy za świętami zimowymi nie przepadała, sztuczne życzenia i prezenty na odczepnego zawsze ją wkurzały a zresztą mówi że prezenty można dawać i otrzymywać cały rok, być życzliwym również i żaden opłatek do tego nie jest potrzebny. Ale nie zmienia to tego że Puszkowa ma corocznego, tradycyjnego na miarę św. Mikołaja w stroju coca-coli, doła.

Bo Puszkowa wciąż tęskni. Do jasnego słońca, ciepłego wiatru, grzanek z masełkiem czosnkowym, zupy rybnej z wystającymi ogonami krewetek, szumu oceanu i lekkości bycia, sympatycznych i uśmiechniętych ludzi. Do zwykłego, prostego szczęśliwego bycia tu i teraz :) Czyli tam :D

Też mi się przez chwilkę słoneczko zamarzyło……

No dobra! Teraz będzie apel. Futrzaty – nie mylić z innymi :D :

Szanowna Puszkowa!

1. Teneryfa jest i będzie chyba że walnie Twój ukochany wulkan. Na razie nie ma zamiaru więc skoro kocha to poczeka.
2. Weź się za naukę języka hiszpańskiego bo wiecznym anglojęzycznym turystą być nie możesz.
3. Święta jakoś przeżyjesz ( jak co roku) a zresztą za tydzień już dzień zacznie się wydłużać i najgorsze masz za sobą.
4. Za dwa tygodnie i troszkę skończy się się ten rok, który był całkiem fajny (poza stanowczym nadmiarem kontuzji) i który umocnił Ciebie w przekonaniu że wiesz gdzie Twoje miejsce. Odnośnie kontuzji: rozumiem że można się potłuc, połamać, ponadrywać itp. ale w tym roku to już przesadziłaś! Jak można było uszkodzić prawie wszystko ?!!!
5. Skoro rok się kończy to nadchodzi nowy. Z wiosną, zielenią i palmami na trawniku.
6. Tez by mi się znudziło wciąż palmy okrywać i odkrywać. Zdecyduj się :D
7. Kretyńscy politycy i ich debilne decyzje są wszędzie.
8. Nie chcę kablować ale Twój ukochany pies płci damskiej chyba się w czymś wytarzał i po prostu śmierdzi :D

I tyle na dzisiaj ! A… o co z tą kobietą upadłą chodziło? O to co zawsze. Puszkowa i chodnik mieli bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Skutki są takie że Puszkowa do dzisiaj mocno cierpi z bólu a brak słońca i ciemności wcale jej humoru nie poprawia. No i ten romantyczny wieczór na SOR…

Ale skały wulkaniczne i kaktusy na każdym kroku to jej nie przeszkadzają!!!

Wasz Futrzaty :D

I jeszcze jedno: jak widzicie słońce to ono właśnie w tej samej chwili nad Teneryfą świeci. Takie ono nasze, teneryfiańskie :D

Puszkowa mówi że kto był na Wyspach Kanaryjskich to wie co ona czuje. :D I za hiszpański też już się wzięła :D Adios!