I wiosna zaszalała :D

Good morning… the captain speaking …

H, hi ! To tak dla żartów. Kto wie ten wie. I niech się cieszy. Tak jak ja i Puszkowa :)

A tak w ogóle: wiosna juz jest. Zielona, ćwierkajaca i pełna słońca. No może nie tak pełna jak takie jedno fajne miejsce ale tez jest super. Puszkowa zbiera siły na wpadnięcie w szał kopania, grabania ( wiem że miało być grabienia ale jakoś tak mnie się przestępczo skojarzyło) i siania co tam jej w łapy wpadnie. A mnie nosi. Od drzewa do drzewa mnie nosi. Puszkowa mówi że zachowuję się jak małpa bo skaczę z gałęzi na gałąź ale niech jej będzie… Byleby słońce świeciło, zieleniło się wokół i było CIEPŁO :D

To tyle na razie. Napiszę coś więcej jak pogoda się popsuje czyli już niedługo :D

Buziaki futrzate dla wszystkich!!!

Witajcie w marcu :D

Hej kochani!!!

Mamy marzec. MARZEC!!! Puszkowa rozanielona bo ogrodniczo może zacząć się wyżywać, ja w humorze bo będzie już tylko cieplej, ptaki ćwierkają, ryby nawet sie ożywiły w stawie…. Bosko!!!!

Wszystkiego dobrego, marcowego w takim razie!!! Idę sobie połazić trochę.

Buziaki.

Wasz Futrzaty!

Puszkowa i wielki świat czyli jak dolecieć do stolicy…

Dzień dobry w ten lutowy poranek :D
Wiosna już niedługo, Puszkowa jakby mniej marudzi to i zaległości można odrobić. A jest co!

Zdolność Puszkowej do przyciągania niezwykłych zdarzeń zadziwia czasem i mnie. W końcu żyję z nią na co dzień, jej gapkowatość znam, brak koordynacji ruchowej już mnie nie dziwi, ale wydarzenia które jej się przytrafiają wprowadzają mnie czasem w stan osłupienia. No bo jak można zgubić całe drugie piętro?

Zaczęło się od tego że Puszkowa postanowiła wraz z przyjaciółką skoczyć sobie do stolicy. A tak sobie! Wsiadam i jadę. Oblecę co trzeba, ponapawam się skoncentrowanymi spalinami, popiję herbatą z chlorem i w dalszą drogę. A co! Kto bogatemu zabroni!

Przyjaciółka, jako osoba podobnie zwariowana, pomysł poparła oczywiście całą sobą, tym bardziej że dalsza droga miała prowadzić w najukochańsze dla obu miejsce pod palmami, co było dodatkową zachętą do poświęceń. Aby jednak nie poświęcać się całkowicie, obie damy postanowiły POLECIEĆ :D Co tam PKP, co tam Intercity- oszczędzać trzeba więc tylko na samolot nas stać :D

Samoloty mamy blisko. Latają sobie w różne najfajniejsze miejsca do wypoczywania chociaż nie zawsze w takich terminach jakich by się chciało. Ale są i to za fajne pieniądze. Bilet do stolicy za całe 21 PLN w jedną stronę. Grzech nie skorzystać! Jak postanowiły tak zrobiły i ze śpiewem na ustach ruszyły na lotnisko.

O czterogodzinnym opóźnieniu samolotu nie ma nawet co wspominać. Leciał sobie z Liverpoolu, i leciał i leciał i leciał….. Nim doleciał, Puszkowa z przyjaciółką zdążyły wypić trzy kawy, zeżreć wszystkie kanapki, dopchać się słodyczami, obczaić każdy kąt lotniska i wszystkie wc, dwa razy zrezygnować i trzy razy podjąć decyzję na nowo. A w stolicy cały czas czekała na nich Mysza.

Mysza jest warszawską przyjaciółką obu pań. Widzieć co prawda w życiu jeszcze się nie widziały i czerwona, meksykańska torebka miała być elementem rozpoznawczym, ale przyjaźń internetowa kwitła od dłuższego czasu. I właśnie Mysza postanowiła obie gapy z prowincji odebrać na lotnisku w stolicy aby pod tramwaj nie wpadły a taksówkarz nie wywiózł je na Mazury, wmawiając po drodze że stolica bardzo ostatnio się rozrosła. Odbiór miał skończyć się fajną kawę w fajnym miejscu i w ogóle…

Ale samolot wciąż leciał i dolecieć nie mógł.

I tak sobie kwitły: Puszkowa z Przyjaciółką na jednym lotnisku, Mysza na drugim. Samolotu nie było… Innych tez zresztą nie było. Mgła w różnych miejscach wokół sparaliżowała wszystkie trasy dolotowe i wylotowe i bałagan zrobił się niesamowity. Ludzi czekających było coraz więcej, jedzenia coraz mniej, pani sprzedająca kawę doliczyła się utargu z całego miesiąca w jeden wieczór i postanowiła z taką kasą rzucić pracę już na zawsze, tablica informacyjna informowała z opóźnieniem o opóźnieniach a samolot z Liverpoolu wciąż leciał…
Ale nadeszła chwila że doleciał :D

Generalnie i tak dziewczyny miały szczęście. Gdyby wybrały patriotycznie inną, swojską linię lotniczą, nigdzie by nie poleciały gdyż samolot ze stolicy przyleciał, pokrążył i odleciał bez lądowania. Pilot podobno nie miał uprawnień do lądowania we mgle. Mgła owszem była ale nie tak straszna ale widocznie szkolenia lotnicze i nabywanie uprawnień rozróżniają różne stopnie mgły i każdą trzeba przećwiczyć. Pilot linii patriotycznej uczyć się nie chciał i tak wszyscy w samolocie nadlecieli i odlecieli…
Pilot samolotu niepatriotycznego uprawnienia do lądowania jednak miał, wylądował, zabrał nażarte i opite gwiazdy czyli Puszkową i Przyjaciółkę i wyleciał do stolicy :D

I tak Puszkowa, Przyjaciółka i cierpliwie czekająca w chłodzie na lotnisku Mysza z meksykańską torebką wreszcie się spotkały… :D

Ale jak myślicie że to był koniec atrakcji na ten wieczór to się mylicie. Ciąg dalszy nastąpił…

Wasz Futrzaty :)

A zima trwa i trwa….

- Patrz durny kocie! Popatrz sobie co mamy za oknem!- powiedziała Puszkowa z ciężką pretensją w głosie.
Kulturalnie nie zareagowałem bo nic nie wiem o tym abym odpowiadał za pogodę. Jeśli nawet zostałem zaocznie mianowany na Kota Pogodowego, odbyło się to bez mojej wiedzy i zgody czyli sprawy nie ma. Ale Puszkowa nie odpuszczała.

- Otwórz wreszcie te zaspane oczy i cierp razem ze mną!!! Bo wywalę z deski do prasowania!!! Zobaczysz!

No nie!!!!! Na taką groźbę musiałem zareagować. W końcu nasza nowa, piękna deska stoi nad samym kaloryferem i lepszego miejsca nie mogłem sobie wymarzyć. Jedno oko musiałem więc otworzyć. Rzeczywiście! Za oknem było paskudnie!!! Biało, ślisko i mało zachęcająco. Już próbowałem oczy zamknąć na zasadzie ” co się zobaczy to już się nie odzobaczy” i trzeba szybko zapomnieć ale ta nie…. Musi bo się udusi. Na wspominki ją wzięło.

- A pamiętasz dwa lata temu? 31 stycznia bratki w skrzynki na parapety wsadzałam. Tak ciepło było. Taka zima była. A teraz co? Co? Ja się pytam!!!!

Wiem że Puszkowa zimy nie cierpi. Wszystko ją boli, łupie i wkurza. Ciągle jej zimno a sentyment do nart minął wraz z ilością potłuczeń tyłka. Na szczęście, w tym roku, jeszcze się nie przewróciła, nic sobie nie zwichnęła ani nie skręciła, nawet siniaków ma jakby mniej. Ale przy takiej perspektywie pogodowej szybko nadrobi.

A już miało być ciepło. prognozy mówiły o gwałtownej odwilży i ociepleniu, całe stada skowronków miały nadlatywać ze wszystkich kierunków a ilość ćwierkających i szczebioczących pierzaków miał przewyższyć liczbę papug w San Escobar. No i co? Sroki wyżerające psom resztki z misek, wrony i kruki, które na widok marznącej Puszkowej śmieją się z niej szyderczo. Śmieją się na wysokościach żeby w łeb od Puszkowej nie dostać co Puszkową jeszcze bardziej do szału doprowadza.

No i palmy nieszczęsne! Puszkowa te biedactwa kołderkami pookrywała, jakimiś kapturami ochronnymi, gdyby mogła do serca by je tuliła. Niby one mrozoodporne ale pewnie też tej naszej paskudnej zimy nie lubią. W żadnym razie nie chcę być w pobliżu gdy Puszkowa je wreszcie z kołderek odwinie. Pewnie każdy zwieje!!!

Na pocieszenie chciałbym Puszkowej przypomnieć że jutro, gdy się obudzi i zwlecze z mojego łóżka będzie już luty. I może z czystym sumieniem powiedzieć : W PRZYSZŁYM MIESIĄCU JUŻ WIOSNA. UDAŁO SIĘ! . Może jej się humor poprawi.

A jeśli chodzi o łóżko… Nie. Puszkowa nie śpi na desce do prasowania. Po prostu: wszystko w tym domu jest moje. Za wyjątkiem odkurzacza. Jakoś się nie lubimy…

I w tej ostatniej, styczniowej 2017 r. chwili: pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Wasz Futrzaty :D

Hej w Nowym Roku :D

Nie, nie balowałem tak długo. Chciałem się tylko przypomnieć i spływam dalej na łajzy. Wiecie: kochajmy śnieg tak szybko topnieje :D

Napiszę przy okazji co u nas tak wiec dzisiaj krótko :

- u mnie bez zmian, dalej jestem cudny, puszysty i zachwycajacy
- u Puszkowej bez zmian: z nosa leci, kości bolą, narzeka ciągle na pogodę, klimat i stan ogólny
- u Miśki bez zmian poza zwiększonym obwodem w talii, tyłka i wszędzie. Jak ktoś tylko je i śpi to tak ma :D
- staw zamarzł więc nie wiem co u ryb słychać

Reszta też bez zmian. Wszyscy czekają aż będzie ciepło, zielono i ćwierkająco.

Ja nie muszę czekać bo jestem zachwycający, cudny i puszysty a na śniegu wyglądam cudownie.

Buziaki w Nowym Roku!

Wasz, zawsze skromny, Futrzaty :D

Puszkowa podpowiada że już 1/3 zimy za nami i najgorsze minęło. Jak ma przestać narzekać to niech jej będzie :D

Dlaczego Puszkowa kocha Teneryfę odc. 794…

IMG_6268

Oj, widzicie te półtora nieszczęścia które siedzi, wpatruje się tęsknie w okno i jest obecne ciałem a duch gdzieś fruwa?

Tak, to nasza Puszkowa.

Ja wiem. Puszkowa nie cierpi listopadowej szarówki i zgnilizny, nie znosi grudniowych ciemności a wszelkie marketowe ” Jingle bells” od 2 listopada wywołują w niej furię i mdłości. Puszkowa nigdy za świętami zimowymi nie przepadała, sztuczne życzenia i prezenty na odczepnego zawsze ją wkurzały a zresztą mówi że prezenty można dawać i otrzymywać cały rok, być życzliwym również i żaden opłatek do tego nie jest potrzebny. Ale nie zmienia to tego że Puszkowa ma corocznego, tradycyjnego na miarę św. Mikołaja w stroju coca-coli, doła.

Bo Puszkowa wciąż tęskni. Do jasnego słońca, ciepłego wiatru, grzanek z masełkiem czosnkowym, zupy rybnej z wystającymi ogonami krewetek, szumu oceanu i lekkości bycia, sympatycznych i uśmiechniętych ludzi. Do zwykłego, prostego szczęśliwego bycia tu i teraz :) Czyli tam :D

Też mi się przez chwilkę słoneczko zamarzyło……

No dobra! Teraz będzie apel. Futrzaty – nie mylić z innymi :D :

Szanowna Puszkowa!

1. Teneryfa jest i będzie chyba że walnie Twój ukochany wulkan. Na razie nie ma zamiaru więc skoro kocha to poczeka.
2. Weź się za naukę języka hiszpańskiego bo wiecznym anglojęzycznym turystą być nie możesz.
3. Święta jakoś przeżyjesz ( jak co roku) a zresztą za tydzień już dzień zacznie się wydłużać i najgorsze masz za sobą.
4. Za dwa tygodnie i troszkę skończy się się ten rok, który był całkiem fajny (poza stanowczym nadmiarem kontuzji) i który umocnił Ciebie w przekonaniu że wiesz gdzie Twoje miejsce. Odnośnie kontuzji: rozumiem że można się potłuc, połamać, ponadrywać itp. ale w tym roku to już przesadziłaś! Jak można było uszkodzić prawie wszystko ?!!!
5. Skoro rok się kończy to nadchodzi nowy. Z wiosną, zielenią i palmami na trawniku.
6. Tez by mi się znudziło wciąż palmy okrywać i odkrywać. Zdecyduj się :D
7. Kretyńscy politycy i ich debilne decyzje są wszędzie.
8. Nie chcę kablować ale Twój ukochany pies płci damskiej chyba się w czymś wytarzał i po prostu śmierdzi :D

I tyle na dzisiaj ! A… o co z tą kobietą upadłą chodziło? O to co zawsze. Puszkowa i chodnik mieli bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Skutki są takie że Puszkowa do dzisiaj mocno cierpi z bólu a brak słońca i ciemności wcale jej humoru nie poprawia. No i ten romantyczny wieczór na SOR…

Ale skały wulkaniczne i kaktusy na każdym kroku to jej nie przeszkadzają!!!

Wasz Futrzaty :D

I jeszcze jedno: jak widzicie słońce to ono właśnie w tej samej chwili nad Teneryfą świeci. Takie ono nasze, teneryfiańskie :D

Puszkowa mówi że kto był na Wyspach Kanaryjskich to wie co ona czuje. :D I za hiszpański też już się wzięła :D Adios!

A Puszkowa siedzi i ryczy…

O rany!

Miało być o tym jak Puszkowa kobietą upadłą się stała. Jednak chyba innym razem o tym napiszę bo Puszkowa stała się histeryczką lub czymś podobnym. Siedzi i ryczy, użala się nad sobą i w ogóle.

A to wszystko przez jakąś wyspę hen na oceanie…

Bo Puszkowa ma miłość swego życia. Nie, nie o sobie teraz piszę. Kocha takie jedno miejsce na Ziemi gdzie nigdy nie boli ją głowa, gdzie sa równe chodniki, gdzie zawsze kwitną kwiaty, gdzie zawsze szumi jej ocean ukochany, gdzie powietrze pachnie świeżą zielenią, gdzie skały wulkaniczne spotykają sie na brzegu z falami, gdzie słońce jest jasne i przyjazne, gdzie wystarczy tylko być aby poczuć co to znaczy szczęście. Jest mnóstwo kafejek pachnących pyszną kawą, jest mnóstwo restauracyjek zapraszających zapachami czosnku i oliwy, gra dyskretna muzyka, ilość rybnych pyszności przyprawia o zawrót głowy, pomidory smakują słońcem i słodyczą a banany są malutkie, zielone i tak dobre że można je wcinać w nieskończoność. Ludzie są przyjaźni, nawet ci nieznajomi a znajomi witają jak najlepsi przyjaciele.

Problemy też są- wiadomo: tam gdzie ludzie bywa różnie. Ale łagodność wokół powoduje że łatwiej na nie patrzeć i rozwiązywać gdy nie wieje w twarz, ciemność za oknem wywołuje depresję a informacje z tzw. mediów wzbudzają agresję i potworny niepokój.

Jest to takie miejsce gdzie chce się żyć, wszystkie postanowienia noworoczne są łatwe do spełnienia a lekkość powietrza i jego zapachy wywołują euforię. Puszkowa nawet śmieje się że chyba coś w powietrzu jest rozpylane bo nie chce się jej wierzyć że powietrze może mieć zapach miodu i kwiatów.

No i teraz Puszkowa ryczy… Dopiero co wróciła. Była króciutko ale pobyła sobie szczęśliwa przez jakiś czas. A teraz, gdzy energia jej się wyczerpała, znów tęskni…

Oj Puszkowa… Teneryfa Ciebie też kocha… Poczeka. Jest tam i będzie więc nie rycz…

Zmartwiony Futrzaty.

Podobno kochaja tam koty :)