A Puszkowa siedzi i ryczy…

O rany!

Miało być o tym jak Puszkowa kobietą upadłą się stała. Jednak chyba innym razem o tym napiszę bo Puszkowa stała się histeryczką lub czymś podobnym. Siedzi i ryczy, użala się nad sobą i w ogóle.

A to wszystko przez jakąś wyspę hen na oceanie…

Bo Puszkowa ma miłość swego życia. Nie, nie o sobie teraz piszę. Kocha takie jedno miejsce na Ziemi gdzie nigdy nie boli ją głowa, gdzie sa równe chodniki, gdzie zawsze kwitną kwiaty, gdzie zawsze szumi jej ocean ukochany, gdzie powietrze pachnie świeżą zielenią, gdzie skały wulkaniczne spotykają sie na brzegu z falami, gdzie słońce jest jasne i przyjazne, gdzie wystarczy tylko być aby poczuć co to znaczy szczęście. Jest mnóstwo kafejek pachnących pyszną kawą, jest mnóstwo restauracyjek zapraszających zapachami czosnku i oliwy, gra dyskretna muzyka, ilość rybnych pyszności przyprawia o zawrót głowy, pomidory smakują słońcem i słodyczą a banany są malutkie, zielone i tak dobre że można je wcinać w nieskończoność. Ludzie są przyjaźni, nawet ci nieznajomi a znajomi witają jak najlepsi przyjaciele.

Problemy też są- wiadomo: tam gdzie ludzie bywa różnie. Ale łagodność wokół powoduje że łatwiej na nie patrzeć i rozwiązywać gdy nie wieje w twarz, ciemność za oknem wywołuje depresję a informacje z tzw. mediów wzbudzają agresję i potworny niepokój.

Jest to takie miejsce gdzie chce się żyć, wszystkie postanowienia noworoczne są łatwe do spełnienia a lekkość powietrza i jego zapachy wywołują euforię. Puszkowa nawet śmieje się że chyba coś w powietrzu jest rozpylane bo nie chce się jej wierzyć że powietrze może mieć zapach miodu i kwiatów.

No i teraz Puszkowa ryczy… Dopiero co wróciła. Była króciutko ale pobyła sobie szczęśliwa przez jakiś czas. A teraz, gdzy energia jej się wyczerpała, znów tęskni…

Oj Puszkowa… Teneryfa Ciebie też kocha… Poczeka. Jest tam i będzie więc nie rycz…

Zmartwiony Futrzaty.

Podobno kochaja tam koty :)

Chłopaki! Wszystkiego najlepszego !!!

I tak już mamy październik :) Ale number – jak mówi Puszkowa… Chociaż nie, nie mówi.

Bo Puszkowa raczej pojękuje ostatnio. A kto kazał jej leźć na jogę i robić wygibasy tylko dla kotów a teraz leży i po rehabilitantach dzwoni? Kto kazał jej w różne egzotyczne miejsca jeździć, słońcem, oceanem się napawać a potem wrócić i marudzić? Nie trzeba było się szlajać.

Ale dzisiaj zostawmy jęczącą Puszkową i złóżmy sobie życzenia :D Bo dzisiaj jest a właściwie kończy się juz Dzień Panów. Czyli również mnie :D Zatem :

WSZYSTKIEGO NAJFAJNIEJSZEGO DLA NAS!!! A Puszkowa niech jęczeć przestanie :D

Do usłyszenia. Wasz, w jesiennym nastroju, Futrzaty

Hej! Blogerzy! Wszystkiego najlepszego! :D

Nie będzie na smutno, nie będzie na smutno,nie będzie na smutno… A jednak!

To ja. Puszkowa.

Kochani! Jesień puka nam w okna. A tam! Puka! Wali obłoconym buciorem, wieczorną ciemnością -z tym że ta ciemność zaczyna się już o jakiejś paskudnie wczesnej godzinie. Wiem ze będzie gorzej i cieszmy się chwilą ale mam to gdzieś! Chcę słońca, prawdziwego lata, jasnej zieleni i darcia się ptaków o poranku. Żadnych jaskółek wiszących na drutach i szykujących się do odlotu, żadnego świergotu szpaków obwieszających jedyną moją śliwkę węgierkę. Nie dość że wrzeszczą to plują pestkami :( A ja tak bardzo chcę maja i czerwca.

Z natury jestem optymistką. Tak do 20 czerwca. Potem mi mija… I minęło całkiem. O!

No dobrze. Ponarzekaliśmy a teraz życzenia :D

Kochani blogerzy, w tym równiez Futrzaty : wszystkiego najlepszego, najciekawszego, miliarda tematów i żeby Wam się zawsze chciało.
Bo sama wiem jak to jest. Człowiek pisze, pisze, czyta, cieszy się jak dziecko że tyle madrości zgromadził w kilku zdaniach i to bez jednego błędu ortograficznego, zerka raz po raz ileż to wejść i komentarzy otrzymał, czuje że wreszcie żyje a tu pewnego dnia chęć do pisania go opuszcza, stwierdza ze te wszystkie mądrości to może sobie włożyć w … szufladę ( na przykład), i tak go nikt nie czyta a pisarzem nie zostanie bo mu serce pęknie jak nikt do niego po autograf się nie zgłosi. W Empiku na przykład.

A więc : samych mądrości, mnóstwa wielbicieli, mnóstwa czytelników, tematów na kopy i chęci!!!

Buziaki wielkie ode mnie czyli Puszkowej i genialnego kota o wdzięcznym nazwisku Puszek Futrzaty, ksywa Futrzaty!!! I piszcie bo tak wiele fajnych blogów zniknęło. A szkoda!!!

Następne wpisy już tylko Futrzatego będą , bo mnie chandra jesienna ogarnęła i coś z nią muszę zrobić. Może przestanę czytać wiadomości?

Wasza Puszkowa!

Puszkowa nam znika :)

Kochani, moi cudowni wielbiciele i wielbicielki, jedyni prawdziwi znawcy wybitnego intelektu, niesłychanego poczucia humoru i głębokiej inteligencji, którymi to cechami jestem bogato obdarzony… :

Puszkowa wybywa na wakacje!

Mówi że jest tak zmęczona że pada na pysk na stojąco ( sam widziałem jak na siedząco zasnęła na kanapie i obudziła się nad ranem wściekła i obolała). Mówi tez że ma dosyć polityki, telewizji, przecen w HM, korków, ŚDM, wściekłych ludzi i komarów. Też wściekłych. I jedzie sobie!!! Daleko!

W związku z tym :

1. Zabiera laptop. Mnie nie zabiera. Nie ma pisania i już,
2. Sama będzie pisać – tak powiedziała!
3. Fotki wrzucać będzie na moją stronę na Fb : https://www.facebook.com/profile.php?id=100006732527452&fref=ts
4. Na swoją też.
5. Moja strona to : Puszkowewidzimisie Pamiętnik Kota Futrzatego
6. Te wszystkie swoje głupie spostrzeżenia na moją ( MOJĄ !!!!!!!!!) stronę będzie wrzucała… I swoją…
7. A ja? Wypad do stodoły! Tak powiedziała ta wredota :(

W związku z tym czuję się : szykanowany, obrażany, niedoceniany i w ogóle….

Do zobaczenia w przyszłym miesiącu.

Wasz, mocno obrażony, Futrzaty.

Gooooooool!

O rany! Puszkowa mnie męczy, bo czerwiec już się kończy a ja nic nie napisałem.

No to piszę: 1:0 dla nas. Lewandowski strzelił! I niech tak zostanie :)

Do jutra!!!! Pa pa!

I dajcie mi mecz oglądać!

Wasz Futrzaty!

Jak popaść w wędkarską depresję czyli Puszkowa jedzie na ryby :D

Puszkowa się odnalazła.

Po długim pobycie między perzem, dżdżownicami i ślimakami w skorupach i bez Puszkowa wylazła wreszcie z ziemi…

Wiecie, wiosna była długa, zimowa i paskudna. Albo lało albo marzło , Puszkowa popadła w głęboką depresję, sterta prasowania rosła a uczucie przygnębienia obejmowało już wszystkich. Nawet ja zauważyłem że w świetle pochmurnego i paskudnego dnia wyglądam gorzej niż zwykle a moja cudna, puszysta sierść nie błyszczy tak jak powinna… Ale to minęło. Słoneczko zaświeciło, przygnębienie uciekło gdzieś przegnane jazgotem naszej Psiaczki i nastało słoneczko.

I Puszkowa zniknęła. Wlazła w ogród i tyle jej widzieli. Tylko zdjęcia od czasu do czasu w internet wpuszczała z efektami ogrodniczymi, wieczorem wpadała do domu, padała na pysk i od rana to samo. Ale wczoraj było inaczej.

- Chcesz jechać na ryby?- pytanie Puszkowej wzbudziło tylko lekkie zainteresowanie Młodzieży. Starym ludowym zwyczajem tkwił nosem w ekranie smartfonu i realne życie raczej mało go obchodziło.
- RYBY!!! Takie zwierzątka. Wędka. Kije i haczyki. I ten… no… kołowrotek. I mormyszka…- Puszkowa rzucała fachowymi słowy co by Młodzież lekko ożywić. I Młodzież ożywiła się.
- Noooo… A śniadanie już było?- tu Puszkową mało szlag nie trafił bo śniadanie stało od dwóch godzin na stole wodząc koty na pokuszenie. A nie, już nie wodziło bo to co wodziło zostało już z chleba ściągnięte na podłogę i zżarte.
- Było i się skończyło!- Puszkowa postanowiła być stanowcza. Resztę śniadania uformowała w zgrabny stosik, ukrywając mankamenty. – Jak jesteś głodny to tu stoi.
Ale Młodzież głodna nie była i wreszcie łaskawie zgodziła się na wyjazd wędkarski.

Zastanawianie się nad modelem wędki i kołowrotka pół godziny, pakowanie drugie pół i tak minęła piękna słoneczna pogoda. Zaczęło mżyć. A potem lać. Ale cóż to za przeszkody dla prawdziwych wędkarzy! Wesoły, naładowany po dach Transport Wojenny ruszył w strugach ulewy z nadzieją na lepszą pogodę :D

Udało się. Po przyjeździe okazało się że ulewa wygoniła wszystkich pół godziny wcześniej. łowisko lśniło w słońcu lekkimi falami i pustymi stanowiskami wędkarskimi i tylko łowić!

Puszkowej wiele do szczęścia nie trzeba. Bacik nawet dwumetrowy tylko, kawałek żyłki, ten tam… to takie czerwone co na wodzie stoi… a, spławik i kawałek robaka na haczyku. I w wodę!
Młodzież to co innego. Profesjonalizm na maksa, drogie wędki, jeszcze droższe kołowrotki, sprzęt wysoce specjalistyczny z podziałem na rodzaje ryb, płeć i kolor oraz pochodzenie gatunkowe. Nie taka prościzna jak Puszkowa. W związku z czym po pół godzinie Puszkowa miała na koncie kilka płotek, dwa małe okonki, uklejki i jedną żabę a Młodzież wciąż kompletowała sprzęt na karpia życia.

Minęło następne pół godziny…

Młodzież zarzuciła wreszcie wędkę z jakąś skomplikowaną maszynerią na końcu i ponuro patrzyła na końcówkę niesłychanie lekkiej i drogiej wędki, natomiast Puszkowa z właściwym sobie brakiem taktu co chwila zakładała na haczyk robaka by za chwileczkę ściągnąć z niego rybkę. Rybki, oczywiście, natychmiast wędrowały z powrotem do wody obdarzone całusem i życzeniami powrotu do zdrowia , czego nie doświadczały niestety robaki idące na rzeź. Ale Puszkowa kiedyś o robakach zapomniała i wylęgły się z nich wielkie i tłuste muchy, więc litości dla robali żadnej Puszkowa nie ma, bo much nienawidzi.

Minęło następne pół godziny…
I następne…

Brak taktu Puszkowej zaczął już chyba Młodzież denerwować … Końcówka niesłychanie drogiej i wysoce wyspecjalizowanej wędki ani drgnęła przez ten cały czas, żaden karp życia nie reagował na specjalistyczne zanęty, przynęty i inne takie a Puszkowa bezczelnie spokojnie i z radością sobie łowiła, mówiąc czule do rybek i robiąc im na pożegnanie papa. Jako profesjonalista Młodzież miała tego dosyć!!!

- Jedziemy do domu! Dzisiaj nie jest dzień na ryby!!! I burza idzie!
- Naprawdę? – zdziwiła się szczerze Puszkowa szybko w myślach licząc złapaną i wypuszczoną drobnicę. Trochę tego było. Ale tak… tego karpia ani śladu. A nie! Właśnie plusnęło i z wody wyskoczyło coś wielkiego i to bardzo blisko sprzętu specjalistycznego. Widocznie karp równie mocno nienawidzi much jak Puszkowa a może właśnie przeciwnie…
Puszkowa jednak postanowiła nie dobijać Młodzieży i na wmawianie że z wody wyskoczyła kaczka nie odważyła się. W końcu kopanie leżącego nie jest w jej naturze… :D

Cała drogę do domu Młodzież nie odzywała się obrażona na Puszkową, ryby i wędkę. Ale Puszkowa nie rozumie prawdziwej wędkarskiej depresji . W końcu był taki piękny, słoneczny dzień a ryby brały jak szalone. Pewnie one też wolą prostotę jak Puszkowa… Życie jest piękne!!!

Burzy oczywiście nie było … :D

A Młodzież nadal jest obrażona i postanowiła już nigdy, ale to nigdy nie wziąć wędki do ręki. No chyba, że będzie dzień na ryby :D

Wszystkiego fajnego :)

Wasz, również zadowolony z życia, Futrzaty !

Puszkowa, palmy i ja :)

Nie, Puszkowa nie powinna jednak nigdzie wyjeżdżać…
Wraca jakaś dzika, ani pogadać, ani bałaganu narobić bo goni, nic jej się nie podoba i wszystko wokół chce zmieniać. Bo Puszkowa uważa że ona to taka jakaś nietutejsza jest.

Poszło oczywiście o klimat. Nasz tubylczy, do którego Puszkowa dawno powinna była się przyzwyczaić i cieszyć się że np. w lipcu jest w miarę ciepło. A nawet i w maju. Nie, nie pasuje jej nic i jak mantrę powtarza że ona to powinna się urodzić w zupełnie innym miejscu, gdzie słońce świeci jasno i jest cieplutko. Nie musi być gorąco, ma być ciepło, z lekkim wiaterkiem, bardzo jasnym słońcem w normalnych godzinach a nie jesienno- zimowe ponuractwo wywołujące depresję. Ocean ma być. No i palmy …

Co Puszkowa z tymi palmami szaleje- nie wiem. Twierdzi że jak otworzy rano oczy i spojrzy na staw ma :
1/ nie być kaczek
2/ mają być palmy.

Mają być i już. Bez palm w ogrodzie Puszkowa przestała sobie życie wyobrażać, wie że są takie miejsca gdzie zima wcale nie musi być paskudna, zimna, rozchlapana i mokra, może być cieplutka i miła. I wszędzie tam rosną palmy. I wiosna jest wiosną…

I już mamy palmy.
Słowo honoru! Piękne, zielone, pierzaste i nawet całkiem wysokie. Jeszcze nie takie jak w tych ukochanych miejscach słoneczno- palmowych Puszkowej ale prawdziwe i cudne!
W pierwszych porywach serca i łopaty, po łzach szczęścia i zachwytu, Puszkowa od razu wkopała je do ziemi, nawet nie patrząc gdzie, byleby tylko widziała je z okna gdy rano oczka otworzy. Pełnia szczęścia!!!

A potem wróciła zimo- wiosna. Była już grudniu, była w styczniu i chyba jej się u nas spodobało bo postanowiła sobie być i być..
Rozżalona Puszkowa palmy wykopała i zamiast pomidorów pod folię wpakowała – pomidory zresztą jej zmarzły- zagląda do nich czasem i z nimi gada, pocieszając że już niedługo wypuści je na świeże powietrze i razem będą oglądać ciepłe wschody i zachody słońca, jak tam skąd ich ród. I Puszkowej.

Na szczęście od jutra ma już być cieplej i żaden mróz i śnieg raczej nam nie grożą. Czyli można :)

A tak w ogóle: te nasze palmy są mrozoodporne, o czym Puszkowa kompletnie nie pamięta :). Do minus 25 stopni. I tylko Puszkowej wydaje się że one takie delikatne. Myślę że sobie poradzą. Byle Puszkowa wytrzymała :) A my z nią!

A ja się cieszę!!! Po palmie jeszcze nie łaziłem :D

Wasz Futrzaty!!!

Hej hej!!!!

Puszkowa już jest, laptop już jest i tylko na ulewę czekamy aby z ziemi wyleźć i coś napisać. Nie żeby jako wampiry czy wilkołaki… Wiosna przecież więc grabie i łopaty w ruch, o sekatorach nie wspomnę…

Do nastepnego wpisu :D

Wasz Futrzaty!